W środku nocy znalazłam byłą narzeczoną mojego ukochanego w jego koszuli, a gdy uruchomił się alarm, Dante pobladł

O 11:47 usłyszałam z dołu kobiecy śmiech, a potem zobaczyłam, jak mój narzeczony zamyka przede mną drzwi gabinetu na klucz.

Nie był to śmiech radosny. Brzmiał jak cienkie szkło przesuwane po marmurze, nerwowy, urywany, drżący. Przez chwilę leżałam nieruchomo w ciemnej sypialni, wsłuchując się w deszcz bębniący o wysokie okna posiadłości Morettich.

Miejsce obok mnie było zimne.

Dante wyszedł niemal godzinę wcześniej, po krótkim telefonie od Marca, szefa ochrony. Pocałował mnie wtedy w skroń i powiedział:

— Problem z bezpieczeństwem. Śpij dalej.

Powinnam była wiedzieć, że te pięć słów oznacza coś znacznie gorszego.

W korytarzu paliły się tylko lampy przy podłodze. Ich światło przecinało ciemność wąskimi pasami, a na schodach stało dwóch ochroniarzy w kamizelkach kuloodpornych. Marco mówił do radia przy wejściu. Miał zaciśniętą szczękę i mokre włosy, jakby przed chwilą wybiegł na zewnątrz.

Dante stał przy kominku z podwiniętymi rękawami.

Naprzeciwko niego siedziała kobieta, którą znałam wyłącznie ze starego nagrania rodzinnego. Valentina Duca, jego była narzeczona.

Jej loki ociekały wodą. Burgundowy płaszcz zsunął się z jednego ramienia, a pod okiem rozlewał się fioletowy siniak. W dłoniach trzymała szklankę whisky tak mocno, że kostki lodu uderzały o kryształ.

Dante zobaczył mnie pierwszy.

— Dlaczego nie śpisz? — zapytał ostro.

— Najwyraźniej przegapiłam moment, w którym zaczęliśmy przyjmować gości po północy.

Valentina uniosła wzrok.

— Ty musisz być Isabella.

— A ty pewnie jesteś tym problemem z bezpieczeństwem.

Jej usta drgnęły, ale nie był to uśmiech. Dopiero wtedy zauważyłam rozcięcie przy uchu.

Dante podszedł do mnie.

— Dwóch mężczyzn włamało się do jej mieszkania. Jeden ją uderzył.

— I dlatego przywiozłeś ją tutaj?

— Nie miała dokąd pójść.

Valentina odstawiła szklankę na stół. Podstawa zadźwięczała o marmur.

— Policja nie będzie umiała ochronić mnie przed ludźmi, którzy za tym stoją.

Nie musiała tłumaczyć. Rodzina Duców od pokoleń zajmowała się interesami, o których bogaci ludzie nie rozmawiali przy stole. Jej dawne zaręczyny z Dantem miały połączyć dwa potężne rody. Rozpadły się po czymś, o czym w tej rodzinie milczano tak uparcie, jakby cisza mogła wymazać krew.

— Zostanie na noc w apartamencie ogrodowym — oznajmił Dante.

— Oznajmiłbyś mi to również, gdybym nie zeszła na dół?

Jego twarz stwardniała.

— Isabella, to nie jest chwila na kłótnie.

— Właśnie dlatego chcę wiedzieć, co dzieje się w moim domu.

Zgodziłam się, ale postawiłam warunek. Valentina miała zostać w dolnym apartamencie i nie zbliżać się do wschodniego skrzydła, gdzie znajdowała się nasza sypialnia, gabinet Dantego i moje atelier.

Dante przyjął to bez protestu.

To powinno mnie uspokoić. Nie uspokoiło.

O 12:44 wyszłam po wodę. Wtedy zobaczyłam Valentinę na szczycie schodów prowadzących do wschodniego skrzydła. Miała na sobie czarną koszulę Dantego, tę samą z macicowymi guzikami, którą nosił dwa wieczory wcześniej na tarasie.

Przesunęła palcem po jednym z guzików.

— Szukałam kuchni — powiedziała.

— Kuchnia jest na dole.

— Moje ubrania były mokre.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Podczas rodzinnego święta siostra nazwała moją córkę śmierdzącą siostrzenicą, lecz gdy babcia wstała, jej uśmiech nagle zgasł

— W pokojach gościnnych są szlafroki.

Valentina spojrzała na mnie spod ciężkich powiek.

— Poprosiłam o coś wygodnego. Dante dał mi tę koszulę.

Wtedy na schodach pojawił się Dante. Spojrzał na nią, na koszulę, potem na mnie.

— Zejdź na dół, Valentino.

— Ale przecież to ty mi ją dałeś — odparła cicho.

Kiedy zniknęła, Dante przysiągł, że polecił pokojówce przynieść jej cokolwiek suchego z pralni.

— Strach sprawia, że ludzie zachowują się dziwnie — powiedział.

— Strach nie sprawia, że ktoś zapomina, gdzie jest kuchnia.

Przez kilka sekund patrzył w stronę korytarza.

— Wiem, że nie weszła tutaj przypadkiem.

Nie zdążyłam zapytać, skąd to wie. Z głębi domu dobiegł pojedynczy elektroniczny sygnał.

Marco podniósł głowę.

— Naruszony czujnik południowego ogrodzenia.

Dante ruszył do schodów. Ja za nim.

Wtedy z gabinetu dobiegł trzask odsuwanego zamka, a ręka Marca sięgnęła do skórzanej teczki leżącej na konsoli…

CZĘŚĆ 2

…i wyjęła z niej małą, mosiężną latarkę oraz pistolet.

— Nikt nie wychodzi z domu — rozkazał Marco.

Jego głos był spokojny, ale palce zaciskały się na rękojeści broni. Na konsoli leżał srebrny zegarek, który zawsze nosił przy mankiecie. Wskazówki zatrzymały się na 12:46, choć zegarek działał.

Dante spojrzał na monitory ochrony.

— Pokaż południową aleję.

Jeden z ludzi Marca przebiegł do pomieszczenia monitoringu. Po chwili wrócił z twarzą pozbawioną koloru.

— Brama jest zamknięta. Czujnik uruchomił się od środka ogrodu.

Valentina pojawiła się na schodach, nadal w czarnej koszuli. Trzymała coś w dłoni.

— Nie od środka — powiedziała. — Od strony starej oranżerii.

Dante podszedł do niej gwałtownie.

— Skąd wiesz?

— Bo tamtędy weszłam.

Marco natychmiast skierował na nią latarkę.

— Sama?

— Zanim przyjechałam, ktoś próbował mnie zabić. Nie zatrzymałam się, żeby pytać o drogę.

Dante chwycił mnie za łokieć.

— Wracaj do sypialni.

— Nie.

— Isabella.

— Powiedziałeś, że nie weszła tutaj przypadkiem. Więc przestań mówić do mnie jak do dziecka i wyjaśnij.

Valentina obserwowała nas z napięciem. Zauważyłam, że pod mankietem koszuli ma zadrapanie w kształcie półksiężyca. Na podłodze, przy jej bosej stopie, leżała mokra grudka czarnej ziemi.

— W twoim atelier jest sejf — powiedziała do mnie.

Dante zesztywniał.

— Nie masz prawa o nim wiedzieć.

— Wiem o wielu rzeczach, których nie powinnam wiedzieć.

Poczułam, jak żołądek ściska mi się z zimna.

Sejf znajdował się za obrazem przedstawiającym zatokę Amalfi. Dante twierdził, że przechowuje w nim dokumenty dotyczące galerii, którą prowadziłam. Nigdy nie dał mi do niego kodu.

— Co jest w sejfie? — zapytałam.

— Nic, co ma z nią związek — odparł Dante.

Valentina podeszła niżej. Każdy jej krok zostawiał na kamieniu wilgotny ślad.

— W sejfie jest księga płatności. Czarna oprawa, metalowe narożniki. Znalazłam jej kopię w mieszkaniu człowieka, który zaatakował mnie dziś wieczorem.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Wszedłem do prywatnego gabinetu dyrektorki przez pomyłkę, a następnego ranka położyła pieniądze na stole i nagle pobladła

Marco zrobił krok w jej stronę.

— To niemożliwe.

— Właśnie dlatego tak się przestraszyłeś.

Przez moment nikt się nie odezwał. W oddali zagrzmiało, a szyby zadrżały w ramach.

Dante spojrzał na Marca.

— Sprawdź oranżerię.

— Sam?

— Weź dwóch ludzi.

Marco odwrócił się, lecz Valentina powiedziała:

— Nie wysyłaj go.

— Dlaczego?

— Bo jeśli człowiek, którego widziałam w ogrodzie, nadal tam jest, Marco będzie wiedział, jak go ominąć.

— Oskarżasz mojego szefa ochrony?

— Oskarżam człowieka, który trzy lata temu znał godzinę mojego ślubu, choć znały ją tylko cztery osoby.

Dante pobladł.

— Wtedy twierdziłaś, że to mój ojciec.

— Wtedy nie miałam dowodu.

Zaczęła schodzić, ale zachwiała się. Chwyciłam ją za ramię. Pod palcami poczułam twardy przedmiot ukryty w kieszeni koszuli.

— Co tam masz?

Valentina spojrzała mi prosto w oczy.

— Klucz do prawdy. I dlatego muszę wejść do twojego atelier.

Dante zablokował przejście.

— Nikt tam nie wejdzie.

— W takim razie jutro rano znajdziesz moje ciało w ogrodzie — odparła.

— Nie szantażuj mnie.

— Nie szantażuję. Informuję cię, że ludzie, którzy zabili mojego brata, są już w tym domu.

Marco położył dłoń na radiu.

— Panie Moretti, właśnie straciliśmy obraz z kamery przy oranżerii.

Dante spojrzał na mnie.

— Otwórz atelier.

— Nie znam kodu.

Valentina wyjęła z kieszeni mały mosiężny żeton z nacięciem pośrodku.

— Znasz. Tylko jeszcze nie wiesz, skąd.

Wsunęła żeton w moją dłoń. Na jego odwrocie widniała data śmierci mojego ojca.

Dante ruszył ku mnie, lecz z góry dobiegł odgłos ciężkich kroków. Ktoś szedł wąskim korytarzem prowadzącym do mojego atelier…

CZĘŚĆ 3

…a potem zatrzymał się dokładnie za drzwiami.

Nikt nie oddychał.

Dante uniósł dłoń, nakazując ochroniarzom czekać. Żółte światło z kinkietu odbijało się od mosiężnego żetonu w mojej dłoni. Data na nim była właściwa. Mój ojciec zginął 17 czerwca, podczas transportu dzieł sztuki do Florencji.

Drzwi otworzyły się powoli.

Nie stał za nimi napastnik. Stała Giulia, najstarsza pokojówka w posiadłości, z tacą przykrytą lnianą serwetką. Miała mokre rąbek sukni i twarz napiętą jak naciągnięty sznurek.

— Pani Giulia? — zapytałam.

Odłożyła tacę na podłogę.

— Muszę powiedzieć coś, czego nie powiedziałam przez trzy lata.

Marco natychmiast podszedł do niej.

— Wróć do kuchni.

Giulia cofnęła się, ale Dante stanął między nimi.

— Mów.

— W noc śmierci pani ojca widziałam Marca przy starej oranżerii. Nie o północy. O drugiej siedemnaście. Trzymał tę samą metalową skrzynkę, którą dziś znalazłam w pokoju Valentiny.

Marco zaśmiał się krótko.

— To absurd.

— Nie — powiedziała Giulia. — Absurdalne było to, że przez trzy lata płaciłeś za milczenie mojego syna.

Dante odwrócił się ku niej.

— Płacił ci?

— Co miesiąc. Za to, żebym potwierdzała, że tej nocy spałam w kuchennym pokoju.

Valentina wyjęła z kieszeni koszuli złożoną kartkę.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Poświęcono mnie potężnemu władcy, a gdy weszłam do jego komnaty, jego doradca nagle zbladł

— To kopia przelewów. Nazwisko odbiorcy zmienione, ale numer rachunku prowadzi do fundacji należącej do Marca.

Marco sięgnął po broń.

Dante był szybszy. Uderzył jego nadgarstek w bok, a pistolet upadł na schody i odbił się od stopnia.

— Ani kroku — powiedział.

Słowa Marca zabrzmiały nagle zupełnie inaczej niż wcześniej.

— Nie rozumiesz, co robisz. Twój ojciec zbudował cały układ. Twój brat zginął, bo nie chciał się podporządkować. Valentina miała poślubić ciebie, a jej rodzina przejęłaby porty. Ja tylko pilnowałem, żeby nikt nie zniszczył planu.

Valentina zbladła.

— To ty wysłałeś ludzi do mojego mieszkania.

— Chciałem odzyskać księgę.

— Księgę, którą twój przełożony podpisał własnym nazwiskiem — powiedział Dante.

Marco spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Ty wiedziałeś?

Dante zacisnął pięści.

— Wiedziałem, że mój ojciec finansował transporty. Nie wiedziałem, że zapłacił za śmierć mojego brata i twojego.

Giulia wskazała na atelier.

— Księga jest tam. Za obrazem. Ojciec pana Dantego kazał mi ją schować, gdy zrozumiał, że Marco zaczął działać na własną rękę.

Podeszłam do obrazu. Żeton pasował do niewielkiego otworu w ramie. Gdy go przekręciłam, tylna część obrazu odskoczyła. W środku znajdowała się czarna księga, owinięta w płótno.

Na pierwszej stronie widniał podpis Lorenzo Morettiego.

Na ostatniej — podpis Marca.

Dante wziął księgę i czytał w milczeniu. Valentina płakała bezgłośnie, a Giulia ściskała serwetkę tak mocno, że pękły jej paznokcie.

Wtedy na stole zadrżał telefon Dantego.

Spojrzał na ekran.

— To mój ojciec — powiedział.

Lorenzo Moretti zmarł oficjalnie dwa lata wcześniej.

Połączenie trwało zaledwie kilka sekund. Dante odebrał, a z głośnika dobiegł ochrypły głos:

— Jeśli masz księgę, przyjedź sam do portu. Jeśli nie przyjedziesz, Isabella dowie się, dlaczego jej ojciec naprawdę zginął…

CZĘŚĆ FINAŁOWA

Dante przeczytał list i nagle spojrzał na mnie…

Myślałam, że odkryliśmy już najgorszą prawdę. Potem znaleźliśmy dokument, który zmienił znaczenie każdej decyzji Dantego.

W końcu Dante otworzył list przy wszystkich.
„Nie ufaj człowiekowi, który mówi, że robi to dla rodziny.”
Jego twarz straciła cały kolor.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
W środku nocy znalazłam byłą narzeczoną mojego ukochanego w jego koszuli, a gdy uruchomił się alarm, Dante pobladł
Mąż zniknął na sześć dni z kochanką, a kiedy wrócił, moja wiadomość sprawiła, że jego asystentka pobladła