CZĘŚĆ 4 — Znalazłem w lesie porzucony sedan z 1972 roku, lecz gdy podniosłem wieko bagażnika, mój przyjaciel nagle zamilkł

CZĘŚĆ 4

Esteban Rojas.

To nazwisko usłyszałem w słuchawce, zanim połączenie zostało przerwane.

Teresa zgasiła lampę.

— Znam ten krok — powiedziała. — Są już przy bramie.

Ernesto podszedł do tylnego okna i odsunął zasłonę o szerokość palca. Na drodze nie było nikogo, ale światła samochodu przesuwały się po mokrych pniach.

— Musimy wyjść przez piwnicę — oznajmił.

— A dokumenty?

— Zabieramy tylko to, czego nie da się odtworzyć.

Spojrzałem na kompas w swojej dłoni.

Był ciepły od mojego ciała. Pęknięte szkiełko odbijało płomień lampy w cienką, drżącą kreskę.

Wtedy ktoś zapukał do drzwi.

Raz.

Drugi raz.

— Pani Tereso! — zawołał mężczyzna z zewnątrz. — Otwórz. Chcemy tylko porozmawiać.

Teresa zaśmiała się bez radości.

— Tak samo mówił jego ojciec.

Ernesto otworzył klapę w podłodze. Zeszliśmy po drewnianych schodach do piwnicy pachnącej ziemią i suszonymi jabłkami. Nad nami rozległo się uderzenie. Ktoś próbował wyważyć drzwi.

W piwnicy znajdował się dawny tunel prowadzący za dom, do koryta potoku. Czołgaliśmy się w ciemności, a mokra glina przyklejała się do łokci. Kompas ściskałem tak mocno, że krawędź obudowy rozcięła mi skórę.

Wyszliśmy po drugiej stronie wzgórza.

Alicja czekała na nas w nieoznakowanym samochodzie, razem z dwoma funkcjonariuszami z wydziału do spraw przestępstw gospodarczych. Miała czerwony parasol, którego wiatr wywracał na drugą stronę.

— Karta — powiedziała.

— Nie sprawdzaliśmy jej.

— I bardzo dobrze.

W samochodzie pojechaliśmy do miasta, do starego budynku prokuratury. Była druga czterdzieści nad ranem, kiedy technik podłączył kartę do komputera odłączonego od sieci.

Na ekranie pojawiły się trzy pliki.

Pierwszy zawierał skany umów. Drugi nagranie rozmowy. Trzeci list Lucíi do Teresy.

W nagraniu rozpoznałem głos Estebana Rojasa, młodszego, ale bez wątpienia należący do tego samego człowieka, który mieszkał przy młynie.

— Jeśli dziewczyny złożą zeznania, tracimy wszystko — mówił.

Drugi głos należał do mojego ojca.

— One już pojechały. Nie znajdziesz ich.

— Znajdę. A ty pomożesz mi powiedzieć, że uciekły.

— Nie skrzywdziłem ich.

— Ale zawiozłeś je do lasu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Moja była żona zostawiła mnie dla bogatego biznesmena, a gdy trafiła na mój stół operacyjny, pielęgniarka nagle zbladła

W nagraniu rozległ się trzask, potem płacz Any.

— Martín, nie zostawiaj nas!

Kolejne słowa mojego ojca były niemal niesłyszalne.

— Przepraszam.

Później odezwał się Rojas.

— Samochód spalisz jutro. Bagażnik zostawisz zamknięty. Jeśli otworzysz usta, twoja rodzina zniknie razem z nimi.

Nikt w pokoju się nie poruszył.

Mój ojciec nie był mordercą. Był człowiekiem, który się przestraszył. Zostawił Lucíę i Anę, a potem przez całe życie nosił dowód swojej winy w kompasie i milczeniu.

Alicja spojrzała na mnie.

— Mauricio, muszę powiedzieć coś jeszcze. Pliki mają znacznik czasu sprzed dwóch dni.

— To niemożliwe. Karta leżała w kompasie od 1972 roku.

— Ktoś skopiował je niedawno.

Na ostatnim nagraniu widać było rękę otwierającą kompas. Na palcu mężczyzny połyskiwał szeroki pierścień z herbem Rojasów.

— Esteban żyje — powiedziała Teresa.

— I wie, że znaleźliśmy kartę — dodał Ernesto.

Telefon Alicji zadzwonił. Odebrała, słuchała przez kilka sekund, a potem odsunęła urządzenie od ucha.

— To dyrektor kliniki w Santa Marta. Znaleziono kobietę, która podała nazwisko Lucía Valdés.

Teresa poderwała się z krzesła.

— Powiedziała, gdzie jest Ana?

Alicja spojrzała na mnie.

— Powiedziała, że Ana nie przeżyła tamtej nocy. Ale przed śmiercią zostawiła córkę.

Wtedy na ekranie pojawiło się zdjęcie pacjentki.

Miała dwadzieścia lat w 1972 roku.

I ten sam pieprzyk pod lewym okiem co kobieta z fotografii.

Esteban Rojas nie wiedział jeszcze, że najgroźniejszy dowód przeciwko niemu właśnie odzyskał głos…

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Znalazłem w lesie porzucony sedan z 1972 roku, lecz gdy podniosłem wieko bagażnika, mój przyjaciel nagle zamilkł
CZĘŚĆ 4 — Moja matka wydała oszczędności córki na ślub siostry, a kiedy zapytałam dlaczego, jej uśmiech nagle zniknął