CZĘŚĆ 4 — Wróciłam wcześniej do domu z zupą dla chorego męża, lecz jego słowa sprawiły, że moja ręka zadrżała

CZĘŚĆ 4

— Co jeszcze zrobiłeś? — zapytałam.

Maja nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na Eryka, a jej twarz była napięta jak papier przed rozdarciem.

— Nie tutaj — powiedziała.

— Właśnie tutaj.

Eryk ruszył ku niej, lecz Roman zastąpił mu drogę. Drobny kurier nie wyglądał na człowieka, który potrafiłby zatrzymać kogokolwiek, ale tym razem Eryk się cofnął.

Pani Zawadzka zamknęła teczkę z dokumentami.

— Nikt nie wychodzi, dopóki nie wyjaśnimy, co zostało podpisane.

— Nie ma pani prawa mnie zatrzymywać — syknął Eryk.

— Nie zatrzymuję pana. Proszę tylko nie niszczyć kolejnych dowodów.

To słowo zawisło nad stołem.

Dowodów.

Maja otworzyła torebkę i wyjęła z niej cienką kopertę w kolorze kości słoniowej. Nie była zapieczętowana. W środku znajdowała się karta pamięci, kilka wydruków oraz rachunek wystawiony na nazwisko Eryka.

— Powiedział, że dom jest obciążony długiem — wyjaśniła. — Mówił, że jeśli nie przepisze go na mnie, bank go zabierze.

— Dom nie ma takiego obciążenia — powiedziała pani Zawadzka.

— Wiem. Dowiedziałam się wczoraj.

Maja spojrzała na Eryka z czymś, co nie było już złością. Było obrzydzeniem pomieszanym z niedowierzaniem.

— Sprawdziłam numer księgi. Wszystko się nie zgadzało. Dlatego skopiowałam jego dokumenty.

Eryk zacisnął dłonie.

— Maja, przestań.

— Przestać? Przez pół roku mówiłeś, że rozwiedziesz się z Klarą. Potem mówiłeś, że potrzebujesz pieniędzy na spłatę kredytu. W końcu zrozumiałam, że nie chodziło ci o rozpoczęcie życia ze mną. Chodziło ci o to, żeby mieć gdzie się ukryć po zabraniu jej pieniędzy.

Zabolało mnie to bardziej, niż się spodziewałam. Nie dlatego, że Maja go przejrzała. Dlatego, że tak długo ja nie chciałam tego zrobić.

— Co jest na karcie? — zapytałam.

Maja przesunęła ją po stole.

— Kopie wiadomości, rachunki i zestawienie przelewów. Eryk nie wiedział, że zachowałam wszystko.

— A kto ma drugą kopię?

Maja spojrzała na Romana.

— Jego siostra. Wysłałam jej ją rano, zanim tu przyszłam.

Eryk pobladł.

— Po co?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Złożyłam wypowiedzenie w środku nocy, a kiedy Vincent przekręcił zamek, jego twarz nagle stężała

— Bo bałam się, że jeśli zostanę sama z twoimi kłamstwami, zrobisz ze mnie winną.

Wtedy zrozumiałam nowy szczegół. Maja nie była tylko wspólniczką. Była również człowiekiem, którego Eryk próbował oszukać, gdy uznał, że nie jest już potrzebny.

Pani Zawadzka przejrzała dokumenty i wskazała jeden z rachunków.

— Tu jest najważniejsza rzecz. Te przelewy nie trafiały wyłącznie do Mai.

— Co pani ma na myśli?

— Część pieniędzy przechodziła przez rachunek spółki, w której Eryk pracuje. To może oznaczać, że wykorzystywał środki firmowe do uzupełniania braków.

Eryk gwałtownie podniósł głowę.

— To nieprawda.

Maja prychnęła.

— Powiedziałeś mi, że pobierałeś zaliczki z firmy. Myślałam, że twój wspólnik o tym wie.

— Zamknij się.

— Nie. Tym razem nie.

Telefon Eryka zadzwonił. Na ekranie pojawiło się nazwisko jego wspólnika, Pawła. Eryk odrzucił połączenie. Po kilku sekundach przyszła wiadomość.

„Wiem o przelewach. Spotkajmy się natychmiast. Nie będę za ciebie odpowiadał”.

Eryk usiadł ciężko na krześle. Cała choroba, którą odgrywał przez trzy dni, zniknęła. Został człowiek z rozpiętym kołnierzem, spoconą twarzą i rękami, które nie potrafiły przestać drżeć.

— Klara — powiedział. — Mogę to wyjaśnić.

— Wyjaśniłeś już wystarczająco dużo.

— Bałem się.

To nie było zdanie, którego oczekiwałam.

— Czego?

— Że odejdziesz, kiedy dowiesz się, jak źle stoję.

Zaśmiałam się krótko, bez radości.

— Więc postanowiłeś zabrać mi pieniądze, podrobić mój podpis i udawać zapalenie płuc?

— Nie chciałem cię skrzywdzić.

— Chciałeś, żebym nie mogła się bronić.

Maja odwróciła wzrok. Roman patrzył w podłogę. Pani Zawadzka wyjęła czystą kartkę i podała mi długopis.

— Proszę zapisać, że nie wyraża pani zgody na ustanowienie zabezpieczenia i że podpis na dokumencie nie należy do pani. Zawiadomię odpowiednie osoby, jeśli będzie pani chciała.

Wzięłam długopis. Atrament był granatowy, a stalówka lekko drapała papier.

— Chcę — powiedziałam.

Eryk zerwał się z krzesła.

— Klara, nie rób tego. To zniszczy mi życie.

— To ty je zbudowałeś na cudzym podpisie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Teściowie odmówili nam pieniędzy na dom, lecz kilka miesięcy później przyjechali z walizkami — wtedy mój mąż nagle zbladł

Podpisałam oświadczenie własnym nazwiskiem. Tym samym, które próbował skopiować. Jedna linia. Potem druga. Ręka przestała mi drżeć.

Bank zwrócił część pieniędzy, ale nie wszystko. Jedenaście tysięcy złotych odzyskano z rachunku spółki, ponieważ przelewy zostały zatrzymane. Pięć tysięcy Maja oddała następnego dnia, gdy jej siostra przyniosła wypłatę z konta oszczędnościowego. Reszta zniknęła wcześniej, wydana przez Eryka na hotel, samochód i zaliczki dla Mai.

Nie walczyłam o każdą złotówkę za wszelką cenę. Chciałam odzyskać dokumenty, mieszkanie i własne nazwisko. Pani Zawadzka dopilnowała, aby żadna zmiana nie została wpisana do księgi. Paweł zakończył współpracę z Erykiem i przekazał mu rozliczenia, które wcześniej ukrywał.

Maja wyprowadziła się z miasta, ale przed wyjazdem przyszła do kancelarii jeszcze raz.

— Nie proszę o wybaczenie — powiedziała. — Pomogłam mu, bo chciałam wierzyć w obietnicę. Później zrozumiałam, że dla niego wszyscy byli tylko rachunkami.

— Dlaczego oddałaś kopię?

— Bo ktoś musiał sprawić, żeby prawda przestała zależeć od jego nastroju.

Nie zostałyśmy przyjaciółkami. Nie musiałyśmy. Wystarczyło, że obie przestałyśmy osłaniać tego samego człowieka.

Eryk dostał możliwość spłacenia brakującej kwoty w ratach. Nie dlatego, że mu współczułam. Dlatego, że chciałam zakończyć sprawę bez pozwolenia, by przez kolejne lata dyktował mi terminy, spotkania i emocje. Rozwód rozpoczęłam tydzień później, a jego rzeczy odebrał Paweł, kiedy Eryk musiał stawić się w firmie na rozmowę dotyczącą pieniędzy.

Najtrudniejszy moment przyszedł nie w kancelarii, lecz w sklepie spożywczym. Zobaczyłam półkę z zupami i przypomniałam sobie papierową torbę, ciepły napój imbirowy oraz własne przekonanie, że troska może ochronić małżeństwo.

Wzięłam jedną puszkę zupy pomidorowej.

Nie dla Eryka.

Dla Romana, który tego dnia odmówił kłamstwa, choć mógł po prostu milczeć. Zaniosłam mu ją następnego ranka do punktu kurierskiego. Na ladzie leżała jego czapka, a przy mankiecie wciąż sterczała biała nitka z etykiety.

— Nie musiała pani — powiedział.

— Wiem.

Uśmiechnął się niepewnie.

— Co pani teraz zrobi z tym wszystkim?

Spojrzałam na kopię aktu własności, którą trzymałam pod pachą.

— Wreszcie przeczytam każdy dokument, zanim ktoś spróbuje podpisać go za mnie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Przyjechałam z córką na galę męża, lecz ochroniarz wyrzucił nas przed wszystkimi, a jego uśmiech nagle zniknął

Roman skinął głową, a ja postawiłam zupę na jego biurku.

Kiedy wychodziłam, zadzwonił telefon. To był Eryk.

Nie odebrałam.

Na ekranie pojawiło się jeszcze jedno powiadomienie, tym razem z banku. Ostatnia zablokowana próba przelewu miała tytuł: „za opiekę”.

Patrzyłam na te dwa słowa i pomyślałam o trzech dniach, kiedy podawałam mu lekarstwa, przykrywałam go kocem i przepraszałam, że muszę iść do pracy.

Potem skasowałam wiadomość.

Na stole Romana stała puszka zupy, a obok niej leżał dokument z moim prawdziwym podpisem.

— Ten człowiek — powiedział Roman, patrząc na ekran swojego telefonu — naprawdę nazwał to opieką?

Wsunęłam kartkę do teczki.

— Nie. Nazwał tak rachunek, który wystawił za własne kłamstwa.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Wróciłam wcześniej do domu z zupą dla chorego męża, lecz jego słowa sprawiły, że moja ręka zadrżała
CZĘŚĆ 4 — Mąż wyrzucił mnie z własnej rezydencji w dniu pogrzebu matki, lecz gdy podjechałam pod bramę, jego uśmiech nagle zniknął