Oddałam krew rzekomo rannemu chłopakowi, lecz za drzwiami kliniki usłyszałam jego śmiech — Renata nagle zbladła

Pielęgniarka wyjęła igłę z mojego ramienia, a ja jeszcze nie zdążyłam podnieść się z fotela, kiedy usłyszałam za drzwiami śmiech człowieka, który miał walczyć o życie.

— Jeśli naprawdę go kochasz, nie pytaj, ile potrzebują — powiedział Mauricio przez telefon. — Oddaj krew i już.

Jego głos brzmiał słabo, jakby mówił z łóżka szpitalnego. W tle słychać było czyjeś szybkie kroki, metalową tacę i urywany oddech. Nie przyszło mi do głowy, że wszystko zostało zagrane.

Czterdzieści minut później wyszłam z prywatnej kliniki w Santa Fe z watą przyklejoną do ramienia i nogami tak miękkimi, że musiałam oprzeć się o ścianę. Na korytarzu pachniało środkiem dezynfekującym i gorzką kawą z automatu. Pomyślałam, że właśnie zrobiłam coś najważniejszego dla mężczyzny, którego kochałam od trzech lat.

Według jego przyjaciół Mauricio miał ciężki wypadek podczas jazdy testowej na prywatnym torze pod Tolucą. Potrzebował zgodnej jednostki krwi natychmiast. Rodrigo dzwonił do mnie o czwartej rano, Santiago pisał jeden komunikat za drugim, a Renata nie odezwała się ani słowem.

Nie zadawałam pytań.

Mauricio był moim chłopakiem. Dla niego odkładałam wyjazd do Méridy z rodzicami, odwoływałam próby i przepraszałam nawet wtedy, gdy to on mnie ranił. Wierzyłam, że miłość czasem wymaga milczenia.

Przy windzie zobaczyłam kobietę w zielonym fartuchu. Pchała małą lodówkę medyczną, a na jej pokrywie tkwiła biała etykieta. Rozpoznałam swoje imię.

Daniela Hernández.

Kobieta skręciła w boczny korytarz. Drzwi zamknęły się za nią, lecz po chwili uchyliły ponownie. Zobaczyłam, jak wyjmuje worek z krwią i wrzuca go do pojemnika na odpady biologiczne.

Zamarłam.

— Przepraszam — wyszeptałam. — To miało trafić do pacjenta.

Kobieta odwróciła się nerwowo.

— Proszę wrócić do głównego holu. Nie wolno pani tu być.

Wtedy usłyszałam śmiech. Dochodził z pokoju dla ważnych pacjentów, którego drzwi były niedomknięte.

— Nie mogę uwierzyć, że Daniela znowu się nabrała — powiedział Rodrigo.

Podsunęłam się bliżej. Przez szczelinę zobaczyłam Mauricio leżącego na łóżku. Był idealnie uczesany, miał na sobie białą koszulę, a na kolanach trzymał telefon. Nie miał bandaża, maski tlenowej ani najmniejszego zadrapania.

Santiago uniósł trzy palce.

— Dziewięćdziesiąt sześć.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

— Bransoletka była świetna — powiedział ktoś. — Powiedzieliśmy jej, że Mauricio zgubił prezent rocznicowy. Szukała go w deszczu do drugiej w nocy.

— Następnego dnia miała gorączkę — dodał Rodrigo. — A mimo to pytała, czy już się znalazł.

Palce zaczęły mi drżeć tak mocno, że paznokciem rozdarłam papier owinięty wokół wacika.

Przypomnieli sobie noc, kiedy wmówili mi, że Mauricio nie przeżył operacji. Modliłam się wtedy do rana w kaplicy. Potem wspomnieli fałszywe oskarżenie o plagiat, przez które spóźniłam się na własną uroczystość ukończenia studiów.

Myślałam, że to nieszczęścia.

— Zostały trzy — powiedział Rodrigo. — Dziewięćdziesiąt dziewięć zemst i umowa zostaje wykonana.

— A potem Renata dostaje Mauricio z powrotem? — zapytał Santiago.

— Właśnie tak.

Renata Salgado. Dziewczyna, która cztery lata wcześniej przegrała ze mną uniwersytecki konkurs tańca. Miała sponsorów, prywatnych nauczycieli i nazwisko otwierające każde drzwi. Ja miałam rodziców, stare buty i układ, który opracowałam nocami w kuchni.

— To ona poprosiła, żeby się do niej zbliżył? — spytał ktoś.

Mauricio wzruszył ramionami.

— Najpierw miał ją rozkochać. Potem zrobić z niej narzędzie do kolejnych kar. Daniela sama wszędzie włazi.

Odsunęłam się od drzwi. Serce waliło mi w żebrach, lecz pod mdłościami pojawiło się coś twardszego.

Na zewnątrz zadzwoniła mama.

— Twój tata załatwił mieszkanie w Méridzie — powiedziała. — Wyjeżdżamy w przyszłym tygodniu. Zarezerwowaliśmy też pokój dla ciebie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Szef mafii pocałował mnie na oczach trzystu gości, a potem wyszeptał jedno zdanie, po którym mój narzeczony zbladł jak ściana

Przez miesiące odmawiałam z powodu Mauricio. Spojrzałam na fioletowy ślad po igle.

— Mamo, zostaw mi miejsce.

— Naprawdę przyjedziesz?

— Tym razem tak.

W tej samej chwili telefon zawibrował. Wiadomość od Mauricio była krótka: „Przyjedź jutro. Zostały nam trzy rzeczy do uporządkowania”.

Nie wiedziałam jeszcze, że te trzy rzeczy nie dotyczyły naszego związku. A kiedy następnego dnia o dziewiątej rano otworzyłam drzwi wynajętej sali tanecznej, Rodrigo już czekał przy stole z czarną teczką i wyciągał z niej pierwszy dokument…

CZĘŚĆ 2

…Na pierwszej stronie widniało moje imię, a pod nim adres pracowni, której nigdy nie widziałam.

Rodrigo siedział w wynajętej sali tanecznej przy ulicy Reforma. Była dziewiąta rano. Lustra pokrywały całą ścianę, z sufitu zwisała pęknięta lampa, a na podłodze leżał pojedynczy srebrny cekin. Zobaczyłam go i pomyślałam o swoim stroju z konkursu sprzed czterech lat.

— Co to jest? — zapytałam.

— Formalność — odpowiedział Rodrigo. — Mauricio chce ci pomóc uporządkować sprawy związane z tańcem.

— Nie prosiłam o pomoc.

— Wczoraj oddałaś mu krew.

— Nie oddałam mu. Wyrzucono ją do śmieci.

Jego uśmiech zgasł tylko na sekundę, ale wystarczyło, żebym poczuła, iż wie, że byłam pod drzwiami.

— Słyszałaś coś, czego nie powinnaś.

— Słyszałam dziewięćdziesiąt sześć rzeczy, których nie powinnam była znosić.

Wtedy do sali wszedł Mauricio. Miał na sobie granatową marynarkę i zegarek, który dostał ode mnie na trzecią rocznicę. Zatrzymał się przy lustrze, jakby musiał sprawdzić, czy jego twarz wciąż wygląda przekonująco.

— Daniela, usiądź — powiedział.

— Stojąc, lepiej widzę, kto próbuje mnie sprzedać.

Jego szczęka drgnęła.

— To nie jest sprzedaż. Renata organizuje fundację taneczną. Potrzebuje twojej metody pracy, nazwy i kilku układów. Możesz dostać wynagrodzenie.

— Mojej metody?

— Tej, którą opracowałaś na konkurs. Przecież nie wykorzystujesz jej teraz.

Przesunęłam dokument po stole. W rubryce dotyczącej przeniesienia praw widniała suma mniejsza niż koszt mojego miesięcznego czynszu. Na dole ktoś zostawił pustą linię na podpis.

— A trzy rzeczy? — zapytałam.

— Podpis, udział w nagraniu promocyjnym i publiczne oświadczenie, że Renata była współautorką układu.

— Czyli chcecie zabrać mi wszystko, co zbudowałam.

— Nie przesadzaj — warknął Mauricio. — I tak nigdy nie umiałaś wykorzystać swojego zwycięstwa.

Wciągnęłam powietrze. W lustrze widziałam jego plecy, własną bladą twarz i srebrny cekin przyklejony do podeszwy buta.

— Która to zemsta? — zapytałam.

Rodriguez? Nie. Rodrigo zacisnął usta.

— Dziewięćdziesiąta siódma.

— A dwie ostatnie?

Mauricio spojrzał na telefon.

— Nie musisz znać szczegółów.

W południe spotkaliśmy się w restauracji hotelowej. Renata siedziała przy oknie, w kremowej sukience i z cienkim złotym łańcuszkiem na szyi. Obok niej leżała teczka z logo fundacji. Kiedy mnie zobaczyła, poprawiła włosy.

— Naprawdę przyszłaś — powiedziała.

— Ty naprawdę wróciłaś po cudzą pracę.

— Cudzą? — zaśmiała się cicho. — Pamiętasz, jak płakałaś po konkursie, bo bałaś się, że wszyscy zobaczą, iż miałaś szczęście?

— Pamiętam, że płakałaś ty.

Jej uśmiech stwardniał.

— Mauricio miał tylko wykonać umowę. Dziewięćdziesiąt dziewięć kar za to, że zabrałaś mi miejsce, nazwisko i przyszłość.

— To ty nazwałaś trzy lata mojego życia umową?

— To był projekt. A projekty kończy się zgodnie z planem.

Kelner położył przede mną szklankę wody. Kostki lodu uderzyły o szkło tak głośno, że przez chwilę nikt się nie odzywał.

— Co stanie się przy dziewięćdziesiątej dziewiątej? — spytałam.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Przez trzy lata płaciłam czynsz, którego właściciel nie ruszał, aż przyniósł pudełko i nagle zbladł

Mauricio odsunął krzesło.

— Ogłosimy, że przez cały czas kradłaś choreografie. Renata pokaże dokumenty i nagrania z prób. Nikt nie uwierzy dziewczynie, która spóźnia się na własną ceremonię i wszędzie widzi spiski.

Poczułam, jak zimno przechodzi mi po karku.

— Jakie dokumenty?

— Takie, które już podpisałaś — odpowiedziała Renata.

— Nigdy nie podpisałam zgody na kradzież mojej pracy.

— Nie pamiętasz wszystkich wizyt, wszystkich próśb, wszystkich formularzy.

Wstałam. Krzesło zaskrzypiało o kamienną podłogę.

— Jutro macie zamiar zniszczyć moje nazwisko.

— Nie — powiedział Mauricio. — Jutro damy ci ostatnią szansę. Przyjdziesz na konferencję i podpiszesz wszystko przed kamerami. Jeśli odmówisz, pokażemy światu, że jesteś niewdzięczną oszustką.

Wyszłam z hotelu, zanim zobaczyli łzy w moich oczach. Na chodniku zadzwoniłam do mamy.

— Mamo, czy tata zachował wszystkie dokumenty z mojego konkursu?

— Oczywiście. Dlaczego pytasz?

— Potrzebuję ich dziś.

Wieczorem ojciec przyjechał do mojego mieszkania z metalowym pudełkiem po herbacie. Pachniało kurzem i olejkiem kamforowym. W środku znalazłam płyty, rachunki, szkice układów i kopię protokołu konkursu.

Na ostatniej stronie widniało nazwisko świadka, o którym od dawna nie myślałam.

Mój dawny trener, Esteban Ruiz.

— On może pamiętać, kto stworzył ten układ — powiedział tata.

Wybrałam jego numer. Odebrał po trzecim sygnale.

— Esteban? Tu Daniela. Potrzebuję, żebyś jutro przyszedł na konferencję Renaty.

Po drugiej stronie zapadła ciężka cisza.

— Daniela, ja właśnie dlatego odszedłem z tamtej szkoły — powiedział. — Nigdy nie miałem odwagi ci powiedzieć, co naprawdę widziałem tamtej nocy…

A potem usłyszałam nazwisko, które sprawiło, że metalowe pudełko wypadło mi z rąk…

CZĘŚĆ 3

…— Mauricio nie przyszedł wtedy do ciebie przypadkiem — powiedział Esteban. — Renata wysłała go z teczką twoich projektów.

Następnego dnia o ósmej trzydzieści weszłam do sali konferencyjnej fundacji. Na ścianie wisiał ogromny plakat: „Renata Salgado — nowy język tańca”. Pod tytułem znajdował się fragment mojego układu, choć nigdzie nie było mojego nazwiska.

W sali stały kamery, dziennikarze i kilkoro sponsorów. Renata rozmawiała z dyrektorem fundacji, a Mauricio sprawdzał stos dokumentów. Na jego nadgarstku błyszczał zegarek, który kiedyś mu kupiłam.

— Przyszłaś podpisać? — zapytała Renata.

— Przyszłam, żebyś podpisała coś ty.

Uśmiechnęła się, lecz jej palce zacisnęły się na długopisie.

— Nie rób scen.

— To wy przez trzy lata robiliście ze mnie scenę.

Mauricio podszedł bliżej.

— Masz pięć minut. Podpisujesz albo zaczynamy konferencję od oskarżenia o plagiat.

Wtedy drzwi otworzyły się i wszedł Esteban. Miał na sobie brązowy płaszcz, a w ręce trzymał płaską teczkę z połamanym zapięciem. Zatrzymał się przy wejściu, jakby każdy krok kosztował go więcej, niż chciał pokazać.

— Esteban? — Renata podniosła się gwałtownie.

— Dzień dobry, Renato.

Mauricio pobladł.

— Nie masz tu czego szukać.

— Mam. Własnego podpisu.

Esteban położył na stole kopię protokołu konkursu. Przy jego nazwisku widniała data i pieczęć komisji.

— Układ „Korzenie” został zgłoszony przez Danielę Hernández sześć tygodni przed konkursem. Mam szkice, rachunki za wynajem sali i moje notatki z prób.

Renata roześmiała się nerwowo.

— To niczego nie dowodzi. Mogła skopiować mój pomysł.

— Nie mogła — powiedział Esteban. — Bo to ja przekazałem jej pierwszy temat muzyczny. A ty poprosiłaś mnie później o kopię jej notatek.

W sali ucichły szepty.

Mauricio uderzył dłonią w stół.

— Wystarczy.

— Nie — odpowiedział Esteban. — Wystarczyło trzy lata temu, kiedy obiecałeś mi pieniądze za milczenie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Podczas miesiąca miodowego teściowa dostała klucz do naszej sypialni, a kiedy zaprotestowałam, mój mąż nagle przestał się uśmiechać

Serce ścisnęło mi się tak mocno, że musiałam oprzeć dłoń na krześle.

— Pieniądze? — zapytałam.

Esteban wyjął z teczki pokwitowanie.

— Mauricio zapłacił mi za podpis pod oświadczeniem, że Renata wymyśliła część choreografii. Nie podpisałem. Zabrałem kopię i odszedłem ze szkoły.

— To podróbka — syknął Mauricio.

— Nie. To przelew z twojego konta na rachunek mojej żony. Kwota była opisana jako „konsultacja artystyczna”.

Renata odwróciła się do Mauricio.

— Mówiłeś, że Esteban podpisał.

— Miał podpisać.

— Powiedziałeś, że wszystko załatwiłeś.

— Zamknij się.

Jej twarz straciła kolor. Dziennikarz stojący przy kamerze przestał udawać, że nie słucha.

Wyjęłam z torebki kopię umowy, którą Rodrigo chciał mi wręczyć dzień wcześniej.

— Ten dokument także jest nieważny. Wpisano do niego nazwę mojego układu i prawa, których nigdy nie przeniosłam. Mój ojciec sprawdził numer rejestracyjny fundacji. Został zgłoszony dopiero dwa dni temu.

Dyrektor fundacji spojrzał na Renatę.

— Mówiłaś, że masz pełne prawa.

— Miałam mieć — wyszeptała.

— Nie miałaś nic — powiedziałam. — Poza zemstą.

Mauricio ruszył w moją stronę.

— Ty nie rozumiesz, co robisz. Renata odebrałaś wszystko.

— Nie. To ty odebrałeś mi trzy lata, bo chciałeś zapłaty za cudzą porażkę.

— Kochałem cię, zanim zaczęłaś niszczyć moje życie.

— Nie kochałeś mnie. Kochałeś moment, w którym mogłeś mnie upokorzyć.

Wtedy rozległ się dźwięk telefonu Renaty. Spojrzała na ekran i nagle odsunęła się od stołu.

— To niemożliwe — powiedziała.

— Co? — zapytał Mauricio.

Renata podniosła wzrok.

— Sponsor wycofał pieniądze. Przeczytał dokumenty, które właśnie wysłał mu Esteban.

Mauricio sięgnął po telefon, lecz Renata cofnęła rękę.

— Powiedz mi, że to też było częścią planu.

Nie odpowiedział.

Esteban podszedł do mnie i ściszył głos.

— Daniela, jest jeszcze coś. W archiwum szkoły znalazłem listę wszystkich osób, które pomagały przy tych dziewięćdziesięciu sześciu „zemstach”. Nie tylko przyjaciół Mauricio.

— Kto jeszcze?

Spojrzał w stronę drzwi.

Stała tam moja matka chrzestna, Lidia, której przez trzy lata ufałam bardziej niż komukolwiek poza rodzicami. W ręku trzymała kopertę z pieczęcią fundacji.

— Przyszłam powiedzieć, że ostatnia kara nie była pomysłem Renaty — powiedziała Lidia. — I że człowiek, który ją opłacił, czeka na ciebie przed budynkiem…

CZĘŚĆ FINAŁOWA

Lidia podała mi kopertę, a Mauricio cofnął się o krok…

Myślałam, że odkryłam już całą prawdę. Ostatni dokument pokazał jednak, że w tej zemście uczestniczył ktoś, komu ufałam od dzieciństwa.

Esteban wskazał podpis na dokumencie.
„To nie była zemsta. To była próba kradzieży twojego życia”.
Mauricio pobladł przy własnym planie.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał historii jest już otwarty

Rate article
Oddałam krew rzekomo rannemu chłopakowi, lecz za drzwiami kliniki usłyszałam jego śmiech — Renata nagle zbladła
CZĘŚĆ 4 — Pięć minut po rozwodzie były mąż kazał mi zabrać córki, lecz pytanie lekarki sprawiło, że jego rodzina zamarła