CZĘŚĆ 4 — Rozkazano mi zostawić szesnastu żołnierzy w górskim kanionie, lecz gdy poprosiłam o zgodę na atak, dowódca nagle pobladł

CZĘŚĆ 4

— Gdzie ona jest? — zapytałam.

— W sali odpraw. Otworzyła ją pułkownik Miriam Shaw. I właśnie przeczytała ostatnią stronę.

Paliwo spadało szybko. Wskaźnik migał pomarańczowym światłem, a pod samolotem czarne zbocza przesuwały się jak zęby ogromnego zwierzęcia.

— Pułkownik Shaw, co jest w tej teczce? — spytałam.

Jej głos zabrzmiał w słuchawkach bez żadnych zakłóceń.

— List Daniela. Nie do dowództwa. Do ciebie.

Przymknęłam oczy na ułamek sekundy.

Przez dwadzieścia lat wyobrażałam sobie jego ostatnie chwile. Zawsze widziałam go rannego, samotnego, patrzącego w górę i czekającego na samolot, który nie przyleciał.

Nigdy nie wyobrażałam sobie listu.

— Przeczytaj go — powiedziałam.

— Nie przez radio.

— Pułkownik Shaw.

— Napisał, że jeśli zginie, nie chcesz zemsty. Chcesz, żeby ktoś sprawdził, co naprawdę stało się przy zaporze. Napisał też, że Voss nie działał sam.

W kabinie zrobiło mi się zimno.

— Kto jeszcze?

— Nie podał nazwiska. Napisał tylko: „Człowiek, który podpisuje rozkazy, nie zawsze jest tym, który je wymyśla”.

Generał Voss wszedł na kanał.

— Shaw, natychmiast przerwij tę rozmowę.

— Nie wydajesz mi już rozkazów, Adrianie — odpowiedziała pułkownik.

— Nie wiesz, co robisz.

— Wiem dokładnie. Od dwudziestu lat czytam raport, w którym twierdzisz, że Daniel zginął przez błąd nawigacyjny. A teraz widzę ten sam numer rozkazu na dokumentach z Saraphiny.

Voss prychnął.

— To nie wystarczy.

— Wystarczy, żeby odebrać ci dostęp do systemu. A za dziesięć minut wszystkie kopie dokumentów trafią do trzech niezależnych dowódców.

— Jeśli to zrobisz, ujawnisz operacje, które chroniły ten kraj.

— Nie. Ujawnię ludzi, którzy handlowali tymi operacjami.

Na dole Hale prowadził zespół przez wschodnią komorę. Termowizja pokazywała ich jako jasne punkty, przesuwające się wąskim tunelem.

— Walkiria — odezwał się — widzę ładunki przy głównej śluzie. Jest ich sześć.

— Mogę zniszczyć pięć.

— A szósta?

— Szósta jest pod zbiornikiem wyrównawczym. Jeśli ją ruszę, zaleje kanał.

— Więc ją zostaw.

— Wtedy Voss może ją odpalić zdalnie.

Hale milczał przez chwilę.

— Lina mówi, że zawór ręczny jest w komorze technicznej. Ktoś musi tam wejść.

— Kto?

— Ja.

— Masz rannego człowieka i wodę po kolana.

— Mam też ludzi, którzy nie zasługują na śmierć przez cudzy podpis.

Uśmiechnęłam się bez radości.

— W takim razie prowadź ich szybko.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mąż wrócił nad ranem, a gdy zobaczył pustą kołyskę, jego pewność siebie nagle zniknęła

Wykonałam pierwszy atak. Krótki, niski przelot. Płomienie rozbłysły przy zachodniej śluzie, a fala uderzeniowa zatrzęsła górami. Drugi ładunek eksplodował za chwilę. Trzeci zniknął pod gruzem.

— Trzy pozostały — powiedział Hale.

— Wiem.

— Przygotuj się.

Zrobiłam drugi przelot, niższy niż pozwalały instrukcje. Skały przemknęły pod skrzydłami, a kabina wypełniła się alarmami. Zniszczyłam dwa kolejne ładunki.

Ostatni widziałam wyraźnie.

Nie strzeliłam.

— Dlaczego zwlekasz? — zapytał Voss.

— Bo wiem, gdzie jest szósta bomba.

— Nie masz prawa podejmować decyzji.

— A ty nie masz już dostępu do detonatora.

Pułkownik Shaw odezwała się spokojnie:

— Potwierdzam. Wszystkie kanały generała zostały odcięte.

Wtedy Voss zrobił coś, czego nie przewidziałam. Wysłał własny samolot bez oznaczeń. Maszyna wyszła zza grani i skierowała się prosto na wąwóz.

— To nie jest nasza eskorta — powiedział Hale.

— Wiem.

— Może uderzyć w zaporę.

— Nie, jeśli zmuszę go do zmiany kursu.

Samolot przeciwnika wystrzelił pocisk. Minął mnie o kilka metrów i eksplodował nad skałą. Kabiną szarpnęło, alarmy zawyły, a fotografia Daniela oderwała się od taśmy.

Złapałam ją jedną ręką.

— Walkiria, masz uszkodzenie lewego skrzydła! — krzyknął operator.

— Jeszcze latam.

Skierowałam samolot na maszynę bez oznaczeń. Nie chciałam jej zestrzelić nad zaporą. Wciągnęłam ją w ciasny zakręt między szczytami, tam, gdzie moje doświadczenie było warte więcej niż jej prędkość.

Przeciwnik próbował zejść niżej.

Za nisko.

Uderzył skrzydłem w skalny występ i rozpadł się nad pustym zboczem. Żaden fragment nie spadł na zaporę.

— Czysto — powiedział operator.

— Nie. Jeszcze nie.

Hale był przy zaworze. Widziałam go przez kamerę Liny, kiedy unosił ciężką dźwignię. Woda napierała na drzwi komory, a metal wyginał się pod ciśnieniem.

— Nie mogę go ruszyć — wysapał.

— Samir, czy przy zaworze jest pomocniczy mechanizm?

— Jest, ale trzeba wyjąć blokadę. Ma kształt półksiężyca.

Lina rzuciła coś Hale’owi. Metalowa tabliczka, ta sama, którą trzymała przy stacji pomp.

— Użyj tego! — krzyknęła.

Hale wsunął tabliczkę w szczelinę. Mechanizm zgrzytnął. Zawór drgnął.

W tym samym momencie ostatni ładunek eksplodował.

Nie przy zaporze.

W pustym kanale odprowadzającym, który Samir otworzył kilka sekund wcześniej. Fala wody przeszła bokiem, rozrywając beton, lecz główna konstrukcja wytrzymała.

Wąwóz ocalał.

A wraz z nim dokumenty.

Kiedy zespół wydostał się na płaskowyż, samolot dowodzenia krążył nad zaporą. Ja ledwo utrzymywałam maszynę w powietrzu. Jeden z silników tracił moc, a paliwo spadło poniżej bezpiecznej granicy.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Na przyjęciu urodzinowym znalazłem córkę za toaletą, lecz gdy zapytałem, kto ją skrzywdził, moja matka pobladła

— Major Reed — powiedział operator — masz zgodę na lądowanie awaryjne w bazie północnej.

— Nie wrócę do bazy.

— To jedyne przygotowane lotnisko.

— Wiem. Ale najpierw chcę usłyszeć, co jest w liście Daniela.

W bazie wylądowałam o świcie, z uszkodzonym skrzydłem i fotografią zaciśniętą w dłoni. Mechanicy otoczyli samolot, lecz ja nie wysiadłam, dopóki nie zobaczyłam Hale’a.

Przyjechał wojskowym samochodem. Miał zabandażowane ramię i twarz pokrytą pyłem.

— Ilu? — zapytałam.

— Szesnastu żywych.

Dopiero wtedy pozwoliłam sobie wypuścić powietrze.

Lina wysiadła za nim z walizką przyciśniętą do piersi. Samir jechał z nią. Pułkownik Shaw czekała w hangarze, trzymając białą kopertę.

Nie była stara. Nie miała pieczęci. Na środku widniało tylko moje imię.

Usiadłam na skrzyni z narzędziami.

— Przeczytaj sama — powiedziała Shaw.

Rozdarłam papier.

„Evelyn, jeśli to czytasz, znaczy, że ktoś wreszcie odważył się spojrzeć pod deskę, pod którą ukryłem prawdę. Nie ufaj raportowi. Nie ufaj ludziom, którzy mówią, że poświęcenie było konieczne. Jeśli wróci po mnie samolot, zapytaj pilota, czy widział drogę, którą nam zamknięto. Ty zawsze patrzyłaś dalej niż my.”

List kończył się jednym zdaniem.

„Nie pozwól, żeby zrobili z mojego imienia kolejne zamknięte drzwi.”

Nie płakałam od razu. Najpierw złożyłam kartkę bardzo starannie, tak jak składało się mapy przed wyruszeniem w teren.

Potem spojrzałam na Hale’a.

— Voss?

— Odcięty od dowodzenia. Jego podpisy są w trzech kopiach dokumentów. Człowiek, który dostarczał mu pieniądze, był zastępcą dyrektora operacyjnego. Shaw znalazła przelewy na kontach jego rodziny.

— A reszta?

— Część ludzi twierdzi, że nic nie wiedziała. Część zaczęła mówić. Tym razem nie będą mogli schować sprawy w jednym raporcie.

Lina postawiła walizkę na stole.

— W środku jest również lista tych, którzy kupowali informacje o zaporach. Jeśli ją ujawnimy, rząd będzie musiał przyznać, że przez lata ignorował ostrzeżenia.

— Ujawnimy — powiedziałam.

Shaw spojrzała na mnie uważnie.

— Wiesz, co to oznacza dla ciebie? Będziesz musiała zeznawać o wszystkim. O rozkazie, o Vossie, o tym, że zignorowałaś powrót.

— Wiem.

— Możesz stracić skrzydła.

Pogładziłam brzeg fotografii Daniela.

— On stracił życie, bo ktoś uznał, że jego podpis można wykorzystać przeciwko niemu. Nie oddam im jeszcze mojego głosu.

Hale podszedł bliżej.

— Twój samolot nie nadaje się do dalszych lotów.

— To tylko maszyna.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Zmuszono mnie, bym usiadła przy osławionym mordercy, lecz jego szept sprawił, że najbogatsza dama nagle zbladła

— Nie dla ciebie.

Spojrzałam na pękniętą fotografię. Twarz Daniela była przecięta w połowie przez zagięcie, ale jego uśmiech nadal pozostał widoczny.

— Wiesz, co powiedział mi podczas ostatniej rozmowy? — zapytałam Hale’a.

— Że piloci widzą wszystko z góry?

— Tak. A ja odpowiedziałam, że taka jest praca.

— Nie miałaś wtedy racji — powiedział.

— Wiem.

W hangarze mechanik przyniósł kawałek metalu oderwany od mojego samolotu. Był to fragment tabliczki znamionowej z numerem maszyny. Położył go obok listu Daniela.

— Znalazłem to przy lewym skrzydle — powiedział. — Chcesz, żebym wyrzucił?

Wzięłam metal do ręki.

— Nie. Zachowaj go.

— Po co?

Spojrzałam na Hale’a, Linę i Samira. Na ludzi, których dowództwo zamieniło w punkty na mapie, a generał Voss w pozycję w raporcie.

— Żeby pamiętać, że nawet uszkodzona maszyna może jeszcze wskazać drogę.

Hale uśmiechnął się krótko.

— A dokąd teraz?

Odwróciłam list Daniela na drugą stronę. Pod jego podpisem, niemal niewidoczne w papierze, znajdowały się trzy słowa dopisane ołówkiem.

„Sprawdź stare archiwum.”

Podniosłam wzrok na pułkownik Shaw.

— Ile mamy czasu, zanim zamkną dostęp do dokumentów sprzed dwudziestu lat?

— Do południa.

Wstałam, chowając list do kieszeni kombinezonu.

— To niech przygotują archiwum.

Hale chwycił walizkę Liny. Samir wziął swoją metalową tabliczkę. A ja jeszcze raz spojrzałam na sfatygowaną fotografię Daniela, leżącą obok oderwanego fragmentu skrzydła.

Na jej odwrocie, pod wyblakłą datą, widniał dopisek, którego wcześniej nie zauważyłam:

„Evelyn, jeśli kiedyś usłyszysz, że cel został utracony, nie wierz im.”

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Rozkazano mi zostawić szesnastu żołnierzy w górskim kanionie, lecz gdy poprosiłam o zgodę na atak, dowódca nagle pobladł
Zapłaciłam 3270 dolarów za kolację, z której mnie wyrzucono — a gdy kelner podał czarną teczkę, matka pobladła