CZĘŚĆ 4 — Kiedy ranny snajper upuścił karabin, przejęłam jego pozycję — a dowódca spojrzał na mnie, jakby zobaczył ducha

CZĘŚĆ 4

— Samolot z posiłkami zbombarduje dolinę za dziewięć minut…

Przez moment słyszałam tylko trzask radia i ciężki oddech Shawa.

Dziewięć minut.

W dolinie stały trzy ciężarówki, rozbity samochód i kilkunastu ludzi. Nad nimi wisiała góra pełna niestabilnych skał. Jeśli samolot zrzuciłby ładunek, nie ocalałby nikt, niezależnie od tego, po czyjej stronie walczył.

Rourke ściszył radio.

— To nie jest rozkaz z centrali — powiedziałam.

— Skąd wiesz?

— Prawdziwa centrala nie podałaby czasu uderzenia przez otwarty kanał. Chce, żebyśmy spanikowali.

Elias prychnął, leżąc na ziemi z rękami związanymi za plecami.

— Kessler ma dostęp do kodów lotniczych. Vale nie był jedyny.

Mara Kessler przycisnęła dłonie do płaszcza.

— Mój brat nie chce wysadzić doliny. Chce, żebyście sami zniszczyli dowody, a potem zwalili wszystko na niego.

— Gdzie jest? — zapytał Rourke.

— W ciężarówce z czerwonym oznaczeniem.

Spojrzałam w dół. Czerwone oznaczenie znajdowało się na tylnej burcie środkowego pojazdu. Ten sam pojazd ustawiał się właśnie za pierwszym, jakby miał zasłonić go przed ogniem.

Shaw próbował usiąść.

— Nie pozwólcie mu wyjechać.

— Nie ruszaj się — powiedziałam.

— Zawsze mówiłaś innym, żeby się nie ruszali. Teraz posłuchaj siebie.

Uklękłam przy nim. Jego twarz była biała, lecz w oczach miał przytomność.

— Potrzebuję informacji.

— Czerwony pojazd ma podwójną kabinę. Kessler nie siedzi z przodu. Nie ufa kierowcom.

— Skąd wiesz?

— Bo sam tak jeździłem.

Rourke spojrzał na mnie.

— Musimy odciąć ich na przełęczy.

— Nie. Musimy zmusić ich do zatrzymania tutaj.

— Mamy dziewięć minut.

— I jedną rzecz, której oni nie mają.

Wskazałam na ciężarówkę z uszkodzonym kołem. Po moim strzale blokowała wąski zjazd. Jeśli pozostałe pojazdy ruszyłyby naraz, zakleszczyłyby się między betonową barierą a urwiskiem.

Potrzebowałam tylko, by kierowca uwierzył, że droga jest wolna.

— Elias — powiedziałam. — Czy Kessler wie, że przeżyłeś?

— Nie.

— Czy rozpozna twój głos?

— Bez trudu.

— W takim razie pomożesz mi go zatrzymać.

Rourke zmarszczył brwi.

— Nie wykorzystamy rannego więźnia jako przynęty.

— Nie jest przynętą. Jest świadkiem.

Elias spojrzał na mnie długo.

— A jeśli odmówię?

— Wtedy Kessler przekroczy granicę i Vale pozostanie winny wszystkiego.

Elias zamknął oczy. Gdy je otworzył, zniknęła z nich złość, a pojawiło się coś trudniejszego do zniesienia.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Pięć minut po rozwodzie ojciec kazał mi zablokować wszystkie karty, a wieczorem mój były nagle przestał się uśmiechać

Decyzja.

Rourke wyjął z kieszeni radio zapasowe. Podał mi je.

— Masz trzy minuty na przygotowanie.

— A ty?

— Zajmę się samolotem.

— Nie masz połączenia z prawdziwą centralą.

— Mam jeszcze stary kanał ratunkowy. Jeśli ktoś tam słucha, usłyszy dowód.

Wyjął księgę i wyrwał z niej stronę z podpisem Vale’a. Podał ją Marze.

— Jeśli nie wrócę, pokaż to ludziom, którzy nie mogą tego zakopać.

Mara pokręciła głową.

— Nie wrócisz, jeśli znowu będziesz próbował wszystko nieść sam.

Rourke spojrzał na nią zaskoczony.

— To nie jest chwila na poradę.

— Właśnie dlatego jest właściwa.

Zbiegłam z Eliasem do dolnej części ruin. Każdy krok wywoływał ból w kolanie, lecz nie zwalniałam. Znalazłam pęknięty głośnik przy porzuconym pojeździe i podłączyłam do niego radio.

— Powiedz mu, że masz księgę — szepnęłam.

— Kessler wie, że jej nie mam.

— Nie. Powiedz mu, że masz jego rachunki.

Elias nacisnął przycisk.

— Miles. To ja.

W dolinie kierowca czerwonej ciężarówki gwałtownie zahamował. Drzwi kabiny otworzyły się, lecz nikt nie wysiadł.

— Nie żyjesz — odezwał się Kessler z głośnika ciężarówki.

— Ty też miałeś taki plan dla innych.

— Gdzie jest księga?

— Przy człowieku, który wreszcie przestał ci służyć.

Kessler wysiadł z tylnej kabiny. Był niższy, niż się spodziewałam, i miał na sobie jasny płaszcz, całkowicie niepasujący do brudnej doliny. Trzymał w dłoni detonator.

— Jeśli strzelicie, wysadzę pierwszą ciężarówkę — krzyknął.

— Nie wysadzisz — odpowiedziałam przez głośnik.

— A ty jesteś?

— Tą, która zniszczyła ci samochód.

Jego twarz stężała.

— Kobieta od amunicji.

Nie poczułam wstydu. Tylko chłód.

— Człowiek od karabinu leży przy twojej ciężarówce. Kobieta od amunicji trzyma cię pod lufą.

Kessler uniósł detonator.

— Nie masz dobrego kąta.

— Mam wystarczający.

Wiedziałam, że blefuję. Mój celownik obejmował jego dłoń, lecz między nami stała stalowa belka. Mogłam trafić w detonator, ale nie mogłam zagwarantować, że urządzenie nie zadziała przy upadku.

Wtedy Mara podeszła do krawędzi ruin.

— Miles, odłóż to.

Kessler spojrzał w górę.

— Ty też mnie zdradziłaś?

— Nie. Po prostu przestałam udawać, że twoje ofiary są częścią interesu.

— Bez moich pieniędzy nie miałabyś nic.

— Miałam brata.

— Twój brat sam wybrał.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Oskarżono mnie o wtargnięcie do pokoju bossa mafii, a kiedy wskazałam jego lekarzy, jeden z nich pobladł

— Nie. To ty wybrałeś za niego.

Kessler nacisnął detonator.

Nic się nie stało.

Spojrzał na urządzenie.

Drugi raz nacisnął przycisk.

Rourke odezwał się przez radio:

— Odłączyliśmy zapalnik.

Kessler odwrócił głowę i wtedy zobaczyłam lukę. Nie w jego pancerzu, lecz w jego pewności. Człowiek, który przez całą noc kontrolował innych, nagle nie wiedział, komu wierzyć.

Pociągnęłam za spust.

Pocisk trafił w metalową obudowę detonatora. Urządzenie wypadło Kesslerowi z ręki i potoczyło się pod koła ciężarówki.

Jego ludzie zaczęli uciekać.

Elias podniósł się z ziemi, choć jedna noga drżała mu z bólu. Chwycił kierowcę, który próbował uruchomić pojazd.

— Nikt nie rusza! — krzyknął.

Rourke wbiegł do czerwonej ciężarówki. Po chwili wyszedł z niej z metalową skrzynią.

— Wyrzutnia — powiedział. — Trzy sztuki. Wszystkie uzbrojone.

Nad doliną rozległ się niski pomruk silników.

Samolot zbliżał się od północy.

Rourke podniósł radio ratunkowe.

— Tu komandor Daniel Rourke. Mam dowód na przejęcie kodów lotniczych i nielegalny transport uzbrojenia. W dolinie znajdują się nasi ludzie oraz zabezpieczone ładunki. Jeśli mnie słyszycie, odwołajcie nalot.

Przez kilka sekund odpowiedziała mu wyłącznie cisza.

Potem w słuchawce odezwał się kobiecy głos:

— Komandorze, potwierdzamy odbiór. Nalot odwołany. Przekazujcie współrzędne.

Rourke zamknął oczy.

Nie z ulgą.

Z ciężarem człowieka, który wiedział, że za kilka godzin będzie musiał opowiedzieć całą prawdę.

Kessler został przy ciężarówce. Mara stała naprzeciw niego, trzymając stronę z podpisem Vale’a.

— To koniec — powiedziała.

— Nie rozumiesz, co się stanie, kiedy ujawnisz tę księgę. Stracisz nazwisko, pieniądze, wszystko.

— Ty straciłeś to wcześniej. Ja tylko przestałam cię osłaniać.

Elias podszedł do Rourke’a. Między nimi przez chwilę było więcej niż dziesięć lat milczenia.

— Dlaczego nie sprawdziłeś ruin? — zapytał.

Rourke nie próbował się bronić.

— Bałem się, że jeśli przeżyłeś, wszyscy zginą przez mój błąd.

— Więc zostawiłeś mnie tam, żeby błąd stał się historią.

— Tak.

Jedno słowo. Bez wymówki.

Elias odwrócił twarz, ale nie odszedł.

Shaw leżał pod filarem, a medyk zaciskał opatrunek na jego piersi. Kiedy podeszłam, uśmiechnął się słabo.

— Ładny strzał — powiedział.

— Zniszczyłam ci karabin.

— Karabin można wymienić.

Rourke odwrócił się do mnie. W dłoni trzymał mosiężny znacznik, który oderwał się od mojego pasa podczas biegu. Podał mi go.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Moja sekretarka zniknęła w noc najważniejszej umowy, a kiedy znalazłem jej wiadomość, mój najbliższy człowiek pobladł

— Jutro napiszę wniosek o zmianę twojej specjalizacji.

— Nie potrzebuję prezentu.

— To nie prezent. To zaległa ocena.

— A jeśli odmówią?

— Wtedy złożę drugi wniosek.

— A jeśli nadal odmówią?

Rourke spojrzał na rozbite pojazdy, rannych ludzi i skrzynię z bronią, która mogła zabić setki osób.

— Wtedy sam będę im tłumaczył, dlaczego kobieta od amunicji uratowała tę operację, kiedy ich najlepsi strzelcy leżeli pod gruzami.

Nie odpowiedziałam od razu.

Patrzyłam na Eliasa, który siedział przy płonącym reflektorze i po raz pierwszy od wielu lat nie był czyimś zaginionym nazwiskiem. Patrzyłam na Marę, zaciskającą w dłoni stronę z podpisem człowieka, którego wszyscy uznali za winnego. Patrzyłam na Rourke’a, który będzie musiał oddać własną karierę za to, że zbyt długo milczał.

A potem spojrzałam na mosiężny znacznik.

Wygrawerowana godzina była starta, ale nadal dało się ją odczytać.

03:17.

Godzina, o której rozpoczęłam szkolenie.

Godzina, o której przestałam czekać na zgodę innych.

W oddali samolot zmienił kurs. Jego światła przesunęły się nad czarną doliną i zniknęły za granią.

Shaw zamknął oczy.

— Nora — wyszeptał.

— Co?

— Następnym razem nieś mniej amunicji.

Spojrzałam na karabin leżący na kamieniach.

— Następnym razem niech ktoś inny niesie moje naboje.

Rourke parsknął cicho, a Elias po raz pierwszy się uśmiechnął.

Nad rozbitą ciężarówką wisiała biała wstążka, trzepocząc na lufie jak mały znak, że tej nocy to nie broń wybrała strzelca — wybrała go kobieta, której nikt nie chciał dopuścić do celownika.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Kiedy ranny snajper upuścił karabin, przejęłam jego pozycję — a dowódca spojrzał na mnie, jakby zobaczył ducha
Zemdlałam na mokrym chodniku, a nieznajomy zobaczył ślady pod moim rękawem — potem jego twarz nagle stężała