CZĘŚĆ 4 — Teściowa kazała mi opuścić mieszkanie, za które zapłaciłam miliony, a gdy mąż przytaknął, jego uśmiech nagle zniknął

CZĘŚĆ 4

— Proszę nie podpisywać żadnej umowy — powiedziałam do Elwiry. — Mój podpis jest sfałszowany.

— Tak właśnie podejrzewałam — odpowiedziała. — Dlatego zadzwoniłam, zanim kupujący przyjedzie.

Kiryłł stał przy szafce z dokumentami. Na jej blacie leżała moja metalowa klamra w kształcie liścia. Musiała spaść z biurka, kiedy Raisa Pietrowna przeszukiwała gabinet. Kiryłł patrzył na nią, jakby nagle przypomniał sobie, że w tym domu każda rzecz miała swoją historię.

— Elwiro, proszę odwołać spotkanie — powiedział.

— Nie mogę. Jest pan stroną umowy.

— Zadatek oddam.

— Z własnej kieszeni?

Nie odpowiedział.

Elwira mówiła dalej, tym samym spokojnym tonem:

— Kupujący otrzymał od banku zgodę na finansowanie. Jeśli jutro nie dojdzie do podpisania z powodu pańskich działań, będzie pan odpowiadał za podwójny zwrot zadatku. Poza tym w dokumentach znajduje się oświadczenie, że lokal nie jest obciążony prawami osób trzecich.

— Jest obciążony — powiedziałam. — Moimi udokumentowanymi nakładami.

— Właśnie dlatego potrzebowałam z panią porozmawiać.

Raisa Pietrowna rzuciła się na mnie z pretensjami.

— Zadowolona jesteś? Chcesz, żeby mój syn został bez dachu nad głową?

— To on wystawił mieszkanie na sprzedaż.

— Dla siostry!

Natalia otarła policzki.

— Nie mów tak, mamo.

— Ty też przeciwko mnie?

— Nie przeciwko tobie. Przeciwko kłamstwu.

W pokoju zrobiło się tak ciasno, że musiałam oprzeć dłoń o parapet. Za szybą przesuwały się światła samochodów. Nie patrzyłam na nie. Patrzyłam na męża.

— Kiedy podrobiłeś mój podpis?

— Nie podrobiłem.

— To dlaczego Elwira mówi, że jest na umowie?

— Podpisałem za ciebie zgodę techniczną. Myślałem, że później ci wyjaśnię.

— Podpisałeś za mnie dokument dotyczący sprzedaży mojego udziału w decyzji o mieszkaniu.

— Przecież mieszkanie jest moje!

— A cztery miliony, które pozwoliły ci je zamieszkać, były moje.

Kiryłł uderzył dłonią w stół.

— Zawsze musisz liczyć! Każdy przelew, każdy rachunek, każdą przysługę! W małżeństwie nie powinno się żyć jak w przedsiębiorstwie.

— W małżeństwie nie powinno się też kraść podpisu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż chciał odebrać mi syna po porodzie, lecz gdy usłyszał mój spokojny telefon, nagle przestał oddychać

Te słowa wyciszyły pokój bardziej niż krzyk.

Walenty podniósł swoją księgę.

— Mogę jeszcze coś powiedzieć?

Kiryłł spojrzał na niego z nienawiścią.

— Nie.

— Powiem. Przed trzema tygodniami pańska matka przyszła do mojego warsztatu. Chciała, żebym podpisał oświadczenie, że pani Swietłana dostała od męża pieniądze na remont. Odmówiłem. Powiedziała wtedy, że jeśli nie pomogę, dopilnuje, żebym nie dostał kolejnej pracy w dzielnicy.

Raisa Pietrowna pobladła.

— To pomówienie.

— Mam jej wiadomość — odparł Walenty.

Nie było w niej nagrania ani wielkich słów. Tylko krótka kartka z adresem i zdaniem: „Proszę zrobić tak, jak ustaliliśmy, inaczej pańska ekipa nie dostanie zapłaty za ostatnie zlecenie”. Pod spodem widniał podpis Raisy Pietrownej.

Natalia usiadła.

— Mamo, ty naprawdę chciałaś, żeby Swietłana straciła wszystko?

— Chciałam pomóc wam obojgu.

— Nie — powiedział Kiryłł. — Chciałaś, żebym przestał być jej mężem, a został twoim synem na pełen etat.

Raisa Pietrowna spojrzała na niego, jakby dostała policzek.

— Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?

— Dałaś mi dwieście tysięcy na wkład własny i przez dziesięć lat przypominałaś mi o tym przy każdym obiedzie.

— To dzięki mnie masz to mieszkanie.

— Dzięki Swietłanie można było w nim mieszkać.

Zrobiło mi się ciężko. Nie czułam triumfu. Tylko zmęczenie i coś jeszcze — żal po człowieku, którego kochałam, zanim nauczył się mówić głosem swojej matki.

Następnego dnia rano spotkaliśmy się u notariuszki. Elwira przyniosła umowę przedwstępną, a grafolog, którego poleciła, porównał podpis z moimi dokumentami. Różnica była widoczna nawet dla mnie: mój podpis kończył się ostrym zawijasem, ten na umowie był niepewny i zbyt krótki.

Kiryłł siedział z pochyloną głową.

— Nie chciałem cię skrzywdzić — powiedział.

— Chciałeś sprzedać mieszkanie bez mojej wiedzy.

— Bałem się, że odmówisz.

— Bałeś się odmowy, więc uznałeś, że wolno ci podpisać się za mnie.

Notariuszka podała mu wezwanie do zwrotu kosztów. Kwota obejmowała wszystkie udokumentowane wydatki: prace, materiały, kuchnię i zabudowy. Nie żądałam pieniędzy za własną pracę, dojazdy ani miesiące spędzone na pilnowaniu ekip. Chciałam tylko tego, co dało się wykazać.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Podczas pogrzebu córki zauważyłam szczegół, którego nikt nie potrafił wyjaśnić, a lekarz nagle przestał patrzeć mi w oczy

Kiryłł przeczytał dokument.

— Nie mam takiej sumy.

— Wiem.

— Sprzedam mieszkanie.

— Sprzedasz. Spłacisz bank, mój zwrot i podwójny zadatek. Reszta zostanie dla ciebie.

— A ty?

— Wrócę do mojego mieszkania.

— Tego wynajmowanego?

— Tak. Właśnie dlatego go nie sprzedałam.

Przyjrzał mi się długo.

— Ty od początku zakładałaś, że ode mnie odejdziesz.

— Nie. Od początku zakładałam, że mogę kiedyś zostać sama. To nie to samo.

Sprzedaż została odwołana. Bank rozwiązał umowę zabezpieczenia po spłacie opłat przez Kiryłła, a kupujący otrzymał zadatek zgodnie z zapisami. Dokumenty dotyczące mojego podpisu trafiły do kancelarii, ale nie zdecydowałam się na długą walkę. Wystarczyło, że umowa nie weszła w życie, a Kiryłł podpisał zobowiązanie do zwrotu pieniędzy po sprzedaży mieszkania.

Raisa Pietrowna musiała oddać mi klucze. Zrobiła to w przedpokoju, zaciskając je w dłoni tak mocno, że metal odcisnął jej się na skórze.

— Nie rozumiem, jak możesz rozbijać rodzinę przez papiery — powiedziała.

— Rodzinę rozbiło to, że uznaliście moje poświęcenie za coś, co można zabrać bez pytania.

Natalia została u matki. Po tygodniu zadzwoniła do mnie i przeprosiła. Nie prosiła o pieniądze. Zapytała tylko, czy mogłabym polecić jej kurs księgowości, bo nie chciała już prowadzić salonu za pożyczone pieniądze i cudzym kosztem.

Poleciłam jej kurs.

Kiryłł wyprowadził się do wynajętego pokoju nad warsztatem samochodowym. Został mu samochód, część oszczędności i dług wobec mnie. Nie zabrałam obrączki na pamiątkę. Oddałam ją w kopercie razem z kluczem do mieszkania.

— Nie musisz mnie nienawidzić — powiedział przy spotkaniu kończącym sprawy.

— Nie nienawidzę cię.

— To co czujesz?

Pomyślałam o betonowej pustce sprzed remontu, o pierwszej lampie zawieszonej nad stołem i o tym, jak przez dwa lata wierzyłam, że budujemy wspólne miejsce.

— Pamiętam cię — odpowiedziałam. — Ale to nie wystarczy, żeby znowu ci zaufać.

Po kilku dniach wróciłam do gabinetu po resztę rzeczy. Na biurku leżał granatowy segregator z mosiężnym klipem. Wszystkie rachunki były na swoim miejscu. Obok znalazłam małą kartkę od Kiryłła.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mąż uderzył mnie paskiem i kazał podpisać rozwód, lecz po moim milczeniu jego kochanka nagle przestała się uśmiechać

Nie było na niej prośby o powrót ani obietnicy przemiany. Napisał tylko: „Oddam wszystko zgodnie z umową. Tak powinienem był zacząć”.

Złożyłam kartkę i schowałam ją między dokumenty. Nie jako wspomnienie. Jako potwierdzenie długu.

Potem spakowałam klamrę w kształcie liścia do kieszeni płaszcza i zaniosłam segregator do własnego mieszkania. Wieczorem zadzwoniła Natalia.

— Swietłano?

— Tak?

— Mama pyta, czy może odzyskać klucz, który jej dał.

Spojrzałam na metalowy klucz leżący na stole.

— Powiedz jej, że może odzyskać tylko to, co sama oddała.

— A klucz?

Przesunęłam go po blacie w stronę światła. Na jego ząbkach wciąż tkwił biały pył z remontu.

— Klucz zostaje u mnie. Jest dowodem, że kiedyś naprawdę uważałam ten dom za nasz.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Teściowa kazała mi opuścić mieszkanie, za które zapłaciłam miliony, a gdy mąż przytaknął, jego uśmiech nagle zniknął
Zapłaciłam za życie mojego syna, lecz kiedy wysłał mi tę wiadomość, jego żona nagle przestała się uśmiechać