Pierwsza rakieta uderzyła trzydzieści metrów przed nami, a mężczyzna, który rano śmiał się z mojego miejsca, wykrzyczał moje nazwisko przez radio.
— Whitaker! Są za nami!
Przez pół sekundy słyszałam tylko pisk rozdzieranego metalu i głuchy huk w czaszce. Potem kanion zamienił się w piekło.
Prowadzący pojazd zniknął za ścianą czarnego dymu. Środkowa ciężarówka odbiła gwałtownie i uderzyła bokiem w skalną ścianę. W środku został uwięziony oficer wywiadu, którego mieliśmy dowieźć żywego. Z grzbietu nad nami rozbłysły serie pocisków, a pył wsypywał się przez każdą szczelinę pancerza. Powietrze smakowało jak spalone miedziane monety.
A ja widziałam wszystko.
— Porucznik Boone, podajcie status! — wrzasnął kapitan Evan Rourke.
Odpowiedział mu trzask zakłóceń.
— Pojazd prowadzący unieruchomiony! Dwóch rannych! Kierowca nie reaguje! Jesteśmy przypięci!
Kolejna seria uderzyła w środkowy wóz. Z sufitu posypały się drobiny farby. Eli Voss, najmłodszy strzelec wieżyczki, zaklął pod nosem.
— Mara, widzisz stanowiska ogniowe? — zapytał Rourke.
Przycisnęłam ramię do pancernej ściany i spojrzałam przez wąskie tylne okno.
— Tak.
— Ile ich jest?
— Wystarczająco wielu.
To nie była odpowiedź, której oczekiwał.
Na zboczu dostrzegłam grupę ludzi schodzących w dół przez rumowisko. Nie strzelali jeszcze. Poruszali się szybko, nisko, za osłoną skał. Zbliżali się do tylnego martwego pola środkowego pojazdu.
Nie atakowali przypadkowo.
Zamykali drzwi.
— Kapitanie, zbliżają się do was od tyłu — powiedziałam.
— Co?
— Nie otwierajcie tylnego włazu.
— Chcą nas otoczyć!
— Wiem.
Odwróciłam się do sierżanta Cole’a Dannera.
— Cofnij nas pięćdziesiąt metrów.
Jego palce zacisnęły się na kierownicy.
— Szefowo, jeśli opuścimy szyk…
— Szyk już nie istnieje. Cofaj.
Następny wybuch zatrząsł pojazdem. Danner wcisnął pedał, a żwir zgrzytnął pod kołami.
— Strzelają do przedniego wozu! — krzyknął Voss z wieżyczki.
— Chcą, żebyś patrzył przed siebie. Obróć broń do tyłu.
— Do tyłu?
— Natychmiast.
Wieżyczka zadrżała i zaczęła się obracać.
Siedem godzin wcześniej, w sali odpraw, dwudziestu dwóch operatorów patrzyło na mapę trasy. Kapitan Rourke zapytał, gdzie chcę jechać. Wszyscy spodziewali się, że wybiorę środkowy pojazd, osłaniający najważniejszego pasażera.
Travis Boone, najgłośniejszy z całej grupy, uśmiechnął się krzywo.
— Prawdziwy strzelec powinien być z przodu.
Wskazałam ostatni wóz.
Zapadła cisza.
— Ten zakurzony? — Boone parsknął. — Boisz się, że walka popsuje ci fryzurę?
— Nie boję się walki.
— Więc czego się boisz?
Spojrzałam na mapę.
— Tego, że wszyscy będą patrzeć w tę samą stronę.
Nikt się nie roześmiał. Nawet Boone.
Teraz cofnęliśmy się za naturalną skalną ścianę. Ogień na chwilę osłabł. Otworzyłam tylne drzwi.
Danner odwrócił głowę.
— Co robisz?
— Potrzebuję lepszego widoku.
— Na zewnątrz będziesz odsłonięta.
— Oni też.
Wysiadłam w kurz. Upał uderzył mnie w twarz, a metalowa klamra przy moim pasie parzyła przez rękawicę. Uklękłam przy tylnym kole i uniosłam karabin.
Pięciu uzbrojonych ludzi schodziło w stronę środkowego pojazdu. Jeden niósł wyrzutnię. Drugi trzymał coś małego, czarnego, przyciśniętego do piersi.
Nacisnęłam przycisk radia.
— Kapitanie?
— Mów.
— Nie otwieraj tylnego włazu.
— Dlaczego?
— Bo ktoś czeka, aż to zrobisz.
Przez radio zapadła cisza.
— Mara… co widzisz? — zapytał Rourke.
Znalazłam cel w lunecie. Palec oparłam na spuście.
— Powód, dla którego wybrałam tył.
Wtedy pociągnęłam za spust, a w tej samej chwili czarny przedmiot w dłoni drugiego napastnika zaczął migać…
CZĘŚĆ 2
W tej samej chwili czarny przedmiot w dłoni drugiego napastnika zaczął migać, a mój pocisk trafił człowieka z wyrzutnią w ramię. Padł za skałę, zanim zdążył wystrzelić.
Pozostali rozbiegli się.
— Voss! — krzyknęłam.
— Widzę ich!
— Przyciśnij ich do zbocza!
Wieżyczka nad moją głową otworzyła ogień. Pociski wzbiły fontanny kamieni i zmusiły napastników do przywarcia do ziemi. Przedni pojazd płonął, ale ostrzał na moment osłabł.
— Whitaker, co właśnie zrobiłaś? — zapytał Rourke.
— Zamknęłam im drogę od tyłu.
— Skąd wiedziałaś, że tam będą?
Nie odpowiedziałam. W lunecie zobaczyłam błysk między skałami. Ktoś obserwował nas z wyższej półki. Nie strzelał. Kierował pozostałymi.
Pocisk uderzył w ziemię obok mojego buta. Odskoczyłam za koło. W gardle poczułam kurz, a serce zaczęło walić tak mocno, że przez sekundę zagłuszyło radio.
Dobrze.
Każda lufa skierowana na mnie oznaczała jedną lufę mniej wymierzoną w Rourke’a i uwięzionego oficera.
— Nie wychylaj się! — wrzasnął Danner.
— Właśnie po to wyszłam.
— To nie jest odpowiedź!
— Dla mnie jest.
Siedem godzin wcześniej starszy sierżant Nolan Price jako jedyny nie śmiał się, kiedy wybrałam ostatni pojazd. Dogonił mnie na korytarzu przed salą odpraw. W dłoni trzymał metalowy kubek z pękniętym uchem, który zawsze nosił ze sobą jak talizman.
— Wiesz, co o tobie powiedzą? — zapytał.
— Wiem.
— I naprawdę cię to nie obchodzi?
— Obchodzi. Ale nie na tyle, żeby podejmować złą decyzję.
Price przyjrzał mi się uważnie.
— Ty już widziałaś tę trasę.
— Widziałam jej mapę.
— To nie to samo.
— W mojej głowie wystarczy.
Nie wiedział, że przez trzy noce odtwarzałam każdy zakręt. Zaznaczałam miejsca, w których można było zatrzymać ciężarówkę, zwęzić drogę albo ukryć obserwatora. Nie wiedział też, że podczas szkolenia w górach nauczyłam się rozpoznawać ludzi po tym, jak poruszają kamienie pod butami.
Teraz rozpoznałam tego na półce.
Nie był zwykłym strzelcem. Nie szukał osłony. Stał nieruchomo, jak człowiek pewny, że nikt go nie widzi.
— Price — powiedziałam przez radio. — Potrzebuję informacji o waszym tylnym włazie.
— Jest zakleszczony.
— Nie. Ktoś go zablokował od środka.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Co sugerujesz? — spytał Price.
— Że napastnicy mieli pomoc.
Rourke odezwał się natychmiast.
— Whitaker, uważaj na słowa.
— Uważam na każdy pocisk. Zobaczcie, czy panel sterowania włazu był naruszony przed atakiem.
— Skąd miałbyś…
— Bo ktoś wiedział, gdzie usiądzie oficer i kiedy pojazd zwolni.
Nagle w środkowym wozie rozległo się głuche uderzenie. Potem drugie.
— Są przy nas! — krzyknął ktoś.
— Nie otwierajcie! — wrzasnęłam.
— Mamy rannego!
— To przynęta!
— Nie możemy go zostawić!
Zobaczyłam, jak na grzbiecie skały pojawia się lufa. Wstrzymałam oddech, lecz zanim zdążyłam nacisnąć spust, z lewej strony dobiegł strzał. Człowiek zniknął za kamieniem.
Price.
— Nie dziękuj — powiedział przez radio.
— Nie zamierzałam.
— Wiem.
Voss prowadził ogień, Danner próbował osłonić koła, a Rourke wydawał rozkazy, których nikt już nie wykonywał dokładnie tak, jak planowano. Wśród huku usłyszałam inny dźwięk: trzy krótkie sygnały dochodzące ze środkowego pojazdu.
Ktoś nadawał wiadomość na częstotliwości używanej tylko przez nasz konwój.
Odpowiedziałam.
— Mów.
Zamiast głosu usłyszałam nagranie. Mój własny głos, zarejestrowany rano podczas odprawy.
„Ostatni pojazd będzie najmniej chroniony”.
Zamarłam.
Nie dlatego, że ktoś znał plan.
Dlatego, że nagranie zawierało zdanie, którego nigdy nie wypowiedziałam publicznie.
— Mara? — Rourke odezwał się ostrożnie.
Spojrzałam na środkową ciężarówkę. W jej bocznym oknie pojawiła się dłoń. Nie od zewnątrz. Od środka.
Price powiedział cicho:
— Whitaker, w naszym wozie jest ktoś, kto nie powinien tam być.
Wtedy z wnętrza dobiegł głos, spokojny i znajomy.
— Otwórzcie drzwi, zanim zginie oficer.
To był głos Travisa Boone’a.
Problem polegał na tym, że Boone siedział w płonącym pojeździe prowadzącym…
CZĘŚĆ 3
To był głos Travisa Boone’a.
Problem polegał na tym, że Boone siedział w płonącym pojeździe prowadzącym.
— Nie otwierajcie! — powiedziałam.
— Whitaker, to ja! — odpowiedział głos z wnętrza środkowego wozu. — Oficer wykrwawia się na podłodze!
Rourke zawahał się.
— Mara, mamy tam człowieka.
— I kogoś, kto zna nasze głosy, hasła i układ pojazdu. Price, odsuń się od drzwi.
— Już.
— Wszyscy odsunąć się od drzwi!
Przyłożyłam lunetę do oka. Na bocznej burcie dostrzegłam świeże zadrapanie, którego nie było przed wyjazdem. Pod nim tkwił cienki przewód, zaciśnięty w szczelinie pancerza.
— Danner, masz lusterko?
— Tak.
— Podeślij je pod drzwi.
Sierżant zsunął małe lusterko po ziemi. Ustawiłam je tak, by zobaczyć odbicie wnętrza. Oficer wywiadu leżał przy ścianie, związany, lecz przytomny. Obok niego klęczał mężczyzna w naszym mundurze.
Nie był Boone’em.
Miał jego głos, ale inną bliznę przy uchu.
— Rourke — powiedziałam — w środku jest podszywający się napastnik. Oficer żyje. Nie otwierajcie.
— Skąd pewność? — zapytał kapitan.
— Boone ma bliznę po lewej stronie szyi. Ten człowiek jej nie ma.
Przez radio zapadła ciężka cisza.
— Skąd tak dobrze znasz jego szyję? — rzucił ktoś nerwowo.
— Bo przed każdą misją sprawdzam ludzi, którzy mogą umrzeć obok mnie.
Na zboczu znów rozbłysły lufy. Voss odpowiedział ogniem, a Danner przycisnął pojazd do skalnej ściany. Ja obserwowałam przewód przy burcie. To nie był zwykły drut. Prowadził do małego urządzenia przy podwoziu.
— Oni nie chcą tylko odbić oficera — powiedziałam. — Chcą wysadzić nasz wóz, kiedy otworzymy właz.
— Możesz to rozbroić? — spytał Price.
— Mogę spróbować.
— To nie brzmi uspokajająco.
— Nie miało.
Przesunęłam się po żwirze. Metalowa klamra przy moim pasie zahaczyła o kamień i wydała charakterystyczny trzask. Była to mała mosiężna blaszka z wybitym numerem, pamiątka po moim ojcu, który pracował kiedyś przy naprawie wojskowych nadajników. Nosiłam ją przy pasie od pierwszej misji.
Dotknęłam jej, by uspokoić drżenie palców.
Wtedy Price odezwał się nagle:
— Mara, mam coś w kieszeni.
— Co?
— Zapasowy moduł pamięci. Znalazłem go w kabinie przed wyjazdem.
— Dlaczego nic nie powiedziałeś?
— Bo myślałem, że to część wyposażenia.
— Włóż go do radia.
Price zrobił to. Po chwili w słuchawce odezwał się zapis rozmowy z odprawy. Usłyszeliśmy głos Boone’a, który kilka godzin wcześniej śmiał się z mojego wyboru.
„Jeśli Whitaker zostanie z tyłu, nie zobaczy, jak naprawdę prowadzimy ochronę”.
Drugi głos odpowiedział:
„Właśnie dlatego ma zostać z tyłu”.
Rourke zaklął.
Głos należał do zastępcy dowódcy, majora Silasa Vanea. Człowieka, który podpisał plan trasy i przydzielił skład konwoju.
Następne nagranie było wyraźniejsze.
— Wystarczy, że oficer zniknie — mówił Vane. — Reszta ma wyglądać jak zasadzka.
— A Whitaker? — pytał Boone.
— Jeśli wybierze tył, zginie pierwsza. Jeśli wybierze środek, przypiszemy jej błąd.
Poczułam, jak zimno przechodzi mi po plecach mimo żaru kanionu.
Rourke długo milczał.
— Mara…
— Nie teraz.
Przecięłam przewód. Urządzenie przy podwoziu zapiszczało, a potem zgasło.
— Właz jest bezpieczny.
Price wyszedł z pojazdu, osłaniając się dymem. Otworzył drzwi od środka, wyciągnął rannego oficera, a ja zastrzeliłam człowieka w cudzym mundurze, zanim zdążył sięgnąć po broń.
Atak rozpadł się w ciągu następnych dwóch minut. Napastnicy uciekli w góry, a nasze wsparcie dotarło, zanim zapadł zmierzch.
Myślałam, że najgorsze się skończyło.
W bazie, o dwudziestej trzeciej czterdzieści, Rourke położył na stole odzyskany moduł pamięci. Vane stał naprzeciwko nas, spokojny, z rękami splecionymi za plecami.
— To spreparowane — powiedział.
Price nacisnął odtwarzanie.
Z głośnika ponownie popłynął głos majora.
„Jeśli Whitaker przeżyje, trzeba będzie zmienić plan”.
Vane pobladł.
Ale wtedy telefon Rourke’a zadzwonił.
Kapitan odebrał, a jego twarz zmieniła się w jednej chwili.
— Co znaczy, że oficer wywiadu zniknął z izby medycznej? — zapytał.
Słuchał przez kilka sekund.
Potem spojrzał prosto na mnie.
— Mara, ktoś zabrał go z bazy. I zostawił wiadomość tylko dla ciebie…
Wtedy usłyszałam własny głos z nagrania…
Dopiero tam zrozumiałam, że zasadzka zaczęła się na długo przed pierwszym wybuchem. A prawdziwa prawda czekała jeszcze poza kanionem.
„To brzmi jak ktoś, kogo nienawidzę”.
Nie musiałam mu przypominać, czyj to był głos.
👇 Finał tej historii jest już otwarty













