CZĘŚĆ 4 — Zgodziłam się udawać dziewczynę najgroźniejszego człowieka w mieście, lecz po jednej kolacji jego uśmiech nagle zniknął

CZĘŚĆ 4

Telefon wypadł Romanowi z ręki i uderzył o marmurową posadzkę.

Lily stała w korytarzu, ściskając czerwony fartuch z mojej piekarni. Wciąż go nosiła, choć był za mały i miał na kieszeni plamę po karmelu.

— Wujku? — szepnęła.

Roman podniósł wzrok.

— Idź do pokoju ochrony.

— Nie.

— Lily, teraz.

— Zawsze mówisz „teraz”, kiedy coś przede mną ukrywasz.

Nie potrafił odpowiedzieć.

Ja również się bałam, ale strach przestał być mgłą. Miał teraz kształt zdjęcia, godzinę wykonania i konkretny ślad na korytarzu.

Anna Kowalska odebrała telefon, który zadzwonił chwilę później.

— Komenda policji? — spytała. — Tak. Mamy zdjęcie, nagrania i osobę podejrzaną. Nie, nie będziemy czekać na „prywatne rozwiązanie”.

Roman podszedł do niej.

— Anna, moi ludzie mogą zabezpieczyć dom szybciej.

— Twoi ludzie mogą wszystko zepsuć szybciej — odparła. — Od tej chwili nie dotykasz żadnego dowodu.

— To mój dom.

— A Klara ma prawo nie obudzić się jutro z oskarżeniem, że sprowokowała wojnę.

Roman zamilkł.

Po raz pierwszy ktoś odebrał mu kontrolę, a on nie rozkazał tej osobie wyjść.

Policja przyjechała po jedenastej. Funkcjonariusze zabezpieczyli korytarz, sprawdzili kamery i znaleźli ślad na klamce gabinetu. Człowiek, który wszedł do domu, znał kod bramy. Miał też kartę dostępu jednego z ochroniarzy.

Karta należała do Marcusa, najstarszego człowieka Romana.

— To niemożliwe — powiedział Roman.

Marcus stał przy schodach, z twarzą nieruchomą jak kamień.

— Ktoś ją ukradł.

— Zostawiłeś ją w samochodzie — powiedział policjant. — Na nagraniu widać, jak Celeste bierze ją z twojej kieszeni podczas balu.

Roman odwrócił się do Celeste, która została zatrzymana w hotelowym holu.

— Dlaczego? — zapytał.

Celeste pierwszy raz nie miała przygotowanej odpowiedzi.

— Twój ojciec obiecał mojej rodzinie udział w interesach. Potem wszystko przejąłeś i udawałeś, że jesteś lepszy od niego. Chciałam tylko odzyskać to, co nam się należało.

— Wysyłając ludzi za Lily?

— Nie wiedziałam, że posuną się tak daleko.

— A szczur za moją piekarnią?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Kiedy odmówiłam oddania córki jej ojcu, matka postawiła mi ultimatum, a mój własny ojciec nagle spuścił wzrok

Celeste spuściła wzrok.

— Chciałam cię przestraszyć.

Policjant włączył nagranie z telefonu znalezionego u kierowcy. Usłyszeliśmy głos Celeste, który wcześniej brzmiał miękko i elegancko.

„Powiedz mu, że Klara odejdzie. Jeśli nie, spalisz szyld. Nie wnętrze, tylko szyld. Ma zrozumieć, że piekarnia jest pierwsza”.

Celeste zamarła.

— To nie może być użyte — powiedziała.

Anna spojrzała na nią spokojnie.

— To twój głos.

— Nie powiedziałam tego.

— Właśnie powiedziałaś.

Nagranie powtórzyło jej słowa. Tym razem Celeste usłyszała je z boku, przez głośnik telefonu. Ramiona opadły jej tak nagle, jakby ktoś przeciął niewidzialną linę.

Roman stał bez ruchu.

— Zniszczyłaś wszystko — wyszeptał.

— Nie — odpowiedziałam. — Sama to zrobiła.

Celeste została aresztowana za nękanie, groźby i zlecenie zniszczenia mienia. Marcus dostał zarzuty za sprzedaż danych. Kierowca zgodził się zeznawać.

Prawdziwa walka trwała jednak jeszcze wiele tygodni.

Roman chciał opłacić ochronę, nowy lokal i prawników. Odmówiłam pieniędzy, ale przyjęłam pomoc Anny oraz system kamer, który zamontowaliśmy legalnie na całej ulicy.

— Dlaczego mi pomagasz? — spytał Roman pewnego wieczoru.

Siedzieliśmy na zapleczu piekarni przy stole oblepionym mąką. Za ścianą pracował piec.

— Bo nie chcę, żebyś mylił ochronę z posiadaniem mnie.

— A ty wciąż myślisz, że tego nie rozumiem?

— Myślę, że dopiero zaczynasz.

Przez chwilę patrzył na moje dłonie.

— Worek mąki był czerwony — powiedział.

— Co?

— Ten, którym we mnie rzuciłaś. Papier miał czerwoną pieczęć młyna. Zabrałem go z pralni chemicznej.

Roześmiałam się pierwszy raz od wielu dni.

— Naprawdę zachowałeś worek?

— Nie wiem, dlaczego.

— Wiem. To pamiątka po pierwszym rozsądnym „nie”, jakie usłyszałeś.

Roman uśmiechnął się smutno.

— Nie jesteś już moją udawaną dziewczyną.

— Nigdy nią nie byłam.

— Wiem.

Lily zaczęła przychodzić do piekarni po szkole. Najpierw siedziała w kącie z książką. Później sama zaczęła dekorować ciasteczka. W końcu zapisała się na kurs cukierniczy i przestała chować ręce w kieszeniach.

Roman nauczył się pytać, zamiast rozkazywać.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Wyrzuciła moje rzeczy z dolnej kuszetki, a gdy poprosiłam o pomoc, kierownik pociągu nagle pobladł

To zajęło mu miesiące.

Pewnego wieczoru usłyszałam, jak Lily mówi mu:

— Nie musisz być straszny, żeby cię nie zostawili.

Za drzwiami zaplecza zapadła cisza.

— Wiem — odpowiedział Roman. — Uczę się.

Piekarnia przetrwała. Klienci wrócili, a później przychodzili jeszcze liczniej, bo ludzie lubią miejsca, które nie pozwalają się zastraszyć. Nad drzwiami zawiesiłam nową kamerę, ale ceramiczny bochenek od ojca zostawiłam na swoim miejscu.

Minęły cztery miesiące.

Przeniosłam mieszkanie nad piekarnię, żeby nie wracać nocą przez pół miasta. Rano otwierałam okna, zanim wstała ulica. Parzyłam kawę z kardamonem. Lily przyklejała na lodówce swoje rysunki: mnie z wałkiem, Romana z krzywą koroną i siebie pośrodku, bez chmur nad głową.

Roman nie został nagle innym człowiekiem.

Po prostu przestał udawać, że jest nie do zranienia.

Czasem odwoził Lily do szkoły. Czasem przyjeżdżał po chleb i siedział przy narożnym stoliku, nie próbując zajmować całego pomieszczenia swoją obecnością.

Nigdy więcej nie nazwał mnie swoją dziewczyną bez pytania.

Wiosną dostałam wiadomość od jego adwokata. Celeste proponowała ugodę i przeprosiny w zamian za wycofanie części zeznań.

Roman zadzwonił tego samego wieczoru.

— Nie musisz odpowiadać — powiedział. — Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że nie podpiszę niczego za ciebie.

— Dziękuję.

— Jeśli chcesz, mogę przyjechać.

Spojrzałam przez okno. Lily siedziała na schodkach i malowała lukrem małe ciasteczka w kształcie słońca.

— Nie dzisiaj.

— Dobrze.

— Roman?

— Tak?

— Możesz przyjechać jutro. Po zamknięciu.

W jego oddechu usłyszałam coś lekkiego.

— Bez garnituru.

— I bez ochroniarzy w środku.

— Zasady są nadal aktualne?

— Najważniejsze tak.

Następnego dnia spadł pierwszy śnieg. Nie utrzymał się na ulicy, ale osiadł na parapetach i czarnym daszku nad wejściem. Roman przyszedł w prostym płaszczu, z papierową torbą w dłoni.

— Co przyniosłeś? — spytałam.

— Nic drogiego.

Otworzyłam torbę. W środku był czerwono opieczętowany worek mąki, ten sam, którym kiedyś rzuciłam w jego pierś.

— To już naprawdę przesada — powiedziałam.

— Możliwe.

Postawiłam go na półce obok ceramicznego bochenka od ojca.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Odkryłam zdjęcie rodziny, która przez dziesięć pokoleń pobierała się między sobą, a mój rozmówca nagle przestał oddychać

Lily przykleiła obok rysunek. Przedstawiał trzy osoby stojące przed piekarnią. Nad nimi wisiał napis: „Tutaj nikt nie udaje”.

Roman przeczytał go i spojrzał na mnie.

— To prawda?

Dotknęłam dłonią papierowej pieczęci na worku.

— Od teraz tak.

Za szybą śnieg zakrywał ostatnie ślady butów na chodniku. W piecu rosło ciasto, w lokalu pachniało wanilią, a ceramiczny bochenek kołysał się nad drzwiami jak mały strażnik.

Tym razem nie musiałam nikogo wyrzucać.

— Zostań — powiedziałam.

I po raz pierwszy to wystarczyło.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Zgodziłam się udawać dziewczynę najgroźniejszego człowieka w mieście, lecz po jednej kolacji jego uśmiech nagle zniknął
Na mojej uroczystości ukończenia studiów zabezpieczyłam spadek, a następnego ranka matka pojawiła się z szampanem i planem domu