Weszłam do komnaty przeklętego księcia mimo zakazu, a gdy dotknął mojej sukni, król nagle pobladł

W chwili, gdy książę Mateo wbił pazury w drewnianą podłogę i zawył tak, że zatrzęsły się witraże, wszyscy na korytarzu uciekli oprócz mnie.

Był listopadowy wieczór, kilka minut po dziewiątej, a zachodnia wieża zamku Sierra Negra tonęła w zapachu mokrego kamienia, popiołu i medycznych ziół. Przyniosłam świeżo wyprane prześcieradła, kiedy z komnaty zimowej wybiegła młoda pokojówka. Miała rozdartą rękawiczkę, a na policzku cztery czerwone pręgi.

— Nie wchodź tam — syknął strażnik, zastępując mi drogę. — Książę jest w szale.

— A jeśli się dusi?

— Tym bardziej nie wchodź. Gryzie.

Spojrzałam na drzwi. Za nimi ośmioletni następca tronu oddychał urywanym, świszczącym oddechem. Każdy kolejny dźwięk wbijał mi się pod żebra.

Od szesnastu miesięcy służba nazywała go potworem, przeklętym dzieckiem i bestią. Ja znałam inne dzieci. Dzieci, które krzyczały, kiedy były bite, i chowały się, kiedy dorośli udawali, że nie widzą.

Odłożyłam pościel na zimne kamienie.

— Skoro gryzie, proszę pilnować, żeby nie uznał pana za smaczniejszego ode mnie.

— Dziewczyno!

Nie zdążył mnie złapać. Weszłam.

W komnacie było prawie ciemno. Przy ścianie, obok przewróconego krzesła, kulił się Mateo. Srebrzyste włosy wyrastały mu na przedramionach, palce zakończyły się pazurami, a złote oczy nie miały w sobie złości. Był w nich czysty, rozpaczliwy strach.

Usiadłam na podłodze kilka kroków od niego. Kamień natychmiast przesiąknął przez suknię.

— Nie podejdę — powiedziałam cicho. — Nawet jeśli ta posadzka najwyraźniej została zaprojektowana przez wroga dzieci.

Chłopiec drgnął, ale nie zaatakował.

Zaczęłam nucić piosenkę, której nauczyła mnie matka. Była o kojocie, który gniewał się na księżyc, bo ten wszędzie za nim podążał. Mój głos był cichy, lecz po kilku minutach pazury Mateo zaczęły znikać. Najpierw jeden. Potem drugi.

Wtedy poczułam jego czoło na kolanach.

Zamarłam. Nie ze strachu. Z ulgi.

W drzwiach pojawił się król Rodrigo de la Vega, wracający właśnie z wojny na północy. Jego płaszcz pachniał deszczem i końskim potem, a przy pasie wciąż wisiał miecz. Popatrzył na syna, jakby po raz pierwszy od miesięcy zobaczył nie potwora, lecz dziecko.

— Mateo — wyszeptał.

Chłopiec natychmiast poderwał głowę. Z jego gardła wydobył się niski pomruk. Wsunął się za mnie i chwycił fałd mojej sukni.

Król cofnął się o krok.

— Nie podchodź — powiedziałam.

Strażnicy unieśli włócznie.

— Opuścić broń — rozkazał Rodrigo.

W tej samej chwili spod starego łóżka wysunął się mały mosiężny guzik z wybitym półksiężycem. Zobaczyłam go tylko przez sekundę, zanim Mateo zasłonił go stopą.

Wyciągnęłam rękę po koc leżący obok mebla.

Mateo przemienił się ponownie.

Nie rzucił się na mnie. Stanął między mną a łóżkiem, pokazując zęby.

— Nie dotknę tego — obiecałam, natychmiast cofając dłoń.

Dopiero wtedy jego oddech zwolnił.

Następnego ranka, o szóstej, dostałam karę za wejście do zakazanej komnaty. Wysłano mnie do pralni w piwnicy, gdzie para parzyła dłonie, a mydło rozpuszczało skórę. Jednak po południu Mateo odmówił jedzenia, przewrócił stół i wył tak długo, aż szyby w kaplicy zaczęły drżeć.

Kanclerz Baltazar Rivas przybył przed kolacją. Miał rubinowy pierścień na prawej dłoni i uśmiech człowieka, który nigdy nie musiał prosić.

— Wasza Wysokość, trzeba podać księciu środek uspokajający — powiedział. — Pieśni służki nie zastąpią dyscypliny.

— Moja dyscyplina nie pomogła mu przez szesnaście miesięcy — odparł król.

— A pozwolenie omedze bez wykształcenia na stały dostęp do następcy osłabi autorytet korony.

Rodrigo spojrzał na drzwi piwnicy.

— Mój autorytet już go nie ocalił. Sprowadźcie Inés.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mój syn zapytał, dlaczego mama płacze w samochodzie i przebiera się przed wejściem do domu, a potem moja żona pobladła

Kiedy wróciłam do komnaty, Mateo siedział pod ścianą z kubkiem czekolady z miodem. Naprawiłam jego drewnianego konika, nie dotykając łóżka ani razu. Król obserwował nas z sąsiedniej sali.

Po trzech dniach odważył się wejść.

— Czy mogę usiąść? — zapytał syna.

Mateo długo milczał, a potem wskazał krzesło stojące przy drzwiach.

Dla każdego innego byłoby to odrzucenie.

Dla króla była to pierwsza otwarta furtka od szesnastu miesięcy.

Tej samej nocy, kiedy zegar wybił jedenastą, usłyszałam pod łóżkiem cichy metaliczny trzask. Mateo przykucnął, wsunął dłoń w szczelinę i wyciągnął kilka drobiazgów. Mosiężny guzik z księżycem, pęknięty grzebień, niebieską wstążkę i miedziany pierścień z literami J.M.

— Czyje to? — zapytałam.

Mateo spojrzał na drzwi.

— Zniknęły — wyszeptał.

Wtedy na korytarzu rozległy się ciężkie kroki Baltazara. Kanclerz wszedł do środka, zobaczył przedmioty na mojej dłoni i nagle stracił kolor.

Król Rodrigo zamknął drzwi za jego plecami.

— Zna pan ten pierścień? — zapytał.

Baltazar otworzył usta, lecz zanim odpowiedział, Rodrigo położył na stole starą teczkę z archiwum pałacowym. Jego palce powoli przesunęły się ku pierwszej kartce…

Palce króla zatrzymały się na pierwszej kartce, a ja usłyszałam, jak pazury Mateo cicho zgrzytają o deskę podłogi.

Była prawie północ. W komnacie paliły się tylko dwie świece, których płomienie drżały przy każdym podmuchu wpadającym przez nieszczelne okno. Na stole leżały drobiazgi znalezione pod łóżkiem. Miedziany pierścień odbijał światło jak zaschnięta kropla krwi.

— Odpowiedz — powiedział król.

Baltazar poprawił mankiet.

— Nie wiem, do kogo należała ta błyskotka.

— Litery J.M. nie są przypadkowe.

— W zamku pracowały dziesiątki kobiet. Nie pamiętam każdej służącej.

Mateo nagle cofnął się za moje plecy. Nie patrzył na twarz kanclerza. Patrzył na rubin w jego pierścieniu.

Zrozumiałam to, zanim król zdążył zadać następne pytanie.

— Ten kamień go przeraża — powiedziałam.

Baltazar uśmiechnął się bez radości.

— Dziecko boi się wszystkiego.

— Nie wszystkiego — odparłam. — Pańskiego pierścienia.

Jego oczy stwardniały.

Król odsunął krzesło.

— Jutro rano przeszukać archiwum, wszystkie pokoje służby i wieżę zachodnią.

— Wasza Wysokość, to absurd. Śmierć królowej została zbadana.

— Przez kogo?

Baltazar zamilkł.

O drugiej nad ranem spotkaliśmy się z królem w archiwum. Pomieszczenie znajdowało się pod kaplicą, a powietrze pachniało pleśnią i woskiem. Stary pisarz Esteban przyniósł księgi oprawione w popękaną skórę. Kiedy otworzył rejestr służby królowej, kilka stron miało równo wycięte fragmenty.

— Kto prowadził te zapisy? — zapytał Rodrigo.

— Ja, Wasza Wysokość. Ale rozkazy zmian otrzymywałem od kanclerza.

— Jakich zmian?

Esteban przełknął ślinę.

— Nazwiska pokojówek królowej zaczęły znikać po jej śmierci.

Poczułam chłód, choć w archiwum było duszno.

— Ile kobiet? — zapytałam.

— Cztery. Jacinta Morales, Elvira Santos, Beatriz Lobo i Marina Castaño.

Imię Jacinty uderzyło we mnie jak wspomnienie. Była osobistą pokojówką królowej Cataliny. Oficjalnie wyjechała z królestwa po wypadku na schodach. Nikt nie wiedział dokąd.

— A pozostałe? — spytał król.

Esteban spuścił wzrok.

— Każdej przypisano inne przewinienie. Kradzież, zdradę, ucieczkę, chorobę.

Mateo, który dotąd siedział przy mnie na podłodze, zaczął drżeć. Wyjął z kieszeni mosiężny guzik i zacisnął go tak mocno, że pobielały mu knykcie.

— Czego bronił pod łóżkiem? — zapytał Rodrigo.

— Nie wiem — odpowiedziałam. — Ale zawsze reagował, kiedy ktoś próbował przesunąć mebel.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mąż zakopał mnie po szyję w ogrodzie, a gdy poprosiłam o wodę, jego matka nagle przestała się uśmiechać

Wtedy Esteban przypomniał sobie o starym zeszycie pralni. Znalazł go w szufladzie pod rachunkami za mydło. Na jednej stronie widniało imię Jacinty, a obok dwa słowa zapisane charakterem pisma królowej: „Zaufaj jej”.

Król zacisnął szczękę.

— Catalina napisała to przed śmiercią.

— Albo ktoś podrobił jej pismo — wtrącił Baltazar, który pojawił się w drzwiach bez zapowiedzi.

Odwróciłam się.

— Nie słyszałam, żeby ktoś pana wzywał.

— Nie muszę czekać na wezwanie w zamku należącym do korony.

Mateo natychmiast stanął przede mną. Jego oczy rozjarzyły się złotem.

Baltazar zrobił krok w tył, ale szybko odzyskał spokój.

— Widzicie? Choroba postępuje. Trzeba go odizolować.

— To nie choroba — powiedziałam. — To pamięć.

Król spojrzał na syna.

— Mateo, czy ktoś skrzywdził twoją matkę?

Chłopiec zadrżał. Przez długą chwilę nie odpowiadał. Potem spojrzał na pierścień Baltazara i chwycił rękę ojca.

— Schody — wyszeptał.

Rodrigowi zabrakło powietrza.

— Co było na schodach?

Mateo otworzył usta, lecz z korytarza dobiegł nagły huk. Ktoś przewrócił metalowy stojak. Strażnicy wybiegli, a Baltazar wykorzystał zamieszanie i zniknął za drzwiami.

Na kamiennej posadzce znaleźliśmy tylko kawałek czerwonej tkaniny z herbem kanclerza.

Król przycisnął dłoń do skroni.

— Przez szesnaście miesięcy myślałem, że mój syn oszalał.

— Nie oszalał — odpowiedziałam. — On próbował powiedzieć prawdę.

Mateo pociągnął mnie za rękaw i wskazał starą komnatę zimową. Potem uklęknął, wsunął dłoń pod łóżko i zapukał trzy razy w deski.

Z wnętrza odpowiedział mu głuchy, pusty dźwięk.

Król zbladł.

— Tam jest schowek.

Wezwano kowala. Przez pół godziny rozcinał spróchniałą deskę, a ja trzymałam Mateo za rękę. Kiedy zamek puścił, chłopiec zaczął płakać bezgłośnie.

W szczelinie ujrzeliśmy metalową kasetkę owiniętą w dziecięcy koc. Rodrigo wyciągnął ją ostrożnie.

Na pokrywie widniał znak królowej Cataliny.

Baltazar wrócił do drzwi z dwoma uzbrojonymi strażnikami.

— Wasza Wysokość — powiedział cicho — proszę odłożyć tę kasetkę. Zanim otworzy pan coś, czego nie da się już zamknąć…

Król uniósł wieko, lecz zatrzymał się, gdy ze środka dobiegł cichy trzask ukrytego mechanizmu…

Ukryty mechanizm zaskoczył, a wieko kasetki uniosło się o szerokość palca.

Była pierwsza w nocy. W komnacie zimowej stał król, ja, Mateo, Esteban i dwóch strażników, którzy wyraźnie nie wiedzieli, komu mają być posłuszni. Baltazar trzymał się przy drzwiach. Jego rubinowy pierścień błyszczał w świetle świecy.

Rodrigo podważył wieko sztyletem.

W środku znajdowała się woskowa płytka do zapisu głosu, złożony list, mały klucz i srebrna spinka królowej. Na spodzie kasetki wyryto datę: trzeci dzień zimy, rok śmierci Cataliny.

— To niemożliwe — wyszeptał Baltazar.

— Właśnie dlatego to otwieramy — odparł król.

Esteban rozpoznał urządzenie. W zamku używano podobnych płytek do zapisywania zeznań podczas narad.

— Trzeba ją podgrzać i odtworzyć ślady — powiedział.

— Zrób to.

Czekaliśmy, aż nad płytką pojawi się cienka para. Potem Esteban przyłożył do niej specjalną membranę. Z trzasków i szumów zaczął wyłaniać się głos.

Najpierw usłyszeliśmy płacz dziecka.

Mateo zakrył uszy, a ja uklękłam obok niego.

— Nie musisz słuchać — powiedziałam.

Chwycił mnie za dłoń, lecz nie odwrócił głowy.

Po chwili rozległ się głos Cataliny.

— Jacinto, jeśli coś mi się stanie, zabierz Mateo do komnaty zimowej. Nie ufaj Baltazarowi. Znalazłam rachunki za nocne transporty i nazwiska kobiet, które zniknęły.

W pomieszczeniu zapadła cisza.

Potem odezwał się męski głos.

— Wasza Królewska Mość, proszę odłożyć dokumenty.

Baltazar zamknął oczy.

Na nagraniu Catalina odpowiedziała:

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Przyszłam z dokumentami, gdy szef mafii trzymał pistolet nad klęczącym zdrajcą — a jego ochroniarz nagle pobladł

— Nie wydaje mi pan rozkazów w moim domu.

Rozległ się gwałtowny ruch, krzyk Jacinty i uderzenie o kamień. Mateo zaczął szlochać.

— Mamo! — zawołał dziecięcy głos.

A potem usłyszeliśmy trzask, ciężki upadek i słowa Baltazara wypowiedziane spokojnie, niemal znudzonym tonem:

— Powiemy królowi, że spadła ze schodów. Dziecko niczego nie zapamięta, jeśli odpowiednio długo będzie się bało.

Rodrigo cofnął się, jakby ktoś go uderzył.

— To pan — powiedział. — To pan ją zabił.

— Nagranie jest zniekształcone — syknął Baltazar.

— Pański głos rozpoznałbym nawet w piekle — odparł król.

Esteban rozłożył list. Był podpisany przez Jacintę. Opisywał, że Catalina odkryła tajne transporty więźniarek do kopalni na północy. Baltazar sprzedawał je pod fałszywymi nazwiskami, a gdy któraś próbowała mówić, znikała z rejestrów.

Jacinta ukryła dowody w łóżku, lecz tej samej nocy została zabrana. Catalina zdążyła schować kasetkę i nauczyć Mateo, że trzy uderzenia w deski oznaczają niebezpieczeństwo.

— Dlatego pilnował łóżka — powiedziałam. — Przez cały ten czas strzegł dowodów.

Mateo patrzył na ojca.

— Schody… czerwony pierścień… mama spadła…

Rodrigo uklęknął przed nim.

— To nie był wypadek — wyszeptał. — Przepraszam, synu. Powinienem był cię słuchać.

Mateo przez chwilę się nie poruszał. Potem dotknął policzka ojca jednym drżącym palcem.

Baltazar nagle odwrócił się do strażników.

— Aresztować ich wszystkich! Król jest pod wpływem zaklęcia tej omegi!

Żaden nie ruszył.

Jeden z nich spojrzał na nagranie, drugi na mosiężny guzik w dłoni Mateo.

— Kanclerzu — powiedział starszy strażnik — rozkaz wydaje król.

Rodrigo wstał.

— Zamknąć Baltazara w wieży. Natychmiast.

Baltazar roześmiał się nagle.

— Myślisz, że zwyciężyłeś? Nie wiesz, co już wysłałem poza zamek.

— Co wysłałeś?

Kanclerz milczał.

W tej samej chwili do komnaty wbiegł posłaniec. Był blady, przemoczony i trzymał w dłoni zapieczętowany list.

— Wasza Wysokość, z północnej kopalni przybyła wiadomość. Kobiety, które miały zginąć przed szesnastoma miesiącami, żyją.

Rodrigo wyrwał mu list.

— Jest tam Jacinta Morales — dodał posłaniec. — I twierdzi, że ktoś właśnie jedzie, żeby ją uciszyć.

Spojrzałam na Baltazara. Po raz pierwszy nie wyglądał na człowieka, który boi się kary.

Wyglądał na człowieka, który boi się świadka.

A potem z kieszeni jego płaszcza dobiegł cichy dźwięk łamanego szkła…

OSTATNIA CZĘŚĆ

Tym razem to Baltazar usłyszał własny głos…

Myślałam, że prawda zakończy tę noc. Nie wiedziałam jeszcze, jaką cenę zapłacimy za jej ujawnienie.

Kiedy odtworzono nagranie, Rodrigo spojrzał na niego.
„To pan zabił królową.”
Baltazar po raz pierwszy nie znalazł odpowiedzi.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
Weszłam do komnaty przeklętego księcia mimo zakazu, a gdy dotknął mojej sukni, król nagle pobladł
Na pogrzebie mojego syna zauważyłam szczegół, którego nikt nie potrafił wyjaśnić — a wtedy uśmiech jego żony zniknął