CZĘŚĆ 4
Z kieszeni Baltazara dobiegł trzask łamanego szkła.
Wszyscy odwróciliśmy głowy.
Kanclerz wyciągnął dłoń, ale strażnik był szybszy. Chwycił go za nadgarstek i wyrwał mu małą fiolkę z pękniętym korkiem. Na kamienie spadły trzy krople bezbarwnej cieczy. Zapach gorzkich migdałów natychmiast wypełnił komnatę.
— Trucizna — powiedział Esteban.
Baltazar przestał się uśmiechać.
— To lekarstwo.
— Dla kogo? — zapytałam.
Nie odpowiedział.
Król Rodrigo wskazał drzwi.
— Zabrać go do celi bez dostępu do służby, koni i posłańców. I wysłać ludzi na północ.
— Wasza Wysokość — odezwał się posłaniec — wiadomość mówi, że jeździec wyruszył godzinę temu.
— Ilu ludzi ma przy sobie?
— Czterech. Wszyscy noszą znak kancelarii.
Rodrigo spojrzał na Baltazara.
— Kogo wysłałeś?
Kanclerz milczał.
— Kogo? — powtórzył król.
Baltazar podniósł podbródek.
— Ludzi, którzy wykonują rozkazy korony.
— Nie mojej korony.
Król wydał polecenie pościgu, zanim strażnicy wyprowadzili Baltazara. Kanclerz szarpał się jeszcze przy drzwiach, lecz nie krzyczał. Jego spokój był gorszy od wrzasku.
Dopiero gdy zniknął na korytarzu, Rodrigo przypomniał sobie o Mateo.
Chłopiec stał przy łóżku, blady i wyczerpany. Srebrzyste włosy na jego rękach powoli znikały. W dłoni nadal trzymał mosiężny guzik z księżycem.
— Czy on wróci? — zapytał.
Król uklęknął.
— Nie pozwolę mu cię skrzywdzić.
— Obiecujesz?
Rodrigo zamknął oczy.
— Obiecuję, że tym razem nie odejdę, dopóki nie będziesz bezpieczny.
Po raz pierwszy Mateo sam objął go za szyję.
Ja odwróciłam wzrok, udając, że poprawiam koc.
Nie chciałam, żeby widzieli moje łzy.
Następnego dnia znaleziono ludzi Baltazara przy starej drodze na północ. Jeden uciekł, dwóch poddało się bez walki, a czwarty próbował podpalić barak przy kopalni. Strażnicy uratowali kobiety w ostatniej chwili.
Jacinta Morales przyjechała do zamku trzy dni później.
Była wychudzona, miała bliznę nad brwią i laskę z ciemnego drewna. Kiedy zobaczyła Mateo, zatrzymała się w progu komnaty zimowej.
— Czy mogę wejść? — zapytała.
To było dokładnie to pytanie, które przez miesiące powtarzałam ja.
Mateo spojrzał na mnie, a potem na Jacintę.
— Możesz.
Jacinta uklękła przed nim. Płakała, lecz nie wyciągnęła rąk, dopóki chłopiec sam jej nie objął.
— Twoja mama kazała mi cię chronić — wyszeptała. — Nie zdążyłam.
— Chroniłaś rzeczy — odpowiedział Mateo.
— Jakie rzeczy?
— Prawdę.
Tego dnia król po raz pierwszy wysłuchał całego nagrania od początku do końca. Nie stał za stołem. Nie wydawał rozkazów. Siedział na podłodze obok syna, z plecami opartymi o to samo stare łóżko, którego przez szesnaście miesięcy nikt nie odważył się dotknąć.
Kiedy z głośnika dobiegł jego własny głos z dawnych raportów, usłyszał słowa wypowiadane przez siebie po śmierci Cataliny.
„Książę ma napady agresji. Należy ograniczyć kontakt. Nie pozwalać mu wspominać matki.”
Rodrigo zbladł.
Mateo siedział obok, skulony pod kocem.
— To ja tak powiedziałem? — zapytał król.
— Tak — odpowiedziała Jacinta.
— Myślałem, że go chronię.
— Chronił pan siebie przed tym, co mógł usłyszeć.
Rodrigo spuścił głowę.
— Wiem.
Nikt go nie pocieszał.
Nie dlatego, że go nienawidziliśmy. Dlatego, że po raz pierwszy musiał usłyszeć własne słowa bez ludzi, którzy natychmiast zamieniliby je w usprawiedliwienie.
Baltazar został osądzony przed radą królewską. Udowodniono mu zabójstwo królowej, porwania kobiet, fałszowanie rejestrów i próbę otrucia świadka. Odebrano mu tytuły, majątek i prawo do noszenia herbu.
Nie byłam na wszystkich posiedzeniach.
Nie chciałam patrzeć, jak upada człowiek, który przez wiele miesięcy kontrolował cały zamek. Wystarczyło mi, że przestał kontrolować moje życie.
Najtrudniejszy moment przyszedł tydzień po jego aresztowaniu.
W piwnicy pralniczej opróżniono moją małą izdebkę. Na półce nie było już miski, grzebienia ani lnianego worka na ubrania. Na gwoździu wisiała tylko brązowa sukienka, ta sama, którą miałam na sobie, gdy pierwszy raz usiadłam obok Mateo.
Pod łóżkiem nie zostało nic.
Nawet kurz został wymieciony.
Na parapecie leżał jednak mój stary naparstek. Pęknięty, z wgnieceniem po lewej stronie. Wzięłam go do ręki i pomyślałam, że przez cały czas próbowałam zszyć cudze życie, choć własne dawno się rozpruło.
Król zaproponował mi osobne pokoje w skrzydle dla nauczycieli.
— Nie jesteś już służącą — powiedział.
— Nadal chcę pracować z Mateo.
— Wiem.
— I nie chcę, żeby ktoś nazywał mnie jego lekarstwem.
Rodrigo skinął głową.
— Nie jesteś lekarstwem. Jesteś osobą, której zaufał.
To było więcej, niż mogłam oczekiwać od króla.
Minęły trzy miesiące.
Mateo nadal czasem budził się z krzykiem. Nadal nie znosił zamykanych drzwi i nagłego dotyku. Ale jego pazury pojawiały się rzadziej. Przestał chować jedzenie pod poduszką. Zaczął sam wybierać ubrania.
Pewnego ranka zapytał mnie, czy może usiąść przy oknie.
— Możesz — odpowiedziałam.
— A jeśli ktoś przyjdzie?
— Wtedy zapytamy, czego chce.
— A jeśli będzie miał czerwony pierścień?
Spojrzałam na jego twarz.
— Wtedy zamkniemy drzwi i wezwiemy straż.
Pomyślał chwilę.
— Nie będziesz uciekać?
— Nie.
Za oknem spadł pierwszy śnieg. Płatki osiadały na murach Sierra Negra, przykrywając ślady kół, butów i dawnych ucieczek.
Wiosną otwarto skrzydło dla dzieci. Jacinta prowadziła tam zajęcia z czytania, Esteban uczył historii zamku, a ja naprawiałam zabawki i szyłam zasłony. Mateo dostał nowego drewnianego konia. Miał cztery nogi, choć jedną pomalowaną na złoto.
— Ta jest królewska — wyjaśnił.
— Królewska noga?
— Tak. Dzięki niej nie przewróci się, kiedy będzie się bał.
Król często siadał z nami na podłodze. Nie zawsze mówił. Czasem tylko słuchał, jak Mateo czyta albo jak ja nucę piosenkę o kojocie i księżycu.
Nie próbowaliśmy udawać, że wszystko naprawi się szybko.
Niektórych nocy Rodrigo wychodził z komnaty ze łzami w oczach. Nie zatrzymywałam go. Jego żal nie był moim zadaniem.
Moim zadaniem było nauczyć Mateo, że można powiedzieć „nie” i nie zostać za to ukaranym.
Sześć miesięcy później przyszedł list od Baltazara.
Otrzymałam go przy śniadaniu. Papier był gruby, pachniał wilgotnym magazynem, a pieczęć została złamana przez strażnika.
„Inés”, napisał, „wiesz, że król jest słaby. Wiesz, że bez mojej wiedzy całe królestwo popadnie w chaos. Pomóż mi odzyskać wolność, a zapewnię ci miejsce przy dworze. Możesz mieć własny dom, pieniądze i wpływy. Wystarczy jedno oświadczenie.”
Na końcu dopisał:
„Ty też wiesz, jak łatwo prawda może zniszczyć niewinnych.”
Przeczytałam list do końca.
Potem zaniosłam go Rodrigo.
— Chcesz odpowiedzieć? — zapytał.
— Tak.
— Mam wyznaczyć skrybę?
— Nie. Napiszę sama.
Usiadłam przy stole, wzięłam pióro i długo patrzyłam na pustą kartkę. W końcu napisałam tylko jedno zdanie:
„Nie będę już ratować człowieka przed skutkami jego własnych decyzji.”
Oddałam list strażnikowi.
Baltazar nigdy więcej się nie odezwał.
Rok po wszystkim wróciliśmy do komnaty zimowej. Stare łóżko zostało usunięte, a w jego miejscu postawiono niski regał z książkami. Mateo zachował jednak mosiężny guzik z półksiężycem. Przyszył go do swojej nowej kamizelki, tuż pod sercem.
— Żeby pamiętać? — zapytałam.
— Żeby wiedzieć, że rzeczy ukryte też mogą zostać znalezione.
Zaśmiałam się cicho.
Tym razem jego śmiech nie przerwał żadnego koszmaru. Wypełnił całą komnatę i odbił się od pustego miejsca po łóżku.
Mateo ujął moją dłoń.
— Inés?
— Słucham?
— Gdybym znów zaczął warczeć, usiądziesz obok?
Spojrzałam na mosiężny księżyc błyszczący na jego piersi.
— Usiądę.
Za oknem zaczął padać śnieg.
A tym razem nikt nie uciekał.
Przegapiłeś początek?













