Zmuszono mnie do ślubu z najgroźniejszym człowiekiem w mieście, a gdy zażądałam równego traktowania, jego doradca zbladł

Kiedy czarne auto zatrzymało się przed żelazną bramą posiadłości, nie wiedziałam jeszcze, że człowiek, za którego właśnie wyszłam, miał w domu zdrajcę czekającego na mój pierwszy błąd.

Siedziałam wyprostowana na tylnym siedzeniu, z dłońmi zaciśniętymi na pasku torby. Przy zamku torby wisiała mała mosiężna zawieszka w kształcie turbiny wiatrowej. Zrobił ją dla mnie ojciec, kiedy dostałam się na studia inżynierskie.

— Nie musisz wyglądać, jakbyś jechała na egzekucję — powiedział kierowca, nie odrywając wzroku od drogi.

— Nie wiem, dokąd jadę.

— Do domu pana Delorenzo.

— To nie jest mój dom.

Mężczyzna spojrzał na mnie w lusterku.

— Po dzisiejszym wieczorze wszystko może się zmienić.

Nie odpowiedziałam. Za szybą przesuwały się mokre od deszczu sosny, wysokie mury i latarnie ukryte w kamiennych słupach. Luca zapewnił mnie, że jego posiadłość jest bezpieczna. W jego świecie to słowo oznaczało jednak coś zupełnie innego niż w moim.

Bezpieczna dla kogo?

Brama otworzyła się bezszelestnie. Dom wyrósł przed nami jak ciemny pałac, z szerokimi schodami i oknami, w których nie paliło się ani jedno światło. Przy wejściu czekał mężczyzna w granatowym garniturze. Miał srebrną bliznę pod uchem i twarz pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu.

— Pani Carter — powiedział. — Nazywam się Enzo Bellini. Zarządzam domem.

— Zarządza pan również moim życiem?

Jego usta drgnęły.

— Tylko wtedy, gdy pan Delorenzo wyda takie polecenie.

Luca stał kilka kroków dalej. Zdjął płaszcz i podał go służącej, jakbyśmy nie zawarli małżeństwa pod groźbą śmierci mojego ojca, tylko przyjechali na zwyczajną kolację.

— Alyssa, to Enzo. Enzo, moja żona.

Słowo zawisło między nami ciężko.

— Wolałabym, żeby mówił pan do mnie po imieniu — powiedziałam.

— Oczywiście.

— I nie jestem ozdobą do ustawiania przy kominku.

Tym razem Enzo nie odpowiedział. Luca patrzył na mnie z tym samym cichym zainteresowaniem, które zauważyłam w moim mieszkaniu.

— Pokój jest na wschodnim skrzydle — oznajmił. — Osobna łazienka. Gabinet do nauki. Jutro rano przyjedzie profesor z uczelni.

— A mój ojciec?

— Jest już w domu.

— Chcę z nim porozmawiać.

— Porozmawiasz.

— Teraz.

Luca przez chwilę mierzył mnie wzrokiem. Potem skinął głową.

Thomas odebrał połączenie po drugim sygnale. Jego twarz pojawiła się na ekranie telefonu Luki. Siedział w naszym małym salonie, pod kocem, z bandażem na dłoni.

— Tato, wszystko w porządku?

— Jestem w domu — odpowiedział. — Nie martw się o mnie.

— Kto cię zranił?

— To tylko zadrapanie.

Luca zabrał telefon.

— Widzisz? Żyje i jest pod opieką lekarza.

— Nie pytałam pana.

Połączenie się zakończyło. W środku poczułam zimno, choć w holu płonął ogromny kominek.

Wieczorem zaprowadzono mnie do gabinetu. Na biurku leżały moje dokumenty uczelniane, plan zajęć i lista uczelni, do których zamierzałam złożyć podania.

— Skąd pan to ma? — spytałam.

— Z twojego mieszkania.

— Bez mojej zgody?

— Musiałem wiedzieć, jak ułożyć twoje życie tutaj.

— Nie ułożył pan mojego życia. Kupił pan sobie przedstawienie.

Luca oparł dłonie o krawędź biurka.

— Przez dwa lata będziesz moją żoną przed światem. W zamian masz pieniądze, naukę i ochronę.

— A czego chce pan naprawdę?

Jego twarz stwardniała.

— Żeby nikt nie zobaczył, że można mnie zranić.

— Więc jestem tarczą.

— Nie. Jesteś częścią układu.

— To dokładnie to samo, tylko ładniej nazwane.

Wtedy światła zgasły.

Nie wszystkie. W korytarzu zapaliły się czerwone lampy awaryjne, a z piwnicy dobiegł metaliczny trzask. Luca natychmiast wyprostował się i sięgnął pod marynarkę.

— Zostań tutaj — powiedział.

— Nie.

— Alyssa.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Weszłam do egzekucji z pilnymi dokumentami i zakpiłam z mafijnego szefa o świeżo wyczyszczony dywan — a on nagle zamarł

— Jeśli ktoś wszedł do domu, nie będę siedzieć bezczynnie w pokoju.

— To nie jest twoja wojna.

— Od chwili, gdy podpisałam, jest.

Z korytarza dobiegł krzyk. Enzo wbiegł do gabinetu, trzymając zakrwawiony rękaw.

— Panie Delorenzo, strażnik przy północnej bramie nie odpowiada. Ktoś przeciął zasilanie kamer.

Luca spojrzał na mnie, a potem na metalową szafkę stojącą za biurkiem.

— Otwórz ją — powiedział do Enza.

Enzo zawahał się.

— Teraz — powtórzył Luca.

Zamek kliknął. W środku leżała czarna teczka z moim nazwiskiem. Wyciągnęłam rękę, lecz zanim dotknęłam okładki, na podjeździe zahamował samochód, a ktoś od zewnątrz krzyknął, że znaleziono ciało przy bramie. Luca otworzył teczkę i przesunął palcem po pierwszej stronie…

CZĘŚĆ 2

Na pierwszej stronie znajdowała się fotografia mojego ojca.

Nie zrobiona ukradkiem. Pozował na niej przed naszym budynkiem, z siatką zakupów w ręce, patrząc gdzieś ponad ramieniem fotografa. Pod zdjęciem widniała data sprzed sześciu miesięcy.

— Co to jest? — spytałam.

Luca nie odpowiedział od razu. Za oknem deszcz uderzał o szyby, a czerwone światło lamp awaryjnych przesuwało się po jego twarzy jak pulsująca rana.

— Zamknij drzwi — powiedział do Enza.

— Musimy sprawdzić bramę.

— Zamknij drzwi.

Enzo zrobił to, ale jego palce przez moment spoczęły na klamce. Zauważyłam, że nie patrzył na fotografię. Patrzył na teczkę.

— Od jak dawna obserwujecie mojego ojca? — zapytałam.

— Nie ja go obserwowałem — odpowiedział Luca.

— To kto?

— Człowiek, który chciał sprawdzić, czy dług jest prawdziwy.

Roześmiałam się bez humoru.

— Przedwczoraj twierdził pan, że mój ojciec jest winien prawie pół miliona.

— Tak wynikało z dokumentów.

— Wynikało?

Luca otworzył kolejną stronę. Były tam kopie umów, podpisy, numery rachunków i wykaz przelewów. Znałam pismo ojca. Podpisy wyglądały podobnie, ale litera T w jego nazwisku zawsze miała długi, lekko opadający ogonek. Na tych dokumentach była krótka i sztywna.

— To nie jest jego podpis — powiedziałam.

Enzo odwrócił głowę.

— Nie jesteś grafologiem.

— Jestem córką człowieka, który podpisywał moje usprawiedliwienia przez dwadzieścia lat. A pan nie jest inżynierem, więc nie będę pouczać pana o konstrukcjach.

Luca wziął kartkę i przyjrzał się jej pod lampą.

— Enzo, kto dostarczył te dokumenty?

— Źródło, któremu ufaliśmy.

— Nie zapytałem, komu ufałeś. Zapytałem, kto je dostarczył.

— Viktor Sayegh.

W gabinecie zrobiło się ciszej.

Nazwisko znałam z gazet. Viktor był właścicielem firm ochroniarskich, kilku klubów i ogromnego przedsiębiorstwa budowlanego. Nazywano go rywalem Luki, choć słowo „rywal” brzmiało przy tym jak uprzejmość.

— Twój wróg oskarżył mojego ojca o dług wobec ciebie? — spytałam.

— Przekazał mi kopie zobowiązań. Pieniądze rzeczywiście przepływały przez konta powiązane z twoim ojcem.

— A teraz ktoś odciął prąd w twoim domu.

— Tak.

— I przypadkiem w tej samej chwili znalazła się tu teczka z moim nazwiskiem.

Luca zamknął dokumenty.

— Nie ma przypadków.

Z korytarza dobiegły ciężkie kroki. Dwóch ochroniarzy wprowadziło mężczyznę z rozciętym czołem. Był blady i ledwie stał na nogach.

— Znalazłem go przy północnej bramie — powiedział jeden z ochroniarzy. — Żyje, ale ktoś go uderzył od tyłu.

Ranny podniósł wzrok.

— Nie przyszli po pana — wyszeptał.

Luca przykucnął przy nim.

— Ilu ich było?

— Trzech. Jeden pytał o żonę.

Poczułam, jak mosiężna turbina przy mojej torbie uderza o biodro.

— Co dokładnie powiedział? — spytałam.

Mężczyzna spojrzał na mnie.

— Powiedział, że kobieta ma zostać zabrana żywa. Pan ma dostać wiadomość.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Kiedy agenci wtargnęli do rezydencji, córka ścisnęła moją szyję, a człowiek przy ołtarzu nagle przestał się uśmiechać

Luca podniósł się powoli.

— Alyssa, idź na górę.

— Nie.

— To rozkaz.

— A ja nie jestem twoim żołnierzem.

— Jeśli zostaniesz, możesz zginąć.

— Jeśli pójdę, ktoś będzie decydował za mnie. Właśnie dlatego mnie tu przywieźli.

Jego szczęka napięła się tak mocno, że zobaczyłam drgający mięsień przy policzku.

— Chcesz być równa? — zapytał cicho. — W takim razie zachowuj się jak ktoś, kto rozumie zagrożenie.

— Rozumiem je lepiej, niż myślisz. Dlatego pytam, dlaczego napastnicy wiedzieli o mnie, zanim ktokolwiek ogłosił nasze małżeństwo.

Enzo zrobił krok w stronę biurka.

— To może być śledzenie z uczelni.

— Może — odpowiedziałam. — Ale wtedy nie wiedzieliby, że jestem tutaj pierwszej nocy.

Luca spojrzał na niego.

— Kto znał trasę samochodu?

Enzo milczał.

Telefon Luki zadzwonił. Na ekranie pojawił się nieznany numer. Odebrał, włączył głośnik i nic nie powiedział.

Najpierw usłyszeliśmy szum. Potem głos mężczyzny.

— Delorenzo, twoja żona jest ładniejsza, niż myślałem.

Luca zesztywniał.

— Gdzie ją widziałeś?

— Wystarczyło spojrzeć na twoje kamery.

— Czego chcesz?

— Nie pieniędzy. Chcę, żebyś oddał mi to, co zabrałeś.

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

— Masz. A twoja żona ma odpowiedź. Zapytaj ją o projekt wiatraków i o nazwisko profesora, który zniknął trzy miesiące temu.

Połączenie przerwano.

Wszyscy patrzyli na mnie.

— To niemożliwe — powiedziałam.

— Co? — Luca odwrócił się do mnie.

— Profesor Hale nie zniknął. Odszedł z uczelni po kradzieży wyników badań.

— Kto ukradł te wyniki?

Nie zdążyłam odpowiedzieć. Z kieszeni Enza dobiegł cichy dźwięk wiadomości. Spojrzał na ekran, a jego twarz po raz pierwszy straciła spokój.

Luca wyciągnął rękę.

— Pokaż mi.

Enzo nie poruszył się.

Wtedy Luca odebrał mu telefon, a na ekranie zobaczyliśmy jedno zdanie: „O północy dostarczysz dziewczynę do starej elektrowni, inaczej Delorenzo dowie się, kto naprawdę podpisał umowy”…

CZĘŚĆ 3

— Kto naprawdę podpisał umowy? — zapytałam.

Enzo cofnął się od biurka.

— To prowokacja.

— W takim razie dlaczego wyglądasz, jakbyś już znał odpowiedź?

Luca wyrwał mu telefon z dłoni i przeczytał wiadomość jeszcze raz. Potem spojrzał na mnie.

— Zostań przy mnie.

— Nie. Najpierw mów.

— Alyssa…

— Zawarliśmy umowę. Miałam być twoją żoną, nie zakładniczką we własnym życiu. Jeśli ktoś wykorzystuje mojego ojca i moje badania, chcę wiedzieć dlaczego.

Przez chwilę słyszałam tylko buczenie awaryjnego generatora.

Luca wskazał Enza.

— Wyjdź.

— Panie Delorenzo, to nie jest rozsądne.

— Powiedziałem: wyjdź.

Enzo wyszedł, ale dwóch ochroniarzy zamknęło drzwi od zewnątrz.

Luca otworzył szufladę i wyjął mały przenośny odtwarzacz. Położył go obok fotografii mojego ojca.

— To nagranie pochodzi z magazynu w porcie. Zostało zrobione dwa dni przed tym, jak dostałem dokumenty o długu.

Wcisnął przycisk.

Najpierw usłyszałam trzask metalowych drzwi. Potem głos mojego ojca.

— Mówiłem, że nie podpiszę kolejnych papierów.

Drugi głos odpowiedział:

— Nie musisz. Wystarczy, że oddasz córce dostęp do plików.

Zamarłam.

— Jakich plików? — szepnęłam.

Nagranie trwało dalej.

— Alyssa nie ma nic wspólnego z moją pracą — powiedział Thomas.

— Ma więcej, niż myślisz. Jej projekt może obniżyć koszty magazynowania energii o połowę. Viktor chce wzorów, a my chcemy tylko, żebyś podpisał zobowiązanie. Jeśli odmówisz, dziewczyna straci stypendium, mieszkanie i przyszłość.

Mój oddech urwał się w połowie.

Potem rozległ się dźwięk uderzenia i jęk ojca.

Luca wyłączył nagranie.

— Twój ojciec nie pożyczył ode mnie pieniędzy — powiedział. — Viktor zmusił go do podpisania pustych formularzy, a potem wypełnił je tak, żeby wyglądało, jakby zaciągnął dług u mnie. Sfałszował także twój podpis.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Osłoniłam rannego żołnierza własnym ciałem, a nad ranem przed moim domem stanęli marines i pułkownik nagle pobladł

— Wiedziałeś o tym?

— Podejrzewałem. Nie miałem dowodu.

— A mimo to zmusiłeś mnie do ślubu.

— Chciałem mieć cię pod ochroną, zanim Viktor zrozumie, że dokumenty są fałszywe.

— Mogłeś mi powiedzieć.

— Gdybym powiedział, nie podpisałabyś.

— Oczywiście, że bym nie podpisała!

Podniosłam głos. Metalowa turbina przy torbie zawirowała na łańcuszku i uderzyła o bok biurka.

— Odebrałeś mi wybór, a teraz nazywasz to ochroną.

Luca przyjął te słowa bez obrony. To było gorsze niż gniew.

— Masz rację — powiedział.

Nie spodziewałam się tego. Cofnęłam się o krok.

— Co?

— Masz rację. Potrzebowałem cię pod dachem, ale nie miałem prawa udawać, że to uczciwa propozycja.

— Dlaczego więc zawarłeś w umowie warunki, które mnie chronią?

— Bo chciałem, żebyś przetrwała wystarczająco długo, by móc mnie znienawidzić z własnej woli.

Na korytarzu rozległ się huk. Ktoś uderzył w drzwi.

— Panie Delorenzo! — krzyknął ochroniarz. — Mamy intruzów w zachodnim skrzydle!

Luca sięgnął po broń, ale zatrzymałam jego rękę.

— Nie idź sam.

— To nie miejsce dla ciebie.

— Właśnie wyjaśniłeś, że jestem celem. Jeśli pójdę na górę, stanę się łatwiejsza do odcięcia.

Spojrzał na mnie uważnie.

— Masz plan?

— Generator zasila tylko część domu, prawda?

— Tak.

— A system kontroli bramy ma ręczne obejście w piwnicy. Widziałam je po wejściu. Jeśli przełącznik jest połączony z obwodem awaryjnym, możemy otworzyć bramę i wezwać policję, zanim napastnicy odetną drugie skrzydło.

— Skąd wiesz?

— Bo patrzę na rzeczy, których inni nie zauważają.

Przez sekundę w jego oczach pojawiło się coś nowego. Nie litość. Nie rozbawienie.

Szacunek.

— Pójdziesz ze mną — powiedział. — Ale nie za mną.

— Obok ciebie.

— Obok mnie.

Wybiegliśmy na korytarz. Enzo stał przy schodach, trzymając broń i patrząc na zamknięte drzwi gabinetu, jakby chciał upewnić się, że niczego nie usłyszeliśmy.

— Enzo — powiedział Luca. — Z kim rozmawiałeś o północy?

— Z nikim.

— Kłamiesz.

Telefon w jego dłoni zawibrował ponownie. Tym razem wiadomość zawierała zdjęcie. Stara elektrownia. Krzesło. Związany mężczyzna.

Mój ojciec.

Pod fotografią widniało: „Jeśli chcecie go zobaczyć żywego, przywieźcie córkę”.

Luca spojrzał na mnie, a ja zrozumiałam, że prawda o podpisach była dopiero początkiem. Ktoś już miał Thomasa, a człowiek stojący obok nas znał drogę do elektrowni…

FINAŁOWA CZĘŚĆ

Wtedy Alyssa usłyszała własne słowa z nagrania…

Myślałam, że walczę tylko o wolność ojca. Finał pokazał mi, kto naprawdę próbował odebrać mi przyszłość.

Luca odtworzył nagranie sprzed kilku tygodni.
„Nie miałem prawa decydować za ciebie”.
Po raz pierwszy nie próbował się bronić.

😱 POZNAJ UKRYWANĄ PRAWDĘ →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
Zmuszono mnie do ślubu z najgroźniejszym człowiekiem w mieście, a gdy zażądałam równego traktowania, jego doradca zbladł
CZĘŚĆ 4 — W dniu osiemnastych urodzin córka otworzyła kartkę od zmarłego brata, a mężczyzna na ganku nagle pobladł