CZĘŚĆ 4 — Ojciec wysłał mnie do niewidomego króla jako szpiega, lecz po jego pytaniu kapitan nagle pobladł

CZĘŚĆ 4

Ojciec przybył wcześniej, niż przewidywał plan. I miał przy sobie królewski rozkaz, którego podpis wyglądał dokładnie jak podpis Aleksandra.

Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.

Potem forteca eksplodowała dźwiękami.

Na dziedzińcu zarżały konie. Żołnierze pobiegli ku murom. Ktoś zatrzasnął żelazne drzwi prowadzące do kaplicy. Z wieży południowej dobiegł alarmujący krzyk.

Aleksander odwrócił twarz w stronę schodów.

— Ilu ludzi mamy na murach?

— Sześćdziesięciu trzech — odpowiedział Esteban.

— A wrogów?

— Co najmniej dwustu.

— W takim razie nie będziemy walczyć tak, jak oczekuje tego mój teść.

Zanim zdążyłam zapytać, do archiwum wbiegł młody żołnierz.

— Wasza Wysokość, brama zachodnia została zamknięta, ale oddział z południa twierdzi, że ma rozkaz wpuszczenia don Oktavia.

— Pokażcie im prawdziwy rozkaz — powiedział Aleksander.

Esteban podał mu fałszywy pergamin.

— Ten?

— Nie. Ten, który znaleźliśmy przy jego człowieku.

Żołnierz spojrzał na mnie.

— Pani odczytała szyfr. Ona wie, co jest prawdziwe.

Mój żołądek ścisnął się ze strachu, ale wzięłam dokument.

— Każdy rozkaz z podpisem króla ma woszczynową pieczęć z pęknięciem po lewej stronie. Ta jest gładka. To podróbka.

— A jeśli żołnierze nie uwierzą?

— Wtedy pokażcie im list mojego ojca. Niech przeczytają, co zamierza zrobić z ich rodzinami, gdy przejmie fortecę.

Na murach rozległ się pierwszy wystrzał z ciężkiej kuszy.

Aleksander chwycił mnie za rękę.

— Zostań w podziemiach.

— Nie.

— Klara, to rozkaz.

— Właśnie dlatego nie chcę go wykonać. Całe życie robiłam to, co mężczyźni uznawali za wygodne.

Przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.

— W takim razie idź za mną i nie oddalaj się ani o krok.

Wyszliśmy na dziedziniec. Śnieg sypał coraz gęściej, a mosiężny grzebień w mojej kieszeni uderzał o biodro przy każdym kroku. To ten sam, który Aleksander naprawił po naszym pierwszym spotkaniu w ogrodzie. Zabrałam go ze sobą bez namysłu. Teraz jego zęby stukały jak mały zegar odliczający czas.

Ojciec stał za opuszczonym mostem zwodzonym. Miał na sobie granatowy płaszcz podszyty futrem i uśmiechał się tak, jakby przybył na rodzinne przyjęcie.

— Klaro! — zawołał. — Odejdź od tego potwora, zanim będzie za późno.

Aleksander nie drgnął.

— Don Oktavio, pański podpis widnieje na rozkazie zdrady.

— Podrobionym przez pańską świtę.

— Mamy pańskie listy.

Ojciec roześmiał się krótko.

— Listy córki, którą wysłałem, by zdobyła dostęp do fortecy? To raczej dowód przeciwko niej.

Poczułam, że kolana mam miękkie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Na urodzinach teściowa spoliczkowała moją dwuletnią córkę, a po mojej reakcji mój mąż nagle przestał się uśmiechać

— Nie zdobędziesz już niczego — powiedziałam.

— Jesteś moją córką. Zrobisz to, co ci każę.

— Nie jestem twoim narzędziem.

Jego uśmiech zniknął.

— Byłaś nikim, dopóki cię tu nie przysłałem.

Aleksander ścisnął moją dłoń, lecz tym razem nie po to, by mnie zatrzymać. Poczułam w jego palcach zgodę.

— Powiedz mu — szepnął.

Weszłam na kamienny stopień przy bramie.

— Nazywałeś mnie zwyczajną, bo nie potrafiłeś zauważyć, co umiem. Widziałam braki w magazynach. Słyszałam kłamstwa w głosach twoich ludzi. Odczytałam twój szyfr. I pamiętam każde słowo, które wypowiedziałeś, kiedy myślałeś, że jestem zbyt cicha, by je zapamiętać.

Ojciec pobladł.

— Zamknij się.

— Powiedziałeś, że będę użyteczna tylko wtedy, gdy król mnie zatrzyma. Tymczasem to ty nie potrafisz utrzymać nawet własnej zdrady w tajemnicy.

Za moimi plecami Esteban podniósł prawdziwe listy. Żołnierze na murach zobaczyli ich pieczęcie. Wśród ludzi ojca rozległy się szepty.

— Kłamią! — wrzasnął don Oktavio. — To moja córka wszystko przygotowała!

Aleksander zwrócił głowę ku wieży.

— Niech zabrzmią nagrania.

Nie wiedziałam, co ma na myśli. Wtedy z małej kaplicy wyszła Inés z drewnianą skrzynką. W środku znajdował się mechanizm używany przez mnichów do zapisywania głosów na woskowych wałkach. Kilka dni wcześniej, gdy ojciec przysłał drugiego posłańca, Inés ukryła urządzenie za zasłoną w mojej komnacie.

Aleksander nie widział, lecz słyszał wszystko.

Inés zakręciła korbą.

Z wnętrza skrzynki popłynął głos mojego ojca.

„Otworzysz bramę, bo inaczej twoje siostry dowiedzą się, ile kosztuje twoja odmowa”.

Na dziedzińcu zapadła cisza.

Potem zabrzmiał drugi fragment.

„Gdy król zginie, wszyscy uwierzą, że kapitan Rojas sprzedał go za srebro”.

Ojciec zrobił krok w tył.

— To sztuczka.

— To pańskie słowa — powiedział Aleksander.

— Nie możecie mnie zatrzymać. Mam królewski rozkaz.

Esteban wskazał na pieczęć.

— Podrobiony.

Brama otworzyła się z hukiem. Nie dla ludzi don Oktavia, lecz dla królewskich posiłków, które przybyły od strony zachodniej. Aleksander wcześniej wysłał gońca przez tajny szlak za górami. Oddział mojego ojca został otoczony, zanim zdołał podnieść broń.

Don Oktavio spojrzał na mnie po raz pierwszy bez pogardy. W jego oczach zobaczyłam nie żal, lecz przerażenie człowieka, który nagle stracił władzę nad własną opowieścią.

— Klara — powiedział ciszej. — Jesteśmy rodziną.

— Rodzina nie wysyła córki na śmierć, żeby kupić sobie koronę.

Kapitan podszedł i odebrał mu miecz.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Po cesarskim cięciu mąż wyrzucił mnie z własnego domu, a gdy zadzwoniłam do prawniczki, nagle przestał się uśmiechać

— Don Oktavio Villaseñor, zostaje pan aresztowany za zdradę stanu, fałszowanie rozkazów i próbę zamachu na króla.

Ojciec nie stawiał oporu.

Kiedy odprowadzano go przez bramę, słyszałam, jak śnieg skrzypi pod jego butami. Nie czułam triumfu. Tylko ciężar, który po raz pierwszy od wielu lat przestał należeć do mnie.

Następnego ranka mój adwokat odmówił obrony ojca.

— Nie będę bronił człowieka, który przez lata fałszował dokumenty i groził własnym dzieciom — oznajmił przed radą.

Ojciec próbował odzyskać kontrolę.

— Zapłacę ci podwójnie.

— Nie chodzi o pieniądze.

— Każdy ma cenę.

— Nie każdy chce nią być.

Na jaw wyszło, że don Oktavio przez lata sprzedawał informacje o szlakach handlowych i utrzymywał prywatny oddział za pieniądze pobierane od chłopów. Jego majątek został zamrożony, żołnierze przesłuchani, a nazwiska wspólników przekazane radzie królewskiej.

Najtrudniejsza była jednak chwila, gdy pozwolono mi wejść do jego komnaty po rzeczy matki.

Pokój wyglądał tak samo jak przed moim wyjazdem. Na biurku leżał niedokończony rachunek. Przy oknie stał fotel, którego nikt nie używał od jej śmierci. Na ścianie wisiał portret moich sióstr w jasnych sukniach.

Mojego portretu nie było.

W szufladzie znalazłam tylko mały kwadrat materiału wycięty z jednego z fartuchów matki. Pachniał lawendą i dymem z kuchennego pieca. Trzymałam go chwilę, a potem położyłam na pustym miejscu obok rachunków.

Nie zabrałam niczego więcej.

Tydzień później Aleksander poprosił mnie do ogrodu. Ziemia była zamarznięta, lecz między kamieniami wyrastały pierwsze zielone pędy.

— Nie musisz zostawać w Monteoscuro — powiedział.

— Wiem.

— Nie musisz też wychodzić za mnie.

— Wiem.

— Chciałem, żebyś usłyszała to ode mnie, a nie od żadnego kapłana, ojca ani rady.

Dotknęłam naprawionego grzebienia w kieszeni.

— A jeśli zostanę?

— Wtedy będę musiał przyzwyczaić się do herbaty zbyt słodkiej o dwie łyżeczki.

— To poważne poświęcenie.

— Jestem królem. Podejmuję trudne decyzje.

Roześmiałam się, a on odnalazł moją dłoń.

Nie pobraliśmy się następnego dnia.

Najpierw odbudowaliśmy magazyny, wymieniliśmy wartowników i przywróciliśmy pensje służbie. Ja zajęłam się rachunkami, naprawą okien i warsztatem, w którym zaczęto reperować uprzęże dla biedniejszych mieszkańców doliny.

Aleksander stworzył szkołę dla żołnierzy, którzy stracili wzrok. Uczył ich poruszać się po fortecy tak, jak kiedyś uczył mnie.

Minęły trzy miesiące.

Pewnego poranka znalazłam w kuchni Inés siedzącą przy stole. Na kolanach trzymała list.

— Od twojego ojca — powiedziała.

— Czego chce?

— Prosi o spotkanie. Pisze, że zrozumiał swoje błędy.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Moja żona oznajmiła, że podczas podróży znalazła kogoś innego, a kiedy wspomniałem o rozwodzie, nagle przestała się uśmiechać

Wzięłam kopertę. Papier był drogi, pachniał tym samym olejem, którego używano do fałszowania pieczęci.

— Otworzyłaś?

— Nie.

Rozdarłam ją bez pośpiechu. W środku znajdowało się jedno zdanie: „Przyjdź sama, a wszystko naprawię”.

Przeczytałam je Aleksandrowi.

— Co mu odpowiesz? — spytał.

Spojrzałam na śnieg za oknem.

— Nic.

— Nic?

— Cisza nie zawsze oznacza strach. Czasem oznacza wybór.

List spłonął w kominku.

Kilka tygodni później na świat przyszedł mój syn. Nazwaliśmy go Mateo, po mojej matce, choć Aleksander uparcie twierdził, że niemowlę już teraz ma jego królewski upór.

Wiosną zabrałam dziecko do ogrodu. Siedziałam na ławce przy różach, a Mateo zaciskał małe palce na moim naprawionym grzebieniu. Znalazł go w kieszeni mojej sukni i próbował włożyć sobie do ust.

— Nie, kochanie — powiedziałam, odbierając mu go. — To nie jest zabawka.

Aleksander stał obok, opierając dłoń na lasce.

— Naprawisz mu kiedyś zabawki?

— Jeśli będą tego warte.

— A jeśli będą uszkodzone?

Spojrzałam na grzebień. Trzy złamane zęby zostały kiedyś starannie uzupełnione. Nikt poza Aleksandrem nie zauważyłby, gdzie kończyła się stara kość, a zaczynała nowa.

— Wtedy naprawię je tym bardziej.

Pierwszy śnieg następnej zimy spadł cicho na mury Monteoscuro. W warsztacie palił się ogień, w magazynach było pełno zboża, a z wieży dobiegał śmiech Mateo, który uczył się chodzić.

Położyłam grzebień na parapecie. Jego naprawione zęby odbiły światło lampy.

Aleksander odnalazł mnie po krokach.

— Klara?

— Jestem tutaj.

Wyciągnął rękę.

Tym razem to ja poprowadziłam go przez śnieg.

I po raz pierwszy nie musiałam nikomu udowadniać, że widzę.

Przegapiłeś początek?

← Czytaj historię od pierwszej części

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Ojciec wysłał mnie do niewidomego króla jako szpiega, lecz po jego pytaniu kapitan nagle pobladł
CZĘŚĆ 4 — Chciałam spełnić ostatnią prośbę babci, lecz gdy otworzyłam jej zakazaną torebkę, moja matka nagle pobladła