Przyjechałam do wiejskiej szkoły, a najbardziej przerażający uczeń wpadł do starej śluzy — wszyscy zamarli, lecz tylko ja wiedziałam, gdzie szukać go pod wodą

Najbardziej przerażający uczeń w całej szkole zniknął pod brunatną wodą, a kiedy wszyscy zaczęli krzyczeć, tylko ja wiedziałam, gdzie naprawdę prowadziła podwodna pułapka.

Tydzień wcześniej wysiadłam z autobusu w Zalesiu z walizką pełną map, podręczników i notatek po moim ojcu, inżynierze hydrotechniku. Kurz sierpniowej drogi osiadł na moich jedynych porządnych butach, a ciężar walizki zaczerwienił mi dłoń. Wieś pachniała rozgrzanymi sosnami, mlekiem i zniechęceniem ludzi, którzy dawno przestali wierzyć, że coś może się zmienić.

Dyrektorka Maria Siergiejewna zmierzyła mnie wzrokiem od spodni po rozczochrane włosy.

— Pani jest tą wybitną nauczycielką z miasta? — zapytała chłodno. — Tutaj nie potrzebujemy eksperymentów ani dyskusji. Podręcznik trzeba znać na pamięć.

— Świat też warto znać — odpowiedziałam.

Jej uśmiech zniknął.

Dostałam klasę dziewiątą B, tę, którą wszyscy uznawali za straconą. W ostatniej ławce siedział Dmitrij Samojin, wnuk przewodniczącego spółdzielni. Miał drogi sweter przewieszony przez ramiona, srebrny zegarek i uśmiech, przez który kilku nauczycieli płakało w pokoju nauczycielskim.

Podczas pierwszej lekcji rozłożyłam na tablicy wielką mapę rzeki Świr.

— Kto pokaże, gdzie jesteśmy?

Nikt nie podniósł ręki.

— Po co mi mapa? — prychnął Dmitrij. — Dziadek zawiezie mnie wszędzie samochodem.

— To naucz się kierunków świata, zanim samochód zabraknie paliwa.

Klasa wybuchnęła śmiechem. Dmitrij przestał się uśmiechać.

Następnego dnia znalazłam w dzienniku ogromną żabę. Uczniowie czekali, aż krzyknę. Ostrożnie wzięłam ją do ręki.

— To żaba trawna. Skoro jeszcze tu żyje, woda nie jest całkiem martwa.

Wypuściłam ją za oknem. Kiedy wróciłam do sali, panowała inna cisza. Po raz pierwszy naprawdę mnie słuchali.

Tydzień później zaproponowałam wycieczkę do starej śluzy. Wicedyrektorka wpadła do sali blada jak ściana.

— Dyrektorka zabroniła. To miejsce jest niebezpieczne.

— Pójdziemy bezpieczną ścieżką. Znam ten teren.

— To rozkaz!

Spojrzałam na uczniów. Dmitrij patrzył na mnie z wyzwaniem.

— Załóżcie kurtki — powiedziałam. — Biorę odpowiedzialność.

Stara śluza była piękna i przerażająca. Gdy tłumaczyłam, jak nurt poruszał kiedyś kołem młyńskim, Dmitrij wszedł na spróchniałe deski.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Wróciłem po jedenastu latach po matkę, lecz gdy zobaczyłem, kto otworzył mi drzwi, mój uśmiech natychmiast zniknął

— Dmitrij, natychmiast zejdź!

Zrobił jeszcze jeden krok. Deska pękła, barierka odłamała się z suchym trzaskiem, a jego ciało zniknęło w brunatnej pianie. Usłyszałam głuchy huk pod pomostem i zrozumiałam, że nie wpadł do rzeki, tylko do gardzieli śluzy. Wtedy sięgnęłam do kieszeni po złożony plan, a Maria Siergiejewna krzyknęła, że wie, gdzie on jest, lecz zanim dokończyła, ja już……

CZĘŚĆ 2

…ruszyłam w stronę kanału.

Dmitrij nie wpadł do otwartej rzeki. Stary plan ojca pokazywał, że pod pomostem znajdowała się komora przelewowa, a przy jej lewej ścianie tworzył się wir wsteczny. Jeśli chłopak przeżył upadek, nurt musiał docisnąć go właśnie tam.

— Dmitrij! — krzyknął Oleg.

Odpowiedziała tylko woda, uderzająca w belki z siłą młota.

Zdjęłam buty, chwyciłam omszałą podporę i zeszłam do kanału. Lodowata woda sięgnęła mi piersi. Każdy krok próbował wyrwać mi nogi spod ciała, ale parłam naprzód.

— Wero, wracaj! — wrzasnęła wicedyrektorka.

Nie słuchałam. Zanurzyłam się.

Woda była gęsta od mułu. Nie widziałam własnych dłoni. Poczułam piasek pod powiekami, uderzenie drewna w ramię i ostry ból pod żebrami. Macałam dno, aż palce trafiły na przemoknięty materiał.

Sweter Dmitrija.

Pociągnęłam, lecz ciało ani drgnęło. Jego noga tkwiła między belką a kamieniami starego fundamentu. Oczy miał zamknięte. Nie reagował.

Wypłynęłam, łapiąc powietrze.

— Potrzebuję ludzkiego łańcucha! Złapcie się za ręce i nikt nie puszcza!

Uczniowie stali nieruchomo. Strach zmienił ich w kamienne figury. Wtedy Maria, dziewczyna w ogromnych okularach, którą wszyscy wyśmiewali, objęła pień sosny i wyciągnęła drugą rękę.

— Oleg, łap mnie, głupku!

Oleg rzucił się do niej. Potem dołączyli Siergiej, Anna, Iwan i reszta. Piętnaścioro dzieci stworzyło drżącą linię od brzegu aż do mnie. Najwyższy z chłopców chwycił kołnierz mojej niebieskiej kurtki. Szew puścił, a guzik z niebieską nitką wpadł do wody.

— Nie wypuszczaj mnie!

— Nawet gdyby miało mi wyrwać rękę! — odpowiedział.

Zanurkowałam ponownie. Tym razem nie walczyłam sama. Znalazłam belkę. Trzymał ją zardzewiały hak, wygięty jak pazur. Oparłam plecy o kamień i zaparłam się nogami. Żelazo zapiszczało. Drewno przesunęło się o centymetr.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Wróciłam wcześniej do domu z zupą dla chorego męża, lecz jego słowa sprawiły, że moja ręka zadrżała

Dmitrij wciąż się nie poruszał.

Pchnęłam jeszcze raz. Mięśnie drżały, płuca paliły, a nurt szarpał mną jak kawałkiem szmaty. Gdy wynurzyłam się po kolejny oddech, zobaczyłam, że twarz chłopaka zanurza się coraz głębiej. Jego palce właśnie puściły korzeń, którego trzymał się do tej pory.

— Wszyscy jesteśmy gotowi! — krzyknęła Maria. — Proszę ciągnąć!

Cały łańcuch napiął się za moimi plecami. Belka znów drgnęła, ale wtedy na brzegu pojawił się ktoś, kogo nikt się nie spodziewał. Przewodniczący Samojin, dziadek Dmitrija, przybiegł bez czapki i wskazał na wodę.

— Niech pani go nie wyciąga! — krzyknął. — Jeśli go uratuje, wszyscy dowiedzą się, co naprawdę stało się na tej śluzie!

A potem wyjął z kieszeni mały metalowy klucz i ruszył ku zamkniętej furtce prowadzącej do komory, mówiąc, że ma dowód, który może zniszczyć nie tylko jego rodzinę, ale całą szkołę……

CZĘŚĆ 3

Rate article
Przyjechałam do wiejskiej szkoły, a najbardziej przerażający uczeń wpadł do starej śluzy — wszyscy zamarli, lecz tylko ja wiedziałam, gdzie szukać go pod wodą
Nie wpuszczono mnie na rodzinne święto wojskowe, lecz gdy generał wysiadł z konwoju i ruszył ku mnie, mój ojciec pobladł