CZĘŚĆ 4 — Oddałam krew rzekomo rannemu chłopakowi, lecz za drzwiami kliniki usłyszałam jego śmiech — Renata nagle zbladła

CZĘŚĆ 4

…Lidia nie weszła dalej. Stała w progu z kopertą przyciśniętą do piersi, a jej twarz była tak blada, jakby to ona oddała krew zamiast mnie.

Spojrzałam na nią.

— Kto czeka?

— Twój ojciec.

Przez chwilę nikt się nie poruszył.

Mauricio odsunął się od stołu. Renata patrzyła na Lidię, jakby nagle odkryła, że sala ma jeszcze jedne drzwi, których nie zauważyła.

— Mój tata? — powtórzyłam.

Lidia skinęła głową.

— Przyjechał, kiedy zobaczył dokumenty od Estebana. Powiedział, że musi ci coś wyjaśnić, zanim zrobisz następny krok.

— Jaki następny krok? — zapytał Mauricio.

— Taki, który może zniszczyć nie tylko ciebie — odpowiedziałam.

Wyszłam na korytarz. Ojciec stał przy automacie z wodą, w szarej koszuli, z teczką pod pachą. W jednej ręce ściskał swój stary telefon z pękniętym ekranem. Ten sam, którym nagrał mój występ cztery lata wcześniej.

— Tato, co Lidia miała na myśli?

Przez moment patrzył na moje ramię. Fioletowy ślad po igle nadal był wyraźny.

— Wiesz, dlaczego tak bardzo chciałem, żebyś pojechała z nami do Méridy?

— Bo bałeś się Mauricio.

— Bałem się tego, co robi z tobą. Ale to nie wszystko.

Otworzył teczkę. Nie było w niej pieniędzy ani kolejnego formularza. Była umowa wynajmu sali, kilka rachunków i dokument z pieczęcią spółdzielni artystycznej w Méridzie.

— Kupiłem mały budynek przy targu Santiago — powiedział. — Chciałem otworzyć tam szkołę. Dla dzieci, które nie mają pieniędzy na prywatne zajęcia.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Bo chciałem, żebyś przyjechała jako córka, nie jako ktoś, kogo trzeba ratować. Ale Lidia powiedziała mi trzy miesiące temu, że Mauricio szuka sposobu, żeby przejąć twoją metodę.

Odwróciłam się do niej.

— Wiedziałaś?

Lidia weszła na korytarz. W dłoniach obracała kopertę z pieczęcią fundacji.

— Wiedziałam o części. Mauricio przyszedł do mnie, kiedy potrzebował podpisu pod pierwszym formularzem. Powiedział, że chce zbudować dla ciebie karierę, a ty mu nie ufasz.

— I uwierzyłaś?

— Uwierzyłam, bo znałam Renatę. Myślałam, że jeśli pomogę mu trzymać ją z dala od ciebie, ochronię cię.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  W nocy teściowa powiedziała, że tylko wychowywała moją córkę, lecz po słowach lekarza jej twarz nagle stężała

— Pomagając mu w dziewięćdziesięciu sześciu upokorzeniach?

Lidia spuściła wzrok.

— Nie wiedziałam o wszystkich. Po dziewięćdziesiątej pierwszej zrozumiałam. Próbowałam odejść, ale miał dokumenty z moim podpisem. Bałam się, że oskarży mnie o oszustwo.

— Dlaczego powiedziałaś dopiero dziś?

— Bo wczoraj zobaczyłam, jak wyrzucają twoją krew. I pomyślałam, że jeśli znowu będę czekać, nie zostanie w tobie nic, co można ochronić.

Jej słowa nie naprawiły trzech lat. Ale po raz pierwszy tego dnia ktoś przyznał, że moje cierpienie nie było przesadą.

Z sali dobiegł krzyk Renaty.

— To ty przelałeś pieniądze na konto Estebana?

Wróciliśmy do środka. Mauricio stał przy oknie, a Renata trzymała w ręku wydruk z banku.

— Nie wiedziałam o tym przelewie — powiedziała. — Powiedziałeś, że zapłacił za zgodę na wykorzystanie szkiców.

— Przestań udawać niewinną.

— To ty wymyśliłeś listę kar.

— Ty chciałaś, żeby cierpiała.

— Chciałam, żeby straciła konkurs! Nie trzy lata życia!

Ich kłótnia odsłoniła więcej niż jakikolwiek dokument. Renata przyznała, że początkowo namówiła Mauricio do zemsty, ale później chciała się wycofać. On jednak odkrył, że jej rodzina wycofała finansowanie z własnej szkoły i że jedyną szansą na powrót do środowiska było stworzenie fundacji pod jej nazwiskiem.

Nie chodziło już tylko o konkurs.

Mauricio chciał, żeby Renata odzyskała pozycję, a ona chciała, żeby on za to zapłacił swoim związkiem ze mną. Każde z nich używało mnie do własnej wojny.

— A dziewięćdziesiąta dziewiąta kara? — spytałam.

Mauricio spojrzał na mnie.

— Miałem cię zmusić do podpisania przed publicznością. Potem ogłosić, że sama przyznałaś się do kradzieży. Chciałem, żebyś wróciła do Méridy z przekonaniem, że nikt już ci nie uwierzy.

— A ty wróciłbyś do Renaty.

— Tak.

Jedno słowo. Bez zasłony.

Renata zamknęła oczy.

— I miałam przyjąć człowieka, który przez trzy lata udawał miłość do kogoś, kogo niszczył?

— To był twój warunek.

— Nie. To był mój błąd.

Podeszłam do stołu i wzięłam dokument transferu praw. Zgięłam go na pół.

— Nie podpiszę.

Mauricio wyciągnął rękę.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Zablokowałem karetkę motocyklem na ślepnym zakręcie, a ojciec chorego dziecka nagle przestał krzyczeć

— Daniela, nie rób tego.

— Już zrobiłeś wystarczająco dużo.

Podałam dokument dyrektorowi fundacji.

— Proszę go zachować. Nie jako umowę, tylko jako dowód, że próbowano przejąć cudzą pracę. Esteban przekaże państwu oryginalne notatki. A mój ojciec przedstawi państwu legalną propozycję szkoły w Méridzie.

Dyrektor długo patrzył na plakat z nazwiskiem Renaty.

— Zdejmujemy go dziś — powiedział.

Renata drgnęła.

— Wszystko?

— Wszystko, co opierało się na nieprawdziwych prawach.

Nie poczułam triumfu. Tylko zmęczenie tak głębokie, że chciało mi się usiąść na podłodze.

Mauricio podszedł do mnie, lecz między nami stanął Esteban.

— Nie dotykaj jej — powiedział spokojnie.

Mauricio spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Ty też przeciwko mnie?

— Nie jestem przeciwko tobie. Jestem po stronie faktów.

Renata zdjęła z szyi złoty łańcuszek i odłożyła go na stół.

— To był prezent od Mauricio — powiedziała. — Za dwudziestą pierwszą karę.

— Nie chcę go — odpowiedziałam.

— Nie daję go tobie. Oddaję to, co należało do tej historii.

Wyszła, zanim ktokolwiek zdążył ją zatrzymać. Mauricio został sam przy plakacie, pod którym nie było już jego planowanej przyszłości.

Lidia podała mi kopertę z pieczęcią.

— W środku są kopie wszystkich dokumentów, które podpisałam dla Mauricio. Możesz je wykorzystać.

— Wykorzystam je, żeby pokazać prawdę. Nie po to, żeby cię zniszczyć.

Łzy napłynęły jej do oczu.

— Dlaczego?

— Bo nie chcę budować swojego życia z cudzej ruiny.

Tego samego popołudnia pojechałam z rodzicami obejrzeć budynek w Méridzie. Miał odrapaną niebieską fasadę, wysokie okna i drewnianą podłogę, pod którą podobno znajdowały się stare kafle z wzorem przypominającym wirujące stopy.

Ojciec wyjął z kieszeni klucz i podał mi go razem z kopią umowy.

— Nazwa? — zapytał.

Spojrzałam na pustą tablicę nad wejściem.

— „Dziewięćdziesiąt sześć kroków” — powiedziałam.

Mama zmarszczyła brwi.

— To chyba nie brzmi jak szkoła dla dzieci.

— Będzie przypominać mi, że żaden krok nie znika tylko dlatego, że ktoś śmieje się za drzwiami.

Wieczorem zadzwonił Esteban.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  W noc, gdy usłyszałam rozmowę męża o mojej ciąży, jego wspólniczka nagle przestała się uśmiechać

— Mam pierwszą grupę uczennic — oznajmił. — Dziewczynki z sąsiedztwa. Jedna z nich tańczy tylko lewą nogą, bo wstydzi się blizny na prawej.

— Przyprowadź ją jutro.

— Jutro jeszcze nie masz sprzętu.

— Mam podłogę.

— I krew w ramieniu po Mauricio.

Spojrzałam na fioletowy ślad, który powoli blednął.

— To właśnie dlatego zaczynamy.

Kilka dni później Esteban przyniósł do pustej sali starą tablicę z konkursu. Na jej odwrocie, pod warstwą kurzu, ktoś zostawił srebrny cekin. Ten sam rodzaj, który przykleił się do mojego buta podczas rozmowy w hotelu.

Położyłam cekin na środku podłogi.

Przyszły cztery dziewczynki. Potem siedem. Jedna miała za duże buty, druga krzywo zawiązane włosy, a trzecia trzymała w dłoni pomiętą kartkę z własnym układem.

— Pokażesz nam? — zapytała.

— Nie — odpowiedziałam. — Pokażesz mi ty.

Włączyłam muzykę z małego głośnika. Dziewczynka wyszła na środek, nadepnęła na srebrny cekin i zaczęła tańczyć.

Jej pierwszy krok był niepewny.

Drugi już nie.

A kiedy wykonała obrót, cekin przesunął się po drewnianej podłodze i zatrzymał dokładnie pod tablicą z nową nazwą szkoły.

Dziewczynka podniosła głowę.

— Pani Danielo, ten układ jest mój?

Uśmiechnęłam się i poprawiłam jej zbyt duży but.

— Od pierwszego kroku.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Oddałam krew rzekomo rannemu chłopakowi, lecz za drzwiami kliniki usłyszałam jego śmiech — Renata nagle zbladła
CZĘŚĆ 4 — Bracia śmiali się, gdy pracowałem wśród cierni, lecz kiedy geolożka przyłożyła dłoń do ziemi, uśmiech Álvara nagle zniknął