CZĘŚĆ 4
—Pojedziemy razem.
Następnego dnia o ósmej rano spotkałyśmy się z Adrianą przed kancelarią notarialną w Puebla. Powietrze pachniało mokrym kamieniem, a na chodniku stała czarna teczka z dokumentami, których nie pozwoliłam już nikomu dotknąć.
Patricia czekała przy wejściu. Miała na sobie jasny garnitur i minę osoby, która wierzy, że każde spotkanie można wygrać odpowiednio pewnym tonem.
Obok niej stał mężczyzna po sześćdziesiątce, z laską i skórzaną torbą.
Gabriel siedział na ławce pod ścianą.
—Miałaś przyjechać sama — powiedziała Patricia.
—Nie przyjechałam tu po radę zawodową.
—To prywatna sprawa.
—Dlatego przyszłaś z kupcem mojego domu?
Mężczyzna odchrząknął.
—Nie wiedziałem, że dom nie należy do pana Gabriela — powiedział. — Przekazałem mu zaliczkę na podstawie dokumentów, które mi pokazał.
Gabriel poderwał się z ławki.
—Oddam ci pieniądze.
—Nie chodzi już tylko o pieniądze — odparł mężczyzna. — Chodzi o to, że przez trzy tygodnie prowadziłeś mnie jak klienta przez nieruchomość, która nie była twoja.
Patricia rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie.
—Proszę nie komplikować sytuacji.
—To pani ją skomplikowała — odpowiedział. — Powiedziała pani, że po zakupie domu Marcela będzie musiała wrócić do szkoły na pana warunkach. Nie wiedziałem, że jest pani jej przełożoną.
Patrzyłam na Patricię.
—Chciałaś kupić mój dom, żeby zmusić mnie do powrotu do pracy?
—Chciałam zaproponować rozwiązanie. Miałaś problemy w małżeństwie, a szkoła potrzebowała kogoś do raportów.
—Za dom i za moją pensję chciałaś dostać darmową pracę.
—Nie dramatyzuj.
Adriana otworzyła teczkę.
—Mamy kopię porozumienia, w którym Patricia zobowiązuje się zatrudnić Marcelę pod warunkiem, że ta wycofa zastrzeżenia dotyczące przydzielania jej cudzych obowiązków. Mamy również projekt sprzedaży domu z podpisem Gabriela.
Gabriel zrobił krok do przodu.
—To nie jest przestępstwo. Chciałem spłacić dług.
—Nie powiedziałeś mi o nim — odpowiedziałam.
—Bałem się, że odejdziesz.
—Więc próbowałeś sprzedać mój dom.
—Chciałem zatrzymać nasze życie.
Roześmiałam się bez radości.
—Nie chciałeś zatrzymać naszego życia. Chciałeś zatrzymać dostęp do mojego.
Alicia czekała w samochodzie Adriany. Nie chciałam jej tam mieć, ale sama poprosiła, żeby ją przywieźć.
—Muszę coś powiedzieć — oznajmiła, kiedy wysiadła.
Gabriel pobladł.
—Mamo, wracaj do samochodu.
—Nie. Przez lata robiłam to, co było dla mnie wygodne. Brałam jej czas, jej ręce i jej pieniądze, a potem udawałam, że to rodzinne obowiązki.
Spojrzała na mnie.
—Twój ojciec nie wiedział o wszystkim. Ja wiedziałam o długu Gabriela. Wiedziałam też, że prosił Patricię o pomoc. Powiedział, że jeśli nie zdobędzie pieniędzy, bank zabierze mu samochód.
Gabriel zacisnął pięści.
—Nie miałaś prawa tego mówić.
—Ty nie miałeś prawa wystawiać jej domu na sprzedaż.
Po raz pierwszy zobaczyłam, że jego gniew nie był skierowany tylko na mnie. Bał się, że wszyscy usłyszą, jak długo próbował utrzymać obraz mężczyzny, który wszystko kontroluje.
Mężczyzna z torbą wyjął kopertę z potwierdzeniem przelewu.
—Chcę odzyskać zaliczkę. I chcę, żeby w dokumentach zapisano, że odstępuję od tej transakcji, ponieważ sprzedający nie był właścicielem.
Adriana skinęła głową.
—Zostanie to dołączone do sprawy majątkowej.
Patricia odwróciła się do mnie.
—Jeśli to wszystko ujawnisz, możesz pożegnać się z pracą.
—Właśnie dlatego nie chcę już tam pracować.
—Nie znajdziesz łatwo lepszego miejsca.
—Już znalazłam.
—Te kilka korepetycji nie jest karierą.
—Horyzont Nauki ma trzydzieści jeden stałych uczniów i listę oczekujących. W przyszłym tygodniu podpisujemy umowę z nauczycielką chemii.
Patricia zamilkła. Adriana poprosiła notariusza o przygotowanie oświadczeń, a ja po raz pierwszy nie miałam potrzeby nikogo przekonywać, że mówię poważnie.
Po południu pojechałam z Gabrielem do mieszkania, w którym nadal mieszkał. Na stole leżał mój brązowy zeszyt.
—Chciałem cię zrozumieć — powiedział.
—Trzeba było zapytać, zanim zniknęłam.
—Nie umiałem.
—Umiałeś pytać, kiedy potrzebowałeś prania, przelewu albo obiadu.
Podniósł zeszyt.
—Przeczytałem wszystko.
—Wiem.
—Napisałaś, że nie wiesz, czy ktoś kocha ciebie, czy to, co robisz.
—Tak.
—Kochałem cię.
—Być może. Ale zachowywałeś się tak, jakby miłość była prawem do mojej pracy.
Usiadł ciężko.
—Nie wiem, jak mam teraz żyć.
—Najpierw spłać dług. Potem naucz się żyć bez osoby, która robiła to za ciebie.
—A my?
Podeszłam do stołu i zamknęłam zeszyt.
—Nie wrócimy do małżeństwa.
—Nawet jeśli się zmienię?
—Zmiana nie jest walutą, za którą kupuje się drugą osobę.
To zabolało nas oboje, ale nie cofnęłam słów.
Podział majątku został zawarty bez długiej walki. Dom w Puebla pozostał mój, a Gabriel zatrzymał samochód i rzeczy osobiste. Jego dług musiał spłacić sam, w ratach ustalonych przez bank. Patricia zrezygnowała z funkcji koordynatorki, kiedy rodzice uczniów dowiedzieli się, że przydzielała nauczycielom cudze raporty i próbowała wywierać nacisk na pracownicę przez jej małżeństwo.
Nie wróciłam do szkoły.
Alicia zaczęła regularną fizjoterapię i sama zapisywała wizyty. Pewnego dnia zadzwoniła, ale nie po masaż.
—Chciałam tylko powiedzieć, że ćwiczenia działają — oznajmiła.
—Cieszę się.
—I że przepraszam.
—Wiem.
Ernesto nadal czasem prosił mnie o pomoc z dokumentami, ale najpierw próbował zrobić wszystko sam. Kiedy czegoś nie umiał, wysyłał zdjęcie ekranu i pisał: „Próbowałem trzy razy”.
Weronika zatrudniła opiekunkę do bliźniaków. Nie stała się nagle inną osobą, ale przestała nazywać cudzy czas darmowym. Wysłała mi wiadomość z propozycją spotkania.
Odpisałam, że może przyjechać do Horyzontu Nauki po zajęciach.
Przyszła z pudełkiem ciasta tres leches.
Postawiła je na biurku i długo nie mówiła.
—Nie wiem, jak przeprosić za tamten wieczór — powiedziała.
—Możesz zacząć od tego, że nie nazwiesz tego żartem.
—Nie był żartem.
—Dobrze.
—Byłaś dla nas wygodna. I udawaliśmy, że to znaczy, że jesteś kochana.
Poczułam pieczenie pod powiekami, ale nie odwróciłam wzroku.
—To jest pierwsza uczciwa rzecz, jaką od ciebie usłyszałam.
—Czy kiedyś mi wybaczysz?
—Może. Ale wybaczenie nie oznacza powrotu do dawnego układu.
—Rozumiem.
Nie wiedziałam, czy naprawdę rozumie. Tym razem jednak nie próbowała się bronić.
Wieczorem w ośrodku zostałyśmy z Lucíą same. Na tablicy wisiało zadanie z fizyki, którego nikt nie zdążył wymazać. W rogu sali stał stos zeszytów, a na biurku leżał mój brązowy notatnik.
Lucía otworzyła go na pierwszej stronie.
—Chcesz zmienić pytanie?
Popatrzyłam na zdanie o znikaniu.
—Nie. Chcę dopisać odpowiedź.
Wzięłam długopis i pod spodem napisałam: „Kiedy przestałam być dostępna, inni musieli nauczyć się żyć. Ja nauczyłam się wybierać”.
W tej samej chwili drzwi sali uchyliły się. Wszedł chłopiec z pierwszej grupy, trzymając kartkę z rozwiązaniem zadania.
—Pani Marcelo, czy może pani sprawdzić, czy dobrze policzyłem?
Spojrzałam na jego kartkę.
—Pokaż mi, gdzie sam nie jesteś pewien.
Usiadł obok mnie, a Lucía zaczęła przygotowywać następną lekcję. Na korytarzu zadzwonił telefon, ale tym razem nikt nie wzywał mnie do pralki, masażu ani cudzego obowiązku.
Chłopiec przesunął kartkę w moją stronę.
—Tutaj wszystko się zgadza?
Uśmiechnęłam się i wskazałam ostatnią linijkę.
—Nie brakuje ci wyniku. Brakuje ci tylko odwagi, żeby uznać, że już go masz.
Przegapiłeś początek?












