CZĘŚĆ 4 — Osiem kart odrzucono przy zakupie rezydencji mojej byłej szwagierki, a kiedy spojrzała na mnie, jej uśmiech nagle zniknął

CZĘŚĆ 4

Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo Brian wyrwał telefon z mojej dłoni.

— Co to jest? — zapytał.

Marta natychmiast stanęła między nami.

— Proszę oddać telefon.

— Ona coś ukrywa.

— Odłóż go, Brian — powiedziałam spokojnie.

Przez sekundę wyglądał jak człowiek, który chce mnie uderzyć, ale przypomniał sobie, że w pomieszczeniu są kamery i świadkowie.

Oddał telefon.

W tej samej chwili Marta zadzwoniła do prokuratury. Opowiedziała o wiadomości, zdjęciu i groźbie. Po drugiej stronie ktoś zadawał krótkie pytania. Im dłużej słuchała, tym bardziej bledła.

— Tak, mamy adres kliniki — powiedziała. — Tak, dziecko jest prawdopodobnie niepełnoletnie. Nie, Rachel nie pojedzie sama.

Brian zacisnął szczękę.

— Nigdzie nie pojedziesz.

— To nie ty będziesz o tym decydował.

— Rachel, nie wiesz, w co się pakujesz.

— Wiem tylko, że ktoś użył mojego nazwiska przy dziecku.

Eleanor podniosła się chwiejnie.

— Brian, powiedz jej prawdę.

— Nie ma żadnej prawdy.

— Widziałam dokumenty — wyszeptała. — Widziałam je wtedy, w szpitalu.

Poczułam, jak podłoga usuwa mi się spod nóg.

— W jakim szpitalu?

Brian spojrzał na matkę z niedowierzaniem.

— Mamo, przestań.

— To dziecko urodziło się sześć lat temu — powiedziała Eleanor. — Jego matka zmarła po porodzie. Brian powiedział, że wszystko załatwi.

— Co załatwiłeś? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Marta chwyciła kluczyki.

— Jedziemy do kliniki. Teraz.

Przed budynkiem czekał samochód prokuratury. W środku siedziała śledcza, Joanna Bielska, oraz kobieta z opieką społeczną. Brian próbował iść za nami, ale dwóch funkcjonariuszy zatrzymało go przy schodach.

— Pani Anderson — powiedziała Joanna — wiadomość wysłano z telefonu należącego do pracownika kliniki. Prowadzimy postępowanie w sprawie nielegalnego ukrywania tożsamości dziecka i fałszowania dokumentów.

— Dlaczego na opasce jest moje nazwisko?

— Tego właśnie chcemy się dowiedzieć.

Klinika przy ulicy Monroe pachniała środkami dezynfekującymi i gotowanym ryżem z pobliskiego bufetu. W poczekalni mrugała jedna uszkodzona lampa. Pielęgniarka zaprowadziła nas do małego pokoju.

Dziewczynka spała na łóżku, przytulając pluszowego królika bez jednego ucha.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mój ojciec zabronił mi założyć mundur na ślub siostry, lecz gdy wszedł dowódca, jego uśmiech nagle zniknął

Na opasce widniało: „Maja Anderson”.

Zatrzymałam się w drzwiach.

— To moja córka? — spytałam.

Joanna nie od razu odpowiedziała.

— Badanie genetyczne wykonano dziś rano. Wynik jest jednoznaczny. Jest pani biologiczną matką Mai.

Usiadłam.

Przez sześć lat wierzyłam, że moje dziecko zmarło przy porodzie. Brian powiedział mi wtedy, że lekarze nie zdołali go uratować. Pokazał mi akt zgonu, a Eleanor płakała przy moim łóżku.

To był największy sekret mojego małżeństwa.

I największe kłamstwo.

— Dlaczego? — wyszeptałam.

Joanna podała mi kopię dokumentów.

— Brian podpisał zgodę na przekazanie dziecka do prywatnej placówki, a później próbował wykorzystać pani dane, żeby ukryć koszty utrzymania i zmienić status opieki. Nie wiemy jeszcze, czy chciał oddać Maję komuś za pieniądze, czy użyć jej jako kolejnego narzędzia nacisku.

Brian, stojący za szybą na końcu korytarza, nagle zaczął walić pięścią w drzwi.

— Rachel! Posłuchaj mnie! To nie tak!

Maja poruszyła się i otworzyła oczy.

Spojrzała na mnie nieufnie.

— Kim pani jest?

Podeszłam powoli.

— Mam na imię Rachel. Przyszłam po ciebie.

Dziewczynka ścisnęła królika.

— Mówił, że moja mama mnie nie chciała.

Zabrakło mi powietrza.

— To nieprawda. Szukałam cię każdego dnia, choć nie wiedziałam, gdzie jesteś.

Maja patrzyła na mnie długo, aż w końcu wyciągnęła małą dłoń.

Kiedy ją ujęłam, za drzwiami rozległ się głos Briana, nagrany przez funkcjonariusza podczas wcześniejszej rozmowy z matką.

— Jeśli Rachel się dowie, stracę wszystko. Najpierw pieniądze, potem dziecko.

Brian usłyszał własne słowa.

I po raz pierwszy zrozumiał, że nie kontroluje już niczego.

Joanna odebrała telefon. Jej twarz zmieniła się natychmiast.

— Co się stało? — spytałam.

— Znaleźliśmy drugi dokument. Został podpisany dziś rano.

— Jaki dokument?

Spojrzała na Briana za szybą.

— Wniosek o wywiezienie Mai z kraju. Na jutro rano…

Przegapiłeś początek?

← Czytaj historię od pierwszej części

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Osiem kart odrzucono przy zakupie rezydencji mojej byłej szwagierki, a kiedy spojrzała na mnie, jej uśmiech nagle zniknął
Po pogrzebie syna synowa wyrzuciła mnie z domu, lecz gdy przyjechała do górskiej chaty, nagle zbladła