CZĘŚĆ 4
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
Matteo odebrał mi telefon i rozłączył rozmowę.
— Nie zawrzesz żadnej umowy pod presją — powiedział.
— Właśnie to proponował mi twój adwokat.
— I właśnie dlatego przestał być moim adwokatem.
Nora zamknęła księgę rachunkową. Camille patrzyła na nas z twarzą mokrą od deszczu i łez, choć żadna z nich nie spadła.
— Jeśli Evan zgłosi, że ukradłaś dokumenty, rano przyjadą po ciebie ludzie mojego ojca — powiedziała.
— Nie przyjadą po mnie. Przyjadą po dowody.
Matteo odwrócił się do niej.
— Twój ojciec wie, że tu jesteś?
— Wie, że zniknęłam. Nie wie, gdzie.
— To się zmieni.
— Wiem.
Przez chwilę nikt się nie odezwał. Na kuchennym blacie leżał mój mosiężny klips w kształcie kotwicy. Podniosłam go i spięłam nim kartkę z listą wypłat.
— Jedziemy do magazynu — powiedziałam.
Matteo spojrzał na mnie ostro.
— To pułapka.
— Oczywiście. Ale tam jest oryginał.
— Nie pojedziesz sama.
— Nie jadę sama. Jadę z kobietą, którą twój siostrzeniec chciał poślubić, i z kobietą, którą chciał wykorzystać. To chyba wystarczająco liczna delegacja.
Camille parsknęła gorzkim śmiechem.
— Polubiłam ją.
— To nie jest wycieczka — odparł Matteo.
— Wiem — powiedziałam. — To moje życie.
O 23:18 dotarliśmy do magazynu numer siedemnaście. Budynek stał przy samym nabrzeżu, otoczony rdzewiejącym ogrodzeniem. W środku pachniało solą, olejem i mokrym betonem. Nad bramą mrugała jedna lampa.
Evan czekał przy metalowym stole.
Miał rozciętą wargę.
— Przyszłaś — powiedział.
— Przyszłam po dokument.
— Matteo cię do tego namówił?
— Nie musiał.
Jego wzrok przesunął się na Camille.
— Ty głupia dziewczyno. Twój ojciec cię znajdzie.
— Najpierw znajdzie ciebie.
Evan uderzył dłonią w stół. Metal zadrżał.
— Laurel, nadal możesz wyjść z tego bez szkody. Powiesz, że podpisałaś dokumenty dobrowolnie. Ja dopilnuję, żebyś dostała pieniądze.
— Moje pieniądze?
— Nie komplikuj.
— Powiedz mi tylko jedno. Dlaczego nazwałeś mnie materiałem na kochankę?
Zacisnął usta.
— Bo żona musi rozumieć, kiedy należy milczeć.
— A kochanka?
— Kochanka ma być wdzięczna, że w ogóle ją wybierasz.
Matteo ruszył w jego stronę, lecz zatrzymałam go gestem.
Chciałam usłyszeć każdy szczegół.
— To ty kazałeś Silasowi zdobyć mój podpis?
Evan uśmiechnął się krzywo.
— Silas wykonywał polecenia rodziny.
— Twoje polecenia?
— Gdybyś nie była tak zajęta planowaniem kwiatów, zauważyłabyś, że od miesięcy wszystko przechodzi przeze mnie.
Nora wyjęła z torby księgę rachunkową.
— Nie wszystko — powiedziała. — Przelewy widziałam ja.
Evan odwrócił się gwałtownie.
— Ty?
— Tak. I mam kopie każdego zestawienia.
— Nie masz prawa.
— Pracowałam dla tej rodziny, zanim nauczyłeś się podpisywać cudzym nazwiskiem.
Wtedy z ciemności za kontenerami wyszedł Silas.
Trzymał w ręce skórzaną teczkę.
— Oryginał jest tutaj — powiedział.
Matteo spojrzał na niego z czymś cięższym niż gniew.
— Od jak dawna?
Silas nie odpowiedział.
— Od jak dawna pracujesz przeciwko mnie?
— Od dnia, kiedy twój ojciec zapisał firmę tobie, a nie mnie.
To był drugi zwrot, którego nikt się nie spodziewał.
Silas nie działał dla Evana. Evan działał dla Silasa.
Evan pobladł.
— Mówiłeś, że po ślubie dostanę udziały.
— Dostaniesz to, na co zasługujesz — odparł Silas.
— Miałeś przejąć kontrolę razem ze mną.
— Miałem przejąć kontrolę przez ciebie.
Evan cofnął się o krok. W tym momencie wyglądał nie jak mężczyzna, który odrzucił narzeczoną, lecz jak chłopiec, który odkrył, że jego własna zabawka należała do kogoś innego.
Matteo odebrał Silasowi teczkę. W środku znajdował się oryginalny akt oraz kilka stron dodatkowej umowy.
— Tutaj jest klauzula — powiedział Matteo. — Jeśli transakcja zostanie zakwestionowana, wszystkie udziały kontrolowane przez Evana przechodzą na fundusz rodzinny. A zarządcą funduszu zostaje osoba, której podpis sfałszowano.
Spojrzał na mnie.
— Laurel.
Przeczytałam zapis dwa razy.
Evan zrobił krok w moją stronę.
— Nie możesz tego przyjąć. To moje.
— Nie — powiedziałam. — To było moje, zanim mi to ukradłeś.
Matteo położył przede mną długopis.
— Możesz przejąć kontrolę nad magazynem i wycofać się z całej rodziny. Możesz też zostać zarządcą funduszu i doprowadzić do rozliczenia wszystkich umów. Ale nie musisz wychodzić za mnie, żeby być bezpieczna.
Spojrzałam na niego.
— A jeśli chcę?
Jego twarz nie zmieniła się ani o milimetr, ale głos stał się cichszy.
— Wtedy będzie to twoja decyzja, nie moja tarcza.
— Chcę małżeństwa na moich warunkach.
Evan roześmiał się nerwowo.
— Z nim? Z człowiekiem, którego bałaś się przez cały wieczór?
— Bałam się jego nazwiska. Ciebie bałam się dopiero wtedy, gdy poznałam cię naprawdę.
Camille odwróciła wzrok.
— Matteo, mój ojciec przyjedzie przed świtem.
— Nie przyjedzie po ten magazyn — odpowiedział. — O północy przekazałem wszystkie rachunki jego banku księgowemu, który od miesięcy czekał na dowody. Nie ma już czym zapłacić ludziom.
— Skąd wiedziałeś?
Matteo spojrzał na Norę.
— Nora nie przyniosła mi księgi dziś wieczorem. Przyniosła ją trzy tygodnie temu. Czekałem, aż Evan sam pokaże, kto za nim stoi.
Nora poprawiła okulary.
— I pokazał.
Rano spotkaliśmy się w małej kancelarii przy ulicy Portowej. Nie było kwiatów, muzyki ani rodziny za plecami. Była tylko Camille jako świadek, Nora z księgą oraz urzędnik, który nie wiedział, dlaczego czterech dorosłych ludzi wygląda, jakby podpisywało zawieszenie broni.
Matteo przeczytał umowę do końca.
— Możesz jeszcze odejść — powiedział.
— Wiem.
— Możesz odwołać się od każdej decyzji funduszu.
— Wiem.
— Możesz zażądać, żebym nigdy nie podejmował decyzji dotyczących twoich pieniędzy bez twojej zgody.
— To już wpisałam.
Kącik jego ust drgnął.
— W takim razie nie mam żadnych zastrzeżeń.
Podpisałam jako pierwsza.
Nie dlatego, że potrzebowałam męża.
Dlatego, że potrzebowałam partnera, który nie pomyli ochrony z posiadaniem.
Evan stracił zaręczyny, dostęp do rodzinnych kont i miejsce przy stole Ferrarów. Silas musiał opuścić Grey Haven tej samej nocy, bez pieniędzy, które obiecano mu za zdradę. Camille zerwała umowę z ojcem i zeznała przeciwko jego ludziom, zanim zdążyli odebrać jej dokumenty.
Nie poszłam na policję.
Nie musiałam.
Matteo przekazał księgę rachunkową niezależnym kontrolerom, a wszystkie firmy powiązane z fałszerstwem zostały zamrożone przez banki. Rodzina Ferrarów nie mogła już ukryć sprawy pod kolejną kolacją i drogim garniturem.
Evan przyszedł do kancelarii po południu.
Stał na chodniku z rozciętą wargą i pustymi rękami.
— Laurel — powiedział. — Nie chciałem, żeby tak wyszło.
— Chciałeś, żeby wyszło dokładnie tak. Tylko nie przewidziałeś, że odejdę z własnym nazwiskiem.
— Kochałem cię.
— Kochałeś wersję mnie, którą mogłeś schować.
— A teraz naprawdę wyjdziesz za niego?
— Tak.
— Po jednym spotkaniu?
Spojrzałam na Matteo, który czekał kilka kroków dalej, nie próbując mnie przyspieszać.
— Nie. Po wszystkich chwilach, w których ty chciałeś mnie posiadać, a on pozwolił mi wybrać.
Evan spuścił wzrok na moje dłonie.
Nie nosiłam już pierścionka.
Mosiężny klips w kształcie kotwicy trzymał jednak razem kopię aktu, listę przelewów i nową umowę funduszu. Dokumenty, które miały mnie pogrążyć, stały się pierwszymi papierami podpisanymi pod moim własnym nazwiskiem.
Tydzień później spotkaliśmy się z Camille w magazynie numer siedemnaście. Nie po to, by świętować. Miałyśmy zdecydować, co zrobić z tunelem pod terminalem.
— Możemy go zasypać — powiedziała Camille.
— Nie — odparłam. — Zostawimy go. Ale wpiszemy do ksiąg każdą ciężarówkę, która przez niego przejedzie.
Matteo spojrzał na mnie.
— Chcesz prowadzić magazyn?
— Chcę, żeby od dziś nikt nie nazywał ukrywania interesem.
— To będzie wymagało pracy.
— Wiem.
Podał mi mosiężny klips. Musiał wypaść z teczki, kiedy podpisywaliśmy umowę.
— Zatrzymaj go — powiedział.
— To pamiątka po moim ojcu.
— Wiem. Dlatego go podniosłem.
Przypięłam nim pierwszą stronę nowej księgi magazynu. Na górze wpisałam datę i dwa nazwiska: Laurel Ferraro oraz Matteo Ferraro.
Potem Camille otworzyła ciężką metalową szafę, w której kiedyś ukrywano fałszywe akty własności.
Włożyłam do środka nie dokumenty przestępstwa, lecz umowę, która odbierała rodzinie prawo do kłamania w moim imieniu.
Matteo stanął obok.
— Nadal możesz powiedzieć, że to małżeństwo jest interesem — powiedział.
— Jest.
Uniósł brwi.
— To niezbyt romantyczne.
— Nie potrzebuję romantyzmu, który znika przy pierwszej rodzinnej naradzie.
— A czego potrzebujesz?
Spojrzałam na księgę, na klips w kształcie kotwicy i na mężczyznę, który po raz pierwszy nie próbował wybrać za mnie.
— Żebyś nigdy nie pomylił żony z własnością.
Matteo wziął długopis i dopisał pod moim nazwiskiem jedno zdanie:
„Żadna decyzja bez jej podpisu”.
Przegapiłeś początek?













