Dante kazał mi oddać pokój swojej byłej narzeczonej, lecz o świcie znalazł na poduszce coś, co odebrało mu głos

O szóstej siedemnaście rano Dante Romano otworzył drzwi mojego pokoju i zrozumiał, że zniknęłam z jego domu bez pożegnania.

Pościel była naciągnięta tak równo, że przypominała białą taflę lodu. Szafa stała uchylona, lecz w środku nie wisiała ani jedna sukienka. Pięć pustych metalowych wieszaków poruszało się cicho w przeciągu od okna. Zniknął szklany słoik po marmoladzie, w którym trzymałam gałązki nawłoci i fioletowe astry z ogrodu. Nie było też moich trzech powieści, ustawianych zawsze grzbietami do ściany, bo nie znosiłam widoku popękanych okładek.

Na biurku nie zostało nic poza bladoniebieskim kubkiem z wyszczerbionym uchem? Nie. Kubek również zabrałam. Tak samo fotografię matki siedzącej na werandzie w Belmir i małą tubkę lawendowego kremu do rąk, którego zapach Dante od miesięcy nazywał „wiosną w korytarzu”.

Na środku białej poduszki zostawiłam tylko jeden przedmiot.

Ciężki żelazny klucz do południowej bramy.

Dante zatrzymał się w progu. Za jego plecami dom działał jak doskonale naoliwiona maszyna. W kuchni wrzała kawa w miedzianych dzbankach, ochroniarze sprawdzali broń przy bramie, a czarne samochody czekały pod kamiennym portykiem. Człowiek, którego bali się wszyscy w Nowym Jorku, patrzył na mój pusty pokój tak, jakby właśnie znalazł w nim własny wyrok.

— Gdzie ona jest? — zapytał.

Pani Gable, główna gospodyni, ścisnęła kosz z czystą pościelą. Drewniana klamra w jej fartuchu pękła z cichym trzaskiem.

— Nie wiem, panie Romano. Nie było jej przy porannych przygotowaniach. Myślałam, że odpoczywa po wczorajszym wieczorze.

— Ona nie odpoczywa.

Jego głos był spokojny. To było gorsze niż krzyk.

— Sprawdźcie, kiedy otwarto bramy. Macie pięć minut.

Kiedy gospodyni wybiegła, Dante podniósł klucz. Metal był zimny, a jego palce zacisnęły się na nim tak mocno, że pobielały mu knykcie. Potem spojrzał na sąsiedni apartament, w którym spała Isabella Conti, jego była narzeczona.

Wczoraj wieczorem Isabella zażądała mojego pokoju. Twierdziła, że pokoje od strony drogi wywołują u niej ataki paniki po zamachu na jej matkę. Dante wiedział, że kłamie. Wiedział też, że rodzina Contich posiadała informacje potrzebne mu przed nadchodzącą wojną gangów.

Stałam wtedy przy bibliotece, trzymając szczotkę do szkła.

— Sophia, oddaj jej pokój na jedną noc — powiedział.

— Mój pokój?

— Tylko na noc. Przeniesiesz się do niebieskiego apartamentu.

Nie zapytałam, dlaczego jej strach był ważniejszy od mojego bezpieczeństwa. Nie przypomniałam mu, że to on przeniósł mnie do zachodniego skrzydła po zapaleniu płuc, mówiąc, że już nigdy nie będę spała w piwnicy dla służby. Nie wspomniałam o pocałunku na moim balkoniku cztery miesiące wcześniej.

Uśmiechnęłam się tylko.

— Oczywiście, panie Romano.

Wiedział, że nie nazywałam go tak od miesięcy. Powinien był wtedy zrozumieć.

Do pokoju wbiegł Marco z tabletem ochrony.

— Szefie, wyszła o dwunastej czterdzieści sześć przez pomieszczenie gospodarcze. Wykorzystała martwy punkt przy szklarni.

Dante uruchomił nagranie. Na ekranie szłam przez zamarzający deszcz z dwiema walizkami. Przy bramie zatrzymał mnie Paulie, uzbrojony i ogromny.

— Szef wie, że pani wychodzi?

— Nie.

— Nie mogę otworzyć zamka. Pan Romano urwie mi głowę.

Odwróciłam się do niego.

— Paulie, czy jestem więźniem?

— Nie, proszę pani.

— Więc mogę odejść?

Po chwili odsunął broń i przekręcił klucz.

Dante patrzył, jak znikam w ciemności bez jednego spojrzenia za siebie.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Po pogrzebie żony spodziewałem się pieniędzy, lecz prawnik podał mi pudełko, a moja pewność siebie nagle zniknęła

Wtedy w drzwiach stanęła Isabella w jedwabnym szlafroku.

— Mały ptaszek wreszcie zrozumiał, że nie należy do gniazda jastrzębia — powiedziała z uśmiechem.

Dante powoli odwrócił głowę. Jej uśmiech zgasł, gdy zobaczyła jego twarz.

Marco nagle spochmurniał i spojrzał na tablet.

— Szefie… jest jeszcze jedna rzecz. Nagranie z bramy nie zostało zapisane przez nasz system. Ktoś przesłał je z zewnętrznego serwera. I zostawił dla pana wiadomość.

Dante wyciągnął rękę do czarnej teczki, którą Marco trzymał pod pachą. Jego palce dotknęły metalowego zapięcia…

CZĘŚĆ 2

Jego palce dotknęły metalowego zapięcia, lecz zanim otworzył teczkę, Isabella rzuciła się do przodu.

— Nie masz prawa przeszukiwać moich rzeczy — syknęła.

— To nie są twoje rzeczy — odpowiedział Marco. — Przesyłka przyszła do szefa.

— Wyjdźcie obaj.

Dante nawet na nią nie spojrzał. Wpatrywał się w teczkę, jakby mogła odpowiedzieć na pytanie, którego bał się zadać głośno: dlaczego odszedłem bez słowa, skoro jeszcze poprzedniego wieczoru patrzyłam na niego tak, jakby był jedynym człowiekiem w domu?

W środku znajdowała się mała karta pamięci, koperta z wytłoczonym herbem kancelarii i rachunek z dworca autobusowego w Belmir. Data zakupu wskazywała poprzedni dzień. Bilet kupiono na nazwisko Sophia Bennett.

Dante poczuł, jak coś ściska mu żołądek.

— Dokąd pojechała? — zapytał.

— Autobus odjechał o pierwszej dwadzieścia — powiedział Marco. — Ale ona do niego nie wsiadła.

— Skąd wiesz?

— Kierowca rozpoznał ją na nagraniu. Wysiadła przy starej stacji i przesiadła się do samochodu z fałszywymi tablicami.

Isabella oparła dłoń o framugę. Na jej palcu błysnął pierścionek, którego Dante nie widział od czasu ich zerwania.

— To może być zasadzka — powiedziała. — Ta kobieta wiedziała o twoich interesach. Mogła sprzedać informacje konkurencji.

Dante spojrzał na nią tak ostro, że cofnęła rękę.

— Sophia nie sprzedaje ludzi.

— Nie znasz jej tak dobrze, jak myślisz.

— Znam ją lepiej niż ciebie.

Słowa zawisły w powietrzu. Isabella pobladła, lecz szybko odzyskała pewność siebie.

— To ja mam rodzinę, wpływy i kontakty, których potrzebujesz. Ona była tylko pokojówką.

— Była jedyną osobą w tym domu, której ufałem.

Nie powiedziałam mu nigdy, że to zdanie usłyszałam przez uchylone drzwi biblioteki trzy tygodnie wcześniej. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że może nie jestem dla niego jedynie pracownicą.

O jedenastej rano Dante zamknął się w gabinecie. Na biurku stał mój kubek? Nie. Zabrałam go. Został tylko jasny ślad po nim na drewnie, przypominający pusty okrąg po czyjejś obecności.

Marco włożył kartę pamięci do komputera.

Na nagraniu pojawił się obraz z korytarza sprzed dwóch dni. Isabella stała przy drzwiach mojego pokoju i rozmawiała z jednym z ludzi Contich. Nie było dźwięku, ale widać było, jak wręcza mu małą fiolkę.

— Przybliż — rozkazał Dante.

Marco powiększył obraz. Na szyi mężczyzny wisiał identyfikator firmy sprzątającej, lecz Dante rozpoznał go natychmiast.

— Salvatore Vieri — powiedział. — Zaginął sześć lat temu.

— Pracował dla twojego ojca — odpowiedział Marco. — Oficjalnie nie żyje.

Dante odsunął się od ekranu. Wtedy zrozumiał, że Isabella nie przyjechała do niego po ochronę. Przyjechała po coś, co znajdowało się w tym domu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Powiedziałam jednej osobie, że Daniel zmienił numer, a kiedy zapytał o to mój mąż, Megan nagle przestała się uśmiechać

— Co było w fiolce? — zapytał.

Marco przełączył obraz. Następne nagranie pochodziło z kuchni. Widziałem na nim siebie, jak nalewam wodę do czajnika. Isabella stała za mną. Potem, gdy odwróciłam się po filiżankę, wsunęła coś do kieszeni mojego fartucha.

Dante zacisnął szczękę.

— Ona chciała, żeby Sophia została oskarżona.

— O co? — spytał Marco.

Odpowiedź przyszła chwilę później. Na ekranie zobaczyliśmy zdjęcie małego metalowego pudełka, ukrytego w ścianie pod biblioteką. Obok leżał mój identyfikator służbowy.

— To pudełko zniknęło wczoraj wieczorem — powiedział Marco. — W środku była lista płatności twojego ojca i nazwiska ludzi, którzy przejęli jego interesy.

Isabella wyprostowała się.

— To absurd. Chcecie obarczyć mnie winą, bo pokojówka uciekła?

Dante powoli podszedł do niej.

— Powiedz mi, dlaczego na tym nagraniu wkładasz coś do jej kieszeni.

— Nie pamiętam.

— To przypomnij sobie.

W tej samej chwili telefon Dantego zawibrował. Numer był zastrzeżony. Odebrał bez słowa.

Usłyszał mój głos.

— Dante, jeśli tego słuchasz, znaczy, że Isabella już wie, czego szukasz. Nie wracaj do domu. Jedź do kliniki przy ulicy Mercer. I nie ufaj nikomu, kto twierdzi, że mnie znalazł.

Połączenie się urwało.

Na drugim końcu miasta siedziałam w małym pokoju bez okien, z bandażem na dłoni i kobietą, która znała prawdę o śmierci ojca Dantego.

A wtedy do Dantego przyszła druga wiadomość. Tym razem z numeru Marco.

„Sophia nie uciekła sama. Ktoś trzyma ją pod ziemią…”

CZĘŚĆ 3

„Sophia nie uciekła sama. Ktoś trzyma ją pod ziemią…”

Dante spojrzał na Marco.

— To ty wysłałeś tę wiadomość?

Marco stał przy biurku z pobladłą twarzą.

— Nie, szefie. Mój telefon leży tutaj.

Isabella cofnęła się o krok. Jej obcas uderzył o parkiet, a dźwięk zabrzmiał jak pojedynczy strzał.

— To może być pułapka — powiedziała.

— Wiem — odparł Dante. — Dlatego pojedziesz ze mną.

— Nie mam zamiaru…

— Pojedziesz.

O trzynastej czterdzieści dwa czarne samochody zatrzymały się pod nieczynną kliniką przy Mercer. Budynek pachniał wilgocią, wybielaczem i starym dymem. Dante wszedł pierwszy, trzymając broń nisko przy udzie.

Znalazł mnie w piwnicznym gabinecie za metalowymi drzwiami. Siedziałam na krześle, z rozciętą dłonią owiniętą bandażem. Obok mnie stała doktor Elena Ward, siwowłosa kobieta o drżących palcach.

Dante zatrzymał się w progu.

— Sophia.

Nie ruszyłam się.

— Mówiłam, żebyś nie ufał nikomu.

— Nie ufam. Ale przyszedłem.

— To nie to samo.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w ciszy. Potem wyjęłam z kieszeni małą kartę pamięci.

— Isabella nie przyjechała po ochronę. Jej rodzina od miesięcy próbuje odzyskać archiwum twojego ojca. Znalazłam część dokumentów, kiedy sprzątałam bibliotekę. Nie oddałam ich tobie, bo wiedziałam, że ktoś obserwuje każdy twój ruch.

Dante spojrzał na doktor Ward.

— Kim pani jest?

— Byłam lekarzem twojego ojca — odpowiedziała. — Tej nocy, kiedy zmarł, nie miał zawału.

Dante zamarł.

— Co pani mówi?

Doktor wyjęła z szuflady grubą, popękaną księgę. Papier pachniał pleśnią. Na jednej stronie widniała data śmierci Vittoria Romano oraz podpis lekarza.

— Został otruty — powiedziała. — A raport zmieniono następnego dnia.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Na urodzinach ojca moje dzieci dostały puste talerze, a kiedy zapytałam dlaczego, jego spokojna twarz nagle pobladła

Isabella gwałtownie odwróciła się do drzwi.

— To kłamstwo.

— Twój ojciec odkrył, że jego najbliżsi ludzie prali pieniądze przez fundacje Contich — odpowiedziałam. — Wiedział, że Isabella i jej brat chcą przejąć wszystko. Zostawił dowody w pudełku pod biblioteką.

Dante popatrzył na mnie z niedowierzaniem.

— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

— Bo w twoim domu nie wiedziałam już, komu mogę ufać. A wczoraj Isabella wsunęła do mojego fartucha fiolkę z trucizną. Chciała, żeby znaleziono ją przy mnie po twojej śmierci.

Marco otworzył usta.

— Dlatego uciekłaś?

— Uciekłam, bo zostałam sama. To, co zrobiła Isabella, tylko przyspieszyło decyzję.

Dante spuścił wzrok. Po raz pierwszy zobaczyłam na jego twarzy nie gniew, lecz wstyd.

— Sophia, ja…

— Nie mów, że to był tylko jeden pokój. Wiedziałeś, czym dla mnie był. Wiedziałeś, że pierwszy raz poczułam się tam bezpiecznie.

— Myślałem, że wrócisz rano.

— Właśnie dlatego odeszłam.

Isabella rzuciła się ku schodom, lecz Marco zagrodził jej drogę. Z kieszeni wypadł jej telefon. Ekran rozświetlił się wiadomością od Salvatore Vieri: „Jeśli nie odzyskasz księgi dzisiaj, ujawnię wszystko policji”.

Dante podniósł telefon.

— To koniec, Isabella.

— Nie rozumiesz, co robisz — syknęła. — Jeśli mnie pogrążysz, twoi wrogowie ruszą na ciebie.

— Już ruszyli.

Wtedy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Numer należał do pani Gable. Odebrałam.

— Sophia, wróć natychmiast — wyszeptała. — W domu jest policja. Ktoś złożył zeznanie, że to ty otrułaś Dantego. Mają nakaz przeszukania i… znaleźli twoją krew na nożu w jego gabinecie.

Dante spojrzał na mnie.

— To niemożliwe.

— Nie — odpowiedziałam. — To właśnie planowali od początku.

Za drzwiami kliniki zahamowały samochody. Syreny odbiły się od betonowych ścian.

Dante ścisnął księgę w dłoni.

— Zostaniesz tutaj. Ja to załatwię.

— Nie. Tym razem pójdę z tobą.

Nie wiedział jeszcze, że najgorsza wiadomość tego dnia nie czekała na niego ani w klinice, ani w jego domu, lecz w nagraniu, które właśnie przesłano do prokuratury…

OSTATNIA CZĘŚĆ

Dante usłyszał własne słowa i po raz pierwszy zamilkł…

Myślałam, że uciekam tylko przed jednym pokojem. Finał pokazał mi, jak wiele jeszcze musiałam odzyskać.

Dante po raz pierwszy usłyszał własne słowa z boku.
„To nie było moje miejsce do wyznaczania”.
I nie próbował już mnie zatrzymać.

😱 POZNAJ TO, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już dostępny.

Rate article
Dante kazał mi oddać pokój swojej byłej narzeczonej, lecz o świcie znalazł na poduszce coś, co odebrało mu głos
CZĘŚĆ 4 — Pożyczyłam synowi mieszkanie na lato, lecz gdy poprosiłam o jego opuszczenie, jego żona nagle przestała się uśmiechać