CZĘŚĆ 4 — Wyciągnęłam rękę do brata księcia, gdy cała sala się śmiała — wtedy książę przestał patrzeć na mnie obojętnie

CZĘŚĆ 4

Doktor Bellamy zniknął dziś rano.

Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.

Potem Theo odwrócił się do lokaja.

— Przygotuj powóz.

— Wasza Miłość, lord Vale już odjechał.

— Nie pytam o niego. Pytam o powóz.

Oliver stał przy biurku i patrzył na otwartą stronę notesu. Jego dłonie znów zaczęły wystukiwać rytm, lecz tym razem położyłam na nich swoją rękę.

— Raz, dwa, trzy — powiedziałam.

— Przerwa. Dwa.

— Właśnie.

Theo spojrzał na nas.

— Co to znaczy?

Oliver przełknął ślinę.

— To rytm, który matka wystukiwała w drzwi mojego pokoju, kiedy chciała, żebym wiedział, że jest po drugiej stronie.

Nagle zrozumiałam, że nie był to przypadkowy zwyczaj. Oliver nie gubił się w świecie. On zapamiętywał go inaczej.

Na schodach spotkaliśmy ciotkę Josephine. Nadal trzymała wachlarz, lecz pióra przy jego brzegu drżały.

— Diana, natychmiast wracasz ze mną do domu.

— Nie.

— Nie masz pojęcia, w co się wmieszałaś.

— Wiem. W sprawę, w której ktoś próbuje odebrać człowiekowi jego własne życie.

Ciotka spojrzała na Theo.

— Wasza Miłość, moja siostrzenica jest młoda i impulsywna.

— Jest jedyną osobą w tym domu, która od początku patrzyła na mojego brata, a nie na jego diagnozę — odpowiedział.

Josephine otworzyła usta, lecz nic nie powiedziała.

W klinice przy ulicy Wren znaleźliśmy zamknięte drzwi i wybite okno. Świece paliły się jeszcze w gabinecie. Na podłodze leżał przewrócony stołek, a obok niego szklana butelka z gorzkim zapachem kamfory.

Theo pobladł.

— Edmund go zabrał.

— Nie — powiedział Oliver.

Wskazał pianino stojące przy ścianie.

Na jego pulpicie leżała kartka z nutami. Oliver podszedł, przesunął palcem po zapisie i zmarszczył brwi.

— To nie muzyka. To wiadomość.

— Skąd wiesz? — spytałam.

— Ojciec uczył mnie tak pisać, kiedy stryj zaczął czytać jego listy.

Oliver wystukał melodię na obudowie pianina. Krótko, krótko, długo. Potem przesunął kartkę i znalazł na odwrocie adres magazynu przy Tamizie.

Doktor Bellamy był tam związany skórzanym paskiem do krzesła. Żył, choć miał rozciętą brew. Kiedy Theo przeciął więzy, lekarz chwycił go za rękaw.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Zwolniłem kelnerkę, gdy okrywała nogi mojego syna gliną, lecz po jednym ruchu palca Beatriz nagle zbladła

— Vale ma ludzi na dworcu — wysapał. — Chce wywieźć dokumenty i ogłosić, że chłopak jest niebezpieczny.

— A oryginał opinii? — zapytałam.

Doktor spojrzał na Olivera.

— On go ma.

Oliver dotknął kieszeni kamizelki. Wyjął z niej mały złożony papier.

— Dałeś mi go w zeszłym roku — powiedział do lekarza. — Mówiłeś, żebym nikomu nie pokazywał, dopóki Theo nie przestanie ufać stryjowi.

Theo zamknął oczy.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

Oliver odpowiedział po chwili:

— Bo zawsze mówiłeś za mnie.

To zdanie uderzyło mocniej niż wszystko, co wydarzyło się tamtej nocy.

Przed świtem wróciliśmy do Ashdown House. Prawnik księcia przybył wraz z sędzią pokoju. Doktor Bellamy złożył zeznanie. Mój czerwony notes, list lady Ashdown i dwie sprzeczne opinie trafiły na stół.

Lord Vale próbował zachować spokój.

— To pomówienie. Wszyscy jesteście zmęczeni i wzburzeni.

Prawnik wyjął jeszcze jeden dokument.

— Oryginalny rachunek za fałszywą opinię. Podpis lorda Vale’a i zapłata dla lekarza, który już opuścił Anglię.

Vale cofnął się.

— To niemożliwe.

— Własne słowa też tak pan nazywa? — zapytał prawnik.

Położył na stole mały fonograf. Podczas wcześniejszej rozmowy w bibliotece urządzenie zarejestrowało głos Vale’a.

„Zrobiłem to, co było konieczne”.

Własne słowa popłynęły z metalowej tuby.

Lord Vale patrzył na urządzenie, jakby słyszał głos z grobu.

— To nie może być dowód.

— Będzie — odpowiedział prawnik. — Zwłaszcza razem z resztą.

Strażnicy zabrali go przed południem. Nie czułam triumfu. Czułam tylko ogromne zmęczenie.

Najtrudniejsza rozmowa odbyła się jednak później, w pokoju Olivera.

Pokój był pełen rzeczy, których nie pozwalano mu dotykać: zamknięte instrumenty, książki ustawione zbyt wysoko, drzwi z kluczem po stronie Theo. Na ścianie wisiał portret dwóch braci jako chłopców.

Theo wyjął klucz z kieszeni i położył go na parapecie.

— Od dziś nie zamykam tych drzwi.

Oliver patrzył na niego długo.

— A jeśli zrobię coś źle?

— Wtedy zrobisz coś źle. Jak każdy.

— A jeśli ludzie będą się śmiać?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż przyznał się do romansu z moją siostrą, a gdy syn kazał mi odejść, jego pewność siebie nagle zniknęła

— Wtedy będę obok. Ale nie przed tobą.

Oliver podszedł do okna.

— Chcę nauczyć się grać.

— Znajdziemy nauczyciela.

— Chcę sam podpisywać listy.

— Będziesz.

— Chcę, żeby Diana przyszła na pierwszy koncert.

Theo spojrzał na mnie.

— Jeśli będzie chciała.

— Będę chciała — odpowiedziałam.

Minęły trzy miesiące.

Lord Vale został skazany za fałszowanie dokumentów, porwanie doktora Bellamy’ego i próbę przejęcia majątku Olivera. Moja rodzina nie wzbogaciła się nagle, a moja reputacja nie wróciła do dawnego kształtu. Ku mojemu zaskoczeniu nie żałowałam tego.

Ciotka Josephine przestała poprawiać mi plecy przy stole. Nadal narzekała na moje suknie, ale pewnego ranka sama przyszyła do rozdartej niebieskiej sukni mały kawałek jasnego jedwabiu.

— Żeby nie było widać łaty — mruknęła.

— Właśnie dlatego powinna być widoczna.

Nie odpowiedziała, lecz następnego dnia zrobiła ją większą.

Zamieszkałam w małym domu niedaleko Ashdown. Prowadziłam lekcje czytania dla dzieci z pobliskiej parafii i pomagałam Oliverowi porządkować nuty. Pracował codziennie przy pianinie. Gdy hałas stawał się zbyt wielki, zamykał okiennice i wystukiwał swój rytm.

Raz, dwa, trzy.

Przerwa.

Dwa.

Pewnego grudniowego popołudnia spadł pierwszy śnieg. Oliver zagrał własną kompozycję przed kilkudziesięcioma gośćmi. Theo siedział w pierwszym rzędzie, lecz tym razem nie pilnował brata. Słuchał.

Po występie Oliver podszedł do mnie z kartką.

— Napisałem ją dla pani.

— Dlaczego?

— Bo zatańczyła pani, zanim wiedziała, czy umiem.

Przytuliłam go, a on nie zesztywniał ani nie odsunął się. Po prostu objął mnie mocno.

Theo znalazł mnie później na tarasie. W dłoni trzymał kopertę bez herbu.

— List od Edmunda — powiedział.

— Czego chce?

— Pisze, że żałuje. Prosi, żebyś przekonała mnie do odwiedzin.

— A ty chcesz go odwiedzić?

— Nie.

— Więc nie musisz.

Theo spojrzał na mnie, a potem na śnieg.

— Kiedyś myślałem, że miłość oznacza trzymanie kogoś tak mocno, by nic mu się nie stało.

— A teraz?

— Teraz wiem, że czasem trzeba otworzyć dłoń.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Ojciec wyrzucił mnie z rodziny podczas rozdania dyplomów, lecz po moich słowach jego żona nagle zbladła

Nie odpowiedziałam. Nie było potrzeby.

Wieczorem znalazłam niebieską suknię na krześle. Rozdarcie nadal było widoczne, mimo jasnej łaty ciotki. Zamiast ją schować, powiesiłam ją przy pianinie Olivera.

Materiał poruszył się lekko, gdy uchyliło się okno.

Z pokoju dobiegły pierwsze nuty jego nowej melodii.

A ja po raz pierwszy nie bałam się, dokąd poprowadzi nas muzyka.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Wyciągnęłam rękę do brata księcia, gdy cała sala się śmiała — wtedy książę przestał patrzeć na mnie obojętnie
Moja zaginiona synowa siedziała bez jedzenia z wnukiem, lecz gdy otworzyła jego plecak, mój syn nagle pobladł