W noc ślubu ciotka nazwała mnie tylko tymczasową żoną, lecz po jego pytaniu jej uśmiech nagle zgasł

W chwili, gdy moja ciotka oznajmiła przy wszystkich, że mój mąż nie dożyje Bożego Narodzenia, nóż w mojej dłoni przeciął lukrowany tort aż do srebrnej tacy.

W sali balowej Crane House zapadła cisza, w której słychać było trzask palących się polan. Miałam osiemnaście lat i od trzech miesięcy słyszałam, że zostałam sprzedana choremu księciu, by spłacić długi mojego ojca.

Lady Agata pochyliła się ku mnie. Pachniała sherry i pudrem różanym.

— Uśmiechaj się — syknęła. — Nie po to zapewniłam ci księcia, żebyś wyglądała jak ofiara.

— A czym jestem? — zapytałam tak cicho, że tylko ona mogła mnie usłyszeć.

Jej palce zacisnęły się na moim łokciu.

— Dziewczyną, która powinna dziękować za to, że nie trafiła do klasztoru.

Wtedy do sali wszedł Allaric Crane, książę Somerset. Wspierał się na hebanowej lasce z rzeźbioną głową kruka. Każdy jego krok był powolny, a oddech ciężki. Szeptano, że jego serce nie wytrzyma długo, że poślubiłam człowieka, który potrzebował żony wyłącznie po to, by umrzeć przy niej bez skandalu.

Podszedł do mnie i spojrzał prosto w oczy.

— Wasza wysokość — powiedziałam, choć głos mi zadrżał.

— Moja księżno — odparł. — Czy możemy uratować ten tort przed dalszym cierpieniem?

Jego dłoń przykryła moją. Była ciepła. Pewna. Nie drżała.

— Wszyscy się patrzą — wyszeptałam.

— W takim razie dajmy im coś, o czym będą plotkować.

Uśmiechnął się, a ja po raz pierwszy pomyślałam, że człowiek, którego nazywano otyłym i skazanym na śmierć, może wcale nie być bezbronny.

Zatańczyliśmy jeden walc. Przy trzecim obrocie poczułam, jak jego palce zaciskają się na mojej talii.

— Wybacz — powiedział. — Nie dokończę.

— Nie musisz przepraszać za własne ciało.

Zatrzymał się i spojrzał na mnie uważnie.

— Tego zdania nie słyszałem od bardzo dawna.

O dziewiątej zaprowadził mnie do prywatnego gabinetu. Pokonanie dwustu czterdziestu siedmiu schodów zajęło nam niemal dwadzieścia minut. Na jednym z podestów musiał oprzeć dłoń na marmurowej balustradzie. Na mankiecie jego koszuli pojawiła się mała plama potu.

— Liczyłem te stopnie od rana — wyznał. — Bałem się, że nie zdołam wejść z tobą na górę.

— A ja bałam się, że będziesz człowiekiem, który każe mi klękać.

— Oboje mieliśmy dziś powody do lęku.

W gabinecie zapalił lampę z zielonym szklanym kloszem i nalał brandy do dwóch kieliszków. Potem wyjął z szuflady skórzany dziennik.

— Twoja ciotka nie powiedziała ci całej prawdy — zaczął. — Nie zostałaś wydana za mnie z konieczności. Zostałaś wystawiona na sprzedaż. Rozważała trzy oferty.

Poczułam, że metalowa spinka w kształcie jaskółki, którą matka przypięła mi do sukni, wbija się w skórę przy szyi.

— Kim byli pozostali?

— Lord Weatherbe. Sir Marcus Halloway. Baron Ashcroft.

— A ty?

— Ja zapłaciłem najwięcej.

Odstawiłam kieliszek.

— Dlaczego?

Przez jego twarz przemknęło coś, czego nie umiałam nazwać.

— Złożyłem obietnicę twojej matce. I wiem, że kobieta właśnie wchodzi po schodach, by powiedzieć ci, jak masz zachowywać się po mojej śmierci.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Przyjechałam na rodzinne święta, lecz znalazłam tylko trzy nakrycia — a kiedy odezwał się mój ojczym, siostra przestała się uśmiechać

W tej samej chwili rozległo się pukanie.

— Wasza wysokość — odezwał się lokaj zza drzwi. — Lady Agata prosi o rozmowę z księżną. Twierdzi, że sprawa jest pilna.

Allaric spojrzał na zamkniętą szafkę w rogu gabinetu.

— Pamiętaj, Wioleto. Nie otwieraj jej, dopóki nie będę obok.

Klamka poruszyła się. Drzwi zaczęły się otwierać, a ja zobaczyłam, że ciotka trzyma pod pachą cienką, czarną teczkę…

CZĘŚĆ 2

Klamka opadła, zanim zdążyłam zapytać, co znajduje się w teczce. Lady Agata weszła do gabinetu z miną kobiety, która przyszła odebrać własność, a nie odwiedzić świeżo poślubioną siostrzenicę.

Jej jedwabna suknia zaszeleściła przy kominku. Na palcu błyszczał pierścionek po mojej matce.

— Moje dziecko — powiedziała, całując powietrze obok mojego policzka. — Chciałam upewnić się, że jesteś spokojna.

— Jest spokojna — odpowiedział Allaric.

— Pytałam ją, nie ciebie, książę.

— A jednak odpowiedziałem.

Ciotka przeniosła wzrok na mnie.

— Jego wysokość nie będzie cię długo ograniczał. Lekarze są zgodni. Nie doczeka Bożego Narodzenia.

Poczułam chłód pod kołnierzem sukni. Dotknęłam jaskółczej spinki, jak robiłam to w dzieciństwie, kiedy matka mówiła, że ptak zawsze odnajduje drogę do domu.

— To moja noc poślubna — powiedziałam.

— Tym bardziej powinnaś słuchać rad. Masz być cicha, troskliwa i rozsądna. Nie przywiązuj się zanadto. Kiedy umrze, będziesz młodą wdową z majątkiem. O ile nie splamisz nazwiska.

Allaric podniósł się z krzesła. Twarz miał bladą, ale głos nagle stał się twardy.

— Wystarczy.

— Mówię tylko o rzeczywistości.

— Nie. Mówisz o planie, który od dawna układasz dla mojej żony.

Ciotka zacisnęła usta.

— Wszystko, co ma, zawdzięcza mnie.

— Nieprawda — powiedziałam.

Słowo wyszło ze mnie cicho, lecz zabrzmiało jak uderzenie.

Agata spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

— Co powiedziałaś?

— Powiedziałam, że nie wiem, co jest moje, a co mi tylko odebrano.

Jej twarz stwardniała.

— Jutro porozmawiamy o tym, kiedy książę będzie odpoczywał.

— Jutro — odparł Allaric — moja żona pozna całą prawdę.

Agata spojrzała na czarną teczkę, potem na zamkniętą szafkę. Przez sekundę strach przeszył jej oczy. Nie udawany gniew. Strach.

— Nie wiesz, co robisz — powiedziała.

— Wiem dokładnie.

— Jeśli otworzysz tę szafkę, zniszczysz nie tylko siebie.

— To groźba?

— Ostrzeżenie.

Wyszła, zostawiając za sobą zapach ciężkich perfum.

Przez chwilę słyszałam tylko zegar. Każde jego tyknięcie wydawało się odliczać czas do czegoś, czego jeszcze nie rozumiałam.

— Co jest w środku? — zapytałam.

Allaric podszedł do szafki i wyjął z kieszeni mały klucz.

— Listy twojej matki. Raporty lekarzy. Rachunki, których nigdy nie miałaś zobaczyć.

— Czy ona wiedziała, że mnie sprzedano?

— Wiedziała, że Agata próbuje to zrobić. Dlatego napisała do mnie osiem lat temu.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mąż oddał moją sypialnię rodzicom i wskazał mi kanapę, lecz po mojej spokojnej odpowiedzi jego uśmiech nagle zniknął

— A ty dlaczego czekałeś tak długo?

Jego ręka zatrzymała się nad zamkiem.

— Bo przez osiem lat ktoś podawał mi lekarstwo, które miało udowodnić, że umieram.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Kto?

— Tego jeszcze nie mogę powiedzieć. Mam podejrzenie, ale nie dowód.

Przekręcił klucz. Zamek kliknął.

W środku leżały pliki przewiązane różnymi wstążkami, mała butelka z brązowego szkła i koperta z moim imieniem napisanym pismem matki.

Allaric wyjął kopertę.

— Twoja matka kazała mi oddać ci ją dopiero wtedy, gdy będziesz bezpieczna.

— Jestem bezpieczna?

Spojrzał na drzwi, za którymi zniknęła Agata.

— Jeszcze nie.

Rozdarłam papier. W środku znajdowała się jedna kartka i fotografia mojej matki stojącej obok młodego Allarica. Na odwrocie zapisano datę sprzed ośmiu lat oraz jedno zdanie: „Jeśli moja córka poślubi Somerseta, nie pozwól jej uwierzyć, że jej ojciec zginął przypadkiem”.

W gabinecie nagle zabrakło powietrza.

— Mój ojciec nie zginął przypadkiem? — zapytałam.

Allaric otworzył usta, lecz zanim odpowiedział, z korytarza dobiegł gwałtowny krzyk lokaja.

— Wasza wysokość! Ktoś włamał się do archiwum!

Allaric pobiegł ku drzwiom, a ja zobaczyłam, że z szafki zniknęła brązowa butelka. Na podłodze leżał tylko jej odkorkowany korek…

CZĘŚĆ 3

Korek potoczył się pod biurko, a Allaric zatrzymał się w pół kroku. W jego twarzy nie było już zmęczenia. Była czysta, zimna koncentracja.

— Zamknij drzwi — powiedział.

— Ktoś jest w archiwum.

— Właśnie dlatego.

Zasunął rygiel, a potem podszedł do szafki. Wewnątrz pozostały listy, rachunki i pusta przegródka po butelce.

— Co w niej było?

— Nalewka, którą podawano mi przed każdym posiłkiem. Mój lekarz nazywał ją środkiem uspokajającym.

— A ty mu wierzyłeś?

— Przez osiem lat chciałem wierzyć.

Wtedy drzwi zatrzęsły się od uderzenia.

— Wasza wysokość! — krzyknął lokaj. — Straż znalazła człowieka przy tylnym korytarzu!

Allaric otworzył drzwi. Na progu stał lokaj Tomas, blady i mokry od deszczu.

— Złapaliśmy doktora Vale’a — powiedział. — Miał przy sobie tę butelkę.

— Gdzie jest? — zapytał Allaric.

— W oranżerii. Twierdzi, że działał z rozkazu lady Agaty.

Nazwisko zabrzmiało jak wystrzał.

W oranżerii pachniało mokrą ziemią i rozgniecionymi liśćmi cytrynowca. Doktor Vale stał między donicami, a dwóch strażników trzymało go za ramiona. Jego peruka przekrzywiła się na bok.

— To kłamstwo — syknął. — Książę jest chory. Zawsze był chory.

— Więc dlaczego uciekłeś z lekarstwem? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Allaric wyjął z kieszeni kartkę z koperty.

— Moja żona przeczytała list swojej matki. Wiesz, co tam napisano?

Doktor Vale spuścił wzrok.

— Że mój ojciec został otruty po tym, jak odkrył kradzieże w majątku Bramleyów. Że moja matka chciała ujawnić prawdę. I że lady Agata zagroziła jej, iż jeśli nie zamilknie, Wioleta zniknie razem z nią.

Serce tłukło mi się w piersi.

— Dlaczego nikt mi nie powiedział?

Allaric spojrzał na mnie.

— Twoja matka zmarła trzy dni po napisaniu tego listu. Oficjalnie na gorączkę. Zanim zdążyła wysłać dowody, Agata przejęła jej korespondencję.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mój ojczym kazał nam milczeć po kolejnym pobiciu, lecz gdy lekarka zamknęła drzwi, jego uśmiech nagle zniknął

Doktor Vale nagle osunął się na krzesło.

— Nie chciałem nikogo zabić.

— Podawałeś mi naparstnicę w dawkach, które powiększały moje serce, spowalniały oddech i odbierały siły — powiedział Allaric. — Dlatego wszyscy widzieli we mnie umierającego człowieka.

— Lady Agata twierdziła, że po twojej śmierci majątek przejdzie na wdowę, a ona będzie nim zarządzać.

— Kłamała — powiedziałam.

Vale spojrzał na mnie.

— Pani ojciec zostawił testament. Agata go ukryła. Pani odziedziczyłaby połowę majątku po ukończeniu osiemnastu lat, gdyby nie sfałszowała dokumentów.

Wszystko nagle połączyło się w jeden obraz: długi ojca, przymusowe małżeństwo, choroba Allarica, pierścionek matki na palcu ciotki.

— A ty poślubiłeś mnie, żeby mnie ochronić — powiedziałam.

— Poślubiłem cię, bo obiecałem twojej matce, że nie pozwolę Agacie cię sprzedać. I dlatego, że po ośmiu latach wreszcie dostałem dowód.

Wyjął z kieszeni drugi dokument. Pod nim widniał podpis mojego ojca i pieczęć sądu.

— Twój ojciec nie zbankrutował. Agata wyprowadzała pieniądze, a potem udowodniła wszystkim, że to on był winny.

Poczułam, jak nogi uginają się pode mną.

— Gdzie ona jest?

W tej samej chwili do oranżerii wbiegł strażnik.

— Lady Agata opuściła posiadłość. Zabrała konie i skrzynkę z dokumentami.

Allaric odwrócił się do mnie.

— Nie ucieka przed nami. Ucieka do człowieka, który może zniszczyć wszystko, zanim zdążymy złożyć zeznania.

Na stole leżała ostatnia kartka z szafki. Na jej odwrocie widniał adres londyńskiego banku i godzina spotkania.

Jutro o świcie Agata miała podpisać sprzedaż całego majątku Bramleyów. A kupującym był człowiek, który osiem lat wcześniej widział, jak umierał mój ojciec…

CZĘŚĆ FINAŁOWA

Wtedy usłyszałam własne słowa z ust ciotki…

Myślałam, że prawda zakończy tę historię. Nie wiedziałam, że dopiero wtedy zacznie odbierać wszystkim maski.

W finale padły słowa, których nie mogłam już cofnąć.
„Nie przyjadę, ale życzę ci życia z prawdą”.
A potem po raz pierwszy poczułam spokój.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
W noc ślubu ciotka nazwała mnie tylko tymczasową żoną, lecz po jego pytaniu jej uśmiech nagle zgasł
Teściowa przyjechała ciężarówką po mój dom, a gdy zablokowałam jej wejście, mój mąż nagle pobladł