
CZĘŚĆ 4
A ten człowiek patrzy prosto w obiektyw…
— Zosiu, opisz mi go — powiedziałam.
— Ma bliznę przy uchu. I zegarek Jana.
Michał natychmiast podniósł się z podłogi.
— Policja, proszę wysłać patrol do jej domu. Teraz.
Ryszard Wrona szarpnął się w rękach funkcjonariusza.
— To niemożliwe — syknął. — On nie żyje.
W tej chwili pojęłam, że cała jego pewność siebie była tylko cienką warstwą farby. Pod spodem krył się strach.
— Kogo pochowaliście? — zapytałam.
Ryszard spojrzał na mnie.
— Pani mąż zginął w wypadku — odpowiedział. — Wszyscy to wiedzą.
— Nie pytałam o mojego męża.
Michał wyciągnął z teczki fotografię i przybliżył ją do lampy. Jan stał na niej przed magazynem, obok mężczyzny w czarnym płaszczu. Ten sam mężczyzna miał twarz podobną do Ryszarda, ale był młodszy.
— To jego brat, Stefan — powiedział Michał. — Oficjalnie zmarł sześć lat temu na morzu. Nie znaleziono ciała.
Ryszard zacisnął szczękę.
— Nie macie dowodu, że żyje.
— Mamy więcej, niż myślisz — odparł Michał.
Jeden z policjantów podłączył urządzenie z nagraniem do głośnika. Tym razem usłyszeliśmy głos Jana. Był zmęczony, ale wyraźny.
„Heleno, nie gniewaj się na mnie, że milczałem. Ryszard i Stefan zbudowali sieć, która odbiera ludziom domy. Podpisywali umowy za nich, zastraszali wdowy, a potem przenosili majątki za granicę. Jeśli coś mi się stanie, dokumenty znajdziesz w książce o latarniach morskich. Nie w domu. W bibliotece miejskiej.”
Zamknęłam oczy.
Książka o latarniach. Pamiętałam ją. Jan trzymał ją na półce w gabinecie, a po jego śmierci oddałam ją sąsiadce, pani Halinie, bo myślałam, że to zwykły album.
— Tam jest oryginał — powiedział Michał. — Przelewy, nazwiska i nagrania rozmów.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
— Bo nie wiedziałem, komu mogę ufać. Nawet w Polsce ktoś przekazywał informacje Wronie.
— A mnie mogłeś okłamywać?
Spuścił wzrok.
— Nie. Ale zrobiłem to.
Policjanci zabrali Ryszarda do radiowozu. Nie krzyczał już. Gdy przechodził obok mnie, powiedział cicho:
— Pani nie rozumie, co uruchomiła.
— Rozumiem — odpowiedziałam. — Po raz pierwszy rozumiem wszystko.
W domu Zofia znalazła książkę jeszcze tej samej nocy. W jej wydrążonym grzbiecie tkwiła karta pamięci i umowa sprzedaży mojego mieszkania, sfałszowana z datą sprzed śmierci Jana. O północy miała zostać zrealizowana płatność.
Michał zadzwonił do banku, a policja zablokowała przelew. Stefan próbował uciec z kraju, ale zatrzymano go na dworcu. Nie wiedział, że jego własny brat, przesłuchiwany przez kilka godzin, przekazał śledczym wszystkie hasła.
Następnego ranka Michał poprosił mnie o rozmowę w pustej sali hotelowej. Na stole leżał mój telefon, a obok niego zapis rozmowy z restauracji.
— Chcę, żebyś usłyszała całość — powiedział.
— Już wiem, co mówiłeś.
— Nie wszystko.
Włączył nagranie.
„Ona mi ufa. Kiedy podpisze, nie będzie problemu” — zabrzmiał mój własny głos? Nie. To był Michał, który naśladował rozmowę z Ryszardem, żeby zdobyć jego zaufanie.
Potem usłyszałam jego prawdziwe słowa:
„Jeśli trzeba będzie ją zranić, zrobimy to szybko.”
Wpatrywałam się w niego, gdy nagle zadzwonił telefon policjanta. Twarz funkcjonariusza zmieniła się w jednej chwili.
— Mamy drugi problem — powiedział. — Stefan nie działał sam. W aktach znaleźliśmy nazwisko osoby, która od początku przekazywała mu informacje z rodziny Heleny…
Przegapiłeś początek?












