CZĘŚĆ 4
…Wiktor nie zdążył odłożyć telefonu, kiedy inspektor Leśniak już ruszył do drzwi.
— Gdzie jest ten rachunek? — zapytał.
— W banku spółdzielczym przy rynku. Pieniądze przeszły na konto firmy budowlanej.
— Nazwa?
Ojciec spojrzał na ekran.
— Przystań Północna.
Grzegorz nagle osunął się na krzesło.
To był jego dawny warsztat, przemianowany kilka miesięcy wcześniej na firmę budowlaną.
Wanessa odwróciła się do niego.
— Powiedziałeś, że nie ma już żadnych pieniędzy na tym rachunku.
— Bo nie było.
— Więc skąd ten przelew?
— Nie wiem.
Powiedział to zbyt szybko.
Inspektor zabrał telefon ojca i poprosił bank o potwierdzenie. Notariusz zebrał dokumenty w jedną równą stertę. Ja stałam przy oknie i patrzyłam, jak po szybie spływa roztopiony śnieg.
W środku czułam pustkę.
Nie triumf. Nie ulgę.
Pustkę po czymś, co przez lata nazywałam rodziną.
— Natalia — powiedział ojciec — pojedziesz z nami do domu?
Skinęłam głową.
O jedenastej piętnaście zaparkowaliśmy przed jego posesją. Brama była uchylona. Na podjeździe stał samochód, którego nie znałam.
Drzwi wejściowe były otwarte.
Grzegorz wysiadł pierwszy.
— Może ktoś włamał się do środka — powiedział.
— A może ktoś chciał, żebyśmy tak pomyśleli — odpowiedział inspektor.
W domu pachniało kurzem i zimnym popiołem. W salonie paliła się jedna lampa. Przy biurku ojca siedział mężczyzna w czapce, który trzymał w ręku tablet.
Na widok inspektora zerwał się z krzesła.
— Nie ruszaj się — powiedział Leśniak.
Mężczyzna odłożył tablet.
— Ja tylko wykonywałem przelew.
— Na czyje polecenie?
Spojrzał na Grzegorza.
Jedno spojrzenie wystarczyło.
Grzegorz cofnął się o krok.
— Nie znam go — powiedział.
— To dziwne — odparł inspektor. — Ma wiadomości od pana i pańską kartę dostępu do bankowości.
Wanessa zakryła usta dłonią.
— Grzegorz, co zrobiłeś?
— Próbowałem ratować sytuację.
— Jaką sytuację? — zapytałam.
— Twojego ojca. Jego pieniądze leżały bezczynnie.
Ojciec stanął obok mnie.
— Moje pieniądze nie potrzebowały ratunku.
— Potrzebowały inwestycji! — krzyknął Grzegorz. — Miałem wszystko pod kontrolą.
— Tak jak moje konto? — spytał Wiktor.
Grzegorz zamilkł.
Inspektor wyjął kajdanki dopiero wtedy, kiedy Grzegorz spróbował sięgnąć do kieszeni. Wanessa zaczęła płakać, ale ojciec nie podszedł do niej.
— Tato, ja nie wiedziałam o przelewie — powiedziała.
— Wiedziałaś o kłamstwie.
— Bałam się, że znowu wybierzesz Natalię.
— Nie wybierałem jej przeciwko tobie. Ty sama odeszłaś, kiedy uznałaś, że łatwiej będzie udawać moją śmierć.
Grzegorz został zabrany do samochodu. Wanessa pojechała później na przesłuchanie razem z nim, jako świadek i podejrzana o udział w fałszowaniu dokumentów.
Po południu w komisariacie usłyszałam własny głos.
Inspektor odtworzył nagranie rozmowy z kuchni. Z głośników popłynęły słowa Wanessy.
„Tata zmarł w nocy”.
Potem mój głos.
„Dlaczego zmieniacie zamki?”
I śmiech Grzegorza.
„Wreszcie jesteś poza rodziną”.
Siedział naprzeciwko mnie, z rękami opartymi o stół. Początkowo patrzył w podłogę. Kiedy jednak usłyszał własny śmiech, podniósł głowę.
— Wyłączcie to — powiedział.
— To pan powiedział — odparł inspektor.
— Nie brzmiałem tak.
— Brzmiał pan dokładnie tak.
Grzegorz słuchał dalej. Gdy nagranie doszło do zdania o miłości ojca, jego twarz zaczęła drżeć.
— Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało.
— Ale tak zabrzmiało — odpowiedziałam.
Po raz pierwszy nie miał na to żadnej riposty.
Dwa dni później wróciłam z ojcem do jego domu. Zamek w drzwiach był nowy, a na podłodze w korytarzu leżały ślady błota po butach człowieka, który próbował zabrać ostatnie pieniądze.
W moim dawnym pokoju nie było już biurka ani półki z książkami. Wanessa spakowała moje rzeczy do kartonu po czajniku. Na dnie znalazłam fotografię mamy i porcelanowego koguta z odpryskiem na grzebieniu.
Ojciec wszedł za mną.
— Myślałem, że go wyrzucili.
— Nie wyrzucili. Tylko przewieźli razem z moją przeszłością.
Usiadł na brzegu łóżka.
— Przepraszam.
— Za co?
— Za to, że pozwoliłem jej opowiadać, że cię nie było.
— Mogłeś mnie poprosić, żebym wróciła.
— Wiedziałem, że musisz zbudować własne życie.
— A ty musiałeś nauczyć się mówić, kiedy ktoś próbuje je zniszczyć.
Uśmiechnął się smutno.
— Masz rację.
Sprawa ciągnęła się przez kilka miesięcy. Bank odzyskał większość pieniędzy. Podrobiony dokument unieważniono, a firma Grzegorza upadła. Wanessa przyznała się do udziału w przygotowaniu fałszywych papierów i dostała karę w zawieszeniu oraz obowiązek zwrotu pieniędzy, które wcześniej przelała na własne konto.
Nie cieszyłam się z tego.
Po prostu przestałam ratować ją przed skutkami jej decyzji.
Sześć tygodni później przeniosłam się z ojcem do mniejszego mieszkania w Gdańsku. Sprzedał stary dom, a część pieniędzy przekazał szpitalnemu funduszowi, zgodnie z testamentem.
Znalazłam pracę w pracowni księgowej przy ulicy Długiej. Rano chodziłam po pieczywo, wieczorem podlewałam pelargonie na balkonie. Ojciec nauczył się robić zupę pomidorową, chociaż za każdym razem dodawał do niej za dużo pieprzu.
W niedzielę zapytał mnie, czy jestem szczęśliwa.
Siedzieliśmy przy małym stole. Za oknem padał pierwszy śnieg.
— Jeszcze nie wiem — odpowiedziałam.
— To dobra odpowiedź.
— Dlaczego?
— Bo kiedy człowiek przestaje udawać, że wszystko jest dobrze, zaczyna mieć szansę, żeby naprawdę było dobrze.
Pewnego wieczoru mój telefon zawibrował.
Wiadomość od Wanessy.
„Chcę się spotkać. Bez Grzegorza. Tylko my dwie. Możemy zacząć od nowa”.
Patrzyłam na te słowa długo.
Ojciec nie pytał, kto napisał.
— Nie musisz odpowiadać — powiedział.
— Wiem.
Odpisałam tylko: „Nie chcę wracać do życia, w którym musiałam udowadniać, że jestem rodziną”.
Potem wyłączyłam telefon.
Nie z gniewu.
Z troski o siebie.
Następnego ranka ustawiłam porcelanowego koguta na stole. Odprysk na jego grzebieniu nadal był widoczny. Włożyłam do niego sól, nalałam ojcu kawy i położyłam na talerzu dwa kawałki bekonu.
Jeden dla niego.
Jeden dla mnie.
Ojciec wyciągnął rękę po mój, a ja odsunęłam talerz.
— Nawet po wszystkim? — zapytał.
— Nawet po wszystkim.
Zaśmiał się cicho.
Tym razem śmiech nie bolał.
Porcelanowy kogut pilnował naszego śniadania, a za oknem śnieg przykrywał ślady prowadzące do starego domu.
Nie wszystko da się odzyskać.
Ale nie wszystko trzeba odzyskiwać.
Przegapiłeś początek?











