CZĘŚĆ 4 — Dał mi kartę bez limitu, lecz gdy zobaczył pierwszy zakup, jego twarz nagle straciła cały kolor

CZĘŚĆ 4

…— Powiedz mu, że jadę — odpowiedziałam.

Daniel od razu pokręcił głową.

— Nie pojedziesz sama.

— Właśnie tego chce. Żebyśmy przyjechali przestraszeni i bez planu.

Arthur wyjął z kieszeni drugi telefon.

— Mam człowieka przy klinice. Janine nie jest bez opieki.

— Nie chcę, żeby babcia płaciła za to, że wreszcie wyszła prawda — powiedziałam.

Daniel spojrzał na kartę leżącą na ladzie.

— Ta karta miała być testem.

— Wiem.

— Sprawdzałem, czy pani mnie okradnie.

— A ja przez cały czas sprawdzałam, czy mogę panu zaufać.

To go zabolało bardziej niż oskarżenie.

Pojechaliśmy do posiadłości jego samochodem. Daniel siedział za kierownicą, Arthur obok mnie. Żaden z nas nie mówił, dopóki nie minęliśmy bramy.

Na podjeździe stał samochód Edwina Cole’a. Czarny, lśniący i tak czysty, że odbijały się w nim nagie gałęzie drzew.

Valerie czekała w holu. W ręku trzymała klucz do gabinetu Daniela.

— Wszedł tam bez pozwolenia — powiedziała. — Powiedział, że jako pełnomocnik ma prawo do wszystkiego.

— Gdzie jest? — zapytałam.

— W gabinecie. Zabrał niebieską teczkę z sejfu.

Daniel zatrzymał się gwałtownie.

— Niebieską teczkę?

— Tak.

— To kopia testamentu matki.

Arthur zaklął pod nosem.

— Nie chodzi mu tylko o fundusz.

Pobiegliśmy na górę. Drzwi gabinetu były uchylone. Edwin Cole stał przy biurku i trzymał w dłoni plik papierów. Miał siedemdziesiąt lat, srebrne włosy i idealnie zawiązany krawat.

— W samą porę — powiedział. — Możemy oszczędzić sobie nieprzyjemności.

— Odłóż dokumenty — rozkazał Daniel.

— Nie jesteś właścicielem tych papierów.

— Jestem właścicielem domu.

— Tylko dlatego, że Helen cię wybrała. A ona od początku budowała wszystko na kłamstwie.

Cole rzucił na biurko akt urodzenia, który wyjął z koperty. Musiał mieć dostęp do domu wcześniej albo ktoś przekazał mu kopię.

— Znasz już prawdę — powiedział do Daniela. — Helen ukradła cię Marze, a potem uczyniła z ciebie maskę dla rodzinnego nazwiska. Wiesz, co stanie się z twoimi hotelami, kiedy ludzie dowiedzą się, że cały majątek został zbudowany przez oszustwo?

— Nie groź mi własną historią — odpowiedział Daniel.

— Nie tobie grożę.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż wręczył mi papiery rozwodowe przy swojej kochance, lecz po jednym telefonie jego twarz nagle straciła całą pewność siebie

Cole spojrzał na mnie.

— Grożę jej.

Wtedy Valerie zrobiła coś, czego nie przewidziałam. Wyjęła z kieszeni mały klucz i położyła go na biurku.

— Panie Cole, ten klucz otwiera szafkę w archiwum.

Cole uśmiechnął się z ulgą.

— Rozsądna kobieta.

— Nie skończyłam — powiedziała Valerie. — Otwiera też sejf w gabinecie księgowego. Ten, którego używał pan przez ostatnie trzy lata.

Cole pobladł.

Valerie pracowała dla Helen od dwudziestu dwóch lat. To ona prowadziła księgi fundacji, zanim Cole przejął kontrolę nad rachunkami. Przez cały czas przechowywała kopie przelewów, bo Helen nauczyła ją, że najbezpieczniejszy dokument to ten, o którego istnieniu nikt nie wie.

— Mam zestawienia wszystkich wypłat — powiedziała. — Każdej kwoty, którą przeniósł pan na swoje spółki.

— To niemożliwe.

— Nie. Niemożliwe było tylko to, że sądził pan, iż nikt nie będzie patrzył.

Daniel odwrócił się do mnie.

— Karta. Proszę ją dać Valerie.

— Po co?

— Żeby natychmiast opłacić operację Janine. Fundusz został zablokowany, ale ta karta nadal działa.

Podałam ją Valerie.

Cole zaśmiał się krótko.

— Myśli pan, że pieniądze naprawią dwadzieścia dziewięć lat kłamstw?

Daniel podszedł do biurka.

— Nie. Pieniądze zapłacą za operację. Prawda zapłaci za resztę.

— Jeśli ujawnisz dokumenty, zniszczysz nazwisko Townsendów.

Daniel spojrzał na akt urodzenia.

— To nazwisko już zostało zniszczone. Ja tylko przestanę je podtrzymywać własnym milczeniem.

Cole rzucił się do teczki, ale Arthur chwycił go za nadgarstek. Nie uderzył go. Po prostu przytrzymał tak długo, aż mężczyzna wypuścił papiery.

— Oddaj — powiedział.

— Nie masz prawa!

— Mam prawo jako świadek tego, co zrobiłeś Marze. I jako człowiek, który przez lata nosił list Helen przy sobie.

Arthur wyjął z kieszeni złożoną kartkę. Papier był pożółkły i popękany na zgięciach.

— Helen napisała, że jeśli Daniel kiedykolwiek odnajdzie rodzinę Mary, ma oddać jej wszystko, co zostało po dziecku. Nie część. Nie odszkodowanie. Wszystko.

Daniel patrzył na mnie.

— Dom, fundusz, udziały w klinice. To miało należeć do twojej matki.

— Nie chcę twojego domu.

— Nie pytam, czego chcesz dzisiaj. Pytam, co zrobimy z tym, co ci zabrano.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Matka odebrała mojemu synowi sok przy całej rodzinie, a kiedy położyłem teczkę na stole, mój ojciec nagle zbladł

W gardle miałam twardą kulę.

— Najpierw operacja babci.

— Dobrze.

— Potem fundusz ma zostać przeznaczony dla ludzi takich jak ona. Dla pracowników, których nikt nie pyta, czy stać ich na leczenie.

Daniel skinął głową.

— Tak będzie.

Cole wyrwał się Arthurowi i wybiegł na korytarz. Zatrzymał się jednak przy schodach, jakby nagle przypomniał sobie coś ważnego.

— Nancy! — krzyknął. — Janine cię okłamywała przez całe życie. Myślisz, że zrobiła to z miłości? Zrobiła to za pieniądze Helen!

Zeszłam po schodach i stanęłam naprzeciwko niego.

— Wiem.

Uśmiech zniknął z jego twarzy.

— Co pani powiedziała?

— Babcia powiedziała mi wszystko dziś rano. Zanim przyjechał pan do kliniki.

To był ostatni element, którego Cole nie przewidział.

Janine nie leżała bezbronna i nieświadoma. Zadzwoniła do mnie przed jego przyjazdem, bo chciała, żebym znała prawdę, nawet jeśli sama nie przeżyje operacji.

— Powiedziała, że Helen płaciła jej za milczenie — ciągnęłam. — Ale powiedziała też, że przez całe życie odkładała każdą złotówkę z tych pieniędzy. Ani jednej nie wydała na siebie. Wszystko poszło na moje szkoły, rachunki i jedzenie.

Cole cofnął się o krok.

— Kłamiesz.

— Nie. Kłamstwo było twoje. Babcia tylko próbowała przetrwać w świecie, w którym bogaci nazywali kradzież opieką.

Daniel zszedł obok mnie.

— Valerie, zadzwoń do zarządu. Natychmiast zawieszamy Cole’a i zamrażamy wszystkie konta spółek powiązanych z funduszem.

— Już to zrobiłam — odpowiedziała.

Cole usiadł na stopniu. Nie z żalu. Z przerażenia. Właśnie tracił wszystko, co budował przez lata: dostęp do pieniędzy, stanowisko, wpływ i nazwisko, którym zasłaniał własne ręce.

Nie potrzebowaliśmy widowiska. Dokumenty mówiły wystarczająco dużo.

Godzinę później klinika potwierdziła, że Janine została przygotowana do operacji. Daniel chciał jechać ze mną, ale zatrzymałam go przy samochodzie.

— Nie wiem, czy potrafię nazywać pana wujkiem.

— Nie musisz.

— Nie wiem, czy potrafię wybaczyć twojej matce.

— Ja też nie wiem.

— I nie wiem, co będzie dalej.

Daniel spojrzał na kartę, którą Valerie oddała mi przed wyjazdem.

— Ale wiesz, co kupiłaś za pierwsze pieniądze z mojego konta?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mój ojczym zagroził śmiercią mnie i mamie, lecz gdy zapukał do moich drzwi, jego uśmiech nagle zniknął

— Co?

— Czas dla swojej babci.

Podał mi dokumenty funduszu.

— A teraz spróbujmy kupić go także dla innych.

W klinice Janine leżała pod białym prześcieradłem. Jedno oko miała zasłonięte, drugie zamglone, ale rozpoznała mnie po głosie.

— Przyszłaś sama? — zapytała.

— Nie.

Daniel stanął przy łóżku.

Janine długo mu się przyglądała.

— Jesteś podobny do Helen.

— A pani pamięta moją matkę?

— Pamiętam wszystko, czego przez lata próbowałam nie pamiętać.

Daniel usiadł na krześle.

— Nie wiem, czy potrafię pani wybaczyć.

— Nie proszę o wybaczenie.

— Czego pani chce?

Janine spojrzała na mnie.

— Żeby Nancy nigdy nie musiała wybierać między jedzeniem a lekarzem.

Daniel opuścił wzrok.

— Tego mogę dopilnować.

— Nie za nią — powiedziała Janine. — Za wszystkich.

Kiedy pielęgniarka przyszła po nią na salę operacyjną, Janine ścisnęła moją dłoń. W drugiej ręce trzymałam czarną kartę bez limitu, a pod nią kartkę z podpisem Helen Townsend.

Nie kupiłam za tę kartę sukienki, biżuterii ani wygodniejszego życia.

Kupiłam operację, która miała przywrócić babci wzrok.

A kiedy lekarz odsunął drzwi sali i powiedział, że zabieg się udał, Daniel spojrzał na podpis swojej matki i szepnął:

— Wreszcie widzę, komu naprawdę jestem winien życie.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Dał mi kartę bez limitu, lecz gdy zobaczył pierwszy zakup, jego twarz nagle straciła cały kolor
CZĘŚĆ 4 — Trzech bogatych klientów odmówiło mi zapłaty, a gdy wspomniałam o właścicielu restauracji, ich uśmiech nagle zniknął