CZĘŚĆ 4
…tylko tego, kto miał zostać uznany za zabójcę Eleny.
Luca zatrzymał się przy wejściu do korytarza.
— Zostajesz tutaj — powiedział.
— Nie.
— Clara, Victor chce mnie sprowokować.
— A mnie chce zabić od trzech dni. Jesteśmy kwita.
Ramires podniósł latarkę.
— Znam drugie wejście. Prowadzi do pomieszczenia za chłodnią.
— Idziemy razem — oznajmiłam.
Luca spojrzał na kopertę z imieniem Mii. Papier był wilgotny, a na rogu widniała brązowa plama. Nie była krwią. Pachniała cynamonem.
Rozpoznałam ten zapach.
Elena używała go w swoich bułeczkach.
— Ona chciała, żebyśmy znaleźli tę kopertę — powiedziałam.
— Mia mogła ją zostawić.
— Nie. Na odwrocie jest mąka.
Luca zmarszczył brwi.
— Skąd wiesz?
— Bo ten rodzaj mąki przykleja się do papieru jak kreda. Sprzedaję ją od jedenastu lat.
Podeszłam do koperty i obejrzałam ślady. Dwa krótkie odciski palców, potem rozmazany łuk.
— Ktoś trzymał ją w kuchni. Nie w chłodni.
Ramires spojrzał w stronę starego korytarza.
— W młynie jest mieszkanie nad magazynem.
Ruszyliśmy.
Schody skrzypiały pod ciężarem kroków. Luca szedł pierwszy, ale co kilka sekund oglądał się na mnie. W jego twarzy nie było już tej zimnej pewności, którą zobaczyłam podczas pierwszego spotkania. Był tam strach.
Nie o siebie.
Na piętrze znaleźliśmy uchylone drzwi. Z wnętrza dobiegało ciche stukanie.
— Mia? — zawołałam.
— Clara?
Rzuciłam się do środka.
Mia siedziała przy stole, a jej nadgarstki były związane plastikowym paskiem. Victor stał za nią z pistoletem przy jej skroni.
— Cofnij się — powiedział.
Luca uniósł ręce.
— Puść ją.
— Oczywiście. Zaraz po tym, jak podpiszesz dokumenty.
Na stole leżał plik papierów i długopis z pękniętą czerwoną skuwką.
Mia patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Nie podpisuj — wyszeptała.
— Miałem zamiar — odpowiedział Luca. — Tylko najpierw chcę wiedzieć, dlaczego zabiłeś Elenę.
Victor uśmiechnął się krzywo.
— Nadal potrzebujesz opowieści? Elena odkryła przelewy. Chciała odebrać ci dziewczynę i wyjechać. Wystarczyło podrobić kilka podpisów, przelać pieniądze z twojego rachunku i powiedzieć ci, że to ty ją wydałeś.
— Nie wydałem jej.
— Ale uwierzyłeś.
— Bo miałem powód.
— Miałeś poczucie winy. To znacznie wygodniejsze niż dowody.
Victor położył lufę mocniej przy głowie Mii.
— Elena przeżyła pierwsze uderzenie. To ona dała Ramiresowi klucz. Myślała, że zdąży uciec. Nie zdążyła.
Luca drgnął.
— Co jej zrobiłeś?
— To, czego wymagała sytuacja.
Mia zacisnęła powieki.
— Kłamie — powiedziała. — Mama powiedziała mi, że jeśli coś jej się stanie, mam znaleźć list w starym piecu.
Victor odwrócił na nią głowę.
— Zamknij się.
— List już nie jest w piecu — odpowiedziałam.
Victor spojrzał na mnie.
Wyjęłam kopertę i uniosłam ją wysoko.
— Elena opisała wszystko. Nazwiska, przelewy, daty. A Ramires słyszał, jak mówiła o tobie.
— Ramires? Ten tchórz?
Z dołu dobiegł odgłos kroków.
Ramires wszedł na schody i powiedział głośno:
— Nie jestem już sam.
Za nim pojawili się pracownicy trzech firm należących do rodziny DeMarco. Victor nie wiedział, że Isabella wysłała im wiadomości przed wyjazdem. Każdy z nich miał kopię kartki Eleny i wyciągów bankowych, które znalazł Ramires.
Victor cofnął się.
— Isabella nie mogła ich powiadomić.
— Mogła — odpowiedział Luca. — I zrobiła to, kiedy ty patrzyłeś na ekran mojego telefonu.
Victor spojrzał na mnie z wściekłością.
— To ty przyniosłaś tę kopertę.
— Nie. To ty zostawiłeś ją w chłodni, żebyśmy tam przyjechali. Chciałeś odciągnąć Lucę od domu Isabelli.
Mia szarpnęła związanymi rękami. Plastikowy pasek pękł, bo wcześniej poluzowała go metalową spinką do włosów.
Victor odwrócił się za późno.
Mia uderzyła go łokciem w brzuch. Luca rzucił się do przodu i wytrącił mu broń. Pistolet uderzył o podłogę, a Ramires kopnął go pod stół.
Victor upadł na kolana.
— Luca, pomyśl! Bez mnie nie utrzymasz tego wszystkiego!
— Właśnie dlatego chciałeś to przejąć — powiedział Luca. — Nie dla rodziny. Dla własnego nazwiska.
Victor roześmiał się nerwowo.
— Twój ojciec i tak uważał cię za miękkiego.
— Mój ojciec nie żyje.
— Ale zostawił ci wszystko, czego nie potrafisz unieść.
Luca podniósł broń, lecz nie wycelował. Położył ją na stole.
— Nie dam ci tego, czego ode mnie oczekujesz.
Victor chciał sięgnąć po broń, ale jeden z pracowników przycisnął mu rękę do podłogi. Kilka minut później przyjechali ludzie, którzy mieli zająć się jego zatrzymaniem i zabezpieczeniem dokumentów. Tym razem nie było w tym ani zemsty, ani rodzinnego porachunku. Były podpisy, przelewy i świadkowie, których nie dało się uciszyć jednym telefonem.
Mia podbiegła do Luki.
— Przepraszam — powiedziała.
— Za co?
— Uciekłam. Myślałam, że jeśli znajdę list, mama wróci do mnie.
Luca uklęknął przed nią.
— To ja powinienem był znaleźć go wcześniej.
— Bałam się ciebie.
Te słowa zabolały go bardziej niż wszystko, co wydarzyło się tej nocy.
— Wiem.
— Nie chciałeś jej zabić.
— Nie. Ale chciałem decydować za nią. To też ją zraniło.
Mia przytuliła go ostrożnie, jakby nie wiedziała, czy ma do tego prawo. Luca objął ją i zamknął oczy.
Isabella stanęła obok mnie.
— Elena chciała, żeby Mia trafiła do kogoś zwyczajnego — powiedziała.
— Dlatego zabrała ją do mojej piekarni?
— Nie. Elena znała cię wcześniej.
Poczułam zimno na karku.
— Co?
Isabella podała mi list.
Na końcu Elena napisała: „Clara Bennett jest jedyną osobą, która potrafi powiedzieć Luci prawdę prosto w twarz. Jeśli coś mi się stanie, zaufajcie jej”.
— Poznałam Elenę? — spytałam.
— Przychodziła do piekarni sześć miesięcy przed śmiercią — odpowiedziała Isabella. — Kupowała tartę miodową. Nigdy nie powiedziała, kim jest.
Przypomniałam sobie kobietę w granatowym płaszczu, która zawsze odkładała telefon ekranem do dołu. Zostawiała na ladzie drobne i pytała, czy gruszki są z tego samego dnia.
Mia odsunęła się od Luki.
— Chcę zobaczyć miejsce, gdzie mama jadła tę tartę.
— Oczywiście — powiedziałam.
— Ale nie chcę ochroniarzy przy stoliku.
Luca spojrzał na mnie.
— Żadnych ochroniarzy przy stoliku.
Nad ranem wróciliśmy do Miodu i Żyta. Szyba była wybita, podłoga zasypana odłamkami, a pierwsza blacha rogalików spaliła się w piecu, bo nikt nie dopilnował minutnika.
Mia stanęła przy ladzie i wyjęła z kieszeni srebrną spinkę.
— Mogę pomóc?
— Umiesz wałkować ciasto?
— Nie.
— To nauczysz się po śniadaniu.
Luca podszedł do kasy. Położył na ladzie czarną kartę, tę samą, którą zostawił przy naszej pierwszej rozmowie.
— Tym razem nie za udawanie — powiedział. — Za szybę i za wszystko, co zniszczyli.
Odsunęłam kartę.
— Najpierw kup tartę.
— Dla Mii?
— Dla Mii. I dla siebie.
Dziewczyna usiadła przy stoliku pod oknem. Przez chwilę patrzyła na pusty talerz, a potem odłamała kawałek ciasta i podała go Luce.
— Spróbuj.
— Wiem, jak smakuje.
— Nie. Mama robiła ją inaczej.
Luca wziął kęs.
Mia obserwowała jego twarz.
— I co?
Przełknął powoli.
— Twoja mama miała rację. Gruszki trzeba kroić cieniej.
Mia uśmiechnęła się przez łzy.
A ja wyjęłam z kieszeni kartkę Eleny i wsunęłam ją pod szklaną pokrywę przy kasie, obok rachunku za pierwszą tartę, którą kupiła.
Nie jako pamiątkę.
Jako dowód, że jej głos dotarł tam, gdzie miał dotrzeć.
Kiedy piekarnik wydał krótki sygnał, Mia podwinęła rękawy i zapytała:
— Clara, ile mąki wsypać?
Spojrzałam na Lucę.
— Tyle, żeby ciasto się nie poddało.
Mia chwyciła worek obiema rękami, a Luca pierwszy raz bez wahania ruszył jej pomóc.
Na jego ciemnym rękawie została biała smuga.
Tym razem nikt jej nie strzepnął.
Przegapiłeś początek?













