CZĘŚĆ 4 — Mąż nie pozwalał mi się dotykać, aż zobaczył siniaki pod bluzką — wtedy jego spokojna twarz nagle pobladła

CZĘŚĆ 4

— Mamo? — krzyknęłam. — Mamo, słyszysz mnie?

W słuchawce coś zaszurało. Potem rozległ się głos mężczyzny, spokojny i pozbawiony emocji.

— Masz dwadzieścia minut.

Połączenie zostało przerwane.

Przez sekundę nikt się nie poruszył.

Potem Daniel chwycił płaszcz.

— Zostajesz tutaj.

— To moja matka.

— Właśnie dlatego nie pojedziesz sama.

— Nie pojadę sama. Pojadę z tobą.

— Rachel, masz pęknięte żebra.

— A ty masz człowieka w swojej firmie, który przez sześć tygodni używał twojego nazwiska do niszczenia mojego życia. Nie zostanę teraz w klinice i nie będę czekać, aż ktoś zdecyduje za mnie.

Daniel spojrzał na mnie długo.

Adrian wykorzystał ten moment, żeby ruszyć w stronę korytarza.

Emma wyciągnęła nogę i podstawiła mu ją pod kolana. Upadł ciężko na podłogę, a stojak z kroplówką zachwiał się przy jego ramieniu.

— Nigdzie nie idziesz — powiedziała.

— To szaleństwo! — syknął Adrian.

— Nie — odparła Emma. — Szaleństwem było sądzić, że przez pięć lat będę spała pod lekami i niczego nie zauważę.

Daniel zatrzymał się przy drzwiach.

— Ochrona zostaje z Emmą.

— A ty? — zapytałam.

— Jadę po twoją matkę.

— W takim razie jadę z tobą.

Tym razem nie zaprotestował.

Dom mojej matki znajdował się na obrzeżach miasta, przy starej drodze prowadzącej do zatoki. Kiedy dotarliśmy na miejsce, było po dwudziestej drugiej. Światło w kuchni paliło się, ale nikt nie odpowiedział na pukanie.

Daniel wyjął klucz.

— Skąd go masz?

— Twoja matka dała mi go trzy tygodnie temu — powiedział. — Na wypadek, gdybyś musiała szybko wyjechać.

Zastygłam.

— Moja matka nigdy cię nie lubiła.

— Nie musiała mnie lubić, żeby się ciebie bać.

Weszliśmy do środka. Na stole leżała filiżanka herbaty, jeszcze ciepła. Obok niej znajdowała się mała metalowa kaseta, którą pamiętałam z dzieciństwa. Matka trzymała w niej dokumenty po ojcu.

Z tylnego pokoju dobiegł trzask.

Daniel przesunął mnie za siebie.

— Zostań tutaj.

— Nie będę się chować.

Drzwi otworzyły się i wyszedł mężczyzna w granatowej czapce. Nie trzymał broni. W dłoni miał tylko plik rachunków.

— Gdzie jest moja matka? — zapytałam.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż zostawił mnie w siódmym miesiącu ciąży, lecz gdy nieznajomy pojawił się z walizkami, jego pewność nagle zniknęła

— W łazience. Zamknąłem ją tam, żeby nie próbowała uciec.

Daniel ruszył do przodu, lecz mężczyzna uniósł rachunki.

— Jeden krok i spalisz wszystko.

— Kim jesteś? — zapytał Daniel.

— Nazywam się Tomasz Varela.

Adrian wspominał o Marku Vareli, człowieku, którego firma służyła do prania pieniędzy. Ale Tomasz nie był Markiem.

Był jego synem.

— Twój ojciec zginął, bo Daniel odebrał mu kontrakty — powiedział Tomasz. — Chciałem, żebyś poczuł, jak to jest stracić wszystko.

— Nie zabiłem twojego ojca — odparł Daniel.

— Nie musiałeś. Wysłałeś ludzi, żeby zabrali mu magazyny.

Daniel milczał chwilę.

— Miałem dwadzieścia sześć lat. Byłem wspólnikiem, nie właścicielem. Twój ojciec przewoził wadliwy sprzęt i wiedział, że może zabić pacjentów. Zatrzymałem jego transporty.

Tomasz zaśmiał się krótko.

— A potem pozwoliłeś wszystkim myśleć, że to była wojna o pieniądze.

— Bo gdybym powiedział prawdę, twoja matka i ty bylibyście następni.

Te słowa zmieniły wyraz twarzy Tomasza.

Daniel wskazał na kasetę.

— Twoja matka przechowywała dowody. Wiedziała, co robił twój ojciec. Nie chciała, żebyś poszedł tą samą drogą.

Drzwi łazienki zadrżały.

— Rachel! — zawołała moja matka. — Nie słuchaj go! Tomasz przyszedł wczoraj. Chciał tej kasety.

Tomasz odwrócił się w stronę głosu.

To wystarczyło.

Chwyciłam metalową kasetę i rzuciłam ją Danielowi. Tomasz rzucił się za nim, ale Daniel uchylił się, a plik rachunków rozsypał się po podłodze.

Nie było strzałów. Nie było bohaterskiego ciosu.

Był tylko ciężki oddech, ból w moich żebrach i dźwięk kasety przesuwającej się po drewnianych deskach.

Tomasz zobaczył jeden z dokumentów leżących pod stołem.

Na dole widniał podpis Adriana.

— On mnie wykorzystał — powiedział.

— Tak — odparł Daniel. — Obiecał ci, że odda firmę Vareli. Nigdy nie zamierzał tego zrobić.

Tomasz spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Skąd wiesz?

— Bo Adrian przelewał pieniądze na konto założone na ciebie, ale wszystkie decyzje podpisywał sam. Kiedy firma upadnie, miałeś zostać z długiem i zarzutami.

Tomasz zbladł.

Wtedy moja matka otworzyła drzwi i wybiegła do mnie. Objęła mnie ostrożnie, omijając żebra.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mój były mąż zaprosił mnie na ślub, żeby mnie upokorzyć, lecz gdy wysiadłam z samochodu, jego uśmiech nagle zniknął

— Tak bardzo chciałam ci powiedzieć — wyszeptała.

— Dlaczego nie powiedziałaś?

— Bo groził, że zabije ciebie. A potem przyszedł Daniel i powiedział, że jeśli milczenie będzie jedynym sposobem, żebyś przeżyła, mam milczeć.

Spojrzałam na Daniela.

— Wiedziałeś?

— Podejrzewałem, że ktoś obserwuje twoją rodzinę. Nie wiedziałem, że Adrian dotarł aż tutaj.

— Dlaczego mnie nie ostrzegłeś?

— Bo myślałem, że jeśli będziesz trzymała się blisko mnie, będę mógł cię ochronić.

— Nie chroniłeś mnie. Ukrywałeś przede mną prawdę.

— Wiem.

To krótkie słowo zabrzmiało ciężej niż wszystkie jego wcześniejsze wyjaśnienia.

Następnego ranka Daniel zwołał zarząd swojej firmy. Nie czekał, aż Adrian sam spróbuje się wybielić. Położył przed wszystkimi dokument z banku, kopię fałszywego pełnomocnictwa i listę przelewów.

Adrian próbował jeszcze walczyć.

— Ona zmanipulowała cię przeciwko mnie — powiedział, wskazując na mnie. — Od początku chciała przejąć wpływy.

Daniel nawet nie spojrzał na niego.

— Rachel uratowała moją siostrę, odkryła kradzież sprzętu i znalazła błąd w dokumentach, których ty nie potrafiłeś ukryć. Gdyby chciała mojej firmy, wystarczyłoby, żeby podała prawdę sześć tygodni temu.

— To nadal nie dowodzi, że zleciłem obrażenia.

Emma, siedząca przy stole z laską opartą o kolano, przesunęła w jego stronę podpisane zeznanie.

— Ja widziałam, jak przekazywałeś kopertę stylistkom.

Adrian spojrzał na kartkę, potem na nią.

— Byłaś wtedy pod wpływem leków.

— Ale nie miałam pękniętych żeber.

Po tych słowach Adrian zrozumiał, że przegrał nie dlatego, że Daniel był silniejszy. Przegrał, bo każda osoba, którą uznał za zbyt słabą, żeby mówić, właśnie zaczęła mówić.

Został odsunięty od firmy. Pieniądze z funduszu wróciły do Saint Catherine, ponieważ bank zablokował przelew na podstawie dokumentów z kasety. Sprzęt medyczny odzyskano, a oddział kardiologiczny nie został zamknięty.

Tomasz nie dostał tego, czego chciał. Nie przejął firmy Daniela, ale otrzymał dowody dotyczące działalności własnego ojca i pieniądze, które Adrian ukradł na jego nazwisko. Oddał kasetę mojej matce.

Przed wyjazdem stanął przy mnie na schodach.

— Myślałem, że nienawidzę Morettich — powiedział.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — W restauracji moja narzeczona nalegała na deser, a po jednej wiadomości na jej telefonie nagle przestała się uśmiechać

— A teraz?

Spojrzał na Daniela, który czekał przy samochodzie.

— Teraz wiem, że nienawiść też można komuś sprzedać.

Odjechał bez pożegnania.

Ja zostałam z matką jeszcze chwilę. Potem Daniel podszedł do mnie, ale nie wyciągnął ręki.

— Mogę? — zapytał.

Wiedziałam, o co pyta.

Nie o talię. Nie o żebra.

O pozwolenie, żeby być blisko.

— Możesz wziąć mnie za dłoń — odpowiedziałam.

Jego palce zamknęły się wokół moich bardzo ostrożnie.

— Nie chcę już żadnych małżeńskich umów, które mają cię chronić bez twojej zgody — powiedział.

— Nasze małżeństwo zaczęło się od umowy.

— Wiem.

— A co będzie dalej?

Daniel spojrzał na moją matkę, na metalową kasetę trzymaną przez nią pod pachą i na bandaż wystający spod mojej bluzki.

— To ty zdecydujesz.

Nie powiedziałam mu, że wszystko mu wybaczam. Nie byłam jeszcze gotowa.

Powiedziałam tylko:

— W takim razie zacznij od tego, żeby nigdy więcej nie pozwolić nikomu mówić w twoim imieniu.

Daniel skinął głową.

A kiedy później w szpitalu zdjęto mi opatrunek, doktor Wrona zapytała, czy chcę, żeby mąż został w gabinecie.

Spojrzałam na Daniela.

Tym razem to ja wyciągnęłam rękę pierwsza.

— Niech zostanie. Ale niech słucha.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Mąż nie pozwalał mi się dotykać, aż zobaczył siniaki pod bluzką — wtedy jego spokojna twarz nagle pobladła
CZĘŚĆ 4 — Mężczyzna w skórzanej kamizelce ścisnął nadgarstek kasjerki, a kiedy sięgnąłem po telefon, kierownik banku nagle pobladł