CZĘŚĆ 4
— Co możemy zrobić? — zapytałam.
Doktor Nowak nie próbowała mnie uspokajać.
— Natychmiastowa obserwacja kardiologiczna. I żadnych leków podawanych poza przygotowanym przeze mnie zestawem.
Mama siedziała na krześle w gabinecie notariusza, owinięta granatowym szalem. Jej dłoń drżała, ale głos miała pewny.
— Zabierzcie mnie do szpitala.
Jason stał przy ścianie, z twarzą napiętą jak sznur.
— Mamo, nie rób z tego przedstawienia.
— To ty zrobiłeś przedstawienie z mojego umierania.
Te słowa uderzyły go mocniej niż krzyk.
Notariusz zadzwonił po kierowcę z kliniki, a doktor Nowak zaczęła przygotowywać dokumenty. Ja uklękłam przed Tylerem. Chłopiec trzymał swój komiks tak mocno, że zagiął okładkę.
— Bałeś się, że babcia umrze?
Kiwnął głową.
— I że wujek zabierze ją gdzieś, gdzie nie będziesz mógł jej znaleźć.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
— Powiedział, że mu nie uwierzysz. Bo kiedyś powiedziałaś, że jest dobrym wujkiem.
Zamknęłam oczy. W pamięci zobaczyłam każdą chwilę, kiedy prosiłam Jasona, żeby został z mamą. Każdą filiżankę herbaty, którą przynosił. Każdy raz, kiedy Tyler milczał przy stole.
— Wierzę ci — powiedziałam.
Dopiero wtedy chłopiec się rozpłakał.
Jason ruszył za nami na korytarz.
— Marta, możemy porozmawiać bez tej całej publiczności.
— Nie.
— Nie rozumiesz, w jakiej byłem sytuacji.
— Rozumiem, że mama miała umrzeć z podpisem na papierze.
— Nie chciałem jej zabić.
— Ale wiedziałeś, że może umrzeć.
— Potrzebowałem tylko czasu.
— Na co?
Przez chwilę patrzył na mnie, jakby szukał innej wersji prawdy.
— Miałem długi. Ludzie przychodzili do mieszkania. Grozili mi. Mama i tak nie mogła już sama mieszkać. Dom był jedyną rzeczą, która mogła mnie uratować.
— Więc postanowiłeś ją uśpić, osłabić i podsunąć jej dokument?
— Mówiłem, że nie chciałem jej zabić!
— A jednak przez trzy tygodnie obniżałeś jej ciśnienie.
Jason spojrzał na doktorkę.
— Skąd wiecie o trzech tygodniach?
W korytarzu zapadła cisza.
Doktor Nowak uniosła głowę.
— Sam to powiedziałeś.
Jason zrozumiał sekundę za późno.
Notariusz odsunął się od niego.
— Pańska wypowiedź zostanie zapisana w protokole.
— Nie możecie…
— Możemy — przerwała mu Helena. — Tym razem ja podejmuję decyzję.
Он? Need Polish only. Fix no foreign. Continue.
W szpitalu podłączono mamę do monitora. Przez całą noc siedziałam przy jej łóżku, a Tyler spał na rozkładanym fotelu z komiksem pod brodą. Co kilka minut otwierał oczy i sprawdzał, czy mama oddycha.
Rano doktor Nowak powiedziała, że najgorsze minęło. Serce Heleny było osłabione, ale zatrucie nie pozostawiło trwałych zmian.
Jason nie wrócił do domu. Musiał oddać klucze, kartę bankową i wszystkie dokumenty, które zabrał z pokoju mamy. Długi nie zniknęły. Domu również nie udało mu się sprzedać. Pani Róża przekazała notariuszowi jeszcze jedną rzecz: kopertę, którą Helena zostawiła u niej przed operacją.
W środku znajdowała się krótka instrukcja.
Jeśli Jason spróbuje przejąć dom, Marta ma sprzedać mały domek letniskowy nad jeziorem i spłacić jego najpilniejszy dług, ale pod warunkiem, że Jason podejmie leczenie i przez rok nie zbliży się do finansów matki.
— Chcesz mu pomóc? — zapytałam z niedowierzaniem.
Mama odwróciła wzrok.
— Nie dlatego, że na to zasłużył. Dlatego, że nie chcę, żeby strach zrobił z niego człowieka, którego już nie da się uratować.
— A jeśli znowu cię skrzywdzi?
— Wtedy nie dostanie ode mnie ani jednej szansy więcej.
Warunek był prosty: Jason musiał sam zgłosić się do ośrodka leczenia uzależnień, podpisać zrzeczenie się wszelkich praw do domu i przyznać przed rodziną, co zrobił. Nie w rozmowie ze mną. Przy mamie i Tylerze.
Spotkaliśmy się tydzień później w małej sali parafialnej, przy stole pachnącym woskiem i kawą. Jason wyglądał na starszego niż wcześniej. Przed nim leżały dokumenty.
— Nie umiem prosić o wybaczenie — powiedział.
Helena siedziała prosto, z dłonią opartą na lasce.
— Nie proś.
— Co mam zrobić?
— Podpisz. Potem idź tam, gdzie ci każą. I przez rok nie przychodź do mnie po pieniądze, dopóki lekarze nie uznają, że jesteś bezpieczny.
Jason chwycił długopis.
— A jeśli nie wytrzymam?
— Wtedy powiesz prawdę, zanim zrobisz coś gorszego.
Podpisał zrzeczenie. Potem podał dokument mnie.
Tyler siedział obok pani Róży i milczał. Kiedy Jason wstał, wyjął z kieszeni mały przedmiot: pękniętą porcelanową łyżeczkę z wygrawerowaną jaskółką.
— Znalazłem ją w torbie — powiedział. — Nie wiem, po co ją zabrałem.
Mama wyciągnęła rękę, lecz zatrzymała ją w połowie.
— Daj ją Tylerowi.
Brat spojrzał na chłopca.
— Przepraszam, że kazałem ci pilnować dorosłych.
Tyler nie odpowiedział. Wziął łyżeczkę i położył ją na stole przed babcią.
— Ona już nie będzie służyć do lekarstw.
Helena dotknęła pękniętej rączki.
— Nie. Od dziś będę nią mieszać herbatę, kiedy ktoś naprawdę będzie chciał ze mną porozmawiać.
Jason wyszedł z sali pod opieką pracownika ośrodka. Nie patrzyłam za nim. Patrzyłam na Tylera, który przy łóżku mamy w szpitalu przestał czuwać jak wartownik i zaczął czytać jej komiks na głos.
Kiedy doszedł do obrazka, na którym bohater zatrzymywał złodzieja przed skarbcem, Helena uśmiechnęła się blado.
— Czy ten mały strażnik też kiedyś odpoczywa? — zapytała.
Tyler zamknął komiks.
— Tylko jeśli babcia obieca, że nie wypije herbaty sama.
Mama podała mu porcelanową łyżeczkę z jaskółką.
— Obiecuję. Ale ty wybierasz, ile cukru.
Tyler wsypał jedną łyżeczkę, zamieszał i powiedział:
— Tyle, żeby było słodko, ale żeby nikt nie zasnął.
Przegapiłeś początek?













