Zabrali mnie do magazynu pobitą, a kiedy spojrzałam na twarz Wiktora Hejla, jego ręka nagle znieruchomiała

Kiedy Wiktor Hejl zobaczył krew na mojej twarzy, kazał zamknąć wszystkie drzwi magazynu i spojrzał na swoich ludzi tak, jakby przestali być ludźmi.

Była druga piętnaście w nocy. Wiedziałam to, bo czerwone cyfry zegara nad bramą migały mi przed oczami, gdy dwóch mężczyzn wciągało mnie po betonowej posadzce. Jeden trzymał mnie za ramię, drugi za kark. Każdy krok rozcinał ból pod żebrami.

— Puśćcie mnie — wyszeptałam.

— Zamknij się, dziewczyno — warknął ten za mną.

W kieszeni mojego żółtego swetra zaciskałam palce na mosiężnym naparstku po matce. Był mały, porysowany i ciepły od mojej dłoni. Matka zawsze mówiła, że podczas renowacji obrazów trzeba trzymać się czegoś, co nie pęka. Tej nocy naparstek był jedyną rzeczą, która przypominała mi, że jeszcze istnieję.

Wepchnęli mnie do biura na końcu hali. Zapach rdzy, wilgotnej ziemi i cygar uderzył mnie w gardło. Za ciężkim biurkiem siedział mężczyzna, o którym przez całe życie słyszałam tylko szeptane ostrzeżenia.

Wiktor Hejl.

Nie wyglądał jak potwór. Miał idealnie zapiętą marynarkę, ciemne oczy i twarz człowieka, który od dawna nie pozwalał sobie na sen. W ręku trzymał szklankę bursztynowego alkoholu. Kiedy mnie zobaczył, odstawił ją tak ostrożnie, jakby nagle bał się, że szkło może się rozbić.

Jeden z ludzi puścił moje ramię. Upadłam na kolana.

— Przynieśliśmy ją, szefie — powiedział wielki mężczyzna o imieniu Layon. — Uciekała przez stację. Musieliśmy ją uspokoić.

Wiktor nie odpowiedział. Patrzył na moje spuchnięte oko, rozciętą wargę i ślad dłoni na szczęce. Czułam, jak krew spływa mi po brodzie. Próbowałam podnieść głowę, lecz świat wirował.

— Gdzie jest pamięć? — zapytał w końcu.

— Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

— Twój brat miał coś, czego bardzo potrzebuję.

Na słowo „brat” ból w piersi okazał się silniejszy niż ten pod żebrami. Artur nie żył od dwóch tygodni. Zginął w Miami, a policja nazwała to porachunkami. Ja znałam go lepiej. Artur bał się przez ostatnie dni. Chował telefon pod materacem i trzy razy zmieniał zamki.

— Artur niczego mi nie zostawił — powiedziałam.

Layon roześmiał się i przykucnął obok mnie.

— Może trzeba ci przypomnieć, jak bardzo jesteś podobna do brata.

Wiktor wstał.

Nie podniósł głosu. Nie musiał.

— Odsuń się od niej.

— Szefie, ona kłamie.

— Powiedziałem: odsuń się.

Layon cofnął się, ale jego uśmiech nie zniknął. Wiktor podszedł do mnie i uklęknął. Z bliska zobaczyłam cienką bliznę przy jego skroni. Jego spojrzenie było chłodne, lecz pod tym chłodem drżało coś, czego nie rozumiałam.

— Sadi, nie chcę cię skrzywdzić — powiedział.

— Już to zrobiłeś.

Na sekundę zamilkł.

Potem odwrócił głowę w stronę Layona.

— Kto ją dotknął pierwszy?

W hali ucichł generator. Usłyszałam tylko własny oddech i cichy metaliczny brzęk naparstka w kieszeni.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Zwolnił mnie i oddał moje stanowisko przyjaciółce, lecz po jednym telefonie jego uśmiech nagle zniknął

Layon zrobił krok do tyłu.

— Szefie, to nie jest ważne.

Wiktor wyciągnął rękę w stronę czarnej teczki leżącej na biurku. Jego palce dotknęły zapięcia, a ja zrozumiałam, że za chwilę zobaczę coś, przez co całe moje życie rozpadnie się jeszcze bardziej…

CZĘŚĆ 2

Jego palce zatrzymały się na metalowym zapięciu, lecz teczka nie została otwarta. Zamiast tego Wiktor spojrzał na mnie, jakby właśnie podjął decyzję, której sam się bał.

— Zadzwoń po lekarza — powiedział.

Layon mrugnął.

— Po lekarza? Ona ma tylko kilka siniaków.

— Masz problem ze słuchem?

— Szefie, potrzebujemy pamięci.

— Najpierw potrzebujemy, żeby przeżyła.

Wiktor wyjął telefon i wydał kilka krótkich poleceń. Nie odrywał ode mnie wzroku. Leżałam na zimnej podłodze, czując pod policzkiem ziarenka piasku. Każdy oddech wbijał mi nóż między żebra, ale większy ból przynosiła świadomość, że mój brat rzeczywiście coś ukrył.

O szóstej rano przeniesiono mnie do małego pokoju nad magazynem. Ściany były białe, okno zakratowane, a pod łóżkiem stała metalowa miska z wodą. Lekarz o imieniu Marek obejrzał moje rany i założył mi cztery szwy nad wargą.

— Masz pęknięte żebro — powiedział.

— Czy mogę odejść?

Marek spojrzał na stojącego przy drzwiach Wiktora.

— To nie ja decyduję.

— W takim razie proszę mu powiedzieć, że odmówiłam leczenia.

— Jeśli umrzesz, będzie to bardzo niepraktyczne — odezwał się Wiktor.

— Nie jestem rachunkiem do uporządkowania.

Po raz pierwszy zobaczyłam, że jego twarz traci tę nieruchomą maskę. Nie odpowiedział. Zamiast tego położył na stoliku kubek herbaty i wyszedł.

Dwie godziny później usłyszałam krzyk z korytarza. Wstałam, choć ból niemal zwalił mnie z nóg. Przyłożyłam ucho do drzwi.

— Mówiłem, żeby jej nie ruszać! — ryknął Wiktor.

— Przecież nie wiedziałem, że jest dla ciebie taka ważna — odpowiedział Layon.

— Nie jest ważna. Jest świadkiem.

— A co z pamięcią?

Zapadła cisza.

— Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do tego pokoju, będziesz potrzebował więcej niż lekarza — powiedział Wiktor.

Później wszedł do mnie sam. Zdjął marynarkę i zawiesił ją na oparciu krzesła. Pod mankietem koszuli zobaczyłam starą bliznę biegnącą przez nadgarstek.

— Twój brat ukradł dane z mojej firmy — powiedział.

— Twój człowiek zabił go?

— Nie wiem.

— Ale wiesz, kto mógł to zrobić.

Jego szczęka stwardniała.

— Artur pracował jako księgowy. Miał dostęp do rachunków, przelewów i nazwisk. Dwa tygodnie temu zniknęła zaszyfrowana pamięć. Wczoraj ktoś próbował włamać się do mojego biura, używając kodu, który znał tylko Artur.

— Myślisz, że mam ją ja?

— Wiem, że ją masz.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Wigilia mojego zaręczynowego przyjęcia przerwała samotna dziewczynka pod schodami, a gdy podała mi fotografię, moja matka nagle zbladła

Poczułam chłód pod bandażem na policzku. Sięgnęłam do kieszeni swetra, lecz naparstek nadal tam był. Pamięć jednak nie. Przed porwaniem wsunęłam ją do wnętrza obrazu, który odnawiałam w pracowni. Nikt nie powinien o tym wiedzieć.

— Jeśli ją oddam, wypuścisz mnie?

— Tak.

— A potem każesz mnie zabić?

Wiktor spojrzał na mnie długo.

— Gdybym chciał cię zabić, nie sprowadzałbym lekarza.

O siedemnastej zaprowadzono mnie do pracowni w centrum miasta. Wiktor szedł obok mnie, a za nami dwóch ludzi. Pracownia pachniała terpentyną, kurzem i starym drewnem. Obraz wisiał na ścianie, dokładnie tam, gdzie go zostawiłam.

Rozcięłam płótno od tyłu i wyjęłam czarną pamięć owiniętą w pergamin.

Layon, który czekał przy oknie, wyciągnął broń.

— Daj ją mnie, Wiktorze.

Wiktor odsunął mnie za siebie.

— Nie.

— Wiesz, co jest na tych plikach?

— Wiem, że od tej chwili nie ufam już nikomu.

Layon nacisnął przycisk telefonu. Na ekranie pojawiło się jedno zdanie: „Jeśli pamięć nie wróci przed północą, dziewczyna zginie”.

Wiktor przeczytał wiadomość, a potem spojrzał na mnie. Tym razem jego twarz nie była zimna. Była przerażona.

— Sadi — powiedział cicho — ile osób wiedziało, że Artur dał ci tę pamięć?…

CZĘŚĆ 3

— Tylko on — odpowiedziałam. — I człowiek, który właśnie zagroził moim życiem.

Wiktor wyrwał telefon z ręki Layona. Na ekranie nadal świeciła wiadomość, lecz pod nią pojawił się drugi numer. Nieznany. Zaczynał się od cyfr, które rozpoznałam z telefonu Artura.

— Otwórz pliki — powiedział Wiktor.

— Nie.

— Jeśli tego nie zrobimy, ktoś przyjdzie po ciebie.

— Już po mnie przyszedł.

— Sadi, proszę.

To jedno słowo zabrzmiało tak obco w jego ustach, że odwróciłam wzrok. Przenośny komputer leżał na stole z plamami po farbie. Wsunęłam pamięć do gniazda. Pierwszy folder był pusty. Drugi wymagał hasła.

Artur nauczył mnie kiedyś, że obrazy mają drugą warstwę. Hasłem była nazwa obrazu, który odnawiałam tamtej nocy.

Drzwi pracowni otworzyły się gwałtownie. Weszła kobieta w granatowym płaszczu, z identyfikatorem prokuratury przy szyi.

— Nazywam się Helena Rudzka — powiedziała. — Mam nakaz zabezpieczenia urządzenia.

Layon uniósł broń.

Wiktor stanął przed nim.

— Opuść ją.

— Szefie, nie możesz jej słuchać.

— Powiedziałem: opuść broń.

Helena podeszła do stołu. Włączyła nagranie znalezione w pamięci. Najpierw usłyszeliśmy szum wentylatora, potem głos Artura.

„Jeżeli Sadi tego słucha, oznacza to, że nie zdążyłem jej ochronić. Wiktorze, twój ojciec nie odszedł z interesu. Nadal kieruje wszystkim przez ludzi, których uważasz za swoich.”

Wiktor zbladł.

Nagranie trwało dalej.

„Przelewy prowadzą do fundacji prowadzonej przez Antoniego Hejla. Pieniądze finansowały zabójstwa, przekupione zeznania i transport broni. Wiktor, twoja matka nie zginęła przypadkiem. Twój ojciec kazał ją uciszyć, kiedy chciała odejść. Layon był wtedy w domu.”

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mój były mąż zaprosił mnie na ślub, żeby mnie upokorzyć, lecz gdy wysiadłam z samochodu, jego uśmiech nagle zniknął

Layon cofnął się o krok.

— To kłamstwo — wyszeptał.

Wiktor patrzył na niego, jakby pierwszy raz widział jego twarz.

— Byłeś tam? — zapytał.

— Nie pamiętam.

— Odpowiedz.

— Twój ojciec kazał nam pilnować kuchni. Nie wiedziałem, że ją zabije.

Wiktor zacisnął dłonie. Z jego knykci zeszła skóra, gdy uderzył w stół.

— A Artur?

Helena przewinęła plik. Pojawiło się nagranie z kamery. Widać było parking w Miami. Artur wychodził z samochodu, a za nim szedł mężczyzna w płaszczu. Na jego ręce połyskiwał charakterystyczny srebrny sygnet.

Wiktor spojrzał na własną dłoń. Nie nosił sygnetu. Widziałam jednak, że rozpoznał znak.

— To mój ojciec — powiedział.

Nikt się nie odezwał.

— Antoni Hejl żyje? — zapytałam.

— Miał umrzeć sześć lat temu — odpowiedział Wiktor.

Helena zamknęła komputer.

— Nie umarł. Od trzech miesięcy kupuje ludzi w prokuraturze, policji i sądzie. A dziś rano wydał polecenie, by zabić panią Bennett, zanim pamięć trafi do nas.

Telefon Wiktora zadzwonił. Na ekranie pojawiło się nazwisko: ojciec.

Wiktor odebrał.

— Synu — powiedział starszy męski głos. — Widziałem nagranie. Przykro mi, że musisz dowiedzieć się o wszystkim w taki sposób.

— Gdzie jesteś?

— Tam, gdzie zawsze powinieneś był mnie szukać. W domu twojej matki.

Wiktor odsunął telefon od ucha. Na drugim końcu usłyszeliśmy jeszcze jedno zdanie.

— Przywieź mi dziewczynę, a może pozwolę ci przeżyć tę noc…

Wiktor spojrzał na mnie, a potem na Helenę. Na stole, obok pamięci i pędzli, leżał mój mosiężny naparstek. Antoni wiedział, że jestem najważniejszym dowodem. A my mieliśmy zaledwie kilka godzin, zanim jego ludzie zamkną miasto…

OSTATNIA CZĘŚĆ

Wiktor usłyszał własne słowa i nagle zamilkł…

Myślałam, że prawda zakończy tę historię. Nie wiedziałam, że dopiero wtedy każdy z nas będzie musiał ponieść jej ciężar.

Wtedy Wiktor odtworzył nagranie po raz ostatni.
„Już zeznałem.”
Po drugiej stronie stołu jego ojciec pierwszy raz stracił pewność siebie.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
Zabrali mnie do magazynu pobitą, a kiedy spojrzałam na twarz Wiktora Hejla, jego ręka nagle znieruchomiała
CZĘŚĆ 4 — Przyjechałem zakończyć małżeństwo, lecz krzyk z górnej sypialni sprawił, że moja żona nagle pobladła