CZĘŚĆ 4
Helena nie zdążyła powiedzieć więcej.
Połączenie zostało przerwane.
Przez chwilę w sali słychać było wyłącznie ciche buczenie projektora. Na ekranie nadal zatrzymany był kadr z nagrania: David pochylony nad moim kubkiem, z twarzą spokojną jak u człowieka przygotowującego śniadanie.
Michael natychmiast wyjął telefon.
— Zamykamy klinikę i zabezpieczamy wszystkie wejścia.
— Ona uciekła z miasta — powiedział David. — Nie znajdziecie jej.
— Właśnie dlatego ją znajdziemy — odparł detektyw.
David próbował wyrwać rękę z kajdanek.
— Samuel, zadzwoń do mojego adwokata.
— Już dzwoniłem — odpowiedział Samuel.
— I co powiedział?
— Że od tej chwili nie jest twoim adwokatem.
David patrzył na niego, jakby ta wiadomość zabolała bardziej niż kajdanki.
Jessica stała przy ścianie. Tusz spływał jej po policzku cienką czarną smugą.
— Powiedz mi, że to nieprawda — wyszeptała.
David odwrócił się do niej.
— Jessica, musisz mi zaufać.
— Już to zrobiłam.
— Wszystko wyjaśnię.
— Nie. Ty wszystko zaplanowałeś.
Michael wyprowadził go z sali. Przy drzwiach David zatrzymał się i spojrzał na mnie.
— Bez mnie nie dasz sobie rady.
Byłam tak słaba, że podniesienie głowy wymagało wysiłku.
— Z tobą prawie umarłam.
Jego twarz stężała.
— To jeszcze nie koniec.
— Dla ciebie właśnie się kończy.
Kiedy zniknął na korytarzu, Samuel podszedł do mnie i przykucnął przy wózku.
— Musimy znaleźć tę pielęgniarkę, zanim zniszczy dowód.
— Co zniknęło?
— Oryginalny rejestr leków. Bez niego obrona będzie twierdzić, że dawki zostały podmienione po fakcie.
— Jak się nazywa?
— Nora Zielińska.
Pamiętałam ją. Miała krótkie rude włosy i zwyczaj składania serwetek w małe trójkąty. Zawsze przynosiła mi herbatę o dwudziestej pierwszej. Zawsze mówiła, że nie powinnam pić jej bez miodu.
Michael wrócił po kilku minutach.
— Mamy jej samochód na dworcu. Nie ma jej w środku.
— Dokąd mogła pojechać? — zapytałam.
Samuel otworzył kopię dokumentów.
— Nora wynajmowała pokój nad warsztatem w miasteczku przy granicy. Ale ktoś wypłacił z jej konta trzydzieści tysięcy złotych godzinę temu.
Jessica nagle uniosła głowę.
— Wiem, gdzie jest.
Michael spojrzał na nią ostro.
— Skąd?
— David zabierał mnie tam raz. Stary dom nad jeziorem. Mówił, że należy do jego rodziny.
Pojechaliśmy tam jeszcze tego samego wieczoru. Deszcz bił w szyby samochodu, a ja siedziałam na tylnym siedzeniu z kroplówką przypiętą do metalowego stojaka. Każdy zakręt powodował ból, ale nie chciałam zostać w klinice.
Dom stał na końcu leśnej drogi. W jednym oknie paliło się światło.
Michael wysiadł pierwszy.
— Zostańcie tutaj.
— Nie — powiedziałam. — To moja sprawa.
Samuel spojrzał na mnie z troską.
— Mario, ledwo stoisz.
— Ale stoję.
Weszliśmy do środka. Nora siedziała przy kuchennym stole, ściskając skórzaną teczkę. Kiedy nas zobaczyła, zaczęła płakać.
— Nie chciałam tego robić — powiedziała.
— A jednak robiłaś — odparł Michael.
— David zagroził mojemu synowi. Powiedział, że jeśli nie będę podmieniać leków, znajdzie go.
— Gdzie jest rejestr? — zapytałam.
Nora podała mi teczkę.
— Tutaj. Oraz nagranie z kamery przy zapleczu. Widziałam, jak podawał ci truciznę. Zrobiłam kopię, zanim zniszczył zapis.
Samuel otworzył teczkę. W środku znajdowały się oryginalne karty leków, podpisy Davida i mała karta pamięci owinięta folią.
To wystarczyło.
Proces trwał siedem miesięcy.
David próbował wszystkiego. Twierdził, że byłam niestabilna psychicznie. Potem mówił, że Jessica manipulowała nim dla pieniędzy. Na końcu oskarżył doktora Borkowskiego o cały plan.
Ale nagrania nie miały uczuć.
W sali sądowej odtworzono jego własny głos. Ten sam, którym mówił do mnie, kiedy udawał czułość.
„Jeszcze tydzień. Potem dom będzie mój”.
Usłyszałam to z głośników i po raz pierwszy zrozumiałam, że człowiek, którego kochałam, naprawdę wypowiedział te słowa.
Nie w gniewie.
Nie pod wpływem alkoholu.
Spokojnie. Z wyliczeniem daty.
David siedział kilka metrów dalej. Kiedy nagranie się skończyło, zamknął oczy.
Sędzia skazała go za próbę zabójstwa, fałszowanie dokumentów i oszustwa finansowe. Doktor Borkowski dostał wyrok za udział w spisku. Nora otrzymała ochronę i zeznawała jako świadek.
Jessica nie została oskarżona. Oddała wszystkie wiadomości i wyjechała z miasta. Nigdy więcej jej nie widziałam.
Po procesie wróciłam do domu tylko raz.
Sypialnia była pusta. Zniknęło łóżko, obrazy i ciężkie zasłony, które Jessica chciała wymienić. Na parapecie leżała jedynie metalowa miarka. Ktoś zostawił ją tam podczas przeszukania.
Podniosłam ją i zacisnęłam w dłoni.
Przedmiot, którym planowali mierzyć moje okna, stał się dowodem ich pewności, że już nie żyję.
Sprzedałam dom.
Część pieniędzy przeznaczyłam na fundację, a resztę wykorzystałam, by odbudować firmę pod własnym nazwiskiem. Nie ukrywałam już majątku. Nie musiałam sprawdzać, kto kocha mnie, a kto moje konto.
Dziewięć miesięcy później mieszkałam w Gdańsku, w jasnym mieszkaniu nad małą pracownią architektoniczną. Rano piłam herbatę z miodem. W południe przeglądałam projekty szkół odpornych na powodzie. Wieczorami odwiedzała mnie Helena.
Została moją przyjaciółką.
Pewnego listopadowego dnia jej sześcioletni syn, Kuba, narysował dla mnie dom. Krzywe ściany miały zielone okna, a nad dachem wisiało ogromne żółte słońce.
— To twój nowy dom — powiedział. — Tutaj nikt nie może cię skrzywdzić.
Przytuliłam go tak mocno, że roześmiał się pod nosem.
— Masz rację.
Pierwszy śnieg spadł tydzień później. Siedziałam przy oknie, kiedy telefon wyświetlił wiadomość z więzienia.
„Mario, wiem, że nie zasługuję na odpowiedź. Chcę tylko przeprosić. Jeśli sprzedasz fundacji część domu, mogę pomóc ci odzyskać firmę. Zawsze byliśmy drużyną”.
Przeczytałam ją dwa razy.
Potem odpisałam jedno zdanie:
„Nie wrócę do życia, z którego ledwo uciekłam”.
Usunęłam wiadomość i odłożyłam telefon.
Na parapecie leżała stalowa miarka. Powiesiłam ją w pracowni obok planów nowego budynku dla kobiet uciekających przed przemocą.
Każdego dnia, gdy na nią patrzyłam, przypominałam sobie tamto popołudnie, gorzki smak herbaty i głos Davida mówiący, że jutro już mnie nie będzie.
Pomylił się.
Jutro nadeszło.
A ja nadal byłam przy oknie.
Przegapiłeś początek?













