Tego ranka książę Raven Tarn znalazł mnie klęczącą obok swojego ogromnego ogara, a jego spojrzenie sprawiło, że zamarłam z dłonią na mokrej sierści.
Była szósta trzydzieści i kamienne schody przy dziedzińcu lśniły od nocnego deszczu. Cinder stał za mną jak żelazna brama, ociekając wodą, podczas gdy ja próbowałam wyjąć z jego łapy cienki odłamek szkła. Zwierzę wielkości małego konia nawet nie drgnęło. Oparło ciężki łeb o moje ramię i cicho westchnęło.
— Odłóż rękę od psa — powiedział książę Julian.
Nie podniosłam się od razu. Palce miałam zdrętwiałe, a serce waliło mi tak mocno, że byłam pewna, iż słyszy je cały dziedziniec.
— Ma szkło w łapie, wasza wysokość.
— Cinder nie należy do ciebie.
— Wiem.
— A mimo to dotykasz go, choć wydałem wyraźny zakaz.
Za jego plecami stała pani Finch, gospodyni domu, z kluczem zawieszonym przy pasie. Jej usta wygięły się w cienką, zadowoloną linię. To ona poprzedniego dnia przypięła ogłoszenie do tablicy w izbie służby: żadnego zbliżania się do ogara, żadnego dotykania, żadnego przemawiania. Za złamanie zakazu natychmiastowa utrata posady.
Każdy w domu wiedział, że chodziło o mnie.
Cinder od trzech tygodni podążał za mną jak wielki, cichy cień. Kładł się przy kominku, kiedy sprzątałam bibliotekę, czekał pod drzwiami pralni i pojawiał się w ogrodzie, zanim zdążyłam odłożyć sekator. Bała się go cała służba. Ja nie. W jego bursztynowych oczach widziałam nie furię, lecz samotność.
Wyjęłam szkło. Na mojej dłoni pojawiła się kropla krwi.
— Teraz już go nie dotykam — powiedziałam, wstając.
Książę spojrzał najpierw na moją zakrwawioną skórę, potem na psa. Cinder nie odsunął się ode mnie.
— Jak masz na imię? — zapytał.
— Mag, panie.
— To nie jest imię.
Pani Finch zrobiła krok naprzód.
— To tylko dziewczyna do ciężkich prac, wasza wysokość. Przybyła bez rodziny i bez polecenia. Mogę ją zwolnić jeszcze dziś.
— Nie pytałem pani.
Na dziedzińcu zapadła cisza. Poczułam, jak zimno wchodzi mi pod kołnierz sukienki, ale nie spuściłam wzroku. Nie mogłam pozwolić sobie na zwolnienie. Nie teraz.
Bo Mag nie istniała naprawdę.
Nazywałam się Margaret Whitley. Dwa lata wcześniej mój ojciec, znany uczony, umarł, pozostawiając mi dom w Devon i bibliotekę pełną pierwszych wydań. Nie dostałam niczego. Kuzyn mojej matki, Silas Finch, przedstawił drugi testament, przejął majątek i wyrzucił mnie na drogę. Jego siostra, pani Finch, od lat służyła w Raven Tarn.
List od dawnego przyjaciela ojca zdradził mi, że część cennych ksiąg oraz oryginalny akt własności mogły zostać ukryte w bibliotece książęcej. Dlatego przyjęłam posadę pokojówki i czekałam na chwilę, w której będę mogła szukać.
— Wrócisz do pracy — oznajmił książę. — Ale od tej chwili nie wejdziesz do biblioteki bez mojego pozwolenia.
Pani Finch uśmiechnęła się bez cienia radości.
— Słyszałaś, Mag?
— Tak.
Książę odszedł, a Cinder ruszył za nim dopiero po chwili. Zatrzymał się jeszcze przy schodach i obejrzał przez ramię.
Tego wieczoru, tuż przed dziesiątą, znalazłam pod drzwiami swojego pokoiku mały mosiężny klucz. Był owinięty kawałkiem papieru, na którym ktoś napisał: Twój ojciec nie szukał ksiąg. Szukał dowodu.
Ledwie zdążyłam zacisnąć palce na kluczu, gdy na korytarzu rozległy się ciężkie kroki. Klamka zaczęła powoli opadać, a za drzwiami odezwał się głos pani Finch……
CZĘŚĆ 2
…— Otwórz, Mag. Książę chce z tobą porozmawiać.
Schowałam klucz w podszewce fartucha i odsunęłam zasuwę. W korytarzu paliła się tylko jedna lampa, a jej płomień drżał przy każdym przeciągu. Pani Finch stała przede mną z dwiema pokojówkami. Za nimi czekał kapitan Hargreaves, zarządca posiadłości, z twarzą tak nieruchomą, jakby wyrzeźbiono ją z wosku.
— Do biblioteki — powiedziała gospodyni.
— Książę zabronił mi tam wchodzić.
— Książę zmienił zdanie.
— Chcę usłyszeć to od niego.
Kapitan złapał mnie za ramię. Jego palce zacisnęły się na materiale sukienki.
— Nie jesteś w położeniu, żeby stawiać warunki.
Cinder pojawił się na końcu korytarza. Jego pazury stuknęły o kamienną posadzkę. Kapitan natychmiast mnie puścił.
— Zabierzcie psa — syknęła pani Finch.
Cinder zawarczał. Nie głośno. Wystarczyło.
— Nikt go nie zabierze — powiedziałam.
Pani Finch pobladła, lecz po chwili odzyskała uśmiech.
— Zobaczymy, jak długo jeszcze będziesz tu pracować.
Biblioteka znajdowała się w zachodnim skrzydle, za podwójnymi drzwiami z ciemnego dębu. O północy książę Julian wszedł do środka. Miał na sobie czarny surdut, a na lewej dłoni pierścień z herbem Raven Tarn. Cinder położył się przy kominku, ale nie spuszczał ze mnie wzroku.
— Zostaw nas — powiedział książę do kapitana.
Hargreaves spojrzał na niego z wahaniem.
— Wasza wysokość, to może być nierozsądne.
— Wyjdź.
Kiedy drzwi się zamknęły, książę podszedł do mojego stolika. Na blacie leżała książka, którą znalazłam godzinę wcześniej za rzędem atlasów. Była oprawiona w zieloną skórę, lecz jej grzbiet miał świeże zadrapanie.
— Gdzie ją znalazłaś? — zapytał.
— Tam, gdzie ktoś próbował ją ukryć.
— Otworzyłaś ją?
— Nie. Czekałam na właściwy moment.
— Kłamiesz.
— Gdybym kłamała, nie zostawiłabym jej na stole.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W kominku pękło polano. Cinder podniósł łeb.
— Kim jesteś naprawdę? — zapytał książę.
Wtedy rozległo się pukanie. Pani Finch weszła bez pozwolenia, trzymając w dłoni plik papierów.
— Oto referencje tej dziewczyny. Są fałszywe.
Książę nawet na nią nie spojrzał.
— Skąd je pani ma?
— Znalazłam je w jej pokoju.
— Znalazła pani także klucz?
Jej twarz drgnęła. Tylko raz, ale to wystarczyło.
Zrozumiałam wtedy, że wiadomość pod drzwiami nie była ostrzeżeniem od przyjaciela. Ktoś wiedział, że szukam dokumentu. Ktoś chciał, żebym znalazła klucz, a potem wszedł za mną do biblioteki.
— Pani Finch — powiedziałam powoli — mój ojciec znał pani brata.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Silas Finch przejął mój dom po śmierci ojca.
Książę spojrzał na gospodynię.
— Silas Finch?
— To przypadkowa zbieżność nazwisk.
— Nie — odpowiedziałam. — To właśnie dlatego tu jestem.
Pani Finch rzuciła papiery na stół.
— Jesteś oszustką. Przyszłaś okraść księcia i teraz próbujesz oczernić uczciwego człowieka.
Cinder wstał. Jego łańcuch, którego zwykle nie nosił, zabrzęczał przy kominku.
Książę otworzył zieloną księgę. Ze środka wypadła wąska metalowa płytka z wygrawerowanym numerem.
— To numer schowka — powiedziałam.
— W tej bibliotece nie ma schowków — odparła pani Finch.
Cinder nagle podszedł do ściany obok kominka i uderzył łapą w dolny panel boazerii. Drewno odpowiedziało głuchym dźwiękiem.
Książę odsunął dywan. Pod nim znajdował się zamek, którego wcześniej nie zauważyłam.
— Mag — powiedział cicho — jeśli naprawdę jesteś Margaret Whitley, będziesz musiała udowodnić tożsamość.
Wyjął z kieszeni mały klucz i położył go obok metalowej płytki.
— Schowek otworzy się tylko wtedy, gdy użyjemy obu.
Pani Finch rzuciła się ku drzwiom, lecz Cinder zastąpił jej drogę. Książę wsunął klucz do zamka, a ja przyłożyłam płytkę do niewidocznego wgłębienia.
Mechanizm kliknął.
Ściana drgnęła, odsłaniając wąską wnękę. W środku leżała zapieczętowana koperta, a na niej moje pełne imię i nazwisko zapisane pismem ojca. Książę wyciągnął rękę, ale zanim dotknął koperty, z korytarza dobiegł odgłos wielu kroków. Ktoś zamknął wszystkie drzwi skrzydła od zewnątrz……
CZĘŚĆ 3
…— Nikt nie wychodzi — powiedział kapitan Hargreaves zza drzwi. — Rozkaz pana Fincha.
Pani Finch osunęła się na krzesło. Cinder stanął przed nią, a książę Julian wyjął z kieszeni pistolet.
— Kapitanie, otwórz drzwi.
— Nie mogę, wasza wysokość.
— To nie była prośba.
— Pański tytuł nie ma tu znaczenia. Pan Finch przyjechał z nakazem przejęcia archiwum Raven Tarn.
Książę spojrzał na mnie. W jego oczach pojawiło się coś więcej niż podejrzliwość. Zrozumienie.
— Twój kuzyn wiedział, że przyjdziesz po ten dokument.
— Nie wiedział, że go znajdę.
— Wiedział, że istnieje.
Wyciągnął kopertę z wnęki. Woskowa pieczęć była pęknięta, lecz papier w środku pozostał suchy. Na pierwszej stronie widniało nazwisko mojego ojca oraz data sprzed dwóch lat.
— Czy mam czytać? — zapytał książę.
— Nie. Ja to zrobię.
Dłonie trzęsły mi się tak mocno, że musiałam oprzeć nadgarstek o stół. Cinder dotknął nosem mojego ramienia.
Dokument nie był testamentem. Był zeznaniem złożonym przez mojego ojca przed śmiercią. Opisał w nim, że Silas Finch sfałszował testament, przekupił notariusza i ukrył prawdziwy akt własności mojego domu w archiwum Raven Tarn. Mój ojciec odkrył także, że Silas przez lata sprzedawał książęce księgi kolekcjonerom, fałszując rachunki i obciążając winą zmarłego brata księcia, Edwarda.
Na końcu znajdował się podpis mojego ojca oraz nazwiska dwóch świadków.
— To niemożliwe — wyszeptała pani Finch.
— Pani brat zniszczył moje życie — powiedziałam. — A pani pomagała mu ukrywać dowody.
— Nie wiedziałam o żadnym testamencie.
Książę odwrócił kartkę. Pod nią znajdowała się druga, krótsza notatka.
— Edward wiedział — powiedział.
Poczułam, jak powietrze uchodzi mi z płuc.
Książę czytał dalej.
— Twój ojciec przekazał mu kopię dokumentu. Edward zamierzał ujawnić wszystko, ale zginął, zanim zdążył to zrobić.
— W wypadku? — spytałam.
Julian zbladł.
— Tak sądziłem.
Za drzwiami rozległ się krzyk kapitana. Potem huk i odgłos tłuczonego szkła.
Pani Finch wstała.
— Silas przyjechał po dokument. Jeśli go dostanie, zabije każdego, kto stanie mu na drodze.
Książę złożył papiery i schował je pod surdut.
— W takim razie nie dostanie ich.
— Musimy uciekać — powiedziałam.
— Jest tylne wyjście przez tunel pod kaplicą.
Cinder ruszył pierwszy. Książę otworzył ukryte przejście za półką, a ja chwyciłam lampę. Wąski tunel pachniał wilgocią i popiołem. Nad nami dudniły kroki ludzi Silasa.
Dotarliśmy do kaplicy tuż przed świtem. Na kamiennej posadzce czekał mężczyzna w przemoczonym płaszczu. Silas Finch wyglądał dokładnie tak, jak zapamiętałam go z dnia, gdy wyrzucił mnie z domu: elegancki, spokojny i całkowicie pewny własnej bezkarności.
— Margaret — powiedział. — Wiedziałem, że wrócisz.
Książę stanął przede mną.
— Cofnij się.
Silas uśmiechnął się.
— Wasza wysokość, pański brat nie żyje, pański majątek jest zadłużony, a ta dziewczyna jest poszukiwaną oszustką. Ten papier niczego nie zmieni.
— Nie jest papierem — odpowiedziałam. — Jest dowodem.
Silas wyciągnął rękę.
— Oddaj mi go, a pozwolę ci odejść.
— Już raz pozwoliłeś mi odejść. Myślałeś, że umrę z głodu.
— I prawie ci się udało.
Książę drgnął, lecz ja uniosłam dłoń.
— Niech powie to jeszcze raz.
Silas roześmiał się.
— Myślisz, że ktoś ci uwierzy?
Wtedy zza ołtarza wyszedł stary adwokat księcia, pan Bell, trzymając małe urządzenie do nagrywania głosu. Jego twarz była blada, ale pewna.
— Wystarczająco wielu ludzi usłyszy — powiedział.
Silas przestał się uśmiechać.
Za oknem rozległ się odległy dźwięk dzwonu. Pan Bell spojrzał na drugą kartkę dokumentu i nagle zamilkł.
— Wasza wysokość — powiedział po chwili — tu jest jeszcze jedno nazwisko. Nazwisko człowieka, który pomógł zorganizować śmierć Edwarda.
Książę wyrwał mu kartkę. Spojrzał na nią raz.
Potem drugi.
Jego twarz stała się zupełnie szara, a Cinder zaczął warczeć na kogoś, kto wciąż znajdował się poza kaplicą……
Książę usłyszał własne słowa i przestał walczyć…
Myślałam, że odzyskanie dokumentu zakończy moją walkę. Nie wiedziałam, że prawda odsłoni jeszcze jedną zdradę.
„Nie mogę cofnąć prawdy tylko dlatego, że komuś jest z nią niewygodnie.”
Wtedy po raz pierwszy poczułam spokój.
👇 Finał tej historii jest już otwarty.













