Zostałam czternastą narzeczoną księcia i przeżyłam pocałunek, lecz gdy poprosiłam o galerię, królowa nagle pobladła

W chwili, gdy wszyscy klękali przed księciem Adrianem, ja usłyszałam z galerii królewskiej cichy, równy stukot — jak bicie serca uwięzionego pod kamieniem.

Stałam pośrodku sali w białej sukni, z dłonią zaciśniętą na małym mosiężnym naparstku, który należał do mojej siostry Teresy. Nosiłam go przy sobie od dnia, kiedy zniknęła w pałacu. Miał wgniecenie przy krawędzi i cienką rysę pośrodku. Teresa twierdziła, że przynosi jej szczęście.

Mnie nie przyniósł go dotąd ani odrobiny.

Przez trzy lata trzynaście młodych kobiet przyjechało do zamku jako narzeczone księcia. Każda po ceremonialnym pocałunku sztywniała, bielała i w ciągu kilku godzin zamieniała się w posąg. Rodzinom wypłacano odszkodowanie. Herold ogłaszał, że klątwa znów się przebudziła.

Teresa była trzynasta.

Pracowałyśmy razem w małym zakładzie jubilerskim przy ulicy Dębowej. Potrafiła naprawić zegarek, którego nie umiał otworzyć żaden mistrz, i odtworzyć zapięcie do naszyjnika na podstawie jednego, zardzewiałego fragmentu. Kiedy pałacowi urzędnicy zaproponowali jej kilka tygodni pracy przy królewskich klejnotach, pojechała bez wahania.

Po trzech tygodniach przyszła wiadomość, że została wybrana na narzeczoną Adriana.

Potem nikt już jej nie widział.

— Nie powinnaś tu być — powiedział Adrian przed ceremonią, kilka minut po piątej rano.

Staliśmy w bocznej kaplicy. W powietrzu unosił się zapach wosku, a za jego plecami płonęło siedem wysokich świec.

— Wiem — odpowiedziałam. — Dlatego właśnie jestem.

Spojrzał na mnie zmęczonymi oczami.

— Możesz odmówić. Powiem, że źle się poczułaś.

— A potem zabiorą mnie do galerii jako kolejną ofiarę?

Jego palce zacisnęły się na srebrnym krzyżyku wiszącym pod kołnierzem.

— Nie wiem, jak cię ochronić.

— Zacznij od prawdy.

Nie odpowiedział. To milczenie powiedziało mi więcej niż wszystkie plotki.

Przed wejściem do sali dwie służące założyły mi ceremonialny naszyjnik. W jego środku tkwił duży niebieski szafir. Wczoraj wieczorem oglądałam go pod lupą, udając, że podziwiam kunszt królewskich złotników. W kamieniu znajdował się mikroskopijny kanał, niewidoczny bez powiększenia. Prowadził od tylnej oprawy do samego środka.

W naszym zakładzie nie widziałam nigdy podobnego szlifu.

Dlatego wymieniłam kamień na kawałek niebieskiego szkła, który oszlifowałam przez całą noc. Pasował idealnie.

Jeśli się myliłam, właśnie oszukałam koronę.

Jeśli miałam rację, być może właśnie uratowałam życie.

Królowa Izolda siedziała na tronie pod baldachimem. Jej suknia szeleściła przy każdym ruchu, ale twarz pozostawała nieruchoma.

— Podejdź, Leno — rozkazała.

Adrian stanął naprzeciwko mnie.

— Ostatnia szansa — wyszeptał.

— Dla kogo?

Jego usta drgnęły, lecz nie zdążył odpowiedzieć.

Pocałował mnie.

Czekałam.

Pięć sekund. Dziesięć. Trzydzieści.

Nic się nie stało.

Ktoś za mną wciągnął powietrze. Kapłan upuścił kadzielnicę, a królowa gwałtownie wstała.

— Klątwa minęła — powiedziała, ale jej głos nie zabrzmiał jak głos kobiety, która właśnie zobaczyła cud.

Adrian patrzył na mnie z przerażeniem.

— Żyjesz — powiedział.

— Tego właśnie się obawiałam.

Jeszcze tej samej nocy poprosiłam o wejście do galerii. Adrian zaprowadził mnie tam przez korytarz pachnący wilgocią. Trzynaście białych figur stało pod ścianami, z rękami ułożonymi tak, jakby każda kobieta zasnęła w połowie modlitwy.

Rozpoznałam Teresę po włosach i małej bliźnie na palcu.

— Znalazłam cię — szepnęłam.

Adrian chwycił mnie za ramię.

— Co powiedziałaś?

Przyłożyłam ucho do kamiennego przedramienia siostry.

Tum.

Tum.

Tum.

— To nie jest kamień — powiedziałam.

Twarz księcia straciła kolor. Dotknął kolejnej figury. Potem następnej. Pod każdą nieruchomą powłoką wyczuwał słaby, regularny puls.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — W dniu szkolnej blokady mąż nie odebrał telefonu od naszego syna, ale pojechał po inną dziewczynkę — nauczycielka pobladła

Trzynaście kobiet wciąż żyło.

Wtedy za naszymi plecami przekręcił się klucz. Drzwi galerii otworzyły się, a do środka wszedł królewski lekarz z czarną skórzaną teczką. Wyjął z niej dokument, położył go na stole i powoli sięgnął do zapięcia……

CZĘŚĆ 2

…i właśnie wtedy Adrian rzucił się ku stołowi, lecz lekarz wyciągnął rękę.

— Ani kroku, wasza wysokość.

Za plecami lekarza stanęło dwóch strażników. Ich metalowe napierśniki odbijały światło lamp, a na kamiennej posadzce drżały cienie. Adrian zatrzymał się, jakby ktoś przywiązał go do miejsca.

— Doktorze Malec, co pan tu robi? — zapytał.

— To samo, co przez ostatnie trzy lata. Pilnuję, żeby nikt nie otworzył ust, których nie powinien otwierać.

Poczułam zimno pod kołnierzem sukni. Naparstek Teresy wbił mi się w dłoń tak mocno, że poczułam krew.

— Pańska matka wie, że tu jesteś? — spytałam.

Lekarz uśmiechnął się bez radości.

— Królowa wie wszystko.

Adrian stanął przede mną.

— Odsuń się od niej.

— Nie jest pan w pozycji, by wydawać rozkazy.

— Jestem księciem.

— A one? — Malec wskazał na trzynaście białych postaci. — Dla nich też był pan księciem, kiedy po raz ostatni prosiły o pomoc?

Adrian pobladł.

Przypomniałam sobie jego słowa z kaplicy. Nie wiem, jak cię ochronić. Przez lata mógł być tchórzem, zakładnikiem albo wspólnikiem. Nie wiedziałam jeszcze, które z tych określeń boli najbardziej.

Podszedł do Teresy i położył dłoń na jej nieruchomym ramieniu.

— Powiedziałaś, że wszystkie żyją — szepnął.

— Puls jest słaby, ale wyraźny.

— W takim razie musimy je wynieść.

— Nie przez główne drzwi — powiedział Malec. — Królowa zamknęła pałac godzinę temu.

— Dlaczego? — spytałam.

Lekarz spojrzał na mój naszyjnik.

— Bo odkryła, że twoja narzeczeńska ozdoba nie zadziałała.

— Co miała zrobić?

Malec milczał.

Adrian uderzył pięścią w stół. Dokument podskoczył, a metalowe zapięcie zabrzęczało.

— Odpowiedz jej!

Lekarz otworzył teczkę. W środku znajdowała się wąska szklana fiolka, kartka pokryta drobnym pismem i fotografia trzynastu kobiet stojących przed ceremonią. Wszystkie były żywe. Wszystkie patrzyły prosto w obiektyw. W rogu zdjęcia widniała data sprzed czterech lat.

— Kamień w naszyjniku jest przewodem — powiedział Malec. — Podczas pocałunku uwalnia się środek, który paraliżuje ciało i spowalnia oddech niemal do zera. Skóra bieleje, mięśnie sztywnieją. Człowiek wygląda jak posąg, ale słyszy wszystko.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Teresa słyszała nasze rozmowy?

— Jeśli zachowała przytomność, tak.

Adrian odwrócił się do mnie.

— Nie wiedziałem o środku. Przysięgam.

— Ale wiedziałeś, że kobiety nie umierają od razu.

— Wiedziałem tylko, że czasem poruszają palcami. Matka mówiła, że to skurcze po śmierci.

— I nigdy nie sprawdziłeś?

Jego usta rozchyliły się bez słowa.

W tej chwili z korytarza dobiegł odgłos dzwonu. Raz. Drugi. Trzeci.

Malec zamknął teczkę.

— Królowa zaczęła drugi etap ceremonii.

— Jakiej ceremonii? — spytałam.

— O świcie ogłosi, że przeżyłaś dzięki łasce rodu. Potem podadzą ci napój wzmacniający.

Adrian spojrzał na niego.

— Co w nim będzie?

— To samo, co w kamieniu. Tylko w większej dawce.

Podeszłam do drzwi galerii. Pod nimi przesuwał się cień strażnika. Z zewnątrz dobiegł spokojny głos królowej.

— Leno, otwórz. Czas, byś poznała prawdziwe obowiązki przyszłej królowej.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Milioner zwolnił mnie przy córkach, a gdy dziewczynki pobiegły za mną, jego twarz nagle straciła cały kolor

Adrian wyszeptał:

— Jest tylne przejście. Za gobelinem.

— A ty?

— Zostaję.

— Nie. Idziesz ze mną.

Malec wskazał na ciężki gobelin. Za tkaniną rzeczywiście ukazały się wąskie schody, lecz zanim zdążyliśmy wejść, Adrian osunął się na kolano.

Na jego szyi pojawiła się cienka czerwona pręga. Ktoś strzelił przez szczelinę w drzwiach.

— Adrian!

— To tylko zadrapanie — wyszeptał.

Na posadzce obok niego leżała mała strzałka z czarnym piórem.

Malec zaklął, a ja zobaczyłam, że lekarz nie patrzy na księcia. Patrzył na mnie.

— Jeśli królowa dowie się, że wymieniłaś kamień, nie będzie chciała cię uśpić — powiedział.

— Czego będzie chciała?

— Żebyś sama przyznała się przed całym dworem, że zabiłaś trzynaście narzeczonych.

Drzwi zaczęły się otwierać. Królowa weszła do galerii bez pośpiechu, trzymając w dłoni srebrną tacę. Na niej stał jeden kielich.

— Adrianie — powiedziała łagodnie. — Wypijesz to pierwszy, żeby twoja narzeczona przestała się bać.

Książę spojrzał na kielich, potem na mnie.

A ja nagle przypomniałam sobie, gdzie widziałam ten wzór na srebrnej tacy. Nie w pałacu. W naszym zakładzie, na odwrocie starego królewskiego zegara, który Teresa naprawiała tuż przed wyjazdem.

Podbiegłam do stołu i odwróciłam fotografię. Na jej odwrocie, pod warstwą wosku, znajdował się ten sam znak oraz trzy słowa napisane ręką mojej siostry:

„Nie ufaj lekarzowi, jeśli…”…

CZĘŚĆ 3

…jeśli stoi obok królowej — przeczytałam na głos.

W galerii zapadła cisza.

Doktor Malec zamknął oczy. Adrian powoli odwrócił się w jego stronę.

— To twoje pismo? — zapytał.

— Nie wiem, co znalazłaś.

— Teresa napisała to przed ceremonią. A ty twierdziłeś, że nie wiedziałeś o środku paraliżującym.

Królowa odłożyła tacę. Kielich zadźwięczał o srebro.

— Wystarczy tej farsy — powiedziała.

— Mamo? — Adrian zrobił krok w jej stronę.

— Przez lata utrzymywałam ten kraj przy życiu. Nie pozwolę, żebyś zniszczył wszystko przez sentyment do kilku dziewcząt.

— Kilku? — Jego głos się załamał. — To trzynaście kobiet.

— Trzynaście rodzin, które przyjęły pieniądze i milczały.

— Powiedziałaś, że są martwe.

— Powiedziałam to, co musiałeś usłyszeć, żeby wykonywać swoje obowiązki.

Adrian cofnął się, jakby uderzyła go w twarz.

Malec stał nieruchomo przy drzwiach. Wtedy wyjął z teczki mały mosiężny klucz i podszedł do kamiennej podstawy pod posągiem Teresy.

— Nie rób tego — syknęła królowa.

— Już za późno.

Wsunął klucz w szczelinę. Z podłogi dobiegł zgrzyt. Podstawa rozsunęła się, odsłaniając rurkę połączoną z tylną częścią figury.

— To nią podawano im odżywczy płyn — powiedział. — Dlatego przeżyły. Królowa kazała utrzymywać je przy życiu, dopóki kolejna narzeczona nie urodzi następcy.

— Po co? — spytałam.

Malec spojrzał na mnie z ciężarem w oczach.

— Klątwa była częścią umowy zawartej przez ród królewski. Według prastarego prawa następca może objąć tron tylko wtedy, gdy czternaście kobiet złoży życie w ceremonii. Ale prawo wymaga śmierci, nie pozoru.

— Więc udawałaś, że je zabijasz — powiedział Adrian do matki.

— Przez trzynaście razy utrzymywałam rytuał w zawieszeniu. Potrzebowałam czternastej kobiety, która przeżyje pocałunek, aby zerwać umowę bez wojny domowej.

Poczułam, jak naparstek Teresy przesuwa się w mojej zakrwawionej dłoni.

— A gdybym wypiła ten napój?

— Twoje ciało przestałoby walczyć. Tak samo jak ich — odpowiedziała królowa.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Moja córka rozpłakała się podczas przyjęcia, a gdy poprosiłam męża o pomoc, jego kochanka uśmiechnęła się po raz ostatni

— I wtedy ogłosiłabyś, że klątwa została zakończona.

— Naród dostałby cud. Rodzina dostałaby tron.

Adrian pokręcił głową.

— To dlatego wybierałaś córki biednych rodzin. Wiedziałaś, że nikt nie będzie miał dość siły, żeby ci się sprzeciwić.

— Nie obrażaj mnie, synu. Ich rodziny sprzedawały córki za bezpieczeństwo.

— Ty je kupowałaś.

W tym momencie z jednej z figur dobiegł stłumiony jęk.

Teresa.

Rzuciłam się ku niej. Jej palec drgnął, a pod białą powłoką poruszyły się usta.

— Lena? — wyszeptała tak cicho, że prawie jej nie usłyszałam.

— Jestem tutaj.

— Nie pij… z kielicha…

Adrian zacisnął szczękę. Malec otworzył ukryty zawór, a z rury zaczęła sączyć się przezroczysta ciecz.

— Musimy je odłączyć — powiedział. — Teraz.

Królowa wyjęła z rękawa mały dzwonek.

— Jeśli dotkniecie choć jednej figury, strażnicy dostaną rozkaz podpalenia galerii.

Wtedy z korytarza dobiegły ciężkie kroki, ale nie należały do strażników. Drzwi otworzyły się gwałtownie i wszedł kapitan straży z sześcioma ludźmi.

— Wasza wysokość — powiedział do Adriana. — Przyprowadziłem świadków.

Za nim stali rodzice trzynastu kobiet, których królowa od lat okłamywała. Jedna z matek trzymała w dłoni list. Inna ściskała dziecięcy bucik.

Kapitan uklęknął przed Adrianem.

— Znalazłem rozkazy królowej w archiwum. Są podpisane jej ręką.

Izolda pobladła.

— Zdrada.

— Nie — odpowiedział kapitan. — Wierność przysiędze złożonej królestwu.

Malec zaczął otwierać kolejne zawory. Z galerii popłynęły suche trzaski, jakby kamień pękał od środka. Biała powłoka na twarzy Teresy zaczęła mięknąć.

Adrian chwycił moją dłoń.

— Kiedy je uwolnimy, wszystko się skończy.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo z kieszeni królowej dobiegł sygnał małego mechanizmu. Na stole zapaliła się czerwona lampka.

Malec spojrzał na nią i zamarł.

— Co to jest? — spytałam.

— Zapasowy mechanizm — powiedział.

— Jaki mechanizm?

Królowa uśmiechnęła się pierwszy raz tej nocy.

— Jeśli ja stracę koronę, umowa wybierze nowego wykonawcę.

Adrian spojrzał na mnie.

Na jego twarzy pojawiło się przerażenie.

— Leno, uciekaj. To nie królowa jest następną ofiarą.

Lampka zgasła. Gdzieś pod zamkiem rozległ się głęboki huk, a z wieży odezwał się dzwon przeznaczony wyłącznie do ogłaszania śmierci monarchy……

CZĘŚĆ FINAŁOWA

Książę usłyszał własne słowa i zrozumiał prawdę…

Myślałam, że najgorsze odkrycie czekało w galerii. Dopiero później zrozumiałam, że prawdziwa walka zaczynała się po otwarciu drzwi.

Wtedy Adrian usłyszał własny głos z metalowej skrzynki.
„Nie jestem już częścią waszej ceremonii”.
Po raz pierwszy nie próbował mnie zatrzymać.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
Zostałam czternastą narzeczoną księcia i przeżyłam pocałunek, lecz gdy poprosiłam o galerię, królowa nagle pobladła
Kiedy mój nowy pracownik znalazł mnie nieprzytomnego w gabinecie, człowiek stojący za jego plecami nagle zbladł