Krew spływała po białym marmurze hotelu Baccarat, a ja nadal trzymałam w dłoni listę dań, jakby elegancka kolacja mogła powstrzymać śmierć.
Dziesięć minut wcześniej kwartet smyczkowy grał Vivaldiego. Kelnerzy roznosili szampana, pod sufitem migotały kryształowe żyrandole, a stoły tonęły w białych różach, za które fundacja zapłaciła po sto dolarów za sztukę.
Potem rozległ się pierwszy strzał.
Krzyk przeciął salę. Ktoś przewrócił stolik. Butelka szampana roztrzaskała się o ścianę, a goście w drogich smokingach i sukniach zaczęli pełznąć pod stoły. Wcisnęłam się do wnęki dla obsługi i przycisnęłam słuchawkę do ucha.
— Wszyscy do kuchni! — krzyczałam. — Nie wychodźcie na korytarz!
Nikt mnie nie słuchał. Każdy walczył o własne życie.
Przez szparę w drewnianych drzwiach zobaczyłam czterech uzbrojonych mężczyzn leżących między różami. Nad nimi stał Mateo Viscanti.
W Nowym Jorku jego nazwisko wypowiadano ciszej niż modlitwę. Kontrolował porty, firmy transportowe i ludzi, którzy nigdy nie pojawiali się w żadnych dokumentach. Miał na sobie idealnie skrojony grafitowy smoking. Ani jedna fałda nie zdradzała, że przed chwilą zabił człowieka.
Wtedy zobaczyłam coś jeszcze.
Arthur Pendleton, jego najbliższy doradca, przesunął stopą leżący pistolet. Nie odsunął go od napastnika. Kopnął go w jego stronę.
To nie był atak na Mateo.
To był zamach od środka.
Mateo uniósł głowę. Jego jasne oczy od razu znalazły moją kryjówkę.
Cofnęłam się, ale wielka dłoń zacisnęła się na moim ramieniu. Enzo, człowiek Mateo, wyciągnął mnie z wnęki i popchnął na środek sali. Obcas zahaczył o perski dywan. Zachwiałam się, lecz nie upadłam.
— Szefie, znalazłem ją w spiżarni — powiedział Enzo.
Mateo podszedł bliżej. Pachniał dymem, drogą wodą kolońską i czymś metalicznym, czego nie chciałam rozpoznać.
— Widziałaś wszystko.
— Niczego nie widziałam.
— Kłamiesz.
— Jestem organizatorką przyjęcia. Chcę tylko wrócić do domu.
Za wysokimi oknami rozbłysły czerwone i niebieskie światła. Policja nadjechała. Arthur pojawił się obok nas, wycierając krew z policzka.
— Mateo, musimy wyjść — powiedział. — Zajmę się dziewczyną.
Spojrzał na mnie zbyt długo.
Wiedziałam wtedy, że jeśli odda mnie Arthurowi, nie doczekam rana.
— Nie — odparł Mateo.
Arthur zesztywniał.
Drzwi sali otworzyły się z hukiem. Kapitan Harris wszedł z oddziałem uzbrojonych funkcjonariuszy.
— Broń na podłogę! Nikt się nie rusza!
Mateo uniósł puste dłonie.
— Kapitanie, przybył pan za późno. Jestem gospodarzem, nie napastnikiem.
— A ja mam dość twoich przedstawień.
Harris wskazał na niego, potem na mnie.
— Oboje jedziecie na przesłuchanie.
Arthur uśmiechnął się po raz pierwszy tej nocy.
Mateo pochylił się ku mnie tak blisko, że poczułam ciepło jego oddechu.
— Jeśli chcesz przeżyć, zrobisz dokładnie to, co powiem.
— A jeśli nie?
Jego palce zacisnęły się na moim nadgarstku.
— Wtedy nie będę mógł cię ochronić.
Kapitan Harris ruszył w naszą stronę. Arthur wsunął dłoń pod marynarkę. Mateo nagle objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie, a cała sala ucichła, gdy jego usta dotknęły moich…
CZĘŚĆ 2
…Pocałunek trwał zaledwie kilka sekund, ale wystarczył, by wszyscy zrozumieli, że właśnie coś ogłosił.
Kiedy mnie puścił, nadal trzymał dłoń na mojej talii.
— Tej kobiety nikt nie dotknie — powiedział Mateo. — Jest ze mną.
— Ona jest świadkiem — warknął kapitan Harris. — Nie możesz jej sobie po prostu zabrać.
— Nie zabieram. Chronię.
— Przed kim?
Mateo spojrzał na Arthura.
To wystarczyło, by na twarzy jego doradcy pojawił się cień paniki.
— To absurd — powiedział Arthur. — Dziewczyna była w pomieszczeniu dla obsługi. Mogła źle zobaczyć.
— Mogła — odparł Mateo. — Ale ty bardzo chcesz, żebym w to uwierzył.
Poczułam, jak jego kciuk przesuwa się po moim nadgarstku. Nie był czuły. Sprawdzał mój puls.
— Puść ją — zażądał Harris.
— Oczywiście.
Mateo nie puścił.
Kapitan zrobił krok naprzód, a Enzo położył rękę na kaburze. W sali znów napięło się powietrze. Leżące między różami łuski błyszczały jak małe złote zęby.
— Proszę wszystkich odsunąć się od broni — rozkazał Harris.
Wtedy z mojej słuchawki dobiegł cichy trzask.
Przed rozpoczęciem gali technik podłączył mój zestaw do głównego systemu nagłośnienia. Każde polecenie wydane przez krótkofalówkę trafiało do urządzenia rejestrującego zapasowy dźwięk. O tym wiedziałam tylko ja i kierownik techniczny, który leżał teraz pod stołem.
A ja słyszałam w pamięci wszystko.
Głos Arthura, wypowiedziany siedem minut przed strzałami.
„Kiedy zgaśnie światło, pierwszy człowiek przy drzwiach ma paść. Resztą zajmę się ja”.
Nie wiedziałam, czy nagranie ocalało. Nie wiedziałam, czy ktokolwiek może je odzyskać. Wiedziałam tylko, że Arthur musi sądzić, iż nie mam pojęcia, co usłyszałam.
— Zabierzcie ją do radiowozu — powiedział Harris.
Mateo pochylił się do mojego ucha.
— Powiedz teraz, że jesteś moją narzeczoną.
Odwróciłam głowę.
— Zwariowałeś?
— Nie. Próbuję utrzymać cię przy życiu.
— To ty zabiłeś tych ludzi.
— Nie.
Po raz pierwszy w jego głosie pojawiło się coś ostrego.
— Ale wiem, kto ich przysłał.
Arthur usłyszał ostatnie słowa. W jego oczach pojawiło się przerażenie, którego nie zdołał ukryć.
— Mateo, nie rób scen — syknął. — Ta kobieta nic dla ciebie nie znaczy.
Mateo odwrócił się do niego.
— Właśnie dlatego tak bardzo chcesz, żeby zniknęła?
Harris podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
— Proszę ze mną, panno Sinclair.
Tym razem Mateo mnie puścił. Zrobił to powoli, jakby przekazywał mi nie wolność, lecz ostrzeżenie.
Kiedy mijałam stół techniczny, zobaczyłam małe urządzenie z pękniętą obudową. Czerwona lampka nadal migała.
Nagranie istniało.
Schyliłam się, udając, że poprawiam but. Palcami zacisnęłam się na urządzeniu i wsunęłam je do kieszeni sukienki.
Arthur ruszył za mną.
— Panno Sinclair — powiedział miękko. — Proszę oddać to, co pani znalazła.
Zamarłam.
Mateo stanął między nami.
— Odejdź od niej.
— Ona jest zagrożeniem dla nas wszystkich.
— Nie. Zagrożeniem jesteś ty.
Arthur pobladł, lecz zaraz się uśmiechnął.
— Nie masz dowodów.
Mateo spojrzał na mnie.
— Masz?
Nie odpowiedziałam.
Kapitan Harris zamknął drzwi za ostatnim funkcjonariuszem. W hotelowym korytarzu rozległy się kroki, syreny i krzyki rannych gości.
Mateo nachylił się ku mnie po raz drugi.
— Dziś w nocy jesteś ze mną.
— Nie należę do ciebie.
— Jeszcze nie rozumiesz, co zrobił Arthur.
— A ty nie rozumiesz, że nie ufam żadnemu z was.
Jego twarz stwardniała.
— W takim razie zaufaj nagraniu.
Poczułam zimno w kieszeni. Mateo musiał zauważyć wystającą krawędź urządzenia.
Wyrwał je z mojej dłoni, nacisnął przycisk i przyłożył do ucha. Przez kilka sekund słuchaliśmy trzasków, szumu i niewyraźnych głosów.
Potem z głośnika dobiegło pierwsze zdanie Arthura.
Mateo zamknął oczy.
A kiedy je otworzył, powiedział coś, po czym nawet kapitan Harris odsunął się o krok…
CZĘŚĆ 3
…— Zawołajcie technika — powiedział Mateo. — Natychmiast.
Arthur rzucił się do drzwi.
Enzo chwycił go za kark i przycisnął do marmurowej kolumny. Z kieszeni Arthura wypadł zapalniczka, kluczyki i mały nóż. Ostrze zadźwięczało na podłodze.
— Puść mnie! — wrzasnął Arthur. — Mateo, oszalałeś? To może być zmontowane!
— Nie jest — odpowiedziałam.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
— Słyszałam rozmowę na żywo. Byłam przy bocznym stole, kiedy kazałeś wyłączyć światła.
Arthur przestał się szarpać.
Kapitan Harris wziął urządzenie z ręki Mateo. Techniczka z hotelu podłączyła je do przenośnego głośnika. Dźwięk był brudny, przerywany, ale słowa wyraźne.
„Kiedy zgaśnie światło, pierwszy człowiek przy drzwiach ma paść. Mateo nie może opuścić sali. Jeśli przeżyje, zrzucimy wszystko na zamach z zewnątrz”.
Po nagraniu zapadła cisza.
Arthur patrzył na mnie, jakby chciał zadać mi ból samym wzrokiem.
— Ty mała idiotko — wyszeptał. — Nie wiesz, w co się wmieszałaś.
— Wiem, że chciałeś mnie zabić.
— Chciałem cię uciszyć.
— To nie brzmi lepiej.
Harris skinął na funkcjonariuszy.
— Arthur Pendleton, zostaje pan zatrzymany pod zarzutem organizacji zamachu, zabójstwa i spisku.
Kajdanki zapięły się na jego nadgarstkach. Twarz miał białą jak obrus, na którym kilka minut wcześniej ustawiałam kieliszki.
Mateo odwrócił się do mnie.
— Teraz rozumiesz, dlaczego musiałaś być ze mną.
— Nie. Rozumiem, dlaczego chciałeś mieć mnie na oku.
— To również.
— Nie jestem twoją własnością.
— Wiem.
Ta odpowiedź zaskoczyła mnie bardziej niż pocałunek.
Kapitan Harris spojrzał na Mateo.
— A ty? Zostajesz z nami.
— Jeśli mnie aresztujesz, stracisz jedynego człowieka, który wie, kto finansował Arthura.
Harris zacisnął szczękę.
— Nazwisko.
Mateo wyjął z kieszeni złoty zegarek. Na jego tylnej klapce widniało wygrawerowane nazwisko: Pendleton. Otworzył go, a z wnętrza wysunął cienki pasek papieru.
— Arthur nie działał sam. Płatność przyszła z funduszu Aster Foundation.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
To była fundacja, dla której organizowałam galę. Jej prezes, Helena Voss, stała kilka metrów dalej. Miała rozdartą suknię i twarz mokrą od łez.
— To niemożliwe — powiedziała.
Mateo podał papier Harrisowi.
— Numer rachunku należy do firmy, której właścicielem jest jej syn.
Helena zakryła usta dłonią.
— Mój syn zginął trzy lata temu.
— Nie zginął — odparł Mateo. — Zmienił nazwisko.
W tej samej chwili telefon kapitana zadzwonił. Harris wysłuchał wiadomości, a potem spojrzał na mnie.
— Panno Sinclair, znaleźliśmy kamerę z zaplecza. Pokazuje, że przed strzałami ktoś wszedł do pomieszczenia technicznego. To pani.
— Ja? Byłam tam tylko przez chwilę.
— Na nagraniu widać, że przekazuje pani urządzenie mężczyźnie w granatowym płaszczu.
Poczułam, że serce zatrzymuje mi się w piersi.
Nie przekazywałam nikomu urządzenia.
Mateo podszedł bliżej.
— Kto jeszcze miał dostęp do twojego systemu?
— Kierownik techniczny. I… pani Voss.
Helena cofnęła się.
— Nie dotykałam żadnego sprzętu.
Enzo spojrzał w stronę bocznego wyjścia.
— Szefie, ktoś właśnie opuścił hotel.
Harris wydał rozkaz przez radio. Po chwili usłyszeliśmy trzask drzwi na końcu korytarza.
Mateo chwycił mnie za rękę.
— Musimy iść.
— Dokąd?
— Do mojego domu.
— Nie pojadę z tobą.
— Jeśli człowiek z nagrania ma kopię, wie, że go widziałaś. Jeśli Helena jest zamieszana, policja nie ochroni cię przed kimś, kto kontroluje jej ludzi.
— A ty ochronisz?
— Nie obiecuję ochrony.
Nachylił się i wypowiedział słowa tak cicho, że usłyszałam je tylko ja.
— Obiecuję, że jeśli ktoś po ciebie przyjdzie, najpierw będzie musiał przejść przeze mnie.
Na zewnątrz zawyły syreny. Wtedy mój telefon zawibrował.
Nieznany numer.
Odebrałam.
Usłyszałam głos mężczyzny, którego nie znałam.
— Panno Sinclair, jeśli Mateo Viscanti zabierze panią do swojego domu, nigdy nie zobaczy pani poranka. A on jeszcze nie wie, co znajduje się w pani mieszkaniu…
Połączenie się urwało.
Mateo zobaczył moją twarz.
— Co powiedział?
Spojrzałam na niego i po raz pierwszy naprawdę się bałam.
— Powiedział, że coś jest w moim mieszkaniu…
Jedna wiadomość sprawiła, że wszystko wróciło…
Myślałam, że najgorsze już minęło. Nie wiedziałam, że prawdziwa cena prawdy dopiero miała zostać zapłacona.
„Nie proszę cię o powrót.”
Wtedy po raz pierwszy naprawdę mu uwierzyłam.
👇 Finał tej historii jest już otwarty













