CZĘŚĆ 4 — Przy stole nazwano mnie żoną, która nie odróżnia stopni, lecz gdy dowódca stanął przede mną, uśmiech partnera zniknął

CZĘŚĆ 4

Głos zamilkł, ale połączenie nadal trwało.

— Kogo? — zapytałam.

Usłyszałam krótki oddech.

— Twoją matkę.

Połączenie zostało przerwane.

Przez sekundę nikt się nie ruszał.

Potem Adrian wyrwał telefon z mojej dłoni i podał go pułkownikowi.

— Namierzyć numer. Natychmiast.

— Już próbuję.

Daniel stał przy stole z twarzą pozbawioną koloru.

— Twoja matka nie żyje od czterech lat.

— Wiem.

— Więc to musi być ktoś, kto wie, że nie żyje.

— Albo ktoś, kto chce, żebym tak myślała.

Victor został wyprowadzony bocznym korytarzem. Nie krzyczał już i nie protestował. Cała jego pewność siebie została na białym obrusie, obok rozlanego wina.

Celeste patrzyła na niego, jakby po raz pierwszy zobaczyła obcego człowieka.

— Victor — powiedziała cicho.

Odwrócił głowę.

— Nie teraz.

To były te same słowa, które Daniel wypowiedział do mnie kilka minut wcześniej.

Tym razem zabrzmiały jak wyrok.

Adrian odprowadził mnie do małego gabinetu przy sali bankietowej. Na biurku stała lampa z zielonym kloszem, a pod nią leżały wydruki, mapy i nośnik z nagraniem.

— Nie pojedzie pani do hangaru — powiedział.

— Pojadę.

— To pułapka.

— Oczywiście.

— Dlatego pojedziemy my.

— Powiedział, że mam przyjechać sama.

— W takim razie nie będzie wiedział, że już przegrał.

Daniel wszedł za nami.

— Jadę z nią.

— Nie — odpowiedziałam.

— Mara.

— Jeśli to jest ktoś z dawnej jednostki, będziesz dla niego przeszkodą.

— A jeśli to ktoś, kto chce cię zabić, mam zostać w hotelu?

— Nie w hotelu. W bezpiecznym miejscu.

Daniel roześmiał się krótko, bez radości.

— Przez sześć lat uważałem, że chronię ciebie, bo nie pytam. Teraz widzę, że po prostu bałem się odpowiedzi.

— To nie jest moment na wyznania.

— Może właśnie dlatego jest.

Podeszłam do okna. Deszcz spływał po szybie, rozmazując światła samochodów.

— Czy wiedziałeś o fundacji Victora?

Daniel długo milczał.

— Wiedziałem, że kancelaria obsługuje jej umowy. Nie wiedziałem o rozkazie.

— Miałeś dostęp do akt?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Przyleciałam z Berlina na urodziny przyrodniego brata, lecz po jednej rozmowie jego uśmiech nagle zniknął

— Nie do wojskowych.

— Ale mogłeś zapytać.

— Tak.

Jedno słowo. Wystarczyło.

O dwudziestej trzeciej czterdzieści dwa pod klub podjechały trzy nieoznakowane samochody. Pułkownik usiadł za kierownicą pierwszego. Adrian pojechał ze mną. Daniel został w drugim pojeździe, pod ochroną dwóch ludzi.

Nie protestowałam.

Po raz pierwszy od lat nie próbowałam ratować go przed konsekwencjami jego milczenia.

Stary hangar znajdował się na obrzeżach dawnej bazy, za ogrodzeniem porośniętym bluszczem. Wewnątrz pachniało rdzą, mokrym drewnem i olejem.

Na środku stało jedno krzesło.

Na krześle leżało zdjęcie mojej matki.

Odwróciłam je.

Z tyłu ktoś napisał: „Zawsze wracałaś po swoich”.

Adrian podniósł rękę.

Wtedy z głośników pod sufitem odezwał się męski głos.

— Pamiętasz, Mara?

— Pułkowniku Owen, wyjdź.

Adrian spojrzał na mnie.

— Znasz go?

— Był oficerem łącznikowym podczas operacji w Kandarze.

— I był tam, kiedy wydano rozkaz — dodałam.

Z ciemności wyszedł Owen Rusk. Miał siwe włosy, kulejącą nogę i pusty rękaw kurtki.

— To ja podpisałem potwierdzenie odbioru — powiedział.

— Pod przymusem?

— Za pieniądze.

— Czyje?

— Victora. Ale nie on był najważniejszy.

Adrian uniósł broń.

— Ręce tak, żebym je widział.

Owen posłuchał.

— Victor był tylko pośrednikiem. Rozkaz przyszedł od człowieka, który finansował całą fundację.

— Kto? — zapytałam.

Owen spojrzał na mnie z czymś podobnym do wstydu.

— Twój ojciec.

Zrobiło mi się zimno.

— Mój ojciec zginął w wypadku, kiedy miałam piętnaście lat.

— Tak miało wyglądać.

Owen wyjął z kieszeni mały klucz.

— Przez lata płacono za milczenie ludziom, którzy znali prawdę. Twoja matka dowiedziała się wszystkiego. Dlatego ją obserwowano.

— Moja matka chorowała.

— Była otruta powoli. Lekarz, który wystawił akt zgonu, pracował dla fundacji.

Poczułam, jak kolana uginają się pode mną. Adrian złapał mnie za ramię.

— Nie musisz tego słuchać.

— Muszę.

Owen podał klucz pułkownikowi.

— W podziemiach starego budynku jest skrytka. W niej znajduje się księga wpłat, nagrania rozmów i list twojej matki.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż upokorzył mnie przy czterdziestu siedmiu gościach, a kiedy spokojnie powiedziałam, że odchodzę, jego matka nagle zamilkła

— Dlaczego teraz?

— Bo Victor zaczął usuwać ślady. Wiedział, że sprawa wróci. A ja nie chciałem umrzeć, zanim ktoś pozna prawdę.

Z zewnątrz dobiegł trzask hamulców.

Daniel.

Odwróciłam się.

— Nie miał tu przyjeżdżać.

W drzwiach pojawił się Victor, choć chwilę wcześniej był w areszcie pod ochroną. Za nim stał mężczyzna w płaszczu, którego rozpoznałam natychmiast.

Mój ojciec.

Nie stary. Nie martwy.

Żywy.

Victor uśmiechnął się blado.

— Powinnaś była zostać przy swoim stole, Mara.

Daniel wszedł za nimi, z rękami uniesionymi do góry.

— Nie strzelajcie. Proszę.

Mężczyzna w płaszczu odwrócił się do mnie.

— Córko.

To słowo uderzyło we mnie mocniej niż każda kula.

Adrian zrobił krok naprzód.

— Elias Ellison, jest pan aresztowany.

Mój ojciec spojrzał na niego z uśmiechem.

— Nie, generale. Tym razem to wy przyszliście za późno.

Z podłogi dobiegło ciche kliknięcie.

Owen spojrzał w dół.

— Ładunek — wyszeptał.

A ja zobaczyłam, że czerwone światełko pod krzesłem zaczęło migać…

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Przy stole nazwano mnie żoną, która nie odróżnia stopni, lecz gdy dowódca stanął przede mną, uśmiech partnera zniknął
Złamałam rękę i poprosiłam męża o pomoc przy bliźniakach, lecz jego odpowiedź sprawiła, że nagle zbladł