CZĘŚĆ 4 — Zmuszono mnie do ślubu z najgroźniejszym człowiekiem w mieście, a gdy zażądałam równego traktowania, jego doradca zbladł

CZĘŚĆ 4

Luca ruszył do telefonu, ale zatrzymałam go.

— Nie dzwoń do ludzi, którzy mogą być częścią tego planu.

— Muszę sprowadzić ojca.

— Najpierw ustalimy, komu możemy ufać.

Enzo zacisnął palce na broni.

— Panie Delorenzo, nie mamy czasu na przesłuchanie.

— Masz rację — powiedział Luca. — Dlatego zaczniesz mówić teraz.

Wziął od niego telefon i położył go na stole. Potem wyjął własny aparat, zadzwonił do prawnika i włączył głośnik.

— Samuel, natychmiast zamroź wszystkie rachunki Enza Belliniego. Nie pytaj dlaczego.

— Luca, jeśli to pomyłka…

— Nie jest.

— Co mam zrobić z dokumentami dotyczącymi Carterów?

Enzo pobladł.

Luca spojrzał na niego.

— Powiedz mu.

— To niepotrzebne — syknął Enzo.

— Powiedz mu.

Enzo spuścił wzrok.

— Mam kopie umów. Wszystkie.

— I dostarczyłeś je Viktorowi? — spytałam.

— Nie miałem wyboru.

— Zawsze macie tę samą wymówkę — odpowiedziałam. — Ludzie, którzy robią krzywdę innym, nigdy nie mówią: „Chciałem pieniędzy”. Zawsze twierdzą, że zostali zmuszeni.

Samuel odezwał się z telefonu:

— Luca, słyszę ją. Włącz nagrywanie.

Enzo gwałtownie podniósł głowę.

— Nie możecie tego użyć przeciwko mnie.

— Już to zrobiliśmy — powiedział Luca.

Prawnik wyjaśnił, że od kilku tygodni śledził przelewy z rachunków Viktora. Pieniądze trafiały do spółki Enza, a stamtąd do ludzi, którzy obserwowali mojego ojca i uczelnię. Enzo sprzedał także informacje o naszej trasie oraz planie posiadłości.

— Nie sprzedałem dziewczyny — powiedział. — Chciałem tylko, żeby Viktor przestał grozić mojej rodzinie.

— Gdzie jest mój ojciec? — zapytałam.

Enzo milczał.

Luca podszedł do niego tak blisko, że między ich ramionami została zaledwie szerokość dłoni.

— Gdzie?

— W starej elektrowni na południu. Ale Viktor już tam nie jest.

— Dokąd pojechał?

— Nie wiem.

— Wiesz.

— Na dworzec towarowy.

Luca odwrócił się do ochroniarzy.

— Dwie osoby do elektrowni. Bez strzałów, jeśli nie muszą. Reszta ze mną na dworzec.

— Jadę do ojca — powiedziałam.

— Nie.

— To nie była prośba.

— Alyssa, tam mogą być uzbrojeni ludzie.

— Wiem. Wiem też, że Thomas może nie zaufać nikomu, kto nie przyniesie mu mojego głosu.

Luca patrzył na mnie długo.

— Obok mnie — powiedział w końcu.

— Obok ciebie.

Jechaliśmy dwoma samochodami. Deszcz zamienił drogę w czarną wstęgę, a wycieraczki stukały w równym rytmie. W połowie trasy mój telefon zadzwonił. Numer należał do Viktora.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Miałam tylko czternaście dolarów i jeden dzień na zdobycie pracy, gdy najgroźniejszy szef miasta przestał się uśmiechać

Odebrałam.

— Chcesz odzyskać ojca? — zapytał.

— Chcę, żebyś przestał dotykać mojej rodziny.

— Masz odwagę jak na dziewczynę, która jeszcze niedawno podpisywała cudzy kontrakt ze łzami w oczach.

Luca spojrzał na mnie, ale nie próbował odebrać telefonu.

— Powiedz, czego chcesz.

— Przyjedź sama na dworzec.

— Nie.

— W takim razie twój ojciec umrze.

— Jeśli chciałbyś go zabić, już byś to zrobił. Potrzebujesz go żywego, bo tylko on wie, gdzie są pliki.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Jakie pliki? — spytał.

— Te, których szukasz od trzech miesięcy.

Nie wiedziałam, czy blefuję. Przypomniałam sobie jednak słowa z nagrania i profesora Hale’a. Ojciec nie miał plików, ale ja mogłam mieć dostęp do kopii wyników badań na uczelnianym serwerze.

Viktor zmienił ton.

— Przyjedź sama, a dostaniesz Thomasa.

— Przyjadę. Ale jeśli zobaczę choć jedną broń skierowaną w jego stronę, wyślę pliki do trzech gazet.

Luca spojrzał na mnie z boku.

— Nie masz plików — szepnął.

— Jeszcze nie.

Rozłączyłam się.

Na dworcu towarowym pachniało rdzą, mokrym drewnem i olejem. Zobaczyliśmy ojca przywiązanym do krzesła w pustym magazynie. Przy nim stało czterech ludzi. Viktor czekał kilka metrów dalej, w jasnym płaszczu, jakby przyszedł na spotkanie biznesowe.

— Puśćcie go — powiedziałam.

— Najpierw urządzenie.

— Nie mam żadnego urządzenia.

— Masz dostęp.

— A ty masz problem. Jeśli mnie zabijesz, dane znikną. Jeśli zabijesz mojego ojca, również.

Viktor roześmiał się cicho.

— Luca cię nauczył, jak grozić.

— Nie. Luca nauczył mnie, że każdy układ ma słabe punkty.

W tym momencie zgasły światła w magazynie.

Rozległ się krzyk, potem kilka głuchych uderzeń. Luca pociągnął mnie za metalową kolumnę, ale wyrwałam się i pobiegłam w stronę ojca. Zobaczyłam błysk broni, przewrócone krzesło i cień mężczyzny przy drzwiach.

— Tato!

— Alyssa, nie podchodź!

Włączyłam latarkę w telefonie i skierowałam ją w podłogę. Odbite światło oślepiło człowieka stojącego nad ojcem. Thomas kopnął go w kolano. Ja chwyciłam za przewód zwisający ze starej skrzynki i pociągnęłam z całej siły.

Generator zaskoczył.

Lampy rozbłysły.

Ludzie Luki obezwładnili napastników, a Viktor próbował uciec tylnym wyjściem. Enzo zagrodził mu drogę.

— Sprzedałeś mnie — syknął Viktor.

— Nie. Przestałem sprzedawać innych.

Policja przyjechała kilka minut później. Samuel przekazał im nagrania, przelewy i kopie umów. Enzo zeznawał całą noc. Viktor został zatrzymany przed świtem.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Wszedłem do penthouse’u po sześciu miesiącach i zobaczyłem byłą żonę z niemowlęciem, a mój wspólnik nagle zbladł

Mój ojciec trafił do szpitala na badania, ale jego obrażenia nie zagrażały życiu.

Luca siedział na korytarzu naprzeciwko mnie, z rozcięciem nad brwią.

— Umowa nadal obowiązuje — powiedział.

— Nie wiem, czy chcę, żeby obowiązywała.

— Wiem.

— I nie będę mieszkać w domu, w którym każdy mój krok był częścią planu.

— Wiem.

— Nie będziesz decydował za mnie.

— Nie będę.

Po raz pierwszy jego odpowiedź nie brzmiała jak obietnica człowieka przyzwyczajonego do rozkazów. Brzmiała jak zgoda na utratę kontroli.

Trzy dni później wezwał mnie do gabinetu. Na stole leżała mała kamera i głośnik.

— Co to jest? — spytałam.

— Nagranie z pierwszego wieczoru. Kiedy powiedziałem: „Nie jesteś tarczą. Jesteś częścią układu”.

Włączył je.

Usłyszałam własny głos, ostry i drżący. Potem jego chłodne słowa. „Chciałem mieć cię pod dachem”. „Nie miałem prawa”.

Luca wyłączył nagranie.

— Chciałem, żebyś usłyszała to tak, jak usłyszałem ja. Bez usprawiedliwień.

Nie odpowiedziałam od razu.

W pustym pokoju obok wciąż stała moja walizka. Na krześle wisiała granatowa sukienka, kupiona na pierwsze przyjęcie, na którym miałam udawać jego żonę. Przy zamku torby kołysała się mosiężna turbina od ojca.

— Wracam do mieszkania — powiedziałam.

— Zapłacę ci milion zgodnie z umową.

— Nie chcę pieniędzy za to, że przetrwałam.

— To nie zapłata za przetrwanie. To moje zobowiązanie.

— W takim razie przekaż je na fundusz dla studentów, którzy nie mogą opłacić badań.

Luca skinął głową.

— Zrobię to.

— A małżeństwo?

— Rozwiążemy je, kiedy będziesz gotowa.

Nie powiedział: „kiedy ja zdecyduję”.

To był pierwszy prawdziwy prezent, jaki mi dał.

Sześć tygodni później wynajęłam małe mieszkanie niedaleko uczelni. Miało skrzypiące okno, wąską kuchnię i kaloryfer, który stukał zawsze o szóstej rano. Nigdy wcześniej nie uważałam tych dźwięków za piękne.

Ojciec zamieszkał ze mną na kilka dni, aż lekarz pozwolił mu wrócić do pracy. Każdego wieczoru robił herbatę zbyt mocną, a potem przepraszał za to trzy razy.

— Tato — powiedziałam pewnego wieczoru — nie musisz już przepraszać za wszystko.

— Wiem.

— Naprawdę?

— Uczę się.

Ja też.

Wróciłam na uczelnię. Dostałam zgodę na kontynuowanie projektu i zaczęłam pracować nad małą turbiną, która mogła zasilać urządzenia w odległych miejscowościach. Profesor Hale nie wrócił, ale jego badania znaleziono na zabezpieczonym serwerze. Tym razem moje nazwisko widniało przy każdym pliku.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Teściowa roztrzaskała pamiątkowy serwis po mojej mamie, lecz gdy zobaczyła pudełko na swoim stole, cofnęła się z bladą twarzą

Pierwszy śnieg spadł w listopadzie.

Siedziałam przy biurku, kiedy telefon zawibrował. Wiadomość pochodziła od Luki.

„Nie proszę, żebyś wróciła do domu. Chcę tylko wiedzieć, czy jesteś bezpieczna”.

Przeczytałam ją dwa razy.

Odpisałam: „Jestem. I nie potrzebuję, żebyś mnie chronił”.

Po chwili przyszła odpowiedź.

„Wiem”.

Minęły kolejne trzy miesiące. Rozwód zakończył się bez walki. Luca podpisał wszystkie dokumenty, a fundusz dla studentów zaczął działać pod nazwą mojego ojca. Nie spotykaliśmy się często. Czasami widywałam go w wiadomościach, już nie jako człowieka otoczonego plotkami, lecz jako świadka w sprawie przeciwko Viktorowi.

Pewnego wieczoru przyszedł list. Nie od prawnika. Od Luki.

„Jeśli kiedyś będziesz chciała porozmawiać bez umowy, bez ochroniarzy i bez długu między nami, będę w kawiarni przy moście. Jeśli nie, uszanuję to”.

Mogłam pójść.

Nie poszłam.

Nie dlatego, że się bałam. Po prostu po raz pierwszy nie musiałam ratować człowieka przed konsekwencjami jego własnych decyzji.

Następnego dnia zabrałam ojca na uczelnię. Pokazałam mu laboratorium, przewody, modele i małą turbinę ustawioną na stole.

— To naprawdę działa? — spytał.

— Jeszcze nie tak, jak chcę.

— Ale działa.

— Tak.

Wyjął z kieszeni śrubokręt, który nosił przy sobie od lat.

— W takim razie poprawimy ją razem.

Przyczepiłam mosiężną zawieszkę do kluczy od laboratorium. Przez chwilę obracała się na kółku, łapiąc światło lampy.

Wiedziałam już, że nie była symbolem długu, małżeństwa ani strachu.

Była małą turbiną, która przypominała mi, że nawet najmniejszy ruch może uruchomić cały mechanizm.

A tym razem to ja trzymałam klucz.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Zmuszono mnie do ślubu z najgroźniejszym człowiekiem w mieście, a gdy zażądałam równego traktowania, jego doradca zbladł
CZĘŚĆ 4 — W sylwestra mój narzeczony zniknął z inną kobietą, a gdy ogłosiłam ślub z jego najlepszym przyjacielem, nagle pobladł