CZĘŚĆ 4 — Mąż wyrzucił mnie z posiadłości, którą dostałam w prezencie, lecz gdy zobaczył mojego dziadka, jego uśmiech zniknął

CZĘŚĆ 4

W aktach dotyczących jego własnej rodziny znajdował się dokument, którego Sebastian bał się bardziej niż kajdanek.

Helena zakończyła rozmowę z doktorem i natychmiast zadzwoniła po dodatkowy samochód. Policjant wyprowadził Sebastiana przez boczne drzwi, lecz on wciąż próbował odzyskać kontrolę.

— Łucjo, nie jedź do tej kliniki.

— Dlaczego?

— Bo ten lekarz chce pieniędzy.

— A ty czego chciałeś, kiedy prowadziłeś moją rękę po umowie?

Jego twarz drgnęła.

Beata chwyciła Helenę za rękaw.

— Proszę, możemy to wyjaśnić.

— Wyjaśni pani wszystko prokuratorowi — odpowiedziała Helena.

Renata nie wróciła do domu. Została na ulicy, owinięta płaszczem, z naszyjnikiem mojej matki zaciśniętym w dłoni. Patrzyła na Sebastiana tak, jakby po raz pierwszy zobaczyła prawdziwego człowieka pod eleganckim garniturem.

— Powiedziałeś, że ten dom jest twój — wyszeptała.

— Renata, uspokój się.

— Powiedziałeś, że twoja pierwsza żona nie żyje w twoim życiu.

— To skomplikowane.

— Nie. To obrzydliwe.

Odwróciła się i położyła naszyjnik na mokrym murku. Nie zabrałam go od razu. Patrzyłam na szafiry, które należały do mojej matki, i czułam, że odzyskanie przedmiotu nie naprawi tego, co zostało zniszczone.

W klinice doktor Adrian Lis czekał na nas w małym gabinecie z żaluzjami opuszczonymi do połowy. Na biurku leżała papierowa teczka, a obok niej filiżanka zimnej herbaty.

— Bałem się, że już nigdy pani nie znajdę — powiedział.

— Co było w dokumentacji Ethana?

Doktor przesunął w moją stronę wynik badania.

— Sebastian nie jest biologicznym ojcem Ethana.

Słowa zawisły między nami.

Ethan siedział na krześle pod oknem i rysował dom z wielkim czerwonym dachem. Nie rozumiał rozmowy, ale wyczuwał mój strach.

— Jest pan pewien?

— Badanie wykonano po cichu, na podstawie próbki pobranej podczas hospitalizacji. Wynik został ukryty w archiwum, ponieważ ktoś z personelu przyjął pieniądze za zmianę danych. Ojcem biologicznym jest pański dawny narzeczony, Michał Zieliński.

Imię uderzyło we mnie jak wspomnienie z innego życia. Michał zginął w wypadku kilka miesięcy przed moim ślubem z Sebastianem. Nie wiedziałam wtedy, że jestem w ciąży. Sebastian twierdził, że dziecko jest jego, a ja byłam zbyt chora, żeby zadawać pytania.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Tydzień przed ślubem ktoś oblał mnie kwasem, a gdy narzeczony wszedł do sali, jego uśmiech nagle zniknął

— Dlaczego więc mnie poślubił?

Doktor zacisnął usta.

— Znalazłem kopię wiadomości między nim a Beatą. Pisali, że jeśli zostanie pani żoną Sebastiana, cały majątek będzie pod jego kontrolą. Chcieli także, żeby Ethan odziedziczył pieniądze po Michałу, którego rodzina prowadziła fundusz powierniczy dla dziecka.

Otworzyłam drugą teczkę. W środku był testament Michała i list napisany ręcznie kilka dni przed śmiercią. Wiedział o ciąży. Zostawił Ethanowi udziały w rodzinnej firmie oraz fundusz, którego nikt nie mógł ruszyć bez potwierdzenia ojcostwa.

Sebastian nie kradł tylko mojego domu.

Chciał przejąć przyszłość mojego syna.

W tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Numer z aresztu.

— Łucjo, posłuchaj mnie — powiedział Sebastian, kiedy odebrałam. — Mogę wszystko naprawić.

— Nie możesz.

— Byłem zdesperowany.

— Byłeś dokładny. Planowałeś to, kiedy leżałam nieprzytomna.

— Ethan i tak potrzebuje ojca.

Spojrzałam na syna. Jego kredka złamała się na środku rysunku, ale on spokojnie wyjął drugą z plecaka.

— Potrzebuje kogoś, kto nie kłamie — powiedziałam.

— Jeśli mnie zostawisz, wszyscy dowiedzą się, że Michał był jego ojcem. Zniszczysz mu życie.

— Nie. Po raz pierwszy je ochronię.

Rozłączyłam się.

Następnego ranka Helena złożyła zawiadomienia o oszustwie, fałszowaniu dokumentów, przywłaszczeniu majątku i próbie przejęcia funduszu Ethana. Dziadek nie pozwolił mi wrócić do betonowego domu. Wynajął nam niewielkie mieszkanie nad księgarnią w spokojnej dzielnicy.

Sebastian dzwonił jeszcze dziewięć razy.

Jego prawnik zadzwonił trzy razy.

Za każdym razem odpowiadała Helena.

— Nie będzie negocjacji bez pełnego zwrotu majątku i przyznania się do winy.

— To zniszczy jego reputację — powiedział prawnik.

— Sam ją zniszczył.

Dwa tygodnie później Sebastian usłyszał własne słowa. Helena odtworzyła nagranie podczas przesłuchania. W małej sali siedzieli prokurator, policjant, Beata i jego obrońca.

Z głośnika popłynął jego spokojny głos:

„Jeśli nie podpisze, wszystko zostanie zamrożone. A kiedy się obudzi, powiemy jej, że Gabriel zabrał pieniądze”.

Sebastian spuścił głowę.

— Wyłączcie to.

— To pańskie słowa — powiedział prokurator.

— Byłem wtedy wściekły.

— Nie. Był pan świadomy.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Po operacji synowa zamieszkała w moim domu, a gdy zobaczyła starą skrzynkę, nagle przestała się uśmiechać

Jego obrońca odłożył pióro.

— Nie mogę dalej prowadzić tej sprawy, jeśli będzie pan kłamał wbrew dowodom.

Sebastian spojrzał na niego z niedowierzaniem.

— Zapłaciłem panu.

— Pieniądze nie zmieniają faktów.

Kilka dni później pojechałam sama do posiadłości. Nie chciałam tam wracać jako zwyciężczyni. Chciałam tylko zabrać rzeczy matki i dokumenty Ethana.

Dom był pusty.

W pokoju przygotowanym dla Renaty stało łóżko z rozrzuconą białą narzutą. Na toaletce leżało zaproszenie na ślub, rozdarte na pół. W garderobie wisiała jedna jedwabna suknia, której nikt nie odebrał.

W dawnej sypialni znalazłam zdjęcie z naszego ślubu. Sebastian uśmiechał się do obiektywu, obejmując mnie w talii. Odwróciłam fotografię i zostawiłam ją na podłodze.

Nie potrzebowałam już dowodu, że kiedyś mu ufałam.

Miałam dowody na to, kim stał się później.

Trzy miesiące później spadł pierwszy śnieg. Mieszkaliśmy nad księgarnią, a Ethan chodził do nowej szkoły. Rano pachniało kawą z piekarni na rogu, papierem i cynamonem.

Znalazłam pracę w małej firmie rachunkowej. Wróciłam do nauki wieczorami. Nie musiałam już prać cudzych ubrań, ale nadal co sobotę robiłam pranie wcześnie rano, zanim Ethan się obudził. Lubiłam ten zwyczaj. Przypominał mi, że życie może być zwyczajne i właśnie dlatego bezpieczne.

Pewnego popołudnia Ethan przyniósł mi rysunek.

Na kartce narysował nas troje: mnie, siebie i dziadka. Nad nami wisiało słońce, a pośrodku stał mały dom z czerwonym dachem.

— To nasz prawdziwy dom — powiedział.

— Podoba mi się.

— Tatuś też może tu przyjść?

Usiadłam obok niego.

— Nie każdy, kto chce wejść, powinien mieć klucz.

Pomyślał chwilę i pokiwał głową.

— To ja narysuję większy płot.

Wieczorem przyszła wiadomość od Sebastiana. Napisał, że tęskni, że się zmienił i że możemy zacząć od początku. Dołączył zdjęcie małego drewnianego pudełka. W środku była spinka w kształcie jaskółki, ta sama, którą nosiłam w szpitalu, zanim zniknęła razem z moimi rzeczami.

„Oddaj mi rodzinę” — napisał.

Przez chwilę patrzyłam na ekran. Potem odpisałam tylko:

„Rodziny się nie kradnie. Na mój spokój nie masz już dostępu”.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Teściowa zażądała ode mnie jednego z bliźniąt, a gdy odmówiłam, jej uśmiech nagle zniknął

Zablokowałam numer.

Spinkę położyłam na parapecie obok rysunku Ethana. Za oknem śnieg przykrywał chodniki, dachy i ślady dawnych kroków.

Po raz pierwszy nie bałam się, że ktoś przyjdzie i zabierze nam wszystko.

Jaskółka wróciła do domu.

Przegapiłeś początek?

← Czytaj historię od pierwszej części

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Mąż wyrzucił mnie z posiadłości, którą dostałam w prezencie, lecz gdy zobaczył mojego dziadka, jego uśmiech zniknął
CZĘŚĆ 4 — Po śmierci mojego brata jego niewidoma żona poprosiła mnie o rozmowę, a kiedy usłyszałam pierwsze słowa, zamarłam