CZĘŚĆ 4 — Poprosiłem, żeby nie jechała na urlop z byłym, a gdy wróciła, jej uśmiech zniknął na widok pustego mieszkania

CZĘŚĆ 4

— Proszę się odsunąć od drzwi. Mam nakaz przeszukania i nie będę czekał…

Otworzyłem drzwi.

Na klatce schodowej stało dwóch policjantów, pani Celina oraz Scarlet. Moja była dziewczyna miała na sobie białą marynarkę, którą kupiła specjalnie na wyjazd. Teraz była mokra od deszczu, a tusz spływał jej pod lewym okiem.

— To nieporozumienie — powiedziała natychmiast. — Izajasz jest niestabilny. Od kilku dni mnie nęka.

— Proszę odsunąć się od wejścia — powtórzył policjant.

— To moje mieszkanie!

— Nie jest pani właścicielką lokalu.

Scarlet spojrzała na mnie. W tym spojrzeniu nie było już czułości ani złości. Była kalkulacja. Szukała miejsca, w które mogłaby uderzyć.

— Powiedz im, że jesteśmy razem — syknęła.

— Nie jesteśmy.

Jej usta drgnęły.

— Jesteś niewdzięcznym kłamcą.

Policjanci weszli do środka i poprosili ją o odsunięcie się od biurka. Celina podała im kopie dokumentów. Na ekranie mojego komputera nadal zatrzymany był kadr z nagrania.

— To spreparowane — powiedziała Scarlet.

— Nagranie ma oryginalne dane — odparła Celina. — Zostało zabezpieczone przez biegłego.

— Wincenty mnie prześladuje!

Wtedy z korytarza odezwał się Wincenty.

— Nie. Przez rok robiłem wszystko, żeby nie wiedzieć, co robisz. To nie to samo.

Scarlet odwróciła się do niego gwałtownie.

— Ty parszywy tchórzu.

— Powiedz to jeszcze raz — odparł cicho. — Tym razem nagranie będzie miało twój głos.

Policjant poprosił ją o telefon. Scarlet ścisnęła go tak mocno, że pobielały jej knykcie.

— Nie oddam go bez prawnika.

— W takim razie zostanie zabezpieczony zgodnie z nakazem.

Zaczęła dzwonić. Najpierw do prawnika, którego numer miała zapisany pod nazwą „Księgowość”. Potem do swojej siostry. Wreszcie do mnie.

— Izajaszu, wycofaj zawiadomienie — powiedziała, gdy policjant odsunął się na chwilę. — Oddam pieniądze.

— Nie masz ich.

— Mam samochód.

— To nie rozwiązuje sprawy.

— Mogę ci wszystko wyjaśnić.

— Właśnie wszystko wyjaśniłaś.

Wzięto od niej telefon i dokumenty znalezione w torebce. Wśród nich była wydrukowana umowa kredytowa z moim podpisem. Podpisem, który wyglądał jak mój, ale w kilku miejscach litery były zbyt równe. Celina powiedziała później, że biegły potrzebował mniej niż godziny, żeby potwierdzić fałszerstwo.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Znalazłam córkę po leczeniu guza mózgu pod stertą śmieci, a gdy zapytałam o wyjaśnienia, babcia nagle pobladła

Scarlet została zatrzymana do wyjaśnienia, a Wincenty pojechał złożyć zeznania. Nie czułem triumfu. Tylko zmęczenie, tak głębokie, że usiadłem na podłodze obok szafki z butami.

Pani Celina została ze mną jeszcze chwilę.

— To koniec — powiedziała.

— Nie. To dopiero początek życia bez niej.

Przez następne dni telefon nie przestawał dzwonić. Scarlet wysyłała wiadomości z numerów znajomych.

„Powiedz, że przesadziłeś”.

„Nie niszcz mi życia”.

„Przecież mnie kochałeś”.

Jej adwokat zadzwonił w środę.

— Moja klientka jest gotowa podpisać ugodę — oznajmił.

— Nie będę jej płacił za to, że przestanie mnie okradać.

— Ugoda pozwoli wszystkim uniknąć rozgłosu.

— Nie ja powinienem się go bać.

Rozłączył się po krótkiej ciszy.

Dwa tygodnie później odbyło się posiedzenie dotyczące zabezpieczenia pieniędzy i zakazu kontaktu. Scarlet siedziała trzy krzesła ode mnie. Miała prostą czarną sukienkę i puste spojrzenie.

Kiedy odtworzono nagranie z garażu, usłyszałem własne nazwisko wypowiedziane jej głosem. „Izajasz niczego nie sprawdzi”.

Brzmiało inaczej, gdy mówiła to do kogoś obcego. Chłodniej. Jakbym był nie człowiekiem, z którym spała, lecz przeszkodą w planie.

Scarlet zakryła twarz dłonią.

— To wyrwane z kontekstu — wyszeptała.

— Cały kontekst znajduje się w pozostałych plikach — odpowiedziała Celina.

Wincenty przekazał też wiadomości, w których Scarlet planowała wykorzystać mój podpis, przejąć część firmy i wyjechać z pieniędzmi. Policja zabezpieczyła komputer oraz telefon. Złożono przeciwko niej zarzuty fałszerstwa i przywłaszczenia.

Po wyjściu z sali sądowej nie spojrzała na mnie. Myślałem, że to już ostatni raz, kiedy ją zobaczę.

Nie był.

Trzy miesiące później, w styczniowy wieczór, siedziałem w nowym mieszkaniu z moją siostrzenicą Zosią. Pomagałem jej narysować dom na kartce. Zosia miała siedem lat i uważała, że każde okno powinno być żółte.

— Wujku, dlaczego twój dom nie ma już tamtej pani? — zapytała.

— Bo czasem człowiek musi zostawić miejsce, w którym ciągle się bał.

— Bałeś się?

— Przez jakiś czas.

Podała mi kredkę.

— To narysuj drzwi. Takie, które można zamknąć.

Narysowałem je. Granatową kredką, z małą srebrną klamką.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Prezeska wspólnoty zburzyła mój pas ratunkowy i zażądała zapłaty, ale gdy zobaczyła metalową tabliczkę, nagle zamilkła

Wtedy telefon zawibrował. Wiadomość od Scarlet. „Wychodzę za tydzień. Spotkajmy się. Nie chcę wracać, chcę tylko powiedzieć ci prawdę”.

Patrzyłem na ekran długo. Kiedyś odpowiedziałbym natychmiast. Pojechałbym nocą, wysłuchałbym kolejnych łez i znów próbowałbym uratować kogoś, kto nigdy nie zamierzał ratować mnie.

Tym razem napisałem tylko: „Nie przyjadę. Wszystko, co musiałaś powiedzieć, już powiedziałaś”.

Usunąłem wiadomość z ekranu.

Za oknem zaczął padać pierwszy śnieg. W kuchni wisiała granatowa ściereczka w białe kropki, wyprana i złożona równo przy suszarce. Brzeg nadal był postrzępiony, dokładnie tak jak tamtego wieczoru.

Zosia podniosła rysunek.

— Teraz jest dobrze?

Spojrzałem na żółte okna, zamknięte drzwi i pustą przestrzeń za nimi.

— Teraz jest moje.

I pierwszy raz od trzech lat cisza nie bolała.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Poprosiłem, żeby nie jechała na urlop z byłym, a gdy wróciła, jej uśmiech zniknął na widok pustego mieszkania
CZĘŚĆ 4 — Upokorzyłem sprzątaczkę w swoim penthousie, lecz gdy zdjęła identyfikator i wypowiedziała moje nazwisko, mój prawnik nagle zbladł