Miałam udawać dziewczynę mojego szefa przez siedem dni, lecz podczas rodzinnej kolacji jego siostra nagle przestała się uśmiechać

O jedenastej czterdzieści pięć w piątkową noc mój szef zadzwonił do mnie, kiedy stałam w łazience z pianą szamponu spływającą po szyi.

Dwadzieścia minut później siedziałam w jego prywatnym biurze na ostatnim piętrze budynku w Tribeca, w dwóch różnych sportowych butach, wilgotnymi włosami spiętymi bursztynową spinką w kształcie liścia i sercem bijącym jak oszalałe.

— Powiedziałeś, żebym przyszła natychmiast — wyjaśniłam, wskazując na swoje stopy.

Adrian Romano spojrzał najpierw na białego buta, potem na czarnego.

— Zauważyłem.

— To dobrze. Przynajmniej wiemy, że nie jesteś ślepy.

Przez sekundę w jego zielonych oczach pojawiło się rozbawienie. Potem twarz znów mu stwardniała.

Adrian miał metr dziewięćdziesiąt, szerokie ramiona i ten rodzaj milczenia, który potrafił uciszyć pełną salę zarządu. Prowadził restauracje, hotele i firmy importowe. W Nowym Jorku mówiono, że człowiek, który próbuje go oszukać, traci nie tylko pieniądze, ale również ochotę na dalsze życie w tym mieście.

Ja znałam jednak także drugiego Adriana. Tego, który w każdą niedzielę wysyłał matce świeże kwiaty. Tego, który po cichu opłacił operację kucharza, a potem zwolnił klienta za to, że doprowadził kelnerkę do łez.

I właśnie dlatego byłam w nim zakochana od dwóch lat.

— Usiądź — polecił.

— Jeśli mnie zwalniasz, wolałabym stać.

— Nie zwalniam cię.

Oparł dłonie o biurko. Na jego mankiecie połyskiwała srebrna spinka, porysowana przy krawędzi.

— Moja matka kończy w przyszłą sobotę siedemdziesiąt lat.

— Wiem. Zamówiłam dla niej tort bez orzechów.

— Cała rodzina będzie w Hamptons. Siostry, wujowie, kuzyni, dzieci, sąsiedzi i prawdopodobnie każdy Włoch z Long Island.

— Brzmi jak koszmar organizatora.

— Jest gorzej. Od sześciu lat matka pyta, kiedy się ożenię.

— Matki tak mają.

— Moja prowadzi przesłuchania przy sosie pomidorowym.

Parsknęłam śmiechem, ale ucisk w piersi nie zniknął.

Widziałam przecież zdjęcia Adriana z eleganckimi kobietami. Z rudowłosą dziedziczką przy restauracji. Z modelką podczas gali. Z prawniczką z wpływowej rodziny. Żadna z nich nie przybiegła o północy w dwóch różnych butach.

— Potrzebujesz, żebym przygotowała plan przyjęcia? — zapytałam.

— Potrzebuję, żebyś pojechała tam jako moja dziewczyna.

Pomyślałam, że źle usłyszałam.

— Jako kto?

— Jako moja dziewczyna. Przez tydzień.

Wstałam tak gwałtownie, że krzesło zaskrzypiało na drewnianej podłodze.

— Zwariowałeś.

— To rozsądna reakcja.

— Możesz wynająć aktorkę.

— Nie chcę aktorki.

— Możesz zabrać kobietę, z którą naprawdę się spotykałeś.

— Tym bardziej nie.

— Dlaczego?

— Moja matka od razu rozpoznałaby randkę. Ty znasz moją rodzinę, mój plan dnia, moje nawyki.

— To czyni mnie dobrą asystentką, nie partnerką.

Adrian podszedł do okna. Światła Manhattanu odbijały się w szybie, a jego sylwetka wyglądała jak ciemna rysa na nocnym niebie.

— Z tobą jestem inny — powiedział.

Zabrakło mi powietrza.

— W jaki sposób?

— Wiem, kiedy nie jadłaś śniadania. Wtedy stajesz się przerażająco skuteczna. Wiem, kiedy się denerwujesz, bo wciskasz kciuk w dłoń.

Spojrzałam na swoje palce. Oczywiście właśnie to robiłam.

— Wiem, że udajesz, iż nie lubisz komedii romantycznych, a potem płaczesz przy każdej.

— Zdarzyło się raz.

— Trzy razy.

Jego głos zmiękł.

— Pamiętam za dużo, kiedy chodzi o ciebie.

Przez kilka sekund słyszałam tylko cichy szum klimatyzacji.

— Dlaczego właśnie ja? — zapytałam.

Adrian zrobił krok w moją stronę.

— Bo jesteś jedyną kobietą, którą mogę przedstawić rodzinie i sprawić, że uwierzą, iż naprawdę jestem zakochany.

Bursztynowy liść we włosach nagle stał się ciężki jak kamień.

— A jeśli się zgodzę?

— Kolacje, zdjęcia, trzymanie się za ręce, taniec. Moja babcia może nawet zapytać, czy śpimy razem.

— Będziemy mieć osobne pokoje.

— Postaram się.

— Adrian.

— Dobrze. Zagwarantuję to.

Powinnam odmówić. Powinnam wyjść, wrócić do małego mieszkania i przestać udawać przed sobą, że dwa lata milczenia nie miały znaczenia.

Zamiast tego zapytałam:

— Kiedy wyjeżdżamy?

Adrian spojrzał na mnie tak, jakby właśnie wygrał coś, czego wcale nie spodziewał się zdobyć.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Kochanka mojego męża zamknęła mnie w szpitalnej sali, lecz po jednym pytaniu jej uśmiech nagle zniknął

— Jutro rano.

Wtedy jego telefon zawibrował na biurku. Zerknął na ekran i momentalnie pobladł.

— Co się stało? — spytałam.

Nie odpowiedział. Przesunął palcem po wiadomości, a potem podniósł wzrok.

— Klara, jeśli w Hamptons ktoś zapyta cię o mojego ojca, nie odpowiadaj.

— Dlaczego?

Adrian odblokował szufladę i wyjął cienką czarną teczkę. Przez chwilę trzymał dłoń na jej zapięciu, jakby bał się tego, co znajdowało się w środku. Potem zaczął ją otwierać…

CZĘŚĆ 2

…lecz zanim Adrian uniósł klapę teczki, drzwi biura otworzyły się bez pukania.

W progu stał jego kuzyn Wiktor. Miał na sobie idealnie skrojony płaszcz, a między palcami obracał srebrną zapalniczkę. Nigdy nie widziałam, żeby jej używał. Lubił tylko dźwięk otwieranej pokrywki.

— Przeszkadzam? — zapytał.

— Tak — odpowiedział Adrian.

— W takim razie trafiłem w idealnym momencie.

Wiktor spojrzał na mnie, na mokre włosy i różne buty, a jego usta wygięły się w kpiący uśmiech.

— To ta słynna asystentka?

— Klara jest moją gościnią — odparł Adrian.

— Gościnią o północy?

Poczułam, jak zaciskam palce na bursztynowej spince. Ostry brzeg liścia wbijał mi się w skórę.

— Nie wiedziałem, że muszę zgłaszać rodzinie każdą godzinę pracy — powiedziałam.

Wiktor przestał obracać zapalniczkę.

— Pracownicy zwykle nie odpowiadają mi takim tonem.

— To pewnie dlatego, że zwykle rozmawiasz z niewłaściwymi pracownikami.

Adrian rzucił mi krótkie spojrzenie. Nie wiedziałam, czy był zirytowany, czy próbował ukryć uśmiech.

— Wiktor, wyjdź — powiedział.

— Matka chce, żebyś rano podpisał dokumenty dotyczące fundacji ojca. Wszyscy będą przy tym obecni.

— Powiedziałem, że wyjdź.

Kuzyn skierował wzrok na czarną teczkę.

— Nadal trzymasz się tej historii o brakujących rachunkach?

W biurze zrobiło się zimniej.

— Jakiej historii? — zapytałam.

Adrian zamknął teczkę.

— Nie twojej sprawy.

— Jeśli mam udawać twoją dziewczynę przed całą rodziną, chyba dobrze wiedzieć, czy ktoś planuje mnie zabić przy deserze.

Wiktor roześmiał się cicho.

— Adrian, naprawdę wybrałeś ją?

— Nie dotykaj tego tematu.

— Właśnie dlatego go dotykam.

Adrian podszedł do niego tak szybko, że zapalniczka wypadła Wiktorowi z dłoni i uderzyła o podłogę.

— Jeszcze jedno słowo o Klarze, a nie pojedziesz do Hamptons.

Wiktor podniósł przedmiot, otrzepał go z niewidzialnego kurzu i uśmiechnął się bez wesołości.

— Wszyscy pojedziemy. W tym właśnie problem.

Kiedy wyszedł, przez chwilę żadne z nas się nie odezwało.

— Co oznaczały te brakujące rachunki? — spytałam.

— Sprawy rodzinne.

— To nie jest odpowiedź.

— Na razie musi ci wystarczyć.

— Nie pojadę z tobą, jeśli mam wejść w sam środek wojny, o której nic nie wiem.

Adrian oparł dłonie na biodrach. Po raz pierwszy wyglądał nie jak człowiek, który kontroluje wszystko, lecz jak ktoś, kto od kilku nocy nie śpi.

— Mój ojciec stworzył fundację, która posiada część udziałów w naszych firmach. Po jego śmierci dokumenty miały zostać otwarte dopiero w dniu siedemdziesiątych urodzin mojej matki.

— I ktoś chce je przejąć?

— Ktoś chce, żebym podpisał rezygnację z zarządzania.

— Kto?

Adrian odwrócił wzrok.

— Wiktor twierdzi, że działa dla dobra rodziny.

— A ty mu nie wierzysz.

— Wierzę liczbom. Od sześciu miesięcy znikają pieniądze z jednej ze spółek.

Zrobiło mi się niedobrze. To nie była rodzinna sprzeczka przy świątecznym stole.

— Dlaczego mnie w to wciągasz?

— Bo Wiktor obserwuje ludzi, których znam. Nie spodziewa się, że będziesz po mojej stronie.

— A ty zakładasz, że będę?

Adrian spojrzał na moją dłoń.

— Wiem, że będziesz.

To jedno zdanie zabolało bardziej, niż powinno.

Następnego ranka o siódmej czekał na mnie przed budynkiem czarny samochód. Kierowca wziął moją walizkę, a Adrian otworzył mi drzwi.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Milioner zwolnił mnie przy córkach, a gdy dziewczynki pobiegły za mną, jego twarz nagle straciła cały kolor

— Nadal możesz się wycofać — powiedział.

— A ty nadal możesz zatrudnić aktorkę.

— Nie chcę nikogo innego.

W samochodzie pachniało skórą i kawą z kardamonem. Na siedzeniu leżała biała koperta z moim imieniem.

— Co to jest? — spytałam.

Adrian zamknął drzwi i usiadł obok mnie.

— List, który znalazłem w rzeczach ojca.

— Dlaczego jest zaadresowany do mnie?

Jego twarz stężała.

— Nie wiem.

Podniosłam kopertę. Papier był gruby, a pod moim imieniem widniała data sprzed trzech lat, zanim poznałam prawdę o swoich uczuciach.

— Mogę otworzyć?

Adrian wyciągnął rękę, ale zatrzymał ją kilka centymetrów od koperty.

— Jeszcze nie.

— To po co mi ją dałeś?

— Bo jeśli w domu mojej matki coś pójdzie źle, będziesz musiała wiedzieć, komu ufać.

Samochód ruszył. Za szybą Manhattan zaczął znikać.

Po dwóch godzinach dotarliśmy do posiadłości Romano. Na podjeździe czekała jego matka, Eleonora, w kremowym płaszczu i z twarzą kobiety, która widzi więcej, niż mówi.

Objęła mnie, zanim zdążyłam się przedstawić.

— Wreszcie — szepnęła.

— Mamo — ostrzegł Adrian.

Eleonora odsunęła się i spojrzała na nasze splecione dłonie.

— Nie martw się, synu. Jeszcze nic nie powiedziałam.

W środku pachniało pieczonym czosnkiem i drewnem z kominka. Przy stole siedział Wiktor, a obok niego jego adwokat.

— Kolacja zaczyna się za dziesięć minut — oznajmił Wiktor. — Potem otworzymy dokumenty ojca Adriana.

Adrian ścisnął moją dłoń.

Kiedy wszyscy ruszyli do jadalni, Eleonora zatrzymała mnie przy schodach.

— Dziewczyno, jeśli naprawdę go kochasz, nie pozwól mu dziś milczeć.

Serce podeszło mi do gardła.

— Skąd pani wie, co czuję?

Eleonora dotknęła bursztynowego liścia we włosach.

— Bo on patrzy na ciebie tak samo.

Z jadalni dobiegł trzask odsuwanego krzesła, a potem głos Wiktora:

— Adrian, otwieramy kopertę teraz.

Adrian spojrzał na mnie. Tym razem nie próbował już udawać spokoju.

— Klara, jeśli przeczytasz ten list, wszystko się zmieni.

Wiktor zawołał go ponownie. Adrian wziął kopertę z mojej dłoni i ruszył do stołu, a ja poszłam za nim, nie wiedząc, że za kilka sekund usłyszę prawdę, której bałam się od dwóch lat…

CZĘŚĆ 3

…Adrian położył kopertę na stole, lecz nie otworzył jej od razu.

W jadalni panowała cisza tak gęsta, że słyszałam trzask palącego się drewna. Na stole stały kieliszki, srebrne sztućce i tort z siedemdziesięcioma świeczkami, których jeszcze nikt nie zapalił.

Eleonora usiadła na czele stołu.

— Otwórz — powiedziała.

Wiktor oparł się wygodnie na krześle.

— Wreszcie.

Adrian rozciął papier nożem do listów. Pod kopertą znalazła się mała pamięć elektroniczna i kilka złożonych kartek. Mój bursztynowy liść zahaczył o kołnierz, kiedy pochyliłam się nad stołem.

— To nie jest list — szepnęłam.

— Mój ojciec zostawił instrukcję, że mam przekazać ci to osobiście — odpowiedział Adrian.

Wiktor poderwał głowę.

— Jej?

— Tak. Jej.

Adrian rozłożył pierwszą kartkę. Widniało na niej nazwisko mojego ojca.

Przez chwilę nie rozumiałam, co widzę.

Mój ojciec pracował przed laty jako księgowy w firmie Romano. Zmarł, kiedy miałam dziewiętnaście lat. Całe życie słyszałam, że został zwolniony za poważne błędy finansowe.

— To niemożliwe — powiedziałam.

Eleonora spuściła wzrok.

Wiktor wstał.

— Adrian, schowaj te papiery.

— Usiądź — odparł Adrian.

— Nie masz prawa.

— Mam pełnomocnictwo ojca i kopię jego testamentu.

Adrian podał mi dokument. Czytałam powoli, bo litery rozmazywały się przed oczami.

Mój ojciec nie ukradł pieniędzy. Przez osiemnaście miesięcy zapisywał przelewy z kont fundacji. Pieniądze znikały z polecenia Wiktora, który używał fikcyjnych faktur i podstawionych spółek.

Na ostatniej stronie znajdował się podpis mojego ojca oraz podpis Adriana jako świadka.

— Ty wiedziałeś? — zapytałam.

Adrian pobladł.

— Wiedziałem, że twój ojciec próbował coś udowodnić. Nie wiedziałem, że zostawił dowody.

— Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś, że pracował dla twojej rodziny?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mój partner wrócił do mieszkania po tym, jak złamał mi nogę, lecz trzy spokojne puknięcia sprawiły, że zbladł

— Bo byłem przekonany, że został niesłusznie oskarżony, ale nie miałem niczego, co mogłoby oczyścić jego imię. Szukałem tych dokumentów od lat.

Wiktor uderzył dłonią w stół. Kieliszek przewrócił się, a czerwone wino rozlało po białym obrusie.

— To fałszerstwo.

— Pamięć elektroniczna zawiera nagranie — powiedział Adrian.

— Jakie nagranie?

Adrian podłączył urządzenie do komputera. Z głośnika popłynął głos Wiktora, wyraźny i spokojny.

„Twój ojciec podpisze wszystko. Jeśli nie, jego córka straci pracę i mieszkanie. Ludzie tacy jak ona szybko uczą się posłuszeństwa.”

Moje palce zdrętwiały.

W nagraniu odezwał się także ojciec:

„Nie podpiszę dokumentów, które kradną pieniądze fundacji.”

Potem Wiktor powiedział coś, czego nigdy nie zapomnę:

„W takim razie wszyscy uwierzą, że to ty kradłeś.”

Nagranie się skończyło.

Nikt się nie poruszył.

Wiktor zaczął oddychać ciężko.

— To nie może być dowód — wyszeptał.

— Biegły potwierdził autentyczność głosu — odpowiedział Adrian. — A przelewy zgadzają się z księgami.

— Zrobiłeś to dla niej? — Wiktor spojrzał na mnie. — Przez cały ten czas chroniłeś córkę człowieka, którego rodzina oskarżyła?

— Chroniłem prawdę — powiedział Adrian.

— Nie. Ty ją kochasz.

Słowo zawisło między nami.

Adrian nawet nie mrugnął.

— Tak — powiedział.

Zabrakło mi powietrza.

— Adrian…

— Kochałem cię, zanim zrozumiałem, że nie umiem już udawać, iż jesteś tylko moją asystentką.

Eleonora zakryła usta dłonią. Jedna z sióstr Adriana zaczęła płakać. Wiktor cofnął się, jakby został uderzony.

— Więc ta umowa o udawanym związku… — szepnęłam.

— Była osłoną. Chciałem, żebyś była przy mnie, kiedy otworzymy dokumenty. I chciałem dostać jeden tydzień, w którym nie musiałbym kłamać rodzinie, że nic do ciebie nie czuję.

— Powinieneś był powiedzieć mi prawdę.

— Bałem się, że odejdziesz.

To było najuczciwsze zdanie, jakie kiedykolwiek od niego usłyszałam.

Wiktor sięgnął po telefon.

— Zadzwonię do prawnika.

— On już wie — powiedział Adrian. — Dokumenty zostały wysłane do prokuratury godzinę temu.

Wiktor znieruchomiał.

Wtedy telefon Adriana zadzwonił. Odebrał, słuchał przez kilka sekund, a jego twarz zmieniła się z ulgi w przerażenie.

— Co się stało? — spytałam.

Adrian powoli odłożył telefon.

— To był kierownik ochrony.

— I?

— Ktoś włamał się do mojego mieszkania w Nowym Jorku. Zabrano tylko jedną rzecz.

— Jaką?

Spojrzał na mnie.

— Oryginał dokumentu, który może unieważnić wszystko, co właśnie pokazaliśmy.

Wiktor uśmiechnął się po raz pierwszy tego wieczoru.

— W takim razie — powiedział — jeszcze nie wygraliście…

A ja nagle zrozumiałam, że złodziej nie wszedł do mieszkania Adriana po pieniądze. Wszedł tam po coś, co od początku było przeznaczone dla mnie…

FINAŁ

Adrian usłyszał własne słowa i nagle zamilkł…

Myślałam, że największą tajemnicą były dokumenty. Prawdziwy finał pokazał mi, od czego naprawdę musiałam się uwolnić.

Wtedy Marta powiedziała mu prawdę:
„Ona nie potrzebuje już, żebyś ją ratował.”
Adrian po raz pierwszy nie znalazł odpowiedzi.

😱 ODKRYJ, CO UKRYWALI →

👇 Finał tej historii jest już otwarty

Rate article
Miałam udawać dziewczynę mojego szefa przez siedem dni, lecz podczas rodzinnej kolacji jego siostra nagle przestała się uśmiechać
Po moim omdleniu w rezydencji Marino zażądano mojej teczki, a gdy Luca zobaczył pierwszą kartkę, jego twarz nagle pobladła