CZĘŚĆ 4
— Jeśli zostanie uznane, Chapman przejmie winnicę jeszcze tej nocy — powiedziała Denise.
Stałam w tłoczni z telefonem przy uchu, czując pod dłonią zimną stal stołu.
Margot patrzyła na mnie, jakby czekała, aż się załamię.
— Powiedz jej, żeby przestała dramatyzować — rzuciła.
— Gdzie jest ten dokument? — zapytałam Denise.
— W sekretariacie komisji gali. Chapman dostarczył go godzinę temu.
— A podpis?
— Wygląda jak twój.
Spojrzałam na Reeda.
— Kto miał dostęp do mojego gabinetu?
— Margot — odpowiedział natychmiast.
— I ty.
Reed skinął głową, ale tym razem nie spuścił wzroku.
— Tak.
Margot chwyciła czarną teczkę.
— Nigdzie nie jedziesz.
— Nie możesz mnie zatrzymać.
— Jestem właścicielką tego miejsca.
Walter uderzył laską w betonową posadzkę.
— Nie jesteś właścicielką wszystkiego.
Margot odwróciła się do niego.
— Ty też chcesz mnie zniszczyć?
— Nie. Chcę, żebyś przestała niszczyć nas wszystkich.
O siedemnastej jechaliśmy do hotelu, w którym odbywała się gala. Denise siedziała obok mnie, Priya trzymała na kolanach pudło z dokumentami, a Walter pilnował starej księgi udziałów jak relikwii.
W środku pachniało polerowanym drewnem, perfumami i winem rozlewającym się do setek kieliszków. Na ścianach wisiały fotografie rodzinnych winnic. Ashworth Hollow miało dostać nagrodę za rozwój eksportu.
Margot weszła na salę kilka minut po nas. Miała kremową suknię i broszkę po mojej matce przy kołnierzu.
Zobaczyłam ją i poczułam ukłucie, którego nie chciałam czuć.
— Nie patrz na broszkę — powiedziała Denise. — Patrz na to, co zrobiła.
Przewodniczący komisji, pan Lowell, poprosił o dokumenty. Chapman Vintners reprezentował człowiek o nazwisku Victor Hale, gładko ogolony i spokojny jak ktoś, kto już kupił wynik.
— Pani Ashworth — powiedział — rozumiem, że nie będzie pani sprzeciwiać się zmianie zarządu.
— Będę.
Margot stanęła obok niego.
— Elena nie jest dziś w dobrym stanie emocjonalnym. Złożyła rezygnację i przekazała mi pełnomocnictwo.
Victor podał komisji dokument.
Lowell spojrzał na podpis.
— To wygląda wiarygodnie.
— Wygląda — powiedziałam. — Ale nie jest prawdziwe.
Margot ścisnęła broszkę.
— Znowu oskarżasz rodzinę przed obcymi ludźmi?
— Przed ludźmi, którzy mają zdecydować o czterdziestu procentach udziałów mojego ojca.
Denise rozłożyła akt powierniczy. Priya podała bankowe potwierdzenia. Walter wyciągnął z księgi oryginalny zapis udziałów, którego numer różnił się od numeru wpisanego w dokumentach Chapmana.
Victor przestał się uśmiechać.
— To może być błąd administracyjny.
— Nie — odezwał się pan Reed.
Na sali zrobiło się cicho.
Margot odwróciła głowę.
— Reed.
— Powiedziałaś, że Elena się zgodziła. Dałaś mi skan jej podpisu i kazałaś umieścić go na umowie. Potem kazałaś mi przelać pieniądze do spółki w Napa.
— Zamknij się.
— Nie mogę. Podpisałem przelew i wiem, że jeśli będę milczał, stracę wszystko.
Margot podeszła do niego.
— To ty zatwierdziłeś płatność.
— Na twoje polecenie.
Lowell odsunął dokument.
— Komisja nie uzna tego pełnomocnictwa. Transakcja zostaje wstrzymana.
Victor zaczerwienił się.
— Chapman zainwestował już środki.
— W takim razie niech domaga się ich zwrotu od osoby, która je przyjęła — odpowiedziała Denise.
Margot spojrzała na mnie. Jej twarz była napięta, ale nie było już w niej drwiny.
— Chciałam uratować winnicę — powiedziała.
— Sprzedając ją?
— Bank miał przejąć ziemię. Projekt w Napa miał przynieść zysk. Straciłam pieniądze i bałam się, że wszyscy dowiedzą się, że nie umiałam utrzymać tego, co zostawił twój ojciec.
— Więc ukradłaś moje nazwisko.
Te słowa zabolały ją bardziej niż oskarżenia o pieniądze.
— Myślałam, że po trzydziestce zabierzesz udziały i wyrzucisz mnie z domu.
— Nigdy tego nie planowałam.
— Nie mogłam ryzykować.
— Mogłaś ze mną porozmawiać.
Margot dotknęła broszki po mojej matce.
— Bałam się, że przestanę być ci potrzebna.
Przez moment widziałam kobietę, która siedziała przy moim łóżku po śmierci rodziców. Ale pod nią była też osoba, która przez pół roku fałszowała dokumenty i ukrywała dług.
— Nadal jesteś moją rodziną — powiedziałam. — To nie unieważnia tego, co zrobiłaś.
— Co zamierzasz?
Spojrzałam na Denise.
— Unieważnimy sprzedaż. Zablokujemy wszystkie wypłaty. Margot odda swoje udziały Walterowi jako zabezpieczenie długu, a pieniądze odzyskane ze sprzedaży jej domu pójdą na rachunek winnicy.
Margot zesztywniała.
— Domu?
— Nie możesz zatrzymać wszystkiego, co kupiłaś za pieniądze firmy.
— A ty?
— Ja zostanę przy winnicy, ale nie będę już z tobą pracować.
Walter powoli zamknął księgę.
— To uczciwe rozwiązanie. Bez niego bank zabierze ziemię wszystkim.
Margot patrzyła na salę pełną ludzi, których chciała olśnić swoją opowieścią o rodzinnej tradycji. Teraz każdy słyszał prawdę.
— Podpiszę — powiedziała.
— Nie dla mnie — odparłam. — Dla ziemi, którą podobno chciałaś ratować.
Podała Denise pióro. Jej ręka drżała, gdy podpisywała przekazanie udziałów. Potem napisała oświadczenie, że użyła mojego podpisu bez zgody i poleciła Reedowi przelać pieniądze z rezerwy.
Nie było krzyku.
Było tylko szuranie pióra po papierze.
Następnego ranka spotkałam Margot w kancelarii. Przyszła bez makijażu, z broszką matki w kieszeni płaszcza.
— To należy do ciebie — powiedziała.
Nie wyciągnęłam ręki.
— Zostaw ją.
— Nie chcesz?
— Chcę pamiętać mamę bez rzeczy, którą nosiłaś, kiedy podpisywałaś moje życie za mnie.
Margot skinęła głową. Położyła broszkę na stole obok aktu powierniczego.
— Czy kiedyś mi wybaczysz?
— Nie wiem. Ale wiem, że nie będę kłamać, żeby ułatwić ci to czekanie.
To była jedyna odpowiedź, jaką mogłam jej dać.
Reed podpisał własne zeznanie i odszedł z firmy. Chapman wycofał się, gdy zrozumiał, że nie przejmie udziałów. Priya została główną księgową, a Walter zgodził się pomóc mi odbudować finanse, dopóki jego udziały nie zostaną spłacone.
Kilka dni później weszłam do gabinetu ojca. Na biurku leżała moja ostatnia wypłata, której nie zdeponowałam.
Nie była już symbolem ucieczki.
Była dowodem, że pewnego ranka przyszłam po prawdę, nawet jeśli miała mnie kosztować rodzinę.
W szufladzie znalazłam starą kartkę z jego pismem: „Ziemia jest uparta, ale uczciwa”.
Dopisałam pod spodem jedno zdanie i zaniosłam je do sali degustacyjnej, gdzie czekały pierwsze butelki z nową etykietą.
Nie zmieniłam nazwiska winnicy.
Zmieniłam tylko podpis pod nim.
A kiedy Walter podniósł kieliszek i zapytał, czy naprawdę chcę zostać, odpowiedziałam:
— Tak. Ale od dziś każda kropla będzie miała moje imię.
Przegapiłeś początek?













