CZĘŚĆ 4
— Na moje? — zapytałam.
W sali konferencyjnej nikt się nie poruszył.
Głos ojca Adriana trzeszczał w głośniku.
— Dokument wpłynął do kancelarii o ósmej trzydzieści. Wynika z niego, że to ty sprzedałaś hotel funduszowi należącemu do ojca Maren. Podpis wygląda jak twój.
Spojrzałam na swoje dłonie.
Paznokieć kciuka miałam pęknięty od pakowania sukni. Na palcu wciąż nosiłam cienki pierścionek z maleńkim bursztynowym oczkiem, który dostałam od matki. Przez chwilę patrzyłam na niego, jakby mógł mi wyjaśnić, w jaki sposób moje nazwisko znalazło się na umowie.
— To część planu — powiedział Adrian. — Chcieli, żeby wyglądało, jakbym była zamieszana.
Maren ruszyła w stronę drzwi.
— Muszę porozmawiać z moim ojcem.
— Nie wyjdziesz — powiedział Caleb.
— Odsuń się.
— Nie.
Tessa siedziała z twarzą ukrytą w dłoniach.
— To miało być tylko małe oszustwo — wyszeptała. — Miałam zdobyć kartę i sprawdzić, czy Julia śpi. Maren powiedziała, że nikt nie ucierpi.
— Właśnie dlatego nie można było pozwolić, żebyś dalej milczała — odparła Denise.
Pan Wrona wyjął z teczki formularz.
— Hotel ma zapis wejść do pokoju. Jest też podpis pracownika technicznego, który wymienił kratkę wentylacyjną wczoraj po południu. Powiedział, że kobieta w białym płaszczu wręczyła mu pieniądze, żeby zostawił ją niedokręconą.
Maren spojrzała na Tessię.
— To byłaś ty.
— Nie. To byłaś ty — odpowiedziała Tessa.
Jej głos był cichy, lecz tym razem się nie cofnęła.
Adrian zadzwonił do ojca.
— Nie podpisuj niczego. Natychmiast zablokuj przelew.
— Już próbuję — odparł starszy mężczyzna. — Ale jest coś jeszcze. Numer rachunku, na który miały trafić pieniądze, należy do firmy konsultingowej zarejestrowanej przez matkę Maren.
Maren pobladła.
— To niemożliwe.
— Wiesz, że to prawda — powiedział Adrian.
— Mój ojciec miał tylko pomóc przy dokumentach.
— Twoja matka miała odebrać pieniądze. Ty miałaś zdobyć moje pełnomocnictwo.
Maren zacisnęła pięści.
— Chciałam ci pomóc uratować hotel.
Adrian patrzył na nią długo.
— Gdybyś chciała mi pomóc, przyszłabyś z prawdziwymi dokumentami, nie z trucizną w pudełku po herbacie.
Maren odwróciła twarz.
To było jej prawdziwe pragnienie. Nie Adrian. Nie romantyczna historia. Chciała wejść do rodziny przez człowieka, który miał odziedziczyć hotel, a potem przekonać wszystkich, że tylko ona potrafi utrzymać go przy życiu. Ślub był dla niej sceną, na której zamierzała zagrać wybawicielkę.
A ja miałam zostać przeszkodą.
O jedenastej trzydzieści przyjechał notariusz ojca Adriana. Nie był ubrany jak ktoś, kto przybył na wesele. Miał granatową teczkę i twarz człowieka, który od dawna nie ufał żadnym podpisom.
Rozłożył przede mną umowę.
— Pani podpis został skopiowany z formularza rezerwacyjnego, który przesłała pani miesiąc temu organizatorce ślubu. Ktoś miał dostęp do skanu.
Spojrzałam na Denise.
— Tylko Maren miała kopię — powiedziała. — Wysyłałam jej dokumenty, żeby pomagała przy tabeli gości.
Maren zaśmiała się bezradnie.
— To nie dowodzi, że zrobiłam wszystko sama.
— Nie musisz tego robić sama — powiedziała Denise. — Twój ojciec już czeka na ciebie w samochodzie przed hotelem.
Maren spojrzała na nią gwałtownie.
— Skąd wiesz?
— Bo od dziesięciu minut dzwoni do recepcji i pyta, czy dokumenty są bezpieczne.
Nagle wszystko połączyło się w jedną całość. Maren nie była jedyną osobą, która chciała przejąć hotel. Była narzędziem swojej rodziny. Chciała Adriana, ale jeszcze bardziej chciała udowodnić ojcu, że potrafi zdobyć to, czego on nie umiał zdobyć legalnie.
Tessa zerwała się z krzesła.
— Pójdę z wami i powiem wszystko.
Maren chwyciła ją za nadgarstek.
— Jeśli wyjdziesz, mój ojciec zniszczy twoją rodzinę.
Tessa wyrwała rękę.
— Już próbował. Tylko że ty nazwałaś to pomocą.
Podeszła do mnie i wyjęła z kieszeni mały papierowy skrawek.
— To dostałam od Maren w nocy. Miałam przykleić go pod stołem w kaplicy. Miałaś znaleźć go po ceremonii.
Rozłożyłam kartkę.
Widniało na niej zdanie napisane moim charakterem pisma: „Nie mogę wyjść za Adriana. Zrobiłam coś strasznego”.
— Dlaczego mi to dajesz? — zapytałam.
Tessa spuściła wzrok.
— Bo przez całą noc udawałam, że to tylko głupi plan. A kiedy zobaczyłam butelkę, zrozumiałam, że ona naprawdę może cię skrzywdzić.
Nie odpowiedziałam od razu.
Mogłam ją znienawidzić. Miałam powód. Przez kilka godzin stała po stronie Maren, a potem próbowała ocalić przede wszystkim siebie.
— Powiesz to wszystko w obecności notariusza i kierownika ochrony — powiedziałam. — Nie dla mnie. Dla własnego sumienia.
— Powiem.
W południe ślub nie został odwołany, ale zmienił się całkowicie. Z kaplicy usunięto wszystkie osoby spoza rodziny. Obrączki Caleb trzymał w kieszeni koszuli, a nie w ozdobnym pudełku. Denise sama zamknęła pokój z suknią.
Maren i Tessa nie uczestniczyły w ceremonii.
Ojciec Maren próbował wejść do hotelu, lecz notariusz czekał już przy recepcji z dokumentami, które blokowały sprzedaż. Fundusz wycofał się, gdy odkrył fałszerstwo. Rodzina Adriana zachowała hotel, choć przez kilka tygodni musiała mierzyć się z długami i utratą zaufania do ludzi, których zatrudniała.
Maren straciła nie tylko rolę druhny. Straciła stanowisko w firmie ojca, kiedy odkrył, że użyła jego danych do utworzenia rachunku. Tessa zeznała wszystko i oddała pieniądze, które dostała za kartę. Nie stała się nagle niewinną osobą, ale przestała udawać, że była tylko widzem.
Najtrudniejsza rozmowa odbyła się między mną a Adrianem tuż przed ceremonią.
Staliśmy w pustym pokoju przygotowań. Na stole leżała moja suknia, a przy niej srebrna spinka z perłami.
— Możesz odwołać ślub — powiedział Adrian. — Nikt cię nie osądzi.
— Wiem.
— Możesz też odwołać go ze mną.
Spojrzałam na niego.
— Boję się.
— Ja też.
— Nie Maren. Tego, że ktoś może tak długo być blisko mnie i jednocześnie budować przeciwko mnie całą historię.
Adrian usiadł na krześle.
— Nie obiecam ci, że świat stanie się bezpieczny. Mogę obiecać tylko, że jeśli coś zobaczę, nie nazwę tego żartem, żeby było mi wygodniej.
Te słowa zabolały bardziej niż przeprosiny.
— Tego właśnie potrzebowałam usłyszeć.
Nie pocałowaliśmy się od razu. Najpierw podpisałam oświadczenie, że nie mam nic wspólnego z umową sprzedaży. Potem Adrian podpisał swoje. Denise zaniosła dokumenty do notariusza.
Dopiero gdy wróciła, poprawiła mi perłowy kołnierzyk.
— Gotowa?
Spojrzałam na zegar. Była dwunasta pięćdziesiąt dziewięć.
— Nie — odpowiedziałam. — Ale pójdę.
Ceremonia trwała siedemnaście minut. Kiedy Caleb podał nam obrączki, drewniane pudełko drżało w jego dłoniach. Adrian wsunął mi pierścionek na palec, omijając bursztynowe oczko pierścionka od matki.
— Julia — powiedział cicho — wybieram ciebie bez żadnego dokumentu, obietnicy i nacisku.
— A ja wybieram ciebie bez zamykania oczu.
Później, gdy goście jedli tort, Tessa podeszła do mnie przy bocznym stole. Nie miała już zielonego płaszcza. Trzymała w ręce klucz do szafki numer dziewiętnaście.
— Znalazłam go w swojej torebce — powiedziała. — Powinnaś go mieć.
Wzięłam klucz, ale nie schowałam go do kieszeni.
Położyłam go na stole obok kawałka tortu, żeby obie widziały, jak metal odbija światło.
A za ścianą, w pokoju, w którym Maren planowała mój upadek, Denise zdejmowała z kratki wentylacyjnej ostatnią luźną śrubę.
Tym razem niczego już tam nie było.
Tylko zapach lawendy i ślad po cudzej dłoni na kurzu.
Przegapiłeś początek?













