CZĘŚĆ 4 — Zmuszono mnie do ślubu z nieprzytomnym dziedzicem, lecz po jego pocałunku twarz jego matki nagle pobladła

CZĘŚĆ 4

Jeśli chcesz, żeby twoja matka przeżyła, przywieź księgę do starego portu przed wschodem słońca…

Przez kilka sekund słyszałam wyłącznie jednostajne piknięcia aparatury.

Amin leżał nieruchomo, ale jego palce zaciskały się na prześcieradle.

— Nie pojedziesz sama — powiedział doktor Samir.

— Jeśli nie pojadę, mogą ją skrzywdzić.

— Właśnie na to liczą.

Laila schowała księgę pod płaszcz. Farid stał przy ścianie z twarzą pozbawioną koloru.

— Znam port — powiedział. — I wiem, kto tam czeka.

Odwróciłam się do niego.

— Od początku pan wiedział.

— Wiedziałem, że dokumenty są fałszowane. Nie wiedziałem, że Nadia posunie się tak daleko.

— Pomagał jej pan.

Farid spuścił wzrok.

— Pomagałem utrzymać firmę przy życiu. Nadia groziła mojej córce. Ale kiedy zobaczyłem twój podpis na małżeństwie, zrozumiałem, że przekroczyliśmy granicę.

— Granicę przekroczyliście dawno temu.

Nie zaprzeczył.

O czwartej trzydzieści wyjechaliśmy z posiadłości starym samochodem doktora. Amin leżał na noszach na tylnym siedzeniu. Laila siedziała obok niego i pilnowała kroplówki. Ja trzymałam telefon, na którym pojawiały się kolejne wiadomości od porywaczy.

„Jeden błąd i twoja matka znika”.

Port pachniał solą, olejem napędowym i gnijącymi sieciami. Niebo nad magazynami miało kolor brudnej miedzi. Przy nabrzeżu stał czarny samochód z włączonym silnikiem.

Z tylnego siedzenia wysiadł Karim.

Obok niego zobaczyłam moją matkę. Miała rozciętą wargę, lecz szła o własnych siłach.

— Mamo!

— Zofiu, nie oddawaj im księgi!

Karim przyłożył jej nóż do szyi.

— Jeszcze jeden krok i będziesz oglądać, jak tonie.

Schowałam księgę za plecami.

— Chcesz pieniędzy Ramiego.

— Chcę tego, co mi się należy.

— Ukradłeś je.

— Rami był słaby. Nadia była bezwzględna. Ja miałem zostać z niczym, więc zrobiłem to, co robi każdy człowiek, kiedy rodzina odwraca się od niego plecami.

— Rozbiłeś samochód Amina.

Karim uśmiechnął się bez radości.

— Amin miał podpisać dokumenty, które oddawały mi kontrolę nad firmą. Nie chciał. Wtedy trzeba było go uciszyć.

— A mojego ojca?

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Matka zabroniła mi przyjść na ślub siostry, a gdy podniosłam głowę, kierownik hacjendy nagle zbladł

— Twój ojciec znalazł przelewy. Myślał, że prawda go ochroni.

Z tyłu rozległ się głos Amina.

— Nie dlatego go zabiłeś.

Wszyscy odwrócili głowy.

Amin siedział na noszach. Był blady, podłączony do przewodu, ale jego oczy były otwarte. Samir podtrzymywał go za ramię.

Karim cofnął się o krok.

— To niemożliwe.

— Przez sześć miesięcy słyszałem wszystko — powiedział Amin. — Słyszałem, jak Nadia kazała przenieść moje dokumenty. Słyszałem, jak mówiłeś lekarzowi, żeby zmniejszył dawkę leków.

Nadia pojawiła się za samochodem. Nie wiedziałam, skąd przyszła. W dłoni trzymała mały pistolet.

— Amin, wracaj do środka.

— Mamo, przestań.

To słowo rozdarło powietrze mocniej niż syrena statku.

Nadia spojrzała na niego, jakby po raz pierwszy zobaczyła nie chorego syna, lecz człowieka, który mógł ją osądzić samym spojrzeniem.

— Robiłam to dla rodziny — powiedziała.

— Robiłaś to dla firmy.

— Twój ojciec zostawił ją w ruinie.

— Rami zostawił pieniądze, żeby ją ratować. Ty je ukradłaś.

Laila wyjęła drugą kopię księgi.

— Oryginał jest już u człowieka, któremu ufamy. Jeśli coś nam się stanie, dokumenty trafią do wszystkich wspólników.

Karim rzucił się w jej stronę. Farid zastąpił mu drogę.

— Ani kroku.

— Ty też chcesz mnie zatrzymać?

— Chcę przestać uciekać.

Karim uderzył go w twarz. Farid zachwiał się, lecz nie upadł. Z kieszeni wyciągnął klucz do magazynu.

— Nadia trzyma tam resztę dokumentów — powiedział. — Wszystkie. Także podpisy Ramiego.

Nadia skierowała broń na niego.

— Zdradziłeś mnie.

— Nie. Wreszcie powiedziałem prawdę.

W oddali zawyły syreny portowej ochrony. Nie przyjechała policja; Farid wcześniej wezwał zarząd portu i wspólników firmy. Ludzie, którym Nadia przez lata groziła, zaczęli wysiadać z samochodów. Każdy miał telefon w ręku. Każdy patrzył.

Nadia opuściła broń.

Nie dlatego, że żałowała.

Zrozumiała, że nie ma już przed kim udawać.

Karim próbował uciec przez pomost, lecz zatrzymał go Amin. Chwiał się, ledwie stał, a jednak zagrodził mu drogę.

— To koniec — powiedział Amin.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mąż wezwał mnie do szpitala z noworodkiem, a kiedy wyszeptał kilka słów, pielęgniarka nagle odwróciła wzrok

— Jesteś słaby.

— Byłem. Nie jestem już sam.

Karim spojrzał na mnie.

— To przez nią wszystko stracisz.

Amin odpowiedział bez wahania.

— To przez ciebie wszystko straciłem dawno temu.

Ochroniarze odebrali Karimowi nóż. Nadia oddała broń Faridowi, jakby nagle stała się zbyt ciężka. Nikt nie krzyczał. Nie było wielkiej sceny. Tylko krople wody spadały z metalowego pomostu na czarną taflę portu.

Później weszliśmy do magazynu.

W zamkniętej kasie znaleźliśmy umowę mojego ojca, wyniki jego badań, oryginalny depozyt Ramiego i list napisany jego ręką. Rami wyjaśniał, że pieniądze miały trafić do Amina dopiero wtedy, gdy ten przejmie firmę i oczyści ją z ludzi, którzy traktowali ją jak prywatną skarbonkę.

Mój ojciec przechował depozyt przez dwadzieścia lat.

Nie ukradł ani jednej monety.

Kiedy Nadia zobaczyła dokument, osunęła się na skrzynię z częściami do łodzi. Nie płakała. Patrzyła na podpis Ramiego tak, jakby papier mógł cofnąć wszystkie lata.

— Twój ojciec mógł mi to oddać — powiedziała.

— Oddałby, gdybyś nie próbowała go zabić.

— Bałam się, że stracę wszystko.

— Straciłaś coś, co było ważniejsze od firmy.

Nadia spojrzała na Amina.

— Ciebie?

— Zaufanie do ciebie.

To zabolało ją bardziej niż jakiekolwiek oskarżenie.

Małżeństwa nie unieważniono od razu. Amin odmówił rozwiązania umowy, dopóki moja matka nie otrzymała ochrony i dopóki bank nie wykreślił długu. Okazało się, że dług nigdy nie był prawdziwy. Istniał tylko dzięki sfałszowanej kopii, którą Farid przygotował na polecenie Nadii.

Farid przekazał zarządowi wszystkie dokumenty. Zrezygnował z pracy i przyjął odpowiedzialność za swoje podpisy. Nie prosił mnie o wybaczenie. Pomógł za to mojej matce przenieść się do bezpiecznego mieszkania i zapłacił za jej leczenie z własnych oszczędności.

Laila została główną księgową firmy. To ona pilnowała, by pieniądze Ramiego trafiły do fundacji noszącej imię mojego ojca.

Amin wracał do zdrowia powoli. Nie odzyskał od razu pełnej sprawności, lecz każdego ranka siadał przy stole i czytał dokumenty, które przez lata ukrywano przed nim.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  W piątek wyrzucono mnie z najważniejszej prezentacji, a w poniedziałek mężczyzna z windy sprawił, że dyrektor pobladł

Pewnego popołudnia przyniósł mi granatowe pióro.

To samo, którym podpisałam małżeństwo.

— Zatrzymaj je — powiedział.

— Po co?

— Bo tym razem podpiszesz coś, co wybierzesz sama.

Położył przede mną nową umowę. Nie była małżeńska. Dotyczyła fundacji mojego ojca i prawa do zarządzania pieniędzmi odzyskanymi z depozytu.

— Chcesz, żebym została? — zapytałam.

— Chcę, żebyś nie musiała zostawać z poczucia długu.

Przeczytałam każdą stronę.

Potem podpisałam.

Nie dlatego, że byłam żoną Amina.

Dlatego, że mój ojciec przez dwadzieścia lat czekał, aż ktoś wreszcie odważy się podpisać prawdę własnym imieniem.

A kiedy skończyłam, Amin wziął pióro, odwrócił je w palcach i powiedział:

— Teraz już wiesz, dlaczego poprosiłem cię, żebyś mi nie ufała za szybko.

Na marginesie dokumentu dopisałam jedno zdanie, a atrament rozlał się pod jego dłonią jak mała, granatowa plama:

— Nie muszę ci ufać szybko. Wystarczy, że dziś wiem, po której stronie stoisz.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Zmuszono mnie do ślubu z nieprzytomnym dziedzicem, lecz po jego pocałunku twarz jego matki nagle pobladła
Przyszłam do jego biura z kolacją rocznicową, lecz gdy wypowiedziałam trzy słowa, jego uśmiech nagle zniknął