CZĘŚĆ 4 — Kazano mi odmłodzić gwiazdę i ukryć jej fonogram, lecz po mojej odmowie producent nagle przestał się uśmiechać

CZĘŚĆ 4

Światła zgasły, ale nikt nie ruszył się z miejsca.

W ciemności słychać było szuranie krzeseł, szybkie kroki ochrony i płytki oddech Mai. Trzymała mnie za rękę tak mocno, że czułam nacisk jej paznokci.

— Co jest w tym załączniku? — zapytała.

— Dokument własności studia. I nazwisko człowieka, który płacił za całą sieć nagrań.

— Kto to?

Zanim odpowiedziałam, awaryjne lampy rozjaśniły korytarz czerwonym światłem. Na ekranie telefonu zobaczyłam nazwisko Antoniego Rylskiego, właściciela kilku stacji radiowych, agencji koncertowych i firmy, która od lat podpisywała umowy z Darią.

Borys zauważył ekran.

— Nie otwieraj tego publicznie — powiedział.

— Dlaczego?

— Bo Rylski ma ludzi wszędzie.

— Ty też ich miałeś. I właśnie przestali cię słuchać.

Jeden z policjantów zabrał Borysowi telefon. Drugi poprosił o kopie wszystkich dokumentów. Kierowniczka gali stała przy ścianie, blada i milcząca.

Daria usiadła na skrzyni z kostiumami. Jej srebrna suknia była pognieciona na kolanach. Z twarzy spłynął jej makijaż, a bez niego wyglądała na starszą, zmęczoną i po raz pierwszy prawdziwą.

— Czy wiedziałaś o Rylskim? — zapytałam.

— Nie.

— Ani o tym, że Maja nagrywała za ciebie?

— Wiedziałam, że ktoś pomaga przy trudniejszych partiach. Powiedziano mi, że to zwykłe wsparcie. Nie wiedziałam, że usuwano jej nazwisko z umów.

— Dlaczego nigdy nie sprawdziłaś?

Daria długo patrzyła na swoje dłonie.

— Bo bałam się, że jeśli przestanę być potrzebna, zniknę.

Jej odpowiedź nie usprawiedliwiała niczego, ale po raz pierwszy nie brzmiała jak wymówka.

Borys został wyprowadzony do małego pokoju administracyjnego. Policjant odtworzył nagranie z odtwarzacza Mai. Usiedliśmy przy stole, a głośnik telefonu położył się na blacie obok pękniętej filiżanki.

Najpierw zabrzmiał głos Borysa.

„Nazwisko sprzedaje bilety, a głos ma być niewidoczny”.

Potem jego własny śmiech.

„Maja nie ma dokąd pójść. Jej matka potrzebuje pieniędzy”.

Borys spuścił głowę.

— To jest wyrwane z kontekstu — powiedział.

— Z jakiego? — zapytałam.

— Rozmawialiśmy o rynku. O promocji.

Nagranie trwało dalej.

„Jeśli zacznie mówić, zabierzemy jej mieszkanie i dopiszemy karę umowną”.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Rodzina wyrzuciła mnie z własnej posiadłości przed świętami, a kiedy poprosiła o właściciela, ciotka nagle zamilkła

Borys podniósł wzrok. Tym razem nie miał gotowej odpowiedzi.

Usłyszał własne słowa tak, jak słyszy się głos obcego człowieka w pustym korytarzu. Zrozumiał, że nie może już poprawić zdania, zmienić tonu ani przekonać nikogo, że chodziło o coś innego.

Prawnik, który wcześniej stał po jego stronie, zamknął teczkę.

— To nie jest już spór między wykonawcami. To może być przestępstwo.

— Mówiłeś, że mnie obronisz.

— Mówiłem, że przeczytam umowę. Nie obiecywałem, że będę kłamał za pana.

Borys wstał gwałtownie.

— Wszystkich was nakarmiłem!

— Nie — odpowiedziała Maja. — Karmiłeś się nami.

To zdanie uciszyło pokój bardziej niż policyjne polecenie.

Tej samej nocy odwołano galę. Nagranie z kulis trafiło do wielu redakcji, zanim Rylski zdążył uruchomić swoich prawników. Następnego ranka jego stacje radiowe wycofały z ramówki trzy utwory przypisywane Darii.

Rylski próbował odzyskać kontrolę.

Najpierw zadzwonił do mnie jego sekretarz.

— Pani Wysocka, możemy porozmawiać o ugodzie.

— Nie mam z państwem żadnej ugody.

— Oferujemy pieniądze i ochronę prawną.

— A w zamian?

— Usunięcie materiałów.

— Nie są moje. Należą do ludzi, których okradaliście.

Rozłączyłam się.

Potem zadzwonił sam Rylski.

— Nie rozumie pani, jak wiele osób straci pracę — powiedział.

— Ludzie już ją tracą. Tylko dotąd tracili ją po cichu, za kulisami.

— Jedna młoda dziewczyna nie zmieni całej branży.

— Jedna dziewczyna nie. Ale prawda powiedziana na głos już tak.

Po tygodniu sąd zabezpieczył dokumenty spółek Rylskiego i rozpoczęto postępowanie w sprawie fałszowania umów, ukrywania autorstwa oraz wyłudzania pieniędzy. Borys nie trafił od razu do więzienia, ale nie mógł kontaktować się z pracownikami ani usuwać danych. Daria wycofała się z koncertów i publicznie oddała Mai część praw do repertuaru.

Najtrudniejszy okazał się jednak pusty pokój w domu Darii.

Tydzień po gali pojechałam tam z Mają, żeby odebrać jej rzeczy ze studia. Pomieszczenie było małe, bez okien. Na ścianie wisiały fotografie Darii z dawnych koncertów. Na każdej wyglądała młodo, pewnie i nietykalnie.

Na biurku stał mikrofon, którego Maja używała podczas pierwszej sesji. Obok leżał jej zeszyt z tekstami. Na okładce ktoś przykleił nową etykietę z napisem „głos pomocniczy”.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Mój szef wyrwał mi laptop podczas zebrania, a chwilę później zamek sali zatrzasnął się i przestał się uśmiechać

Maja zerwała ją jednym ruchem.

— Myślałam, że jeśli wystarczająco długo będę pracować, kiedyś pozwolą mi stanąć z przodu.

— Teraz możesz stanąć gdzie chcesz.

— Nie wiem, czy umiem.

— Umiesz. Tylko przez lata śpiewałaś tak, żeby nikt nie zauważył, że to ty.

Usiadła przy pianinie. Nacisnęła jeden klawisz. Dźwięk był czysty i samotny.

— Zostawmy ten mikrofon — powiedziała.

— Dlaczego?

— Żeby pamiętać, że nie oddałam głosu. Tylko ktoś próbował go podpisać cudzym nazwiskiem.

Minęły trzy miesiące.

Maja wynajęła niewielkie mieszkanie na Pradze. Jej matka zakończyła leczenie, a rachunki opłacono z pieniędzy odzyskanych po rozwiązaniu nieuczciwej umowy. Dziewczyna zaczęła pracować z niezależnymi muzykami, bez wielkich ekranów i nazwisk na plakatach.

Ja otworzyłam własną pracownię kostiumów przy spokojnej ulicy niedaleko Wisły. Na parapecie ustawiłam słoik z igłami, a obok niego mosiężną naparstnicę. Nadal poprawiałam koronki, ale już nie szyłam cudzych kłamstw tak, żeby dobrze wyglądały w telewizji.

W sobotnie popołudnie Maja przyszła do mnie z małą dziewczynką za rękę. To była jej młodsza siostra, Zosia, która od początku wierzyła, że Maja zostanie prawdziwą gwiazdą.

— Ciociu Leno, zobacz — powiedziała Zosia.

Podała mi rysunek. Przedstawiał scenę, mikrofon i trzy osoby. Jedna miała wielkie srebrne włosy, druga stała za kulisą, a trzecia śpiewała bez żadnego podpisu nad głową.

— Która to ty? — zapytałam.

— Ta z mikrofonem — odpowiedziała Zosia. — Bo Maja już nie chowa głosu.

Maja uśmiechnęła się i odwróciła wzrok.

— Jutro mam pierwszy koncert — powiedziała.

— Duża sala?

— Mała kawiarnia. Czterdzieści miejsc.

— Będziesz śpiewać na żywo?

— Całe czterdzieści minut.

— Boisz się?

— Bardzo.

— To dobrze.

— Dlaczego?

— Bo strach oznacza, że tym razem naprawdę będziesz tam obecna.

Pierwszy śnieg spadł pod koniec listopada. Płatki osiadały na parapecie mojej pracowni, a Zosia przykleiła do szyby swój rysunek. Maja wróciła z koncertu późnym wieczorem. Miała rozmazany tusz pod oczami i mokre włosy.

— Jak było? — zapytałam.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Miałam opatrywać rannych, lecz po jednym strzale generał zbladł i odsunął się od mapy

— Nikt nie znał mojej piosenki.

— To źle?

— Nie. Na końcu wszyscy znali refren.

Następnego dnia przyszła wiadomość od Borysa. Pisał, że wszystko zrozumiał, że Rylski go wykorzystał, że może zacząć od nowa. Prosił, żebym zeznawała na jego korzyść i przekonała Maję do wycofania pozwu.

Przeczytałam ją dwa razy.

Potem odpisałam tylko:

„Nie będę już ratować ludzi przed skutkami ich własnych decyzji”.

Nie odpowiedział.

Kilka tygodni później wysłał jeszcze jedną wiadomość. Tym razem bez tłumaczeń.

„Pamiętasz, jak mówiłaś, że kostium może zmienić człowieka?”

Odpisałam:

„Pamiętam. Ale nie zastąpi głosu”.

Odłożyłam telefon i wróciłam do pracy. Na stole leżał płaszcz Mai przed jej pierwszym dużym koncertem. Przy mankiecie odpruła się srebrna nić. Sięgnęłam po naparstnicę, wsunęłam ją na palec i zaczęłam przyszywać materiał.

Tym razem nie poprawiałam jej po to, żeby ukryć pęknięcie.

Wzmacniałam miejsce, przez które miało wejść światło.

A potem Maja wyszła na scenę i zaśpiewała własnym głosem.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Kazano mi odmłodzić gwiazdę i ukryć jej fonogram, lecz po mojej odmowie producent nagle przestał się uśmiechać
Teściowa podała mojej córce suchy makaron, a gdy zapytałam o pieniądze na dzieci, mój mąż nagle zamilkł