CZĘŚĆ 4
Carmen nie zdążyła odłożyć telefonu, gdy połączenie zostało przerwane.
Przez chwilę słyszałam tylko syczenie aparatu przy łóżku i cichy oddech Sofii.
— Kto zna adres pokoju przy pralni? — zapytała Mariana.
— Każdy, kto pracuje w tym domu — odpowiedziała Carmen.
— Zamknąć bramy — powiedział Salvatore.
Jego głos był słaby, ale natychmiast wszyscy go usłuchali.
Ochroniarze pobiegli do wejść. Jeden zamknął żelazne wrota, drugi wyłączył światła na podjeździe. Doktor Bellini próbował wymknąć się tylnym korytarzem, lecz dwóch ludzi zatrzymało go przy spiżarni.
— To pomyłka — powtarzał. — Jestem lekarzem.
— Byłeś lekarzem — odparła Mariana.
Zabrała mu kluczyki i telefon.
Matteo siedział w bibliotece z rękami skutejmi z przodu. Jeszcze godzinę wcześniej wszyscy w domu bali się jego nazwiska. Teraz patrzył na niebieskiego misia Sofii, jakby to właśnie on odebrał mu władzę.
— Gdzie jest kierowca? — zapytała Carmen.
— Nie wiem — syknął Matteo.
— Kłamiesz.
— Myślisz, że jedna karta pamięci wystarczy, żeby mnie pogrążyć?
Mariana włączyła nagranie ponownie.
Z głośników popłynął głos Matteo.
„Jeśli się obudzi, wszystko opowie”.
Matteo zesztywniał.
„Masz utrzymać go w śpiączce, dopóki nie podpiszę przejęcia udziałów”.
Po raz pierwszy usłyszał własne słowa nie jako broń, lecz jako dowód. Odwrócił twarz, ale nagranie nie miało litości.
„A jeśli umrze?”
„Wtedy będzie łatwiej”.
W bibliotece zapadła cisza.
— To nie mój głos — powiedział.
— Jest twój — odpowiedziała Carmen.
— To można podrobić.
— W takim razie powiesz to prokuratorowi.
Matteo spojrzał na mnie.
— Valerio, nie rozumiesz, w co się wplątałaś. Salvatore nie jest dobrym człowiekiem.
— Być może nie — powiedziałam. — Ale ty nie walczyłeś z jego złem. Walczyłeś o jego miejsce.
Po południu przyjechali śledczy. Zabrali kartę, komputery, dokumentację medyczną i fiolkę znalezioną w gabinecie Belliniego. Kierowca z mostu został odnaleziony w hotelu na przedmieściach i zgodził się zeznawać.
Ja siedziałam przy Sofii w pralni, bo nie chciałam, żeby widziała skutych ludzi. Trzymała misia pod brodą. Brakujące ucho zahaczało o jej włosy.
— Mamo, ten pan już nie śpi?
— Nie.
— To dobrze?
Popatrzyłam na drzwi prowadzące do skrzydła medycznego.
— Tak. To dobrze.
Wieczorem Salvatore poprosił, żebym przyszła sama. W pokoju paliła się tylko mała lampka. Na stoliku leżał srebrny medalion mojej matki, który nosiłam od dzieciństwa.
— Skąd go masz? — zapytał.
— Został po niej.
— Dałem go Elenie, kiedy uciekaliśmy z domu mojego ojca. Miał przypominać jej, że ktoś jej wierzy.
Usiadłam przy łóżku.
— Dlaczego nigdy mnie nie znalazłeś?
— Szukałem. Matteo przechwytywał listy, płacił ludziom, żeby kłamali. Kiedy wreszcie trafiłem na twój ślad, twoja matka już nie żyła. Potem zaatakowano mnie na moście.
— A teraz chcesz mnie zatrzymać tutaj?
— Chcę ci dać wybór. Pieniądze, mieszkanie, ochronę. Nie jako zapłatę. Jako dług, którego nie mogłem spłacić twojej matce.
Poczułam, że łzy napływają mi do oczu, ale ich nie otarłam.
— Nie chcę być czyimś obowiązkiem.
— Nie jesteś obowiązkiem, Valerio. Jesteś rodziną.
To słowo zabolało bardziej niż cała reszta.
Dwa dni później Matteo został formalnie oskarżony o próbę zabójstwa, fałszowanie dokumentów i przekupienie lekarza. Bellini stracił prawo wykonywania zawodu i trafił do aresztu. Ochroniarz, który wcześniej milczał, przekazał śledczym nazwiska pozostałych ludzi z grupy Matteo.
Salvatore nie wrócił do dawnego życia.
Kiedy wyszedł ze szpitala, przekazał większość interesów prawnikom i zaczął porządkować sprawy, które przez lata udawał, że go nie dotyczą. Nie próbował wybielić swojej przeszłości. Powiedział tylko, że po raz pierwszy chce zbudować coś, czego nie trzeba chronić bronią.
Ja przeniosłam się z Sofią do małego mieszkania nad piekarnią. Salvatore opłacił kaucję, ale umowa była na moje nazwisko. Znalazłam pracę w pracowni dekoratorskiej. Rano pachniało tam klejem, drewnem i cynamonem, a Sofia rysowała kredą po kartonach.
Minęły trzy miesiące.
Pierwszy śnieg spadł w czwartek.
Sofia siedziała na parapecie i liczyła płatki, kiedy dostałam wiadomość z nieznanego numeru.
„Mogę wszystko naprawić. Wróć do domu Rossi. Zabrałem ci tylko czas”.
Wiedziałam, że Matteo wysłał ją z aresztu przez kogoś z zewnątrz.
Skasowałam wiadomość.
Nie odpowiedziałam.
Wieczorem Salvatore przyszedł do nas bez ochroniarzy. Przyniósł Sofii nowego misia, ale ona odsunęła go na bok i przytuliła swojego starego, niebieskiego, z jednym uchem.
— Ten jest mój — oznajmiła.
— Wiem — powiedział Salvatore.
Przy kolacji Sofia zasnęła na kanapie. Ułożyłam ją pod kocem, a potem usiadłam przy oknie. Na szybie odbijał się srebrny medalion mojej matki.
Salvatore stanął obok.
— Nadal śpiewasz jej tę kołysankę? — zapytał.
— Każdej nocy.
— A sobie?
Pomyślałam o wszystkich nocach spędzonych przy cudzych pralkach, w zimnych pokojach i na podłogach, których nikt nie chciał nawet dotknąć.
— Teraz czasem też sobie.
Za oknem śnieg osiadał na parapecie. Sofia przez sen ścisnęła łapkę misia, a urwane filcowe ucho poruszyło się lekko, gdy oddychała.
Po raz pierwszy nie musiałam uciekać przed przeszłością.
Po raz pierwszy miałam dokąd wracać.
I tej nocy to ja zasnęłam spokojnie, trzymając za rękę córkę, która obudziła człowieka, przed którym drżało całe miasto.
Przegapiłeś początek?













