CZĘŚĆ 4 — W noc poślubną znalazłam na sukni ślad zdrady, a gdy próbowałam uciec, mój mąż nagle zbladł

CZĘŚĆ 4

Wiedziałam, że prawdziwa walka dopiero się zaczyna.

Sebastian otworzył bramę dopiero wtedy, gdy jego straż sprawdziła każdego jeźdźca. Mój brat, Damian, zeskoczył z konia i wbiegł do środka. Śnieg topniał na jego włosach, a na policzku miał świeże rozcięcie.

— Kopalnia północna nadal stoi — powiedział. — Ale trzy ładunki znaleźliśmy przy szybie numer siedem.

— Kto je podłożył? — zapytałam.

— Ludzie Adriana. Jeden z nich żyje.

Sebastian odwrócił się do kapitana.

— Natychmiast wysłać oddział do kopalni. Nikt nie dotyka lontów, dopóki nie przybędzie saper.

— A Rada? — spytałam.

— Zbierzemy ją tutaj. Jeśli Adrian chce wojny, nie damy mu czasu, by ją rozpocząć.

Nie zdążył zrobić kroku, gdy w komnacie rozległ się dźwięk dzwonka. Na stole leżał mały aparat połączony z przewodem biegnącym do wieży.

Sebastian podniósł słuchawkę.

— Mów.

Po chwili podał ją mnie.

— To Adrian.

Przyłożyłam metal do ucha.

— Genowefa, słyszysz mnie?

Jego głos był spokojny. Zbyt spokojny.

— Słyszę.

— Twój ojciec zostanie stracony o zachodzie słońca, jeśli nie wrócisz do zamku.

— Mój ojciec nie zabił twojego człowieka.

— Nie musiał. Rada potrzebuje winnego, a ty możesz go wskazać.

— To ty go potrzebujesz.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Nadal możesz być moją żoną — powiedział. — Wystarczy, że powiesz, iż uciekłaś z królem Alf z własnej woli i że dokumenty są kradzione.

— A Eugenia?

— Ona po prostu zniknie.

Poczułam, jak palce zaciskają mi się na słuchawce.

Sebastian stał obok, lecz nie próbował słuchać. Dał mi wybór, którego Adrian nigdy mi nie dawał.

— Nie wrócę — powiedziałam.

— W takim razie twój ojciec umrze przez ciebie.

— Nie. Przez ciebie.

Odłożyłam słuchawkę.

Eugenia zaczęła płakać.

— On zabije ojca.

— Nie zdąży — odpowiedział Sebastian.

Jeszcze tego samego ranka wyruszyliśmy do zamku. Nie jechaliśmy jednak drogą prowadzącą przez przełęcz. Sebastian znał stary tunel pod górą, używany dawniej przez górników. W środku pachniało wilgotnym kamieniem, a nasze kroki odbijały się od ścian jak odległe uderzenia serca.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Wróciłem wcześniej w sylwestrową noc i znalazłem żonę głodną z niemowlęciem, a gdy zapytałem o rodzinę, moja matka przestała się uśmiechać

Kiedy dotarliśmy do tylnego dziedzińca zamku, straż Adriana była już rozproszona. Ludzie Sebastiana przejęli bramy bez walki.

Mojego ojca znaleźliśmy w wieży archiwów, przykutego do żelaznego pierścienia.

— Genowefo? — wyszeptał.

Padłam przed nim na kolana.

— Przepraszam, że nie przyjechałam wcześniej.

— Nie przepraszaj. Wiedziałem, że wrócisz po prawdę.

Adrian czekał na nas w sali głównej. Miał na sobie ślubny płaszcz, ale jego kołnierz był rozdarty. Obok niego stali członkowie Rady Alf, mój ojciec Adriana i kilku kupców, którzy wcześniej wiwatowali na naszą cześć.

— To zdrada — oznajmił Adrian. — Król Alfa wtargnął na moje ziemie i porwał moją żonę.

Sebastian wyciągnął dokument.

— Twoja żona nigdy nie została związana z tobą więzią. Za to ty naznaczyłeś jej siostrę przed świadkami.

Adrian wskazał na Eugenię.

— Ona dobrowolnie przyszła do mnie.

— Przyszła, bo ją zmanipulowałeś — powiedziałam.

— Jesteś zazdrosna i upokorzona. Nikt ci nie uwierzy.

Sebastian uruchomił metalowy cylinder.

Głos Adriana wypełnił salę.

— Kiedy Genowefa zostanie uznana za niewierną, Rada odbierze jej kopalnie. Eugenia dostanie nazwisko i majątek. A ja będę miał oba terytoria.

Wszyscy zamilkli.

Adrian cofnął się o krok.

— To podrobione.

Sebastian odtworzył kolejną część nagrania.

— Naładuj znak przed północą. Jeśli Genowefa cię zobaczy, tym lepiej. Jej gniew będzie wyglądał jak przyznanie się do winy.

Tym razem nawet ojciec Adriana spuścił wzrok.

Eugenia podeszła do stołu.

— To jego głos. Byłam tam.

Adrian spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Po tym wszystkim stajesz po jej stronie?

— Nie stoję po jej stronie — odpowiedziała drżąco. — Po raz pierwszy stoję po swojej.

Mój ojciec podał Radzie prawdziwą umowę. Klauzula była jednoznaczna. Zdrada więzi, próba fałszerstwa i zamach na kopalnię oznaczały utratę praw do terytorium oraz natychmiastowe wygnanie Adriana z ziem Śnieżnych Wyżyn.

Do sali weszli strażnicy.

Adrian rzucił się do miecza.

Nie zdążył go dobyć.

Sebastian zatrzymał jego rękę i powiedział tylko:

— Wystarczy.

Po południu Rada unieważniła moje małżeństwo. Mój ojciec został oczyszczony z zarzutów, a ludzie schwytani przy kopalni zeznali, że rozkaz wydał Adrian.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — Dzień po ślubie teściowa spryskała mi twarz środkiem dezynfekującym, a spokojna reakcja mojego męża sprawiła, że zamarłam

Adrian nie został zabity ani publicznie upokorzony. Stracił tytuł, ziemie i prawo do noszenia herbu. Miał opuścić góry przed zachodem słońca.

Jego ojciec odmówił mu adwokata.

— Broniłem cię całe życie — powiedział. — Ale nie będę bronił człowieka, który podpalił własny dom.

Najtrudniejszy moment przyszedł wieczorem.

W archiwum odtworzono nagranie jeszcze raz, tym razem przed wszystkimi świadkami. Adrian musiał słuchać własnych słów. Stał nieruchomo, z twarzą pozbawioną koloru.

Kiedy usłyszał: „A ja będę miał oba terytoria”, zamknął oczy.

— Przestańcie — wyszeptał.

— To ty to powiedziałeś — odparł Sebastian.

Adrian otworzył oczy.

Po raz pierwszy usłyszał własny głos tak, jak słyszeli go inni.

Nie było w nim miłości.

Nie było nawet gniewu.

Była tylko zachłanność.

Następnego ranka wróciłam do pokoju, w którym miałam spędzić noc poślubną. Na krześle leżał mój welon. Na podłodze znalazłam srebrną spinkę w kształcie górskiego szczytu, którą zgubiłam podczas ucieczki.

Podniosłam ją.

W lustrze zobaczyłam kobietę w pomiętej sukni, z rozciętą dłonią i oczami starszymi o kilka lat.

Nie byłam już panną młodą.

Nie byłam też czyjąś nagrodą.

Eugenia opuściła zamek trzy dni później. Nie prosiła o wybaczenie. Zaczęła pracować w lecznicy przy wschodniej przełęczy, a część własnego majątku przekazała rodzinom górników, których Adrian zmuszał do fałszowania ksiąg.

Nie wróciłyśmy do dawnej bliskości.

Ale kiedy któregoś wieczoru zapytała, czy może przyjechać na urodziny mojego ojca, odpowiedziałam:

— Możesz. Tym razem bez tajemnic.

Minęły trzy miesiące.

Zamieszkałam w domu przy kopalni północnej. Nie w zamku. W małym, drewnianym domu z kuchnią pachnącą chlebem i oknem wychodzącym na góry.

Rano sprawdzałam księgi wydobycia. Po południu uczyłam młode kobiety z rodzin górników, jak czytać umowy, żeby żaden alfa nie mógł już odebrać im domów jednym podpisem.

Sebastian przyjeżdżał raz w tygodniu. Nigdy nie wchodził bez pukania.

Pewnego ranka przyniósł mi kubek gorzkiej herbaty i rysunek, który zrobiła moja mała kuzynka Lidia. Narysowała trzy góry, czarnego konia i kobietę stojącą przed otwartą bramą.

— To ty? — zapytałam.

— Powiedziała, że to ty — odparł Sebastian.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  CZĘŚĆ 4 — W trzydziestym ósmym tygodniu ciąży błagałam męża o pomoc, a jego uśmiech zniknął, gdy wrócił dwa dni później

— A koń?

— Mam nadzieję, że to ja.

Uśmiechnęłam się po raz pierwszy bez bólu.

Nie potrzebowałam wtedy nowej przysięgi. Potrzebowałam ciszy, w której nikt niczego ode mnie nie żądał.

Pierwszy śnieg spadł pod koniec jesieni.

Siedziałam przy oknie i sortowałam rachunki, gdy na stole pojawił się list. Nie miał herbu. Rozpoznałam jednak pismo Adriana.

„Wiem, że wszystko zniszczyłem. Daj mi jedną rozmowę. Nie proszę o powrót. Proszę tylko, żebyś pamiętała, że kiedyś naprawdę cię kochałem.”

Przeczytałam go dwa razy.

Potem odłożyłam kartkę do ognia.

Nie dlatego, że chciałam go ukarać.

Dlatego, że nie musiałam już przechowywać cudzych wymówek.

Sebastian stał w drzwiach.

— Chcesz, żebym został?

Spojrzałam na niego.

— Tak. Ale nie dlatego, że uciekam przed kimś.

— Wiem.

Usiadł naprzeciwko mnie, a między nami nie było żadnej umowy, pieczęci ani politycznej korzyści.

Tylko wybór.

Wieczorem przypięłam srebrny górski szczyt do ciemnego płaszcza. Metal był porysowany, lecz nadal odbijał światło ognia.

Wyszłam przed dom.

Śnieg przykrył ślady prowadzące z zamku, ale nie zasypał drogi przede mną.

Tym razem to ja wybierałam, dokąd prowadzi.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — W noc poślubną znalazłam na sukni ślad zdrady, a gdy próbowałam uciec, mój mąż nagle zbladł
CZĘŚĆ 4 — Moja ciężarna żona została pobita przez własną rodzinę, a gdy stanąłem pod salą, jej ojciec nagle przestał się uśmiechać