CZĘŚĆ 4 — Brat sprzedał mój warsztat mafijnemu królowi, lecz gdy odmówiłam podpisu, Gabriel Costa nagle przestał się uśmiechać

CZĘŚĆ 4

…Człowiekiem, który nagrał rozkazy Matteo Rinaldiego, był jego własny księgowy.

Siedział związany w korytarzu, z rozciętą wargą i małym urządzeniem nagrywającym przyklejonym taśmą pod mankietem koszuli.

— Nie patrz na mnie — szepnął do Gabriela. — Patrz na niego.

Rinaldi wszedł do pokoju z dwoma uzbrojonymi ludźmi. Za nimi szedł Leo, blady, zakrwawiony, ale żywy. Miał rozdartą koszulę i jedną rękę przyciśniętą do boku.

— Bracie — powiedział Rinaldi. — Zawsze byłeś zbyt sentymentalny.

Gabriel nie drgnął.

— Zostaw mojego księgowego.

— Najpierw dokumenty.

— Nie masz pojęcia, czego żądasz.

— Mam pojęcie lepsze niż ty. Twój port, twoje przedsiębiorstwa, ziemia Morettich. Wszystko przejdzie pod zarząd ludzi, którzy nie będą zadawać pytań.

Rinaldi spojrzał na mnie.

— A ty podpiszesz pierwsza.

Wtedy odtworzyłam nagranie.

Głos Rinaldiego wypełnił mały pokój.

„Podpalcie magazyn, ale zostawcie część z numerem warsztatu Morettich. Costa musi uwierzyć, że to ich sprawka. Kiedy zacznie ich chronić, policja połączy oba nazwiska. Potem przejmę port.”

Rinaldi pobladł.

Jeden z jego ludzi odwrócił głowę.

— To podróbka — powiedział Rinaldi.

— Sam wybrałeś miejsce rozmowy — odparł księgowy. — Kamery portowe również działają.

Gabriel zrobił krok naprzód.

— Powiedz mu, co zrobiłeś mojemu ojcu.

Rinaldi zacisnął usta.

— Twój ojciec był słaby.

— A mój? — zapytałam.

Rinaldi spojrzał na mnie.

— Twój ojciec za dużo wiedział.

W tym momencie usłyszeliśmy syreny.

Rinaldi roześmiał się nerwowo.

— Myślisz, że policja ci pomoże? Połowa miasta pracuje dla mnie.

— Nie policja — powiedział Gabriel. — Prokuratura.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. Do środka weszli funkcjonariusze z nakazami przeszukania. Za nimi pojawiła się prokuratorka, którą znałam tylko z gazet. W ręce trzymała kopertę z zapisami przelewów.

— Matteo Rinaldi, jest pan zatrzymany w związku z próbą zabójstwa, podpaleniami, fałszowaniem dokumentów i wymuszeniami — powiedziała.

Rinaldi cofnął się.

— Gabriel, powiedz im, że to nieporozumienie.

Gabriel popatrzył na niego długo.

— Nie jesteśmy rodziną.

Rinaldi został wyprowadzony w kajdankach. Leo osunął się na krzesło. Dominic rozciął mu więzy.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż zatrzymał mój bilet na lotnisku i zażądał przeprosin, lecz po jednym moim telefonie jego uśmiech nagle zniknął

— Przepraszam — wyszeptał Leo.

— Wiem — odpowiedziałam. — Ale tym razem przeprosiny nie spłacą długu.

Nazajutrz telefony nie przestawały dzwonić.

Prawnicy Rinaldiego próbowali odzyskać dokumenty, lecz kancelaria Gabriela odmówiła współpracy. Jeden z adwokatów zadzwonił do mnie osobiście.

— Pani Moretti, może pani wycofać zeznania.

— Nie.

— W zamian za ochronę.

— Nie potrzebuję ochrony od człowieka, który już został zatrzymany.

— Proszę się zastanowić.

— Zastanowiłam się, zanim odebrałam telefon.

Rozłączyłam się.

Gabriel przez cały dzień próbował odzyskać kontrolę nad firmą. Wysyłał ludzi do magazynów, sprawdzał księgi, odwoływał umowy. W końcu poprosił mnie, żebym poszła z nim do sali konferencyjnej.

Na stole stał magnetofon.

Odtworzył nagranie własnej rozmowy z Rinaldim sprzed kilku miesięcy. Słyszałam, jak Gabriel mówił, że Moretti Auto jest tylko przeszkodą i że jeśli nie podpiszę, „ktoś przekona mnie inaczej”.

Zrobił to, by zmusić Rinaldiego do ujawnienia się.

Ale słowa brzmiały inaczej, kiedy słyszało się je z boku.

Gabriel wyłączył urządzenie.

— Brzmię jak mój ojciec — powiedział.

— Brzmisz jak człowiek, który przez lata uważał strach za język negocjacji.

— Nie zaprzeczysz.

— Nie.

Jego twarz stężała, lecz nie odwrócił wzroku.

— W takim razie dlaczego nadal tu jesteś?

— Bo po raz pierwszy słuchasz odpowiedzi.

Kilka dni później weszłam do pustego gabinetu mojego ojca. Przez piętnaście lat stało tam jego krzesło, a na ścianie wisiało zdjęcie mnie i Leo przy pierwszym podnośniku. Teraz wszystko było opróżnione. Została tylko prostokątna plama po fotografii i mój czerwony przybornik z półksiężycem na wieczku.

Wzięłam go do ręki.

Ojciec naprawiał nim pierwszą ciężarówkę Costów. Nie wiedziałam wtedy, że pewnego dnia ten sam przybornik pomoże mi odzyskać prawdę o jego śmierci.

Trzy miesiące później warsztat działał lepiej niż kiedykolwiek.

Leo chodził na terapię i pracował przy zamówieniach, gdzie nie miał dostępu do pieniędzy. Pierwszy raz w życiu przyjął ograniczenie bez udawania, że jest ono obrazą.

Gabriel zamknął część nielegalnych interesów i przekształcił port w przedsiębiorstwo transportowe. Oddał mi sześćdziesiąt procent udziałów w warsztacie bez żadnego warunku.

PRZECZYTAJ TAKŻE:  Mąż zostawił ciężarną żonę w lesie po strasznej kłótni, lecz gdy zobaczył mrówki na jej brzuchu, nagle przestał się uśmiechać

— To było twoje od początku — powiedział.

— Nie. Od początku próbowałeś to odebrać.

— Wiem.

— A teraz?

— Teraz chcę zasłużyć, żebyś pozwoliła mi zostać.

Nie odpowiedziałam od razu.

Został.

Nie jako właściciel mojego życia. Nie jako człowiek, który wydawał polecenia. Po prostu jako Gabriel, który nauczył się pytać.

W grudniu spadł pierwszy śnieg. Palermo przykryło się cienką białą warstwą, a moja siedmioletnia siostrzenica, Mia, narysowała na szybie warsztatu czerwony przybornik z wielkim księżycem.

— To twój skarb? — zapytała.

— Jeden z nich.

— A drugi?

Spojrzałam na Gabriela, który stał przy otwartej masce ciężarówki i po raz pierwszy nie udawał, że zna się na silnikach.

— Drugi nauczył się, że nie wszystko można kupić.

Tego samego wieczoru dostałam wiadomość od Rinaldiego. Z więzienia próbował napisać, że może pomóc mi odzyskać kolejne dokumenty. Obiecywał informacje, pieniądze i zemstę na ludziach, którzy go zdradzili.

Odpisałam tylko jedno zdanie.

„Nie będę już ratować cię przed konsekwencjami twoich decyzji.”

Potem usunęłam wiadomość.

Gabriel znalazł mnie przy biurku.

— Wszystko w porządku?

— Tak.

— Chcesz o tym porozmawiać?

Popatrzyłam na czerwony przybornik. Półksiężyc wyryty przez ojca błyszczał w świetle lampy.

— Nie. Chcę zamknąć warsztat i wrócić do domu.

Gabriel skinął głową.

Zgasiłam światło.

Na wieczku przybornika został cienki ślad smaru, taki sam jak wtedy, gdy pierwszy raz weszłam do gabinetu Gabriela i postanowiłam go znienawidzić.

Tym razem nie pachniał strachem.

Pachniał wolnością.

Rate article
CZĘŚĆ 4 — Brat sprzedał mój warsztat mafijnemu królowi, lecz gdy odmówiłam podpisu, Gabriel Costa nagle przestał się uśmiechać
CZĘŚĆ 4 — Siostra zadzwoniła o świcie, ogłosiła śmierć ojca i zakazała mi wracać do domu — wtedy jego ręka drgnęła